Zdrowe Dzieci

O utrzymaniu dzieci w zdrowiu i wyprowadzaniu ich z choroby bez leków, bez suplementów.

Wpisy

  • sobota, 25 kwietnia 2015
  • wtorek, 21 kwietnia 2015
  • czwartek, 16 kwietnia 2015
    • CIEKAWE KSIĄŻKI – SFERA PSYCHICZNA (ciąg dalszy)

       

      Książka Alexandra Neilla Nowa Summerhill nie jest jedyną, która zachęca rodziców i nauczycieli do przejścia na stronę dziecka (przytaczam jeszcze raz cytat z Nowej Summerhill: Wolę określenia Homera Lane’a: „być po stronie dziecka”, co oznacza aprobatę, sympatię, życzliwość i całkowity brak autorytetu dorosłego, str. 385).

      Wspaniałą kontynuacją i uzupełnieniem myśli podjętej przez Homera Lane’a, a potem – Alexandra Neilla są publikacje m.in. Jespera Juula, Alfie Kohna czy Thomasa Gordona. A oto one:

       

      JESPER JUUL: TWOJE KOMPETENTNE DZIECKO. DLACZEGO POWINNIŚMY TRAKTOWAĆ DZIECI POWAŻNIEJ? (MiND Dariusz Syska, 2011)

      Kompetencja dziecka, zdaniem autora, polega na przekazywaniu przez dziecko nam – dorosłym cennej informacji zwrotnej, tj. możemy czerpać wiedzę od samego dziecka, budując z nim autentyczny dialog, porozumienie, oparte na poszanowaniu godności obu stron. Jednym z ważnych komunikatów, jakie przesyła nam dziecko jest zachowanie, które określamy jako „bunt”. Jesper Juul odnosi się też do niesłusznego przypisywania konfliktów (między rodzicami i dzieckiem) procesowi jego dojrzewania. Autor podkreśla wielokrotnie (również w swoich innych książkach i w wywiadach), że odpowiedzialność za jakość relacji zawsze ponosi strona silniejsza, pozostająca w nadrzędnej pozycji, czyli rodzic bądź nauczyciel - w przypadku relacji z dzieckiem. W książce poruszona jest też kwestia stawiania granic, które pedagodzy i rodzice tak chętnie wyznaczają dzieciom, w imię „ich poczucia bezpieczeństwa” (sama wielokrotnie spotkałam się z takim podejściem nauczycieli czy wychowawców moich Dzieci; za każdym razem miałam wrażenie, że takie podejście jest nadużywane, że tak naprawdę nie stanowi ochrony dla dziecka, lecz mniej lub bardziej niezauważalnie krzywdzi je). Istotne jest, aby umieć w relacji z dzieckiem określić swoje granice; wyznaczanie granic dziecku i szerzej – stawianie ograniczeń innym ludziom jest przede wszystkim przejawem chęci sprawowania władzy (str. 23). Chęć sprawowania władzy przejawia się również w wymierzaniu dziecku kar. Autor przestrzega też przed uciekaniem się do tzw. konsekwencji, które w rzeczywistości są karą; zarówno kary, jak i ich eufemistyczny odpowiednik - „konsekwencje” niszczą relacje dorosłego z dzieckiem. Wspomina o znaczeniu wartości demokratycznych w rodzinie, ale na plan pierwszy wysuwa jakość dialogu w rodzinie, czyli sposobu, w jaki członkowie rodziny odnoszą się do siebie i jak się czują. Jakość rodzinnej relacji jest podstawą dla fizycznego i emocjonalnego zdrowia i rozwoju dzieci. A za to całkowicie odpowiadają osoby dorosłe. Ważne jest też, aby dorośli poważnie traktowali życzenia i potrzeby dzieci, pamiętając przy tym, że istnieje istotna różnica pomiędzy otrzymywaniem tego, czego się chce i tego, czego się potrzebuje. Ponadto, z książki możemy dowiedzieć się, na czym polega współdziałanie dziecka z dorosłym, jak łatwo, nawet bezwiednie naruszyć integralność dziecka i jak odczytywać wysyłane przez nie rozmaite sygnały, w tym – psychosomatyczne. Osobne rozdziały zostały poświecone takim tematom jak: poczucie własnej wartości a wiara w siebie, odpowiedzialność i władza, granice, nastolatek w rodzinie, rodzice.

       

      JESPER JUUL: „NIE” Z MIŁOŚCI. MĄDRZY RODZICE – SILNE DZIECI (MiND Dariusz Syska, 2011)

      O książce – sam autor:

      Ta książka nie mówi o konieczności stawiania dzieciom granic ani o tym, jak w miarę krótkim czasie zdobyć nad nimi kontrolę. Mówi o tym, że dla jakości wzajemnych relacji trzeba czasem powiedzieć NIE, żeby sobie samemu móc powiedzieć TAK. W książce tej wyjaśniam, dlaczego musimy – w interesie wszystkich – wyznaczać granice swojej przestrzeni – i jak możemy to robić bez obrażania i ranienia innych. (str. 9)

       

      JESPER JUUL: AGRESJA – NOWE TABU? DLACZEGO JEST POTRZEBNA NAM I NASZYM DZIECIOM? (Wydawnictwo MiND, 2013)

      Agresja u dziecka jest ważnym komunikatem, jakie dziecko nam przekazuje, gdy nie straciło jeszcze nadziei... Jest zaproszeniem dla dorosłego! To komunikat: „Mam problem!” lub „Nie czuję się dobrze!”, którego zazwyczaj nie rozumiemy, bo skupiamy się za bardzo na tym, jak poradzić sobie z samym aspołecznym zachowaniem dziecka. Natomiast kluczem do samego dziecka jest znalezienie prawdziwych przyczyn jego złości, przemocy, agresji. Osobną sprawą jest nauczenie dziecka, jak przekształcić agresję w konstruktywne działanie.

      Przytoczę jeszcze cytat z książki, który daje wskazówkę, jak budować relację z dzieckiem w ten sposób, aby stworzyć warunki do zdrowej i konstruktywnej komunikacji. Dotyczy to zarówno relacji rodzic-dziecko, jak i nauczyciel-dziecko:

      Musimy podjąć ryzyko życia w sposób autentyczny i zachowywać się jak ludzie z krwi i kości, ze wszystkimi przynależnymi nam uczuciami i reakcjami – również irracjonalnymi. Innymi słowy: dorośli muszą zaryzykować bycie prawdziwymi, podatnymi na zranienia i tak autentycznymi ludźmi, jak tylko się da. (str. 27)

      I jeszcze o tym, jak podejść do dziecka przejawiającego agresję – recepta banalnie prosta, ale rzadko stosowana:

      Wystarczy nadstawić uszu na historię, która opowiada dziecko i wysłuchać go bez wydawania ocen, wyciągania wniosków ani pospiesznego szukania rozwiązań. Kiedy potraktujemy je w ten sposób, szybko ujdzie z niego agresja. (str. 73)

       

      ALFIE KOHN: WYCHOWANIE BEZ NAGRÓD I KAR. RODZICIELSTWO BEZWARUNKOWE (Wydawnictwo MiND, 2013)

      Jeśli miałabym zrecenzować tę książkę w jednym zdaniu, napisałbym: jest to podręcznik, który uczy rodziców, jak kochać dzieci. Takie miałam odczucie tuż po zakończeniu lektury. Ale skoro istnieje możliwość napisać coś więcej, robię to poniżej, tym bardziej, że książka porusza nie tylko aspekt miłości rodzicielskiej.

      Alfie Kohn mówi o miłości bezwarunkowej: miłość rodzica powinna być darem dla dziecka, a nie uczuciem czy jego przejawem uzależnionym od czegokolwiek, nie powinna być elementem transakcji czy przedmiotem manipulacji. Autor przestrzega przed behawiorystycznym podejściem do dziecka, tj. podejściem, w którym dla nauczyciela czy rodzica najważniejsze jest samo zachowanie dziecka, a nie jego sposób myślenia, uczucia i intencje. Klasycznym przykładem takiego podejścia jest wymuszanie na dziecku wypowiedzenia słowa „przepraszam”. Jedną z myśli przewodnich w książce jest stwierdzenie, że nie nasze intencje się liczą, lecz to, co widzi i czuje dziecko (str. 38). Nagrody i kary stanowią motywację zewnętrzną, podczas gdy autentyczna chęć zrobienia czegoś to motywacja wewnętrzna. Inaczej czyta się książkę dla przyjemności (motywacja wewnętrzna), a inaczej czyta się lekturę szkolną w celu otrzymania dobrego stopnia lub w celu uniknięcia przykrości w szkole (motywacja zewnętrzna). Co więcej, karanie lub nagradzanie (!) może osłabić motywację wewnętrzną. Kolejnym aspektem jest sposób traktowania dzieci: często rodzice (nauczyciele) traktują je gorzej niż dorosłych... Tak, jakby nie zasługiwały na szacunek, tak, jakby dorośli nie liczyli się z ich potrzebami i wyborami. To spostrzeżenie Alfie’go Kohna jest uderzające w swej prawdziwości. Pierwszym z brzegu przykładem jest sposób traktowania dzieci w szkole, innym - to, jak często z rozpędu przerywamy wypowiedź dziecka, chcąc powiedzieć coś „ważniejszego” do innej osoby – dorosłego. Niestety, sama czasami przyłapuję się na takim zachowaniu.

      W kontekście treści całego mojego bloga, zacytuję teraz fragment książki, który nawiązuje do wolnych wyborów kulinarnych dziecka i jego zdolności do samoregulacji:

      To prawda, że dzieci nie zawsze sięgają po zdrowe produkty – dlatego należy je uczyć, co jest, a co nie jest dobre dla ich rozwoju i dawać ograniczony, przemyślany wybór, tak, by cokolwiek, na co się zdecydują, było akceptowalne. Z drugiej strony, małe dzieci nawet bez naszej ingerencji spożywają zazwyczaj tyle kalorii, ile ich organizm potrzebuje. Czasami przez całe dnie jedzą tak niewiele, że zaczyna nas to niepokoić, a potem nagle pałaszują wielkie porcje. Jeśli chodzi o ilość spożywanego jedzenia, wydają się mieć niezwykłą zdolność do samoregulacji - jak długo nie próbujemy zarządzać ich organizmami. (str. 78, podkreślenie moje)

      Autor porusza kwestię kontrolowania dzieci. Podsumowując ten temat, stwierdza, że kontrolowanie dzieci na co dzień polega na tworzeniu zdrowego i bezpiecznego otoczenia, dawaniu wskazówek i ustalaniu granic, a nie na wymuszaniu absolutnego posłuszeństwa, stosowaniu presji czy nieustającym zarządzaniu. [...] Metodą wychowawczą powinien być szacunek, a nie przymus. Zdarzają się sytuacje, kiedy pewna kontrola jest nie do uniknięcia, i cała sztuka polega na tym, by jej nie nadużyć. (str. 82)

      W rozdziale pt. Dać dzieciom wybór (bardzo podoba mi się ten tytuł) dowiadujemy się, jakie korzyści daje pozostawienie dzieciom wyboru. Korzystną rzeczą jest danie dziecku możliwości kontrolowania spraw, które jego dotyczą. Jeśli potrzeba autonomii dziecka zostaje zaspokojona, służy to jego zdrowiu psychicznemu i rozwojowi emocjonalnemu. Gdyby uczniowie mieli wybór co do tego, czego i w jakich okolicznościach mają uczyć się w szkole, wówczas uczyliby się z naturalnym zaangażowaniem, byliby bardziej kreatywni, silniej zmotywowani wewnętrznie. Dzieci doświadczające autonomii zazwyczaj chętniej wykonują swoje obowiązki, skłonne są korzystać ze wskazówek rodziców i rozumieją ich przekonania, nie popadają w większe kłopoty, mają więcej pewności siebie i łatwiej stawiają czoła wyzwaniom. Dzieci uczą się podejmowania słusznych decyzji przez podejmowanie decyzji, a nie przez kierowanie się cudzymi wskazówkami. (str. 205)

       

      THOMAS GORDON: WYCHOWANIE BEZ PORAŻEK, CZYLI TRENING SKUTECZNEGO RODZICA (Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 2014)

      Książka podaje nam kilka praktycznych narzędzi, których możemy używać, aby budować trwałe, pozytywne relacje z naszym dzieckiem. Możemy nauczyć się, jak aktywnie słuchać dziecka i jakie stwarzamy bariery w komunikacji z nim. Książka pomaga nam uświadamiać sobie, kiedy pojawiający się problem jest problemem dziecka, a kiedy rodzica i jak należy go rozwiązać. Dowiadujemy się, na czym polega komunikat „ja”, który otwiera uszy dziecka na nasze słowa. Uczymy się rozwiązywać konflikty z dzieckiem, stosując metodę bez przegranych. Autor porusza również takie kwestie, jak bunt dziecka, władza rodzicielska i granice. Rozdział, który poleciłabym szczególnie nauczycielom i dyrektorom szkół to rozdział pt.: Inni ludzie, którzy są rodzicami dla twoich dzieci (str. 365). Inny ważny rozdział został poświęcony samym rodzicom: mówi on o tym, jak nie pozwolić się skreślić jako rodzice (str. 332).

       

      Książki, które przedstawiłam w tym i w poprzednim wpisie, choć pisane są przez różnych autorów i w różnym czasie, mają ze sobą wiele wspólnego: podkreślają, jak ważne jest wychowanie dziecka w duchu wolności, demokracji, samodzielnego podejmowania decyzji i odpowiedzialności za te decyzje, w atmosferze wzajemnego szacunku i szczerości, gdzie dorosły przestaje samozwańczo określać się jako „autorytet” i przyjmuje postawę empatycznego przywódcy – przyjaciela dziecka. Stworzenie tego rodzaju warunków rozwoju emocjonalnego dziecka, warunków sprzyjających jego szeroko pojętej samoregulacji jest niezbędne, jeśli zależy nam, aby nasze dziecko wyrosło na szczęśliwego i mocnego człowieka, który potrafi budować przyjazne relacje z innymi ludźmi, podążać za swoimi naturalnymi zainteresowaniami, predyspozycjami i talentami, stworzyć szczęśliwą rodzinę oraz wykonywać swój zawód z przyjemnością, jeśli nie z pasją. Taki człowiek ma również mocne podstawy do zachowania zdrowia fizycznego przez całe życie.

       

      Na koniec, parę słów o jeszcze jednej książce, niepoświęconej wprawdzie samym dzieciom, ale odzwierciedlającej wyżej wymienione idee i mogącej stanowić dodatkową wskazówkę dla rodziców i nauczycieli:


      MARSHAL ROSENBERG: POROZUMIENIE BEZ PRZEMOCY. O JĘZYKU SERCA (Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012)

      Książka uczy nas, jak rozmawiać ze sobą, by potrzeby obu stron rozmowy zostały zaspokojone. Pokazuje, jak słuchać drugiego człowieka z empatią i jak komunikować swoje uczucia i potrzeby. Dostajemy proste narzędzia, które pozwalają rozstrzygać spory i stwarzać ciepłe, pełne zrozumienia więzi w rodzinie, wśród przyjaciół, w szkole, w kontaktach na szczeblu zawodowym, a nawet – politycznym.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 kwietnia 2015 18:11
  • czwartek, 09 kwietnia 2015
    • CIEKAWE KSIĄŻKI: NOWA SUMMERHILL

       

      Wśród książek, które polecam w kontekście rozważań o zdrowiu dzieci znajdują się pozycje dotyczące wychowania i edukacji. Wychowanie i edukacja to sfera psychiki, sfera rozwoju emocjonalnego. To ważna, jeśli nie najważniejsza dziedzina, o jaką musimy zadbać, jeśli zależy nam na całościowym zdrowiu naszego dziecka.

      W najbliższym czasie przedstawię książki, na których wychowuję się jako rodzic i które polecam wszystkim nauczycielom. Dzisiaj – parę słów o Nowej Summerhill autorstwa Alexandra Sutherlanda Neilla (Zysk i S-ka Wydawnictwo, wyd. I, 2000 r.) oraz moje refleksje i ilustracja tematu w postaci wybranych cytatów z książki.

       

      KSIĄŻKA

      Summerhill to szkoła dla dzieci w wieku od 5 do 17 lat, założona przez Alexandra Sutherlanda Neilla w 1921 roku w Anglii. Szkoła istnieje do dziś i ma wielu naśladowców – szkół demokratycznych powstających na całym świecie, również w Polsce.

      Czym wyróżnia się Summerhill? Jest to szkoła niezwykła, w której decyzje podejmują dzieci, na równi z dorosłymi, ucząc się tym samym odpowiedzialności za swoje wybory. Każdy uczeń sam decyduje, co chce robić w danym dniu, czego chce się uczyć i w ogóle – czy chce się uczyć. Jeśli chodzi o decyzje dotyczące społeczności szkolnej, jak również ustanawianie praw, regulaminu obowiązującego w szkole czy rozstrzyganie konfliktów, tym celom służą samorządowe zebrania regularnie odbywane przez dzieci, z udziałem personelu szkoły. Na zebraniach poruszane są i omawiane rozmaite sprawy, a następnie odbywa się głosowanie. Każdy uczestnik zebrania, niezależnie, czy jest dzieckiem, czy dorosłym ma jeden głos.

      Okazuje się, już z prawie stuletniej praktyki, że taki system służy indywidualnej samoregulacji dziecka (zarówno pod względem emocjonalnym, jaki i edukacyjnym), jak również naturalnej samoregulacji społeczności szkolnej. W sposób naturalny, a tym samym – optymalny, mobilizuje dzieci do wysiłku, bez odgórnych, często niezrozumiałych dla nich nakazów i zakazów. Uczniowie, skupiając się na dziedzinach, które w danym momencie je interesują, odkrywają swoje pasje, predyspozycje, a nawet talenty i nikt im w tym nie przeszkadza. Do tego lubią to, co robią, lubią swoją szkołę, trafnie wybierają swoje przyszłe zawody. Ponadto, rozumieją prawa, które same ustanowiły, dzięki czemu je respektują, nawet, jeśli oznaczają dla nich pewne ograniczenia.

       

      MOJE REFLEKSJE

      Niestety, z góry ustalone nakazy i zakazy to pierwsza rzecz, z którą dzieciom kojarzy się zwykła szkoła. Niestety, w zwykłej szkole dzieci muszą uczyć się wszystkiego, co dla nich ktoś przewidział, niezależnie od tego, czy dany przedmiot jest dla dziecka interesujący, czy nie. Dzieci nie zawsze mogą się uczyć tego, co naprawdę je interesuje. Niestety, w zwykłej szkole najczęściej nikt nie pyta je o zdanie, o ocenę zajęć czy zachowania nauczyciela, a drugiej strony nauczyciele nie mają oporów, aby oceniać pracę i zachowanie uczniów. Zresztą, nie o samo ocenianie chodzi. W zwykłych szkołach brakuje kreatywnych i otwartych dyskusji nauczycieli z dziećmi, jak również dzieci z dziećmi, w czasie których wszystkie strony mogłyby bez obaw mówić o swoich problemach, rozwiązaniach i pomysłach, na zasadach partnerstwa, wzajemnego szacunku i zrozumienia. A przecież takie dyskusje są podstawą do nauki komunikacji bez przemocy i do rozwiązywania problemu agresji w szkołach.

      Ktoś może mieć wątpliwości co do efektywności nauki w szkole demokratycznej. Czy może zdarzyć się, że na przestrzeni kilku lat dziecko nie zechce samo nauczyć się pisać, czytać czy liczyć? Chyba nie. Świat jest zbyt ciekawy, a matematyka zbyt przydatna! Jeśli chodzi o inne dziedziny, jestem pewna, że dziecko samo zgłębi niejedną, jeśli tylko pozwolimy mu... trochę ponudzić się lub zwyczajnie pobawić (obserwuję to zjawisko w domu, na moich własnych Dzieciach, diametralnie różniących się od siebie pod względem zainteresowań).

      Co więc należy do nas – rodziców i nauczycieli w sferze edukacji? Moim zdaniem, powinniśmy zadbać o wyposażenie otoczenia dziecka poprzez zapewnienie mu w nie tylko ciekawych książek (w domu lub poprzez chodzenie do biblioteki), przyborów do pisania i narzędzi do prac ręcznych, ale też zapewnienie kontaktu z otwartą przestrzenią, przyrodą, ciekawymi ludźmi, ciekawymi przedmiotami czy miejscami, słowem – kontaktu z prawdziwym życiem. Powinniśmy również, a może – przede wszystkim zadbać o naszą stałą obecność w życiu dziecka, aby mu pomóc czy coś podpowiedzieć albo opowiedzieć o czymś ciekawym, jeśli o to poprosi, jeśli tylko zechce. I wreszcie, powinniśmy zadbać o własny rozwój i pasje, by dziecko miało co obserwować. Trudno przecenić znaczenie takiej obserwacji.

      Zaufać dzieciom, zaufać ich naturalnej zdolności do samoregulacji, zapewnić im bogatą ofertę... to samo sprawdza się w sferze odżywiania i zdrowia fizycznego, o czym już nieraz pisałam.

       

      CYTATY - PEREŁKI

      Wracając do samej książki, nie mogę oprzeć się chęci zacytowania choć paru jej fragmentów. Oto one – moje perełki:

      Życzliwość, optymizm i poleganie na sobie to zaraźliwe cechy w tej szkole. Jej struktura pozwala dzieciom na niezależność połączoną z jednoczesną akceptacją obowiązków w stosunku do innych ludzi, podobnie jak dzieje się to w najlepszych rodzinach (str. 19).

      W Summerhill nie ma przepaści między pokoleniami. [...] Gdyby tak było, to dwunastoletnia dziewczynka nie mogłaby powiedzieć nauczycielowi, że jego lekcje są nudne. Muszę dodać, że również i nauczyciel może powiedzieć dziecku, że jest piekielnie nieznośne. Obu stronom należy się taka sama wolność (str. 26).

      Trudne dzieci prawie zawsze sprawiają kłopoty z powodu nieodpowiedniego traktowania ich w domu i w szkole (str. 27)

      Wolałbym raczej, aby szkołę opuścił szczęśliwy zamiatacz ulic niż znerwicowany uczony (str. 32).

      Wykształcenie samo w sobie nie jest tak ważne jak osobowość i charakter (str. 33).

      Wolne dzieci nie ulegają zbyt łatwo wpływom innych; brak strachu jest najwspanialszą rzeczą, jaka może się dziecku przytrafić (str. 38).

      Gdy dziecko nabawi się do woli, zacznie pracować i stawiać czoło problemom (str. 64).

      Okres zabawy w piasku i błocie trwa u dzieci dłużej, niż przypuszczaliśmy (str. 66).

      Jeżeli matka potrafi nawiązać ze swym potomstwem prawdziwy kontakt, jeżeli dzieci nie czują przed nią lęku, to może ona powiedzieć „nie”, nie czyniąc im tym żadnej krzywdy. Pierwszą rzeczą, jaką rodzice muszą zrobić, jest uporządkowanie samych siebie (str. 71 – 72).

      Skupiając uwagę naszych uczniów na przedmiotach, które nie są ich mocną stroną, uwarunkowujemy ich do wykonywania zajęć, które nie będą im sprawić przyjemności (str. 80).

      Bycie uczciwym w życiu i wobec życia jest sprawą podstawową. To naprawdę najważniejsza rzecz na świecie. Jeżeli będziesz szczery, to wszystko inne się ułoży. Każdy docenia wartość otwartości w wypowiedzi czy zachowaniu. [...] Pomimo to wychowujemy nasze dzieci w taki sposób, że nie ośmielają się być szczere. [...] Dziecko rodzi się z natury szczere (str. 85).

      Dzieci, gdy dać im wolność, przeważnie nie kłamią. [...] Dzieci kłamią głównie w obronie własnej, a w domu kłamstwo kwitnie ze strachu. Usuńmy strach, to i ono zniknie. [...] Najlepszym sposobem na uczynienie z dziecka kłamcy na całe życie jest naleganie, aby mówił prawdę i tylko prawdę (str. 98 - 100).

      Tak jak nasze ciało cierpi z powodu różnego rodzaju zewnętrznego zła – pozbawionego wartości odżywczych chleba, konserwowanej żywności, sztucznych nawozów, promieniowania radioaktywnego, środków owadobójczych, spalin, tak nasza psychika cierpi z powodu kar w dzieciństwie, pozbawienia swobody, lęków i urabiania charakteru (str. 121).

      W Summerhill zawsze, nawet najmniejszym dzieciom, pozostawiamy całkowitą swobodę wyboru potraw z dziennego menu. [...] To dziecko pragniemy ocalić, a nie jedzenie (str. 122).

      Jedzenie groszku nożem jest sprawą osobistą (str. 123).

      Gdy dziecku pozwala się na przeżycie swego egoizmu, tak jak to czynimy w Summerhill, to ten egoizm stopniowo przechodzi w altruizm i naturalne zainteresowanie innymi ludźmi (str. 124).

      Dzieci obdarzone całkowitą swobodą korzystają w pełni z dobrodziejstw,  jakie niesie z sobą ruch i rytm (str. 153).

      Rozwój emocjonalny dziecka jest nieskończenie bardziej ważny niż jego rozwój intelektualny (str. 160).

      Dzieci, podobnie jak dorośli, uczą się tego, czego chcą się nauczyć. Wszelkie nagrody, egzaminy, wyróżnienia blokują właściwy rozwój osobowości (str. 161).

      Dostaję stosy listów od uczniów narzekających na zadania domowe. Jedna dziewczynka pisała, że zajmują  jej one cztery godziny każdego wieczoru. To męczeństwo dzieci jest przestępstwem (str. 168).

      Szkolne egzaminy w większości składają się z rzeczy, które nie mają znaczenia (str. 169).

      W przeciętnym domu, jeżeli dziecko rozbije talerz, matka lub ojciec robią mu awanturę – talerz staje się ważniejszy od dziecka (str. 171).

      Jeżeli stoisz po jego stronie, to dziecko zdaje sobie z tego sprawę. [...] Jeżeli traktujesz dziecko bez odwoływania się do swego autorytetu czy moralności, nie utracisz go (str. 173).

      Gdy zajęcia nie są obowiązkowe, to trzeba być bardzo dobrym nauczycielem, aby uczniowie przychodzili na twoje lekcje (str. 174).

      Poczucie humoru oznacza przyjacielskość, brak respektu i brak strachu; oznacza uczucie ze strony dorosłego (str. 174).

      Nadrzędnym celem wszystkich systemów kształcenia powinno być leczenie z nieszczęścia. Szkoła mogłaby być oceniana po wyrazie twarzy jej uczniów, a nie po wynikach egzaminów (str. 183).

      Wymaganie od dziecka, aby nie było egoistyczne, jest złe, ponieważ każdy człowiek w tym wieku jest egoistą. [...] Gdy dostanie jabłko, to jedynym jego pragnieniem jest je zjeść. Matka zachęcająca dziecko, by podzieliło się tym właśnie jabłkiem ze swym młodszym bratem, osiąga jedynie to, że wywołuje w nim nienawiść do brata. [...] Tłumiąc w dziecku egoizm, jedynie utrwalamy go (str. 186).

      Najszczęśliwsze domy, jakie znam, to te, w których rodzice są zupełnie szczerzy wobec dzieci, nie prawią im kazań. Strach nie ma prawa wstępu do takich rodzin. Miłość może rozkwitać. W innych domach ona jest stłumiona przez strach. Pretensjonalna godność i żądanie szacunku trzyma miłość na uboczu. Wymuszony szacunek zawsze implikuje strach (str. 186).

      [...] Taki rodzic nie zadowoli się tym, aby pozwolić Williemu nauczyć się czytać wówczas, gdy mu przyjdzie na to ochota. [...] Tacy ludzie nie umieją czekać, aż dziecko zrobi coś we własnym tempie. [...] Ja nauczyłem się czekać i obserwować, jak dziecko robi małe postępy lub nie robi ich wcale. Nigdy nie wątpiłem, że ostatecznie, jeśli nie będzie się go molestować czy mu szkodzić, powiedzie mu się. [...] Moim kryterium powodzenia jest umiejętność pracy z radością i życie z pozytywnym nastawieniem do świata (str. 194).

      Wolność jest lekarstwem na większość problemów (str. 205).

      Przyjemność sprawia mi oglądanie, jak nieszczęśliwe, pełne nienawiści i lęków dzieci wyrastają na szczęśliwe, trzymające wysoko głowy. Mnie jest wszystko jedno, czy zostaną profesorami czy hydraulikami, ponieważ uważam, iż bez względu na wykonywaną pracę osiągnęli pewną równowagę i satysfakcję w życiu (str. 205 – 206).

      Jeżeli uwolnimy emocje, to nasz intelekt sam się o siebie zatroszczy (str. 210).

      Nawet z doskonałym nauczycielem trudno jest tym dzieciom [dziesięcio- – dwunastoletnim] przebrnąć przez materiał zwykłej szkoły państwowej. Gdyby dzieciom w wieku dziesięciu – dwunastu lat z państwowej szkoły pozwolono wspinać się na drzewa czy kopać doły, zamiast uczęszczać na lekcje, to ich poziom wykształcenia byłby podobny do poziomu wykształcenia naszych dzieci [w Summerhill]. My akceptujemy ten okres niższego poziomu nauczania, ponieważ uważamy, że zabawa jest najważniejsza (str. 213).

      Dzieci kochają nie tyle mnie, co moje niewtrącanie się do ich spraw (str. 226).

      Pokazał mi [Homer Lane] konieczność doszukiwania się głębszych przyczyn złego zachowania (str. 318).

      Można urabiać dziecko, nie zdając sobie z tego sprawy (str. 343).

      Odrzucam słowo miłość; wolę określenia Homera Lane’a: „być po stronie dziecka”, co oznacza aprobatę, sympatię, życzliwość i całkowity brak autorytetu dorosłego. Większą wartość ma zrozumienie dzieci niż kochanie ich (str. 385).

      Uf, uzbierał się cały sznur perełek, a i tak z żalem musiałam zrezygnować z wielu innych wartościowych cytatów, ze względu na ograniczenie wpisu blogowego. Mam jednak nadzieję, że zachęciłam moich Czytelników do sięgnięcia po samą książkę, bo najlepiej czytać te mądre zdania w pełnym kontekście Nowej Summerhill.

       

      NAJNOWSZE WYDANIE KSIĄŻKI

      W zeszłym roku pojawiło się nowe wydanie książki (wydawnictwo IPSI), można ją nabyć tutaj: www.ipsi.pl/summerhill . Polecam!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 kwietnia 2015 18:00
  • piątek, 03 kwietnia 2015
    • ZDROWI RODZICE – ZDROWE DZIECI

       

      Nieraz zadaję sobie pytanie, w jakim stanie zdrowia byłaby teraz nasza Rodzina, gdyby nie przeszła poważna choroba Chłopczyka. Z jednej strony, wolałabym, aby do tej choroby nigdy nie doszło. Czasami wyrzucam sobie, dryfując w wyrzuty sumienia, że mogłam zapobiec chorobie, szukając wiedzy na temat zdrowia jeszcze przed pojawieniem się na świecie mojego Pierworodnego. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że musi zaistnieć silny bodziec, aby należycie zadbać o zdrowie i aby starczyło energii na zdobywanie niezbędnej wiedzy niemalże dzień w dzień, przez kilka lat. Takim bodźcem z pewnością jest choroba ukochanego dziecka. Kolejnym bodźcem jest widok zdrowiejącego dziecka, jak również – „niechcący” zdrowiejące rodzeństwo, mama i tata.

      W krytycznym 2009 roku, gdy objawy podstępnie skradającej się choroby Chłopczyka przybrały na sile, podupadło również zdrowie Dziewczynki i moje. Czułam się zmęczona psychicznie i fizycznie, mój organizm funkcjonował coraz gorzej, ból i inne objawy nierównowagi pojawiały się w przeróżnych częściach organizmu, zdarzało się, że z bólu nie mogłam swobodnie poruszać się czy normalnie funkcjonować. A przecież chory rodzic nie może skutecznie pomóc swojemu choremu dziecku. Na szczęście, na naszej drodze pojawiła się Osoba, która wprawdzie nie złowiła nam ryby, ale dała nam wędkę i nauczyła łowić. Dzięki tej pomocy zaczęliśmy niemalże równocześnie odzyskiwać siły, aby potem już coraz bardziej samodzielnie dbać o nasze zdrowie.

      Dzisiejszy wpis dedykuję rodzicom, dziadkom i innym opiekunom chorych dzieci. Dedykuję go również Magdzie, Mamie Karolka.

       

      PREDYSPOZYCJE GENETYCZNE A ŚRODOWISKO

      Mówi się o genetycznych predyspozycjach do określonych chorób w rodzinie, a nie zwraca się uwagi na fakt, że z reguły, w obrębie danej rodziny istnieją podobne warunki środowiskowe, które decydują o tym, czy predyspozycje genetyczne dadzą o sobie znać, czy nie. Warunki środowiskowe kształtowane są przez takie czynniki, jak:

      • sposób odżywiania się (jakość pokarmów, sposób przygotowywania potraw, czas przeznaczony na przyrządzanie i spożywanie posiłków);
      • relacje między członkami rodziny (wzajemne zrozumienie bądź jego brak, czułość psychiczna i fizyczna lub jej brak, wzajemna pomoc lub jej brak itp.);
      • metoda profilaktyki i ewentualnego leczenia chorób (farmakologia, chirurgia, metody naturalne itp.);
      • styl życia (np. czas przeznaczony na sen i wypoczynek, zainteresowania, aktywność fizyczna, aktywność społeczna, korzystanie z wynalazków cywilizacyjnych typu mikrofalówka, telefon komórkowy, telewizor, komputer, używanie środków chemicznych do pielęgnacji ciała, prania, mycia naczyń, sprzątania);
      • miejsce zamieszkania.

       

      ZALEŻNOŚĆ MIĘDZY ZDROWIEM RODZICÓW I ZDROWIEM DZIECKA

      Moim zdaniem, nie da się leczyć dziecka bez naprawy całego jego otoczenia i bez „naprawy” jego rodziców (czego wybitnym przykładem jest układ dziecko - matka karmiąca piersią). Nie można na dłuższą metę zapewnić dziecku zdrowej diety, jeśli rodzic pozostanie przy hotdogach popijanych coca-colą. Nawet, jeśli by to ukrył. Chory rodzic będzie rodzicem osłabionym, i to nie tylko fizycznie. Natomiast zdrowy rodzic da dziecku solidną podporę psychiczną i przykład dbałości o zdrowie fizyczne. Co więcej, aby leczyć dziecko, należy nauczyć się dostrzegać sygnały wysyłane przez jego organizm. Z kolei, aby zrozumieć funkcjonowanie organizmu dziecka, trzeba nauczyć się obserwować i respektować swoje własne ciało i umysł.

      I jeszcze jedna kwestia: jeśli zależy nam na długoterminowym, „dożywotnim” zdrowiu naszego dziecka, warto uczyć go dobrych nawyków żywieniowych (i nie tylko) od małego, od urodzenia (im wcześniej, tym lepiej), dając przykład tym, co sami robimy. Wówczas zdrowe odżywianie nie będzie mu się kojarzyć z ograniczeniami, wyrzeczeniami, niewygodnymi zmianami w diecie; zdrowa dieta będzie czymś naturalnym, a oferowany w przypadkowym poczęstunku cukierek – czymś niejadalnym. W naszej Rodzinie wprowadziliśmy pierwsze zmiany dietetyczne pod koniec wspomnianego wyżej 2009 roku. Moja Dziewczynka miała wówczas dwa i pół roku, a Chłopczyk – pięć i pół lat. Dzisiaj, siedmioipółletnia Dziewczynka naturalnie sięga wyłącznie po zdrowe, naturalne pokarmy (i jest z tego dumna), natomiast dziesięcioipółletni Chłopczyk nie potrafi swobodnie odmówić poczęstowania się przypadkowym ciastkiem z hipermarketu.

       

      ZDROWIE I DIETA RODZICÓW

      Dzisiaj chciałabym skupić się na jednym z ważniejszych czynników zdrowia człowieka - diecie. Zachęcam wszystkich rodziców (opiekunów) do zadbania o własne zdrowie, przez obserwację własnego organizmu i zapewnienie mu właściwego pożywienia. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że istnieje duża zależność między tym, co jemy i tym, jak się czujemy. Nieraz możemy usłyszeć o jakiejś dolegliwości, na którą lekarz nie może już nic poradzić i nie potrafi wskazać przyczyny, podczas gdy rozwiązanie leży pod ręką: wystarczy wyeliminować lub odpowiednio zmniejszyć częstotliwość i dawkę jakiegoś składnika diety, aby dolegliwość całkowicie ustąpiła (czasami nawet już po trzech dniach, a czasami po dłuższym okresie). Zauważenie i doświadczenie tej zależności na własnym organizmie pozwoli nam zrozumieć funkcjonowanie organizmu naszego dziecka. Ponadto, możemy spodziewać się, że te pokarmy, które szkodzą nam - rodzicom, osłabiają organizm dziecka, choć oczywiście nie zawsze jest to regułą.

      Dobrze jest nauczyć się identyfikować wszelkie, nawet najmniejsze dolegliwości, jakie nas ciągle trapią, ciągle nawracają. Mogą to być np.:

      • poranne zmęczenie;
      • poranne przytkanie nosa (jedno- lub obustronne);
      • ból głowy,  w tym – migrena, ćmienie w głowie;
      • kłopoty z koncentracją;
      • rozdrażnienie, zmienność nastrojów;
      • bezsenność;
      • zespół napięcia przedmiesiączkowego u kobiet;
      • skoki ciśnienia;
      • wrażliwość na zmianę pogody;
      • swędzenie skóry, pryszcze, itp.;
      • alergia na elementy naturalne środowiska, takie jak pyłki, sierść kota, kurz, roztocza;
      • ból w okolicach karku lub w innych częściach kręgosłupa;
      • ból w stawach;
      • drętwienie rąk, nóg, palców;
      • zaburzenia łaknienia;
      • niewłaściwa waga ciała, duża zmienność wagi ciała;
      • zgaga;
      • chroniczny biały nalot na języku;
      • plamki na paznokciach;
      • wypadanie włosów;
      • nieregularne wypróżnianie się, zespół drażliwego jelita itp.

      To są tylko przykłady możliwych zaburzeń na tle alergii lub nietolerancji pokarmowej (piszą o tym: dr n. med. Danuta Myłek, lek. med. Ewa Bednarczyk-Witoszek, prof. med. Jonathan Brostoff, zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2012/12/KSIAZKI-KTORE-POLECAM.html ) albo zaburzeń wynikających z nierównowagi w naszym jadłospisie. Niektóre z dolegliwości dają się we znaki najbardziej rano, tuż po przebudzeniu, aby stopniowo zaniknąć w ciągu dnia, wraz z rozruszaniem się organizmu.

      Małe, chroniczne dolegliwości mogą prowadzić do poważnych chorób. Dlatego, lecząc ciężko chorego człowieka, zwróciłabym uwagę przede wszystkim na jego „błahe” dolegliwości, np. katar. Gdy katar, swędzenie skóry, depresyjne nastroje itp. zaczynają ustępować, zaczyna ustępować groźna choroba, tak jakby mimochodem. Warto doświadczyć tego na sobie, aby właściwie postępować z poważnie chorym dzieckiem, wiedzieć, od czego zacząć, a z drugiej strony - aby zrozumieć, dlaczego należy reagować już na najmniejszą wysypkę, zanim jeszcze ciężka choroba nie zastuka do drzwi. Gdy poczujemy, jak funkcjonuje nasz własny organizm, zrozumiemy organizm naszego dziecka i nie będziemy już niczego się bać, bo będziemy wiedzieć, co robić.

      A co robić, jeśli chodzi o dietę, załóżmy - rodziców? Temat jest tak obszerny, że postanowiłam przedstawić go skrótowo, w następujących punktach:

      1. Eliminujemy z naszego menu produkty z jakimikolwiek dodatkami przemysłowymi, nawet tymi „naturalnego pochodzenia” (tj. konserwantami, aromatami, barwnikami, wzmacniaczami smaku, stabilizatorami, przeciwutleniaczami, słodzikami, antyzbrylaczami w soli itp.).
      2. Eliminujemy sztucznie wyekstrahowane cukry (np.: sacharozę, glukozę, maltodekstrynę, syrop glukozowy, syrop glukozowo-fruktozowy, laktozę) i wszelkie produkty zawierające takie cukry. Czytamy w tym celu etykiety produktów spożywczych!
      3. W miarę możliwości, eliminujemy „trociny”, czyli przemysłowo przetworzoną żywność: makarony, płatki zbożowe (np. zamiast płatków owsianych proponuję nieprzetworzone ziarno owsa, ugotowane po uprzednim namoczeniu w wodzie; jest bardzo smaczne!), konserwy, mleko w proszku, zupy w proszku, przemysłowe mleko i jego przetwory, wędliny, przemysłowe mrożonki, chrzan w słoiku, keczup, musztardę, rafinowane oleje roślinne, margarynę itd. Wyrzucamy z domu mikrofalówkę. To zalecenie – eliminacji „trocin” kieruję szczególnie do osób z nadwagą, czyli osób... niedożywionych, jakościowo niedożywionych. Dlaczego? Otóż obróbka przemysłowa powoduje, że początkowo naturalne pokarmy tracą swe cenne zasoby witamin i minerałów, niekorzystnie zmienia się też struktura chemiczna białek i tłuszczów. Ponadto, w wyższych temperaturach ulegają zniszczeniu enzymy (substancje białkowe), które wspomagają trawienie i wchłanianie substancji odżywczych. Mikrofale (co najmniej) niszczą białka, a pamiętajmy, że białka występują nie tylko w typowych pokarmach wysokobiałkowych, takich jak mięso, jajka, ryby, mleko, ale też w pokarmach pochodzenia roślinnego, np. w ryżu. Mikrofale niszczą też tłuszcz mleczny (masło). Odżywiając się więc jedzeniem przemysłowym czy jedzeniem z mikrofalówki, faszerujemy się „pustawymi” kaloriami; efekt jest taki, że z czasem pogłębiamy niedobory w organizmie, pogłębia się uczucie niedosytu, więc jemy jeszcze więcej „trocin”, tyjemy i wciąż jesteśmy głodni. Takie jakościowe niedożywienie prowadzi też do chorób: kaskadowego zaburzenia procesów biochemicznych w organizmie (ze względu na niedobory pierwiastków czy związków chemicznych) i dysfunkcji w naturalnych procesach samooczyszczania się organizmu z toksyn. Dodatkowym problemem, jakie może stworzyć jedzenie przemysłowo przetworzone jest uzależnienie (często pojawiające się wskutek wysokiego indeksu glikemicznego pokarmów przetworzonych) i zakłócenie metabolizmu mózgu (pisze o tym prof. med. Achim Peters – badacz mózgu, internista i diabetolog, zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/08/CIEKAWE-KSIAZKI-SAMOLUBNY-MOZG.html ).
      4. W miarę możliwości, eliminujemy warzywa i owoce pryskane chemią, pochodzące z wielkich upraw przemysłowych, w których stosuje się chemiczne środki ochrony roślin, sztuczne nawozy i chemiczne środki zwalczające chwasty. Jeśli nie mamy wyboru, zanieczyszczone warzywa i owoce moczymy w wodzie, myjemy i ewentualnie obieramy ze skórki.
      5. Zapraszamy naturalne tłuszcze do naszej diety, w dowolnych ilościach wg upodobań i reakcji organizmu. Nie bójmy się takich tłuszczów; są one lekarstwem na wiele schorzeń, w tym... na otyłość.
      6. Zapraszamy surowiznę: surowe warzywa i owoce, surowe orzechy i oleiste nasiona (np. nasiona słonecznika), surowe żółtka, niepasteryzowane mleko i naturalne przetwory z takiego mleka (masło, śmietanę, twaróg), surowe mięso (np. w postaci tatara), do wyboru wg upodobań. Dobrze, jeśli surowizna stanie się dodatkiem do każdego posiłku, choćby w postaci zieleniny, kiełków czy świeżo zmielonych nasion. Bardzo odświeżającym i regenerującym posiłkiem jest sama surówka z oliwą, jeśli nie mamy ochoty na wysokokaloryczny posiłek. Dlaczego polecam surowiznę? Ponieważ tylko surowy pokarm zawiera aktywne enzymy i wrażliwe na wysoką temperaturę substancje odżywcze, które wspomagają trawienie i wchłanianie składników pokarmowych oraz regulują procesy biochemiczne w organizmie. Regulacja procesów biochemicznych jest podstawą przy oczyszczaniu organizmu z toksyn oraz profilaktyce i leczeniu przeróżnych chorób, np. choroby nowotworowej.
      7. Rotujemy pokarmy z poszczególnych grup pokarmowych i robimy sobie co najmniej trzydniowe przerwy w tygodniu od danej grupy (np. przez kilka dni całkowicie „odpoczywamy” od pokarmów mlecznych lub / i jakichkolwiek zbóż lub / i białek zwierzęcych lub / i cukrów prostych, polecam też bardzo przyjemne kilkudniowe posty na warzywach w różnej postaci z dodatkiem dowolnej ilości dobrego tłuszczu).
      8. Eliminujemy nałogi (czyli robimy przerwy od pokarmów, bez których „nie da się żyć”, np. nie jemy codziennie jabłek, nie pijemy codziennie kawy ze śmietanką itp.).
      9. Obserwujemy reakcje naszego organizmu na poszczególne grupy pokarmowe.
      10. Układamy nasze menu świadomie, kierując się smakiem (nie wolno np. jeść szpinaku na siłę, „bo jest zdrowy”!)  i samopoczuciem (posiłek powinien dodawać nam energii i nie powodować jakichkolwiek dolegliwości).

      Na życzenie moich Czytelników, powyższe punkty mogę omówić w osobnych wpisach w przyszłości.

       

      GDY DIETA ZADZIAŁA

      ... to nie będzie odwrotu. Przyjemność z życia bez bólu i jakichkolwiek dolegliwości, codzienna energia, chęć działania - chęć życia oraz widok radosnego zdrowego dziecka to wartości, z których nie będziemy chcieli już nigdy zrezygnować. Trzeba tylko samemu doświadczyć ich, aby z ochotą poświecić część własnego czasu na zdobycie dobrej jakości jedzenia i ugotowanie czegoś pysznego w domu każdego dnia.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „ZDROWI RODZICE – ZDROWE DZIECI”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 03 kwietnia 2015 20:21
  • piątek, 27 marca 2015
    • OSPA WIETRZNA. CHOROBY I SZCZEPIENIA - PODSUMOWANIE.

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. X

       

       

      Kalendarz szczepień obowiązkowych rozszerza się, przybywa szczepień, które najpierw są „niezalecane”, potem „zalecane”, aby ostatecznie przybrać postać „obowiązkowych”. Do takich należy szczepienie przeciwko ospie wietrznej, które wprawdzie jeszcze nie jest „obowiązkowe”, ale jest już na etapie silnie sugestywnej, marketingowej reklamy (np. http://dobra-mama.pl/temat-tygodnia/ospa-wietrzna-w-zlobku-i-przedszkolu-jak-uchronic-przed-nia-dziecko.html ). Ospa wietrzna to choroba, przeciwko której nie zaszczepiłam swoich Dzieci, gdyż chciałam to zrobić jeszcze w erze „niezalecania”: pani pediatra przyjmująca w dużym, znanym szpitalu dziecięcym odradziła mi tego, mówiąc: My – lekarze w tym szpitalu stoimy na stanowisku, że naturalne przechorowanie ospy daje lepszą odporność, niż szczepionka. Odporność ta dotyczy nie tylko ospy, ale też innych chorób... Ospa nie ominęła nas: u Dziewczynki miała jednak łagodny przebieg, a u Chłopczyka nie wystąpiły jakiekolwiek objawy. O naszych doświadczeniach z ospą można przeczytać w drugiej części wpisu: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/06/O-SZCZEPIENIACH-WYWIAD-Z-DR-SIENKIEWICZ-I-DR.html .

      Poniżej przedstawiam informacje na temat ospy wietrznej i szczepienia przeciwko tej chorobie. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.).

       

      Co to za choroba:

      Ospa wietrzna jest zakaźną chorobą wirusową wieku dziecięcego, objawiającą się głównie na skórze.

       

      Objawy:

      • pęcherzyki na skórze, które stopniowo pojawiają się i znikają w ciągu jednego – dwóch tygodni;
      • uciążliwy świąd skóry;
      • osłabienie, wzrost temperatury na początku choroby;
      • brak jakichkolwiek objawów (tj. przechorowanie bezobjawowe, wg dr. Kotoka: w pewnym badaniu wykazano, że 92% dzieci objętych badaniem do 10 roku życia miało odporność, mimo, że 62% dzieci nigdy nie wykazało objawów).

       

      Sposób zarażenia się:

      Choroba przenosi się drogą kropelkową.

       

      Leczenie:

      • odpoczynek w dobrze wietrzonym pomieszczeniu;
      • odstawienie jedzenia (autor zaleca odstawienie jedzenia aż do czasu wyzdrowienia, ja zalecam słuchanie dziecka – spełnianie jego zachcianek kulinarnych, w tym – uszanowanie potrzeby postu; najczęściej dziecko w chorobie przez jakiś czas je mniej niż zwykle lub w ogóle nie je);
      • obfite pojenie (również tu zalecam podążanie za dzieckiem);
      • podawanie witamin A, C i D (najlepiej w postaci naturalnej);
      • obcięcie dziecku paznokci i zapobieganie rozdrapywaniu swędzących pęcherzyków (aby uniknąć trwałych blizn);
      • leki homeopatyczne;
      • z mojego doświadczenia: można naprzemiennie stosować kąpiel w rozcieńczonym naparze z kory dębu, olej kokosowy do nacierania skóry (w celu złagodzenia świądu) i maść z dodatkiem cynku (w celu wysuszenia bąbli, taką maść najczęściej przepisują lekarze); dziecko może samo wskazać, po którym z tych zabiegów czuje największą ulgę.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Naturalne przebycie choroby daje zazwyczaj odporność na całe życie. Ważne jest, aby przebyć chorobę w wieku dziecięcym, bo w wieku dorosłym chorobę przechodzi się dużo ciężej.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Szczepionka nie daje odporności na całe życie.

       

      Możliwe powikłania po chorobie:

      Powikłania dotyczą osób dorosłych, dzieci z deficytami odporności lub dzieci leczonych lekami hamującymi aktywność układu odpornościowego (immunosupresantami). Powikłania zazwyczaj wiążą się z dołączającymi się do ospy infekcjami bakteryjnymi.

       

      Możliwe powikłania po szczepieniu i skutki masowych szczepień:

      • wzrost temperatury, wrażliwość, ból, obrzęk, rumień, świąd, krwiak, stwardnienie i zdrętwienie w miejscu wkłucia, wysypka;
      • rzadziej: wstrząs anafilaktyczny, drgawki gorączkowe, zapalenie płuc, zespół Guillaina-Barrego, poprzeczne zapalenia rdzenia kręgowego, ataksja (zaburzenia koordynacji ruchowej ciała)  i inne choroby;
      • nieprzewidywalne skutki wejścia do organizmu żywych wirusów drogą nienaturalną;
      • nieprzewidywalne skutki wprowadzenia do organizmu obcego DNA zawartego w szczepionce;
      • narażenie dzieci szczepionych na zachorowanie na ospę lub półpasiec w wieku dorosłym (szczepionka nie daje odporności na całe życie);
      • wzrost zachorowalności na półpasiec w społeczeństwach masowo szczepionych przeciwko ospie wietrznej; półpasiec jest chorobą o wiele bardziej niebezpieczną, niż ospa; obie choroby wywoływane są przez ten sam wirus.

       

       

      PODSUMOWANIE

      Dotychczas pisałam o chorobach, przeciwko którym stosuje się szczepienia tzw. obowiązkowe (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ), przy czym, pominęłam choroby wywołane zakażeniem pałeczką Haemophilus influenzae typu B i nie wspomniałam o od niedawna stosowanej szczepionce Hib przeciwko tym chorobom, ponieważ moim założeniem było prześledzenie jedynie chorób i szczepień opisywanych przed dr. Kotoka (o własnych doświadczeniach z tą szczepionką napisałam już jednak jakiś czas temu, zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/03/ANKIETA-I-MOJA-DZIEWCZYNKA.html ). Nie chodzi też o to, aby opisać każdą możliwą chorobę, przeciwko której stosuje się szczepienie i każdy rodzaj szczepionki. Moim celem jest danie podpowiedzi, przykładu rodzicom i opiekunom dzieci, jakich informacji szukać przy podejmowaniu decyzji o szczepieniu bądź nieszczepieniu przeciwko konkretnej chorobie. Myślę, że dobrze jest podążać za zaproponowanym przeze mnie schematem, a więc szukać odpowiedzi na precyzyjnie postawione pytania:

      • Co to za choroba?
      • Jakie są jej objawy?
      • Jak można się nią zarazić?
      • Jak można ją leczyć (uwzględniając wszelkie sposoby leczenia)?
      • Czy choroba (lub tylko zarażenie się) daje odporność na całe życie?
      • Jaka jest odporność po szczepieniu?
      • Jakie są potencjalne powikłania po chorobie?
      • Jakie są potencjalne powikłania po szczepieniu?

      Ważne jest też, aby odpowiedzieć sobie w ramach w/w pytań, jaka jest częstotliwość zachorowania lub jedynie zarażenia się oraz częstotliwość powikłań po chorobie i po szczepieniach. Niestety, co do powikłań poszczepiennych brakuje rzetelnej statystyki, pozostają jedynie alarmujące sygnały z życia codziennego, którego doświadczamy.

      Ponadto, istotna jest wiedza o alternatywnych do szczepień metodach skutecznej profilaktyki chorób. Jeśli nawet największy „autorytet medyczny” twierdzi, że szczepienie jest jedyną skuteczną metodą zapobiegnięcia danej chorobie, to jest to nieprawda. Istnieje olbrzymi problem w znalezieniu rzetelnych źródeł informacji na temat chorób i szczepień, gdyż doszło do pewnej patologii w systemie medycznym: lekarze (z reguły nasze główne źródło informacji) zalecają coś, co jest produktem, który, jak każdy inny, firma produkująca musi sprzedać, ponadto studenci medycyny i lekarze są szkoleni przez osoby powiązane z przemysłem farmaceutycznym. Nie jesteśmy informowani przez lekarzy o wszelkich możliwych, znacząco skutecznych sposobach profilaktyki i leczenia chorób. Nie pozostawia się tym samym nam - rodzicom (lub opiekunom) wyboru metod pielęgnacji zdrowia naszego dziecka, przy założeniu, że decyzję o profilaktyce czy leczeniu może podjąć tylko lekarz medycyny akademickiej i że lekarz musi podążać za procedurami z góry wytyczonymi, czasami wbrew swojemu doświadczeniu, wiedzy zdobywanej poza oficjalnym systemem edukacji medycznej, a nawet – wbrew własnemu sumieniu. Czy zdajemy sobie sprawę, że np. tężec czy polio oraz niektóre inne choroby można całkowicie wyleczyć wciągu kilku godzin – dni szybkimi wlewami dożylnymi dużych dawek witaminy C? Czy wiemy, jak wielkie znaczenie może mieć witamina D w skutecznym leczeniu gruźlicy? Są to udokumentowane metody, o których nie uczy się studentów medycyny, a tym bardziej – nie są one przewidziane w tzw. procedurach medycznych. Pisze o nich Jerzy Zięba, naturopata, człowiek o imponującej wiedzy medycznej, w swojej szczegółowo udokumentowanej książce Ukryte terapie. Wiedzę o niezwykle skutecznych, a zarazem bezpiecznych metodach zapobiegania chorobom, metodach alternatywnych do szczepień można znaleźć też w wielu innych książkach (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2012/12/KSIAZKI-KTORE-POLECAM.html ).

      Nie mogę zachęcać moich Czytelników do szczepienia lub nieszczepienia, tutaj decyzję każdy rodzic musi podjąć samodzielnie. Zachęcam jednak gorąco do codziennej profilaktyki zdrowotnej względem własnego dziecka: dbałości o jego dietę, bliskość psychiczną i fizyczną, ruch na świeżym powietrzu, jak najczęstszy kontakt ze słońcem, odpowiednią ilość snu, współpracę z dobrym lekarzem, który minimalizuje ilość leków lub wręcz w ogóle ich nie przepisuje i jest skuteczny, ochronę dziecka przed wynalazkami cywilizacyjnymi (typu mikrofalówka, komórka, ekran) oraz ochronę przed chemią w kosmetykach i środkach czystości. Na podstawie mojej wiedzy i doświadczenia uważam, że taka profilaktyka, jako alternatywa do profilaktyki szczepionkowej, może zapewnić całkowitą odporność przed wszelkimi chorobami, a jeśli nawet nie, to sprawia, że choroby mają łagodniejszy przebieg i nie skutkują powikłaniami. Natomiast jeśli rodzice zdecydują się na zaszczepienie swojego dziecka, ale też będą należycie dbać o wyżej wspomnianą profilaktykę codziennie, to zmniejszą ryzyko powikłań poszczepiennych.

      Niezależnie od dokonywanych wyborów, rodzice muszą mieć świadomość, że wszelkie skutki decyzji o sposobie zdrowotnej pielęgnacji swoich pociech będą ponosić oni sami i ich dzieci, a nie lekarze.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „OSPA WIETRZNA. CHOROBY I SZCZEPIENIA - PODSUMOWANIE.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 27 marca 2015 22:35
  • piątek, 20 marca 2015
    • ŚWINKA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. IX

       

       

      Szczepienie przeciwko śwince wykonywane jest w formie szczepionki skojarzonej – MMR. Jest to żywa, atenuowana szczepionka „trzy w jednym” – przeciwko odrze, śwince i różyczce.  Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia MMR jest następujący:

      • I dawka: 13 - 14 miesiąca życia;
      • II dawka (tzw. dawka przypominająca): 10 rok życia.

      Dzisiaj przedstawię informacje na temat świnki i szczepienia przeciwko tej chorobie. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.mp.pl/szczepienia/choroby/choroby_swinka/show.html?id=92985 ).

       

      Co to za choroba:

      Świnka (nagminne zapalenie przyusznic) jest chorobą wirusową, obejmującą przyuszne i podżuchwowe gruczoły ślinowe.

       

      Objawy:

      • brak objawów u około połowy dzieci dotkniętych infekcją;
      • obrzęk ślinianek przyusznych (najczęściej) lub podżuchwowych oraz ból, trudności w żuciu, połykaniu i otwieraniu ust;
      • gorączka;
      • inne: złe samopoczucie i osłabienie, ból głowy, utrata łaknienia, wymioty;
      • głównie u dorosłych: zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, najczęściej bezobjawowe lub skąpoobjawowe, objawy ustępują w ciągu tygodnia.

      Powyższe objawy mogą występować w różnych kombinacjach lub pojedynczo.

       

      Sposób zarażenia się:

      Choroba przenoszona jest drogą kropelkową.

       

      Leczenie:

      Specjalne leczenie nie jest potrzebne. Można zastosować leki homeopatyczne, ale wystarczy też zwykły wypoczynek, nawadnianie organizmu i właściwa dieta.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby daje dożywotnią odporność. Przebycie choroby w dzieciństwie zapobiega zachorowaniu w wieku późniejszym, kiedy choroba może mieć cięższy przebieg lub niebezpieczne następstwa. Badania wykazały, że kobiety, które przebyły świnkę w dzieciństwie rzadziej zapadają na raka jajników.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Szczepienie daje krótkotrwałą i słabą odporność, co więcej, przesuwa chorobę z okresu dzieciństwa na wiek dorosły, kiedy to świnka może mieć cięższy przebieg i niebezpieczne powikłania. Nieprzechorowanie świnki w dzieciństwie (wskutek szczepienia) może skutkować większą podatnością na choroby w wieku późniejszym. Ponadto, wirus świnki zdolny jest do mutacji, co może wiązać się z całkowitą nieskutecznością danej szczepionki.

       

      Powikłania po chorobie:

      • Powikłania występują częściej u dorosłych niż u dzieci, z reguły jednak, choroba nie prowadzi do jakichkolwiek trwałych powikłań;
      • W przypadku zachorowania chłopca w wieku dojrzewania lub mężczyzny, czasami (rzadko) może dojść do zapalenia jąder i męskiej bezpłodności, jeśli zapalenie objęło obydwa jądra, choć zapalenie poświnkowe zazwyczaj obejmuje jedno jądro i wówczas nie prowadzi do bezpłodności;
      • W przypadku zachorowania dziewczynki w wieku dojrzewania lub kobiety, czasami (rzadko) może dojść do jedno- lub obustronnego zapalenia jajników, niepowodującego bezpłodności;
      • W rzadkich przypadkach dochodzi do zapalenia trzustki, które ustępuje samoistnie w ciągu tygodnia;
      • Bardzo rzadko choroba prowadzi do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      • reakcje uczuleniowe: wysypka, świąd, krwawe podbiegnięcia;
      • zaburzenia w centralnym układzie nerwowym: drgawki gorączkowe, jednostronna głuchota sensoryczna, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych;
      • zapalenie jąder;
      • zapalenie trzustki.

      Niektórzy rodzice obserwują wystąpienie u swych dotychczas całkowicie zdrowych dzieci wystąpienie zaburzeń autystycznych tuż po szczepieniu MMR.

      Według charakterystyki produktu leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce zawierająca trzy szczepy żywych, atenuowanych wirusów - Priorix może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Cytat z w/w dokumentu, wymieniający poszczególne działania niepożądane, umieściłam we wpisie o odrze (na końcu): http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/02/ODRA.html .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „ŚWINKA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 20 marca 2015 21:50
  • piątek, 13 marca 2015
    • RÓŻYCZKA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. VIII

       

       

      Szczepienie przeciwko różyczce wykonywane jest w formie szczepionki skojarzonej – MMR. Jest to żywa, atenuowana szczepionka „trzy w jednym” – przeciwko odrze, śwince i różyczce.  Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia MMR jest następujący:

      • I dawka: 13 - 14 miesiąca życia;
      • II dawka (tzw. dawka przypominająca): 10 rok życia.

      Dzisiaj przedstawię informacje na temat różyczki i szczepienia przeciwko tej chorobie. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://pediatria.mp.pl/choroby/chorobyzakazne/show.html?id=67591 ).

       

      Co to za choroba:

      Różyczka jest nieszkodliwą chorobą wirusową wieku dziecięcego. Stanowi zagrożenie dla kobiet w ciąży, zwłaszcza w pierwszych tygodniach ciąży, gdyż może prowadzić do zaburzeń w rozwoju płodu.

       

      Objawy:

      • w około połowie przypadków bezobjawowy przebieg zakażenia;
      • umiarkowana gorączka;
      • powiększenie szyjnych węzłów chłonnych;
      • wysypka, która znika po 2 – 3 dniach (a czasami w ogóle nie występuje).

       

      Sposób zarażenia się:

      Zakazić się można drogą kropelkową, przez kontakt z materiałem zakaźnym i drogą krwionośną przez łożysko (płód od matki) w przypadku różyczki wrodzonej. Materiałem zakaźnym jest wydzielina jamy nosowo-gardłowej chorego, krew, kał, mocz.

       

      Leczenie:

      Różyczka ustępuje samoistnie, nie wymaga specjalnego leczenia.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby daje dożywotnią odporność.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Zaszczepienie przeciwko różyczce nie daje dożywotniej odporności. Szczepienie dziewczynek w dzieciństwie zmniejsza ich szansę na naturalne przechorowanie różyczki, a tym samym – na nabycie trwałej odporności, która chroniłaby ich ciążę w wieku dorosłym.

       

      Powikłania po chorobie:

      Najczęściej nie dochodzi do powikłań (a do takich w przypadku różyczki należy zapalenie stawów, zapalenie mózgu).  Jeżeli zakażeniu ulegnie kobieta w pierwszych tygodniach ciąży, może dojść do poronienia lub uszkodzeń płodu. U noworodka najczęściej występują objawy związane z  ośrodkowym układem nerwowym i narządami zmysłów (wzrok, słuch), układem sercowo-naczyniowym oraz krwiotwórczym. Dzieci z wrodzonym zakażeniem różyczkowym mogą się urodzić przedwcześnie i zbyt małą masą ciała. Śmiertelność dzieci z zespołem różyczki wrodzonej wynosi do 15%.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      • przewlekłe zapalenie i ból stawów (te powikłania mogą objawić się kilka tygodni po szczepieniu i trwać od paru tygodni do wielu lat, a nawet przez całe życie); w Rosji jest to oficjalnie uznawane powikłanie po szczepieniu przeciwko różyczce;
      • syndrom chronicznego zmęczenia;
      • schorzenia rdzenia kręgowego;
      • zespół Guillaina-Barrego;
      • zespół cieśni nadgarstka;
      • neuropatie różnego rodzaju;
      • niektórzy rodzice obserwują wystąpienie u swych dotychczas całkowicie zdrowych dzieci wystąpienie zaburzeń autystycznych tuż po szczepieniu MMR.

      Według charakterystyki produktu leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce zawierająca trzy szczepy żywych, atenuowanych wirusów - Priorix może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Cytat z w/w dokumentu, wymieniający poszczególne działania niepożądane, umieściłam we wpisie o odrze (na końcu): http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/02/ODRA.html .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „RÓŻYCZKA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 13 marca 2015 16:58
  • poniedziałek, 02 marca 2015
  • piątek, 27 lutego 2015
    • ODRA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. VII

       

      Szczepienie przeciwko odrze wykonywane jest w formie szczepionki skojarzonej – MMR. Jest to żywa, atenuowana szczepionka „trzy w jednym” – przeciwko odrze, różyczce i śwince.  Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia MMR jest następujący:

      • I dawka: 13 - 14 miesiąca życia;
      • II dawka (tzw. dawka przypominająca): 10 rok życia.

      Dzisiaj przedstawię informacje na temat odry i szczepienia przeciwko tej chorobie. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5032011235.pdf ).

       

      Co to za choroba:

      Odra jest chorobą wirusową pojawiającą się głównie w wieku dziecięcym, stanowiącą zagrożenie jedynie dla dzieci osłabionych, żyjących w warunkach ubóstwa, niedożywienia itp. W czasach, gdy jeszcze nie szczepiono przeciwko odrze, odra występowała powszechnie u dzieci i była zwykłą chorobą, która mijała i nie wzbudzała niepokoju u rodziców (pisze o tym dr Kotok, wiem o tym również z relacji mojej Mamy). Wirus wywołuje objawy w układzie oddechowym oraz objawy skórne.

       

      Objawy:

      • pierwsze objawy: wysoka temperatura, kaszel, katar;
      • wraz z rozprzestrzenianiem się wirusa po całym organizmie: wysypka na twarzy i szyi, przechodząca w rejony tułowia i kończyn; W początkowej fazie choroby wysypka ma charakter gruboplamisty. Wykwity skórne są różowe, zlewające się, zlokalizowane na twarzy i czole, które z czasem obejmują całą powierzchnię ciała. Po kilku dniach wysypka zmienia kolor na ceglasty i łuszczy się (źródło: http://www.pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5032011235.pdf ); wysypka ustępuje po kilku dniach.

       

      Sposób zarażenia się:

      Wirus odry przenoszony jest drogą kropelkową.

       

      Leczenie:

      • wg dr. Kotoka, nie należy obniżać temperatury, ani podawać antybiotyku (stosowanego w celu zapobiegnięcia powikłaniom bakteryjnym), ponieważ zakłóca to pracę układu immunologicznego;
      • odpoczynek w łóżku;
      • wietrzenie pomieszczenia, w którym przebywa chore dziecko;
      • obfite pojenie;
      • dieta: wg dr. Kotoka – głodówka lub lekkostrawne posiłki z wykluczeniem mięsa i nabiału; ja zaleciłabym zdanie się na instynkt dziecka, jego zachcianki, co prawdopodobnie sprowadziłoby się do zaleceń dr. Kotoka;
      • leczenie homeopatyczne (dr Kotok);
      • podawanie witamin A i C (dr Kotok, zob. też: raport dr. Klennera).

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby daje odporność na całe życie. Przebycie choroby w dzieciństwie jest stosunkowo łagodne, w odróżnieniu od przechorowania odry w wieku dorosłym. Szansa na właściwe, w pełni uodparniające przechorowanie odry w dzieciństwie zmniejszona jest przez szczepienia aplikowane w wieku dziecięcym. Istnieją badania dowodzące, że przechorowanie odry sprzyja rozwojowi i wzmocnieniu układu immunologicznego dziecka. Zauważono, że u dzieci, które przechorowały odrę, skłonności do astmy, kataru siennego i egzemy były dwa razy mniejsze niż u ich rówieśników, których ta choroba ominęła. U dorosłych, którzy chorowali w dzieciństwie na odrę podatność na schorzenia onkologiczne jest najniższa. Udowodniono, że podczas odry u dzieci chorych na AIDS wirus HIV wolniej się namnaża.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Większość osób chorujących na odrę w czasie epidemii była wcześniej zaszczepiona przeciwko tej chorobie. Szczepienia dają co najwyżej krótkoterminową odporność na odrę (kosztem odporności ogólnej). Narażają osoby dorosłe szczepione w dzieciństwie na zachorowanie na odrę z ostrzejszym przebiegiem choroby z poważnymi powikłaniami (np. odra w wieku dorosłym stanowi jeden z czynników ryzyka stwardnienia rozsianego); choroba zostaje jedynie przesunięta w czasie (w naturalnych warunkach na odrę zapadają przede wszystkim dzieci powyżej pierwszego roku życia).

      Ponadto, szczepienie MMR prowadzi do osłabienia układu immunologicznego i może wywoływać choroby z autoimmunoagresji. W Finlandii, która szczyci się likwidacją odry, świnki i różyczki poprzez szczepienia, nastąpił największy jak dotąd wzrost zachorowalności na autyzm, chorobę Crohna, cukrzycę insulinozależną, astmę, choroby tkanki łącznej i inne przewlekłe choroby. Liczba przypadków tych chorób wciąż rośnie.

       

      Powikłania po chorobie:

      Powikłania w przebiegu odry występują rzadko i dotyczą w  szczególności osób z niedoborami odporności. Do najczęstszych powikłań należą zapalenia płuc będące wynikiem nadkażeń bakteryjnych oraz zapalenie mózgu (1 na 1 000 przypadków zachorowań), a także zapalenie mięśnia sercowego i ucha środkowego. Najcięższym a jednocześnie najrzadszym (1 na 1 000 000 przypadków zachorowań) powikłaniem jest podostre stwardniające zapalenie mózgu (SSPE), które może wystąpić nawet po 15 latach od momentu zakażenia. (źródło: http://www.pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5032011235.pdf )

       

      Powikłania po szczepieniu:

      • niektórzy rodzice obserwują wystąpienie u swych dotychczas całkowicie zdrowych dzieci wystąpienie zaburzeń autystycznych tuż po szczepieniu MMR;
      • istnieją liczne doniesienia o odrowym zapaleniu mózgu występującym po zaszczepieniu przeciwko odrze (może to być również powikłanie po samej chorobie);
      • badacze japońscy przeprowadzili eksperyment, w którym wykazali, że szczepienie powoduje zaburzenia w limfocytach: dochodzi do upośledzenia produkcji interferonu, który zabezpiecza organizm przed chorobami zakaźnymi i onkologicznymi; stan ten trwa co najmniej rok;
      • u dzieci, które otrzymują szczepionkę przeciwko odrze silnie i na długo obniża się poziom witaminy A;

      Według charakterystyki produktu leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, szczepionka Priorix przeciwko odrze, śwince i różyczce zawierająca trzy szczepy żywych, atenuowanych wirusów może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Wg w/w charakterystyki produktu, skutki te mogą być następujące:

      • Zakażenia i zarażenia pasożytnicze: Zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie jąder i zapalenie najądrzy, nietypowe, łagodne lub słabo nasilone objawy przypominające odrę lub świnkę.
      • Zaburzenia krwi i układu chłonnego: Małopłytkowość (trombocytopenia), plamica małopłytkowa.
      • Zaburzenia układu immunologicznego: Reakcje anafilaktyczne.
      • Zaburzenia układu nerwowego: Poprzeczne zapalenie rdzenia, zespół Guillain-Barré, zapalenie nerwów obwodowych, zapalenie mózgu.
      • Zaburzenia skóry i tkanki podskórnej: Rumień wielopostaciowy.
      • Zaburzenia mięśniowo-szkieletowe i tkanki łącznej: Ból stawów, zapalenie stawów.
      • Zaburzenia ogólne i stany w miejscu podania: Choroba Kawasaki.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „ODRA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 27 lutego 2015 21:22
  • piątek, 20 lutego 2015
    • POLIO

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. VI

       

      Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia przeciwko polio (poliomyelitis) jest następujący:

      • I dawka: 3 - 4 miesiąca życia;
      • II dawka: 5 – 6 miesiąc życia;
      • III dawka: 16 – 18 miesiąc życia;
      • IV dawka (tzw. dawka przypominająca): 6 rok życia.

      Poniżej przedstawiam opis choroby, jej powikłań, jak również powikłań po szczepieniu przeciwko polio. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/choroba-heinego-medina-polio-przyczyny-objawy-leczenie_42057.html , http://www.pzh.gov.pl/polio/pge.php?mid=78 , https://www.health.ny.gov/diseases/communicable/poliomyelitis/fact_sheet.htm )

       

      Co to za choroba:

      Polio (inne nazwy: ostre nagminne porażenie dziecięce, choroba Heinego-Medina, wirusowe zapalenie rogów przednich rdzenia kręgowego, paraliż dziecięcy) to choroba wywołana wirusami. W większości przypadków choroba ta przybiera postać ostrej infekcji układu oddechowego lub typowej infekcji pokarmowej i nie ma powikłań. Natomiast przypadki odmiany porażennej polio (w której wirus poraża komórki nerwowe rdzenia kręgowego) występują u 0,02 – 0,03% zarażonych (wg Kotoka, wg innych źródeł: 0,5%) i w tej odmianie choroby co najmniej 30% chorych całkowicie wraca do zdrowia. O tych przypadkach słyszymy najczęściej, choć są to przypadki najrzadsze. Ponadto, ostre porażenia wiotkie mogą być wywołane innymi czynnikami niż wirusy polio. Do najcięższych, ale też niezwykle rzadkich przypadków należy porażenie mózgu, które może zakończyć się śmiercią.

       

      Objawy:

      • w 90 – 95% przypadków nie ma objawów;
      • w 4 – 8% przypadków to porażenie poronne, czyli takie, w którym organizm sam zwalcza chorobę; objawy to gorączka, biegunka, ból gardła, objawy grypopodobne;
      • do 0,5% przypadków to postać porażenna (paraliż); objawy to niesymetryczne porażenie wiotkie mięsni, częściej w kończynach dolnych, rzadziej w górnych, gorączka, niewydolność górnych dróg oddechowych, bóle głowy, symptomy podrażnienia opon mózgowo-rdzeniowych,  w skrajnych przypadkach – porażenie mięśni oddechowych.

       

      Sposób zarażenia się:

      Choroba szerzy się najczęściej przez kontakt bezpośredni: głównie drogą pokarmową lub w mniejszym stopniu -  drogą kropelkową. Warunkami sprzyjającymi zachorowaniu na polio jest ubóstwo, głód, brak higieny, migracje ludności.

       

      Leczenie:

      • powszechnie stosuje się leczenie objawowe (tj. usuwa się objawy), wykorzystując m.in. metody rehabilitacji i chirurgii;
      • w przypadku porażenia mięśni oddechowych chorego podłącza się do respiratora;
      • homeopaci stosują leki homeopatyczne (zarówno w celu zapobiegania chorobie, jak i jej leczenia);
      • terapią ignorowaną przez medycynę akademicką, ale skuteczną w leczeniu polio (i innych chorób wirusowych, np. błonicy, grypy, odry, ospy, półpaśca, wirusowego zapalenia mózgu, wirusowego zapalenia płuc) jest zastosowanie witaminy C, o czym można dowiedzieć się z raportu amerykańskiego lekarza Fredericka R. Klennera (zob.: raport dr. Klennera oraz: http://en.wikipedia.org/wiki/Fred_R._Klenner ). Warunkiem skuteczności takiej terapii jest podanie witaminy C w bardzo dużych dawkach (wg dr. Klennera: początkowe dawki wynoszą od 1000 do 2000 mg) i z odpowiednią częstotliwością (wg dr. Klennera: co dwie – cztery godziny, w zależności od reakcji organizmu), wówczas witamina C, w odpowiednim i ciągłym stężeniu w organizmie człowieka zaczyna działać jak antybiotyk – względem wirusów! W ten sposób dr Klenner wyleczył z polio wszystkich swoich 60 pacjentów, którzy znaleźli się pod jego opieką, w ciągu 72 godzin (w 1948 r.).

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Istnieją trzy typy wirusa polio. Nabycie odporności dożywotniej zależy zazwyczaj od rodzaju wirusa, którym zaraża się człowiek. Przypadki powtórnych zachorowań na polio należą do rzadkich i wynikają z zarażenia się innym szczepem wirusa niż w przypadku pierwszego zachorowania.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Istnieją dwa rodzaje szczepionek przeciwko polio: szczepionka z zabitymi wirusami (IPV, szczepionka Salka) oraz szczepionka z osłabionymi (atenuowanymi), ale żywymi wirusami (OPV, szczepionka Sabina). Immunolodzy będący zwolennikami szczepionki Salka uważają, że szczepionka z żywymi wirusami przyczynia się do... zachorowań na polio. Ci, którzy bronią szczepionki Sabina twierdzą, że zabite wirusy nie dają pełnej odporności na chorobę i co więcej, wzmagają podatność na polio. Wnioski pozostawiam Czytelnikom.

       

      Powikłania po chorobie:

      • bardzo rzadko: trwały paraliż, deformacja kończyn (głównie nóg) i zanik mięśni;
      • zespół „post-polio” pojawiający się dopiero 10 – 40 lat po ustaniu pierwotnych objawów zakażenia wirusem; objawy: powoli postępujące osłabienie i zanik mięśni, bóle stawowe, deformacja kości.

       

      Powikłania po szczepieniu i skutki masowych szczepień:

      Według charakterystyki produkty leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (zob.: http://www.urpl.gov.pl/system/drugs/dki/charakterystyka/2012-04-02_chpl_ipv_wersja_ostateczna.pdf ), szczepionka przeciwko polio zawierająca trzy szczepy inaktywowanych (nieżywych) wirusów może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Wg w/w charakterystyki produktu, jakim jest szczepionka Imovax Polio, skutki te mogą być następujące:

      • Zaburzenia ogólne i stany w miejscu podania: Działania niepożądane w miejscu podania, takie jak obrzęk, mogą wystąpić w ciągu 48 godzin po szczepieniu i mogą utrzymywać się przez 1 do 2 dni. Powiększenie węzłów chłonnych.
      • Zaburzenia układu immunologicznego: Reakcja nadwrażliwości typu I na jeden ze składników szczepionki, taka jak pokrzywka, obrzęk naczynioruchowy, reakcja anafilaktyczna lub wstrząs anafilaktyczny.
      • Zaburzenia mięśniowo-szkieletowe i tkanki łącznej: Ból mięśni oraz umiarkowany i przejściowy ból stawów były zgłoszone w ciągu kilku dni po szczepieniu.
      • Zaburzenia układu nerwowego: Drgawki (izolowane lub związane z gorączką) w ciągu kilku dni po szczepieniu, ból głowy, parestezje (przeważnie w dolnych kończynach) w ciągu dwóch tygodni po szczepieniu.
      • Zaburzenia psychiczne: Pobudzenie, senność oraz drażliwość w pierwszych godzinach lub dniach po szczepieniu i szybko ustępujące.
      • Zaburzenia skóry i tkanki podskórnej: Wysypka.

      Natomiast z charakterystyki produktu leczniczego, jakim jest szczepionka Polio Sabin – oral  (zob.: file:///C:/Documents%20and%20Settings/user/Moje%20dokumenty/Downloads/Polio-Sabin-SmPC-17_12_2010.pdf ), zawierająca trzy szczepy osłabionych (atenuowanych), ale żywych wirusów, dowiadujemy się, że po szczepionce może dojść do postaci porażennej poliomyelitis u osób szczepionych lub u osób nieuodpornionych z otoczenia osób szczepionych. Autor dokumentu twierdzi, że jest to sytuacja sporadyczna.

      Z kolei dr Kotok przytacza następujące dane z historii na temat polio poszczepiennego:

      • Pierwsze szczepienia przeciwko polio wykonano inaktywowaną szczepionką Salka w Stanach Zjednoczonych w połowie lat pięćdziesiątych XX w.; inaktywacja wirusa okazała się niewystarczająca, w wyniku czego zachorowało 260 osób zaszczepionych i osób kontaktujących się z nimi, 10 osób zmarło, a wiele zostało sparaliżowanych na resztę życia.
      • W 1955 roku w USA przeprowadzono intensywną kampanię szczepień, po której zarejestrowano wyższą liczbę przypadków zachorowań na polio niż w analogicznym okresie roku 1954.
      • Pierwsze eksperymenty ze szczepionką Sabina zakończyły się tragedią: w 1957 r., w ZSSR zmarło 27 dzieci po podaniu tej szczepionki.
      • W 2000 r. na Haiti wybuchła epidemia ostrych porażeń wiotkich, wywołana najprawdopodobniej zmutowanym wirusem pochodzącym ze szczepionki: dwoje dzieci zmarło, 19 zostało sparaliżowanych.
      • W 2001 r. doszło do podobnej epidemii na Filipinach, a w 1988 r. – w Egipcie.

      Dr Kotok przytacza również opinie badaczy i naukowców:

      • Ponieważ przez wiele lat wirusy polio namnażano na nerkach małp, do szczepionki przenikał małpi wirus, wywołujący u ludzi guzy złośliwe.
      • Istnieje poważna hipoteza, że wirus HIV ma swój początek w szczepionkach, które zawierały wirus SIV - wirus braku odporności u małp; wirus ten uległ mutacji do postaci występującej u ludzi - HIV.
      • Szczepionka Salka podawana amerykańskim dzieciom w drugiej połowie lat pięćdziesiątych dała początek zaburzeniom odpornościowym i neurologicznym tego pokolenia, przyczyniała się do nagłych zachorowań na białaczkę limfatyczną T-komórkową, mięsaka Kaposiego, chłoniaka Burkitta, opryszczkę i zespół chronicznego zmęczenia oraz do innych poważnych chorób.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „POLIO”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 20 lutego 2015 22:05
  • środa, 11 lutego 2015
    • CO WYBRAŁY MOJE DZIECI – ZIMA 2015

       

      Na chwilę odchodzę od tematu chorób i szczepień, aby rozwinąć moją odpowiedź na niedawne pytanie Czytelniczki:

      Z niecierpliwością czekam na artykuł na ile my - rodzice możemy zniwelować skutki już zaszczepionych dzieci i to często szczepionkami, które zostały dawno wycofane z obiegu, może istnieje jakiś rodzaj żywności, który usunie naturalnie nadmiary chemii jaką pozostawiły szczepionki w organizmie dziecka?

      Moja odpowiedź była następująca:

      Nie przewiduję jakiegoś konkretnego jednego wpisu na ten temat, bo na ten temat jest... cały mój blog :) Właściwe odżywianie + inne czynniki zdrowia dzieci (o których piszę w osobnej zakładce) gwarantują oczyszczanie się organizmu nie tylko z toksyn szczepionkowych. Rodzaj żywności leczniczej: ma to być czyste, naturalne jedzenie, po które sięga samo dziecko, wedle swoich upodobań. Na przykładzie oczyszczania się organizmu z rtęci: dla jednego dziecka lekarstwem będą surowe warzywa, a dla innego - żółtka. Zaufajmy naturalnej zdolności organizmu Dziecka do samoregulacji, chroniąc go jedynie przed szeroko rozumianymi truciznami i zapewniając mu bogatą ofertę kulinarną. 

       

      Dzisiaj chciałabym dodać, że „bogata oferta kulinarna” jest bardzo ważnym warunkiem takiej naturalnej stymulacji organizmu dziecka i polega na zaproponowaniu mu jak największej ilości pokarmów w przeciągu tygodnia czy miesiąca – do wyboru. Przez pokarm naturalny rozumiem każdą jadalną substancję stworzoną przez Naturę, nieprzetworzoną przez człowieka lub przetworzoną przez niego naturalnymi metodami tradycyjnymi typu gotowanie, mielenie, suszenie, kiszenie itp. Pokarmem będzie więc np. owoc, mięso, kasza, zioło, naturalna przyprawa, jajko, naturalny tłuszcz, orzech, warzywo. Pokarmem będzie też potrawa – kompozycja złożona z kilku podstawowych substancji. Nie bez znaczenia jest właściwe skomponowanie potrawy ze względu na wzmocnione działanie jej komponentów w połączeniu, czyli ze względu na tzw. synergię. Przykładem dobrze skomponowanego posiłku jest potrawa z duszonych jarzyn, tłuszczu i przypraw, posypana zieleniną. Niektóre witaminy w jarzynach potrzebują towarzystwa tłuszczu, aby mogły zostać przyswojone przez organizm (są to witaminy: A, D, grupa witamin E, grupa witamin K). Przyprawy wspomagają wydzielanie soków trawiennych, co jest niezbędne dla właściwego wchłaniania składników odżywczych i zapewniają niezaburzone trawienie. Zielenina, a więc surowy dodatek, dostarcza zewnętrznych enzymów, które odciążają organizm w trawieniu posiłku, a oprócz tego, chłodna natura zieleniny wspaniale równoważy rozgrzewający charakter potrawy z ciepłych warzyw. Czasami jednak, dziecko chętnie sięga po pojedyncze warzywo, na surowo, bez tłuszczu... Tak jest też dobrze! Czasami jego organizm tego potrzebuje, np. przy zastojach w przewodzie pokarmowym, w czasie infekcji itp.

      Trzeba nabyć doświadczenia w doborze składników pod względem ich rodzajów i ilości dla każdego dziecka indywidualnie. Smak dziecka w danej chwili, w danym dniu, tygodniu czy miesiącu jest dla nas przewodnikiem, podpowiedzią, czy dobrze komponujemy potrawy pod potrzeby tego właśnie konkretnego dziecka. Czasami będzie potrzebowało bardziej pikantnego posiłku, a czasami ziemniaków bez soli i bez jakichkolwiek dodatków. Jeśli będzie to dziecko zatrute, jego organizm będzie szukać odtrutki. Jeśli będzie to dziecko osłabione gorączką, najpewniej sięgnie zaledwie po wychładzającą pomarańczę lub wodę z sokiem z połowy cytryny, albo po czarną porzeczkę na surowo.

      Aby organizm uruchomił procesy samoregulacji, samolecznia, samooczyszczania, musi mieć „pod ręką” (czyli na stole, w kuchni, w lodówce itp.) wszystkie niezbędne składniki pokarmowe (witaminy, sole mineralne, białka, tłuszcze i węglowodany), którymi będzie sobie sam „żonglował”, wg potrzeb chwili. Pięknie o tego typu procesach, na poziomie przemian biochemicznych, pisze Jerzy Zięba w swojej książce pt.: Ukryte terapie (okazuje się, że procesy miażdżycowe czy zwyrodnienia w stawach są odwracalne przy uzupełnieniu pewnych substancji pokarmowych, choć medycyna akademicka twierdzi coś przeciwnego; kiedyś opowiem coś więcej o tej książce). Pięknym przykładem takiej „żonglerki” jest organizm mojego Chłopczyka, niegdyś zatrutego rtęcią. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat jego samoregulacji, mogłam obserwować ze zdumieniem, jak zjada po kilkadziesiąt żółtek tygodniowo, przez około dwa lata z rzędu (potem go „odrzuciło”), jak przez pół roku jest praktycznie weganinem – niskobiałkowcem (w tym okresie nie tykał mięsa, jajek, produktów mlecznych, ryb, ani nawet orzechów czy fasoli), jak w ciągu trzech dni zjada kilogram surowego mięsa w postaci tatara, jak ze smakiem zjada porcję grzanek z czterema - pięcioma ząbkami czosnku (nie wiem, jak on to wytrzymuje, ale tego się domaga) lub przez całe lato żuje miętę pieprzową z naszego ogródka (inne rodzaje mięty, jaką zasadziłam nie smakowały mu), mimo, że raczej nie lubi zieleniny. Obecnie, od kilku tygodni prawie codziennie podjada orzechy ziemne, choć na przestrzeni ostatnich lat sięgał po nie raczej sporadycznie. Niegdyś bardzo chory, mój Chłopczyk z czasem stał się inspiracją dla stworzenia tytułu tego bloga.

       

      Poniżej przedstawiam autentyczne wybory kulinarne moich Dzieci z kilku ostatnich dni, dla pełnego przykładu:

      DZIEŃ 1:

      Dziewczynka (7,5 lat): banan z cynamonem, kopytka lniane (ziemniaki, siemię lniane, jajka, sól kamienna - kłodawska, kurkuma, chili, kminek, kozieradka, smalec wieprzowy), herbata z suszu róży, rozmrożone surowe truskawki, pomarańcza, pyłek pszczeli, indyk z rosołu, banan.

      Chłopczyk (10,5 lat): orzechy ziemne, banan z cynamonem, kopytka lniane z dodatkiem kiełków rzeżuchy, pomarańcza, polędwica wieprzowa z marynacie z oliwy z oliwek z cytryną, solą, czosnkiem i majerankiem smażona na smalcu, orzechy ziemne, miód lipowy.

      DZIEŃ 2:

      Dziewczynka: banan z cynamonem, surowe mleko świeżo dojone z dodatkiem ciepłej kaszy gryczanej i odrobiną soli, kopytka lniane, jabłko, banan z cynamonem, pasteryzowany sok z czarnej porzeczki bez cukru.

      Chłopczyk: czysty rosół (tj. bez jakichkolwiek dodatków) - wywar z indyka i gęsi, minimalnych ilości przypraw (tymianku, kurkumy, kopru, lukrecji, majeranku, ziela angielskiego, listka bobkowego, bazylii, chili, pieprzu czarnego i białego, soli – w normalnej ilości) oraz z warzyw (marchewki, pietruszki korzennej, selera, pora, cebuli, czosnku, korzenia imbiru, zielonego koperku z zamrażarki), orzechy ziemne, surowe mleko świeżo dojone, kawałeczek surowej cebuli, miód lipowy, kopytka lniane z dodatkiem kiełków rzeżuchy, rozmrożona czarna porzeczka na surowo z dodatkiem miodu, polędwica wieprzowa w marynacie smażona na smalcu.

      DZIEŃ 3:

      Dziewczynka: ryż na ciepło z surowymi jabłkami i dodatkami (wywar z korzenia imbiru, olej kokosowy, migdały, anyż, cynamon), herbata z suszu róży, szarlotka jaglana (kasza jaglana, masło, żółtka, sól, jabłka, mielone owoce goi, gałka muszkatołowa, goździki), jabłko, naleśniki gryczane (kasza gryczana, sól, kardamon, kolendra, zmielony niesłodzony susz z żurawiny, jajka, woda, masło klarowane do smażenia) z dodatkiem surowych bananów posypanych cynamonem.

      Chłopczyk: orzechy ziemne, ryż na ciepło z surowymi jabłkami i dodatkami (wywar z korzenia imbiru, olej kokosowy, migdały, anyż, cynamon), orzechy nerkowca, gulasz wołowy (pręga wołowa, cebula, smalec wieprzowy, listek bobkowy, ziele angielskie, bazylia, pomidory, papryka słodka w proszku, chili, papryka pasteryzowana, por, korzeń pietruszki, marchewka, wiesiołek) z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy (na obiad i kolację – dwie porcje w ciągu dnia), woda z sokiem z połowy cytryny.

      DZIEŃ 4:

      Dziewczynka: naleśniki gryczane z bananami i cynamonem, herbata z suszu róży, banan, pierniki pieczone w szkole z ciasta przyniesionego z domu (płaskurka, miód rzepakowy, smalec, jajka, sól, imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, kardamon, anyż, kolendra, goździki), rozmrożone truskawki, indyk z rosołu, naleśniki gryczane z surowym bananem i cynamonem.

      Chłopczyk: gulasz wołowy z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy, surowa czarna porzeczka z odrobiną miodu, pasztet z królika (królik, smalec gęsi, marchewka, pietruszka korzenna, seler, jajka, siemię lniane, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, imbir), przypadkowy piernik ze szkoły (pewnie na zwykłej mące pszennej, z cukrem i z nieokreślonym tłuszczem), orzechy ziemne, gulasz wołowy z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy.

      DZIEŃ 5:

      Dziewczynka: barszcz czerwony z kawałkami indyka (wywar z indyka i gęsi, tymianek, kurkuma, kminek, lukrecja, ziele angielskie, majeranek, listek bobkowy, bazylia, sól, buraki, marchewka, cebula, czosnek, pietruszka korzenna, korzeń imbiru, pieprz biały, pieprz czarny, zakwas buraczany), banan z cynamonem, kopytka lniane, naleśniki gryczane (minimalnie zmieniony skład w dodatkach do ciasta: zmielone ziarna kakaowca, zmielone ziele skrzypu, gałka muszkatołowa, goździki) z surowymi bananami i cynamonem, herbata z suszu róży.

      Chłopczyk: czysty rosół (wywar z indyka, tymianek, kurkuma, kminek, lukrecja, ziele angielskie, majeranek, listek bobkowy), orzechy ziemne,  kopytka lniane z kiełkami rzeżuchy, świeżo ugotowany ryż pełnoziarnisty z solą, bez tłuszczu, bez jakichkolwiek dodatków.

       

      A teraz podsumuję te pięć dni pod względem ilości spożytych substancji – pojedynczych składników (pokarmów) w tym okresie przez każde z Dzieci:

      Dziewczynka: anyż, banany, bazylia, buraki, cebula, chili, cynamon, czarna porzeczka, czosnek, gałka muszkatołowa, gęś, goja (owoce), goździki, gryka, indyk, imbir, jabłka, jajka, kakaowiec (ziarno), kardamon, kminek, kolendra, kozieradka, kurkuma, listek bobkowy, lukrecja, majeranek, marchew, masło, migdały, miód rzepakowy, mleko, olej kokosowy, pieprz (biały i czarny), pietruszka korzenna, płaskurka (stara odmiana pszenicy), pomarańcza, proso (kasza jaglana), pyłek pszczeli, róża (owoc), ryż pełnoziarnisty, siemię lniane, skrzyp polny, smalec wieprzowy, sól kamienna, truskawki, tymianek,  zakwas buraczany, ziele angielskie, ziemniaki, żółtka, żurawina.

      Razem: 52 substancje pokarmowe.

      Chłopczyk: anyż, banany, bazylia, cebula, chili, cynamon, cytryna, czosnek, czarna porzeczka, gałka muszkatołowa, gęś, indyk, imbir, jabłka, jajka, kminek, koper (nasiona), koperek (zielenina), kozieradka, królik, kurkuma, listek bobkowy, lukrecja, majeranek, marchew, migdały, miód lipowy i jakiś inny (w porzeczce), mleko, olej kokosowy, oliwa z oliwek, orzechy nerkowca, orzechy ziemne, pieprz (czarny, biały), papryka, pietruszka korzenna, pomarańcza, pomidory, por, ryż pełnoziarnisty, rzeżucha, seler, siemię lniane, smalec gęsi, smalec wieprzowy, sól kamienna, tymianek, wieprzowina, wiesiołek, wołowina, ziele angielskie, ziemniaki.

      Razem: 51 substancji pokarmowych.

       

      Przedstawiony wyżej jadłospis jest wynikiem tego, co w poszczególnych dniach byłam w stanie zaoferować moim Dzieciom oraz wynikiem ich preferencji kulinarnych (bieżących lub przewidywanych przeze mnie z przeszłych doświadczeń z lepszą lub gorszą trafnością, np. jakiś czas temu „pyszny” pasztet z królika był tym razem „taki sobie”, jak to określił mój Chłopczyk). Ponieważ nie da się w jednym dniu zaoferować wszystkiego, co jadalne, moją ofertę dzielę na dni ze zbożami bezglutenowymi, dni ze zbożami glutenowymi i dniu wolne od jakichkolwiek zbóż (ale nie na siłę, bo zbyt sztywne schematy nikomu nie służą). W ten sposób „po cichu” realizuję rotację, choć nierealistyczny szwedzki stół, na którym byłyby jednocześnie wszystkie naturalne pokarmy świata i zdanie się w 100% na wybory Dzieci wyznaczyłoby zapewne samoistną, najdoskonalszą rotację z punktu widzenia potrzeb ich organizmów. Ponadto, rotację wymuszają możliwości logistyczne; nie jestem w stanie codziennie kupować mleka zaraz po wydojeniu krowy (a tylko takie uważam za wartościowe), w związku z tym Dzieci piją mleko tylko (a może i aż...) dwa razy w tygodniu. Innych mlecznych pokarmów (typu ser, śmietana) raczej nie jadają, bo z reguły nie mają na nie ochoty, na dzień dzisiejszy. Mamy też sztucznie wyznaczone trzy dni w tygodniu bez miodu, w pozostałe dni miód jest, jeśli komuś się o nim przypomni... Wynika to z tego, że ostatnio zauważam pewną korelację między częstotliwością spożywania miodu przez Dzieci, a stanem ich skóry. Przy idealnie gładkiej skórze i braku jakichkolwiek innych sygnałów ze strony organizmu w ogóle nie zawracałbym sobie głowy sztuczną rotacją miodu. Reasumując, w schematy, sztuczną rotację wchodzimy wtedy, gdy widzimy nieustępujące symptomy, ale gdy dziecko „odblokuje się”, tj. zaczyna wychodzić z większego lub mniejszego zaburzenia, wówczas dajemy mu jak najwięcej swobody, pozwalając działać Naturze. To sztuka, która wymaga praktyki i intuicji ze strony rodzica (opiekuna).

      Przytoczę jeszcze pytanie od Rodziców chorego Dziecka:

      [...] Z jednej strony podawać dziecku do jedzenia to na co ma ochotę, a z drugiej strony co zrobić jeśli wydaje nam się że mu szkodzi to co chciałby zjeść. Jeśli chce jeść np. gofry gryczane z mlekiem kokosowym i jajkiem to czy mamy mu dawać w kółko? Jak podejść w takim przypadku do konieczności rotowania produktów?

      W tym przypadku zrobiłabym Dziecku 72-godzinną przerwę (trzy pełne doby) od gryki i jajek raz w tygodniu, a w pozostałe dni podawałabym gofry do woli, nawet, jeśli miałoby to trwać kilka miesięcy lub... lat! Przerwa powinna zapobiec nietolerancji pokarmowej na grykę i / lub jajka, która może wykształcić się w dłuższym okresie. Aby urozmaicić danie i „przemycić” różnorodne minerały, proponuję za każdym razem dodawać do ciasta gofrowego po jednej łyżeczce (lub więcej) jakichś świeżo zmielonych nasion (np. maku, siemienia lnianego), sproszkowanych ziół (np. ususzonej i zmielonej pokrzywy czy skrzypu polnego), owocowych suszów (np. niesłodzonej żurawiny, owoców dzikiej róży) itp., w rotacji. Oprócz tego typu dodatków, proponuję stosowanie przypraw (takich jak cynamon, imbir, kolendra, goździki, kardamon, anyż itp.), również w rotacji. Jeśli mleko kokosowe jest składnikiem ciasta, rotowałabym również mleko roślinne, tj. raz dodawałbym mleko migdałowe, raz słonecznikowe, a innym razem – np. mleko z orzechów laskowych, jeśli tylko Dziecko toleruje te składniki.

      Przejdę teraz do kopytek lnianych, bo to dość szczególna strawa: kopytka lniane to kopytka, w których mąkę zastępuję mielonym siemieniem lnianym. W zasadzie z takiego składu wychodzą szarobure „kluchy”, które wyglądem i smakiem raczej odbiegają od klasycznych, eleganckich i gładkich kopytek. Te „kluchy” ledwo co przechodzą mi przez gardło, więc oczywiście ich nie jem, natomiast moje Dzieci szaleją za nimi. Szaleją, jeśli nie przekroczę normy tygodniowej. Dwa - trzy razy w tygodniu to idealna dawka pozostawiająca pewien niedosyt, a więc i atrakcję: zawsze jest za mało (z 1 kg ziemniaków, 8 łyżek siemienia, 2 jajek i 2 kopiastych łyżek smalcu!) na dwa niepełnoletnie gardła, chcą dokładki, której już nie ma. Cztery razy w tygodniu – zostawiają coś na talerzu, a pięć razy – następuje zjawisko „odrzucenia” od kopytek ;). A potem musi minąć tydzień, aby „kluchy” stały się ponownie hitem.

      Słowo o węglowodanach: dieta moich Dzieci nie jest dietą typowo niskowęlowodanową, ale z pewnością zawiera mniej węglowodanów (w relacji do białek i tłuszczu) niż przeciętna dieta współczesnego dziecka (przykład naleśników gryczanych: na 30 dag mąki gryczanej używam 10 jajek i sporo masła klarowanego). Ponadto, dbam o to, aby węglowodany w ich diecie były jak najlepszej jakości (wykluczam węglowodany jakkolwiek przetworzone przemysłowo i „naukowo”, a więc współczesną pszenicę, oczyszczone żyto, biały ryż, cukier, płatki zbożowe, makarony itp.).

      Przyprawy: sama jestem zdziwiona, jak dużo różnych przypraw spożywają moje Dzieci (nigdy wcześniej nie robiłam takiej matematycznej analizy, jaką zrobiłam na potrzeby tego artykułu...). Ale muszę zaznaczyć, że z reguły poszczególne potrawy doprawiam bardzo delikatnie, tj. dodaję tych przypraw raczej w małych, jeśli nie minimalnych ilościach, bo tak wolą moje Dzieci. Wyjątkiem jest może cynamon, za którym Dziewczynka czasami przepada i potrafi go wyjadać wręcz osobno – paluszkiem (kiedyś miała nawet zwyczaj regularnego pogryzania cynamonu w laskach). Dodam jeszcze, że ważna jest regularność w doprawianiu potraw, dobrze jest wyrobić sobie nawyki w tym względzie.

      Powyższy jadłospis jest jedynie przykładem, jak można dbać o rozmaitość pokarmów w odżywianiu dziecka. Rozmaitość nie oznacza dużej masy i nie sprowadza się tylko do podstawowych składników potraw typu ziemniaki, jajka, masło. Pokarmem będzie również przyprawa, zioło. Pamiętajmy, że do sprawnego funkcjonowania, do uruchamiania procesów samonaprawczych, do samooczyszczajania się organizm potrzebuje czasami śladowych ilości niektórych pierwiastków. Same białka, tłuszcze, węglowodany, a nawet witaminy nie wystarczą, jeśli zabraknie jakiegoś minerału albo śladowej ilości jakiegoś pierwiastka lub jeśli proporcje pomiędzy poszczególnymi związkami chemicznymi czy pierwiastkami w organizmie będą zachwiane. Zmieniające się smaki dziecka mają być dla nas podpowiedzią, czego w danym momencie dziecko potrzebuje, a czego ma w nadmiarze. Nie krytykujmy więc dziecka za „wybrzydzanie przy jedzeniu” i wysilmy się trochę. Współpracujmy z „francuskimi pieskami”, mając na uwadze, że ich „wybredność” jest prawdopodobnie ich sposobem na samowyleczenie się (ciekawe, że wybiórczość w jedzeniu często jest cechą charakterystyczną dla dzieci ze spektrum autyzmu). Porozkładajmy różnego rodzaju pokarmy na kilku talerzach. Porozkładajmy talerze, miski i miseczki na stole i pobocznych stolikach. Owoce, orzechy i nasiona mogą tam pobyć dłużej. Pozwólmy dziecku poszperać po lodówce lub spiżarce.

      Warto też wspomnieć o tym, że dzieci nie należy odżywiać jedynie wg wiedzy teoretycznej, np. wyników analizy krwi dokonanej pod kątem niedoborów czy wiedzy o zawartości witamin w danym pokarmie. Wątpię, czy będzie jakikolwiek pożytek ze zjedzenia przez dziecko powszechnie wychwalanej wątróbki (np. cielęcej czy gęsiej, mimo, że rzeczywiście jest to pokarm bogaty w witaminy), jeśli już sam jej zapach wywołuje w nim odruch wymiotny. Ja jako dziecko nie cierpiałam wątróbki (choć w życiu dorosłym zmieniły mi się smaki i teraz uważam ją nawet za przysmak). Moje Dzieci również nie mogą patrzeć na wątróbkę i najprawdopodobniej nie dzieje się tak bez przyczyny. Myślę, że w naturalny sposób chronią się przed czymś, co mogłoby im z jakichś względów zaszkodzić.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „CO WYBRAŁY MOJE DZIECI – ZIMA 2015”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      środa, 11 lutego 2015 10:56
  • piątek, 30 stycznia 2015
    • KRZTUSIEC

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. V 

       

      Tytułem wprowadzenia i dla przypomnienia: szczepionka DTP (trzecia, jaką otrzymuje niemowlę w pierwszych tygodniach życia) jest szczepionką przeciwko trzem chorobom: błonicy, tężcowi i krztuścowi. W pierwszych 18 miesiącach życia dziecko otrzymuje cztery dawki DTP, a do 6 roku życia – pięć dawek, według polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ). Dzisiaj piszę na temat krztuśca i szczepieniu przeciwko tej chorobie.

      Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://szczepienia.pzh.gov.pl/main.php?p=3&id=80 , http://www.pzh.gov.pl/beki/pge.php?mid=68 , http://www.mp.pl/szczepienia/artykuly/podrecznik/show.html?id=99502

       

      Co to za choroba:

      Krztusiec (inna nazwa: koklusz) wywołany jest przez bakterię zwaną pałeczką krztuśca. Bakteria ta, po przedostaniu się do organizmu namnaża się i wydziela wiele toksyn. Toksyny uszkadzają nabłonek dróg oddechowych, zaburzając wydzielanie śluzu i przedostają się do krwiobiegu, wywołując objawy choroby. Najbardziej oddziałującą toksyną jest toksyna krztuścowa. Choroba ma ciężki przebieg u niemowląt.

       

      Objawy: (źródło: http://www.mp.pl/szczepienia/artykuly/podrecznik/show.html?id=99502 )

      • okres nieżytowy (1–2 tygodnie): objawy grypopodobne (gorączka niewysoka lub nie występuje); pod koniec pojawia się kaszel, początkowo w nocy, potem też w ciągu dnia, początkowo suchy, stopniowo staje się napadowy;
      • okres napadowego kaszlu (4–6 tygodni): napady duszącego kaszlu bez nabierania powietrza (zanoszenie się), zakończonego głębokim wdechem z głośnym świstem krtaniowym przypominającym „pianie” (u dzieci, rzadziej u młodzieży i dorosłych); występują seriami. Pod koniec napadu chory odkrztusza gęstą, lepką wydzielinę (dzieci mogą ją połykać, a następnie zwymiotować). Napadom może towarzyszyć obrzęk i sinica twarzy, wybroczyny na twarzy i spojówkach; u noworodków i małych dzieci zamiast kaszlu może wystąpić bezdech, uogólnione drgawki. Napady są wyczerpujące; poza nimi stan chorego dość dobry;
      • okres zdrowienia (3–4 miesiące): kaszel stopniowo ustępuje, okresowo – zwłaszcza po wysiłku lub podczas innego zakażenia – może się ponownie nasilić.

       

      Sposób zarażenia się:

      Krztuścem można zarazić się drogą kropelkową. Narażeni są przede wszystkim ludzie żyjący w złych warunkach, np. ludzie żyjący w piwnicach, w stłoczonych pomieszczeniach, źle odżywiający się. Jak wykazała historia, wraz z poprawą warunków życia, zachorowalność na krztusiec zaczęła spadać. W USA, Anglii i Szwecji, od końca XIX w. do połowy XX w. śmiertelność spowodowana krztuścem spadła o 90%. Osobną kwestią jest... krztusiec poszczepienny, który może niewłaściwie wpływać na interpretację bardziej współczesnych statystyk.

       

      Leczenie:

      • postać zwykła choroby (bez powikłań) nie wymaga szczególnego leczenia;
      • pomieszczenie, w którym śpi chory powinno być czyste i wietrzone;
      • w czasie najsilniejszych objawów korzystna jest kilkudniowa głodówka (dr Kotok);
      • należy zastosować dietę, która nie będzie obciążeniem dla organizmu i która będzie likwidować stany zapalne (wg mojego doświadczenia i wiedzy z książek dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, podstawą takiej diety są warzywa i dobry tłuszcz, z dodatkiem małej ilości białka (zwierzęcego lub roślinnego) lub okresowo bez białka zwierzęcego, przy eliminacji cukrów prostych, pokarmów mlecznych i zbóż, ale o tym – kiedy indziej...);
      • leki homeopatyczne (dr Kotok);
      • przedłużone karmienie piersią w przypadku niemowlęcia;
      • antybiotyki.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Po chorobie odporność wzrasta, ale nie jest to trwała odporność, gdyż takiej nie można nabyć w przypadku choroby, w której objawy wywołane są przez toksyny. Długotrwała odporność na krztusiec ma mały związek z przeciwciałami. Dr Kotok pisze, że znane są udokumentowane przypadki pełnej odporności na chorobę u dzieci, u których w ogóle nie było przeciwciał oraz przypadki zachorowań, w tym – ciężkich, pomimo obecności przeciwciał.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Dr Kotok przytacza badania, wypowiedzi niezależnych naukowców i statystyki, z których wynika, że szczepionka przeciwko krztuścowi jest nieskuteczna. Przede wszystkim, szczepienie przeciwko krztuścowi nie zabezpiecza przed zachorowaniem grupy najbardziej wrażliwej – niemowląt, poza tym nie poprawia statystyk epidemiologicznych; epidemie krztuśca, wybuchające co trzy – cztery lata są niezależne od odsetka zaszczepionych. Można też zastanawiać się, jak bardzo pogorszyłyby się statystyki, gdyby diagnozę krztuśca można było łatwo postawić u osób zaszczepionych (zwykłe metody laboratoryjne w przypadku osób zaszczepionych nie są wystarczające i zazwyczaj rzadko stawiana jest właściwa diagnoza).

       

      Powikłania po chorobie:

      • duszności;
      • wylew krwi do mózgu;
      • choroby neurologiczne (zwłaszcza u niemowląt), np. krztuścowe zapalenie mózgu, drgawki, okresowe zaburzenia świadomości i powikłania trwałe, np. padaczka;
      • zapalenie płuc;
      • zapalenie ucha środkowego;
      • inne, np. przepuklina.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      Wg dr. Kotoka, toksyna krztuścowa należy do najniebezpieczniejszych toksyn w przyrodzie, a szczepionka przeciwko krztuścowi zajmuje niechlubne pierwsze miejsce wśród szczepionek pod względem liczby powikłań i zgonów, jakie odnotowano po jej wprowadzeniu. Najcięższe powikłania dotyczą centralnego układu nerwowego i mogą być następujące:

      • zapalenie mózgu;
      • zapalenie opon i mózgu;
      • encefalopatia;
      • autyzm;
      • osłabienie intelektu, trudności w nauce;
      • uszkodzenie osłonek mielinowych włókien nerwów mózgowo-czaszkowych;
      • drgawki i padaczka zainicjowana przez szczepienie;
      • przenikliwy i długotrwały krzyk dziecka po szczepionce jako skutek podrażnienia opon mózgowych
      • śmierć łóżeczkowa (nagły zgon dziecięcy).

      W Polsce dzieci szczepione są przeciwko krztuścowi szczepionką DTP. O możliwych powikłaniach po tej szczepionce pisałam w poprzednich artykułach (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/01/BLONICA.html ).


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „KRZTUSIEC”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 30 stycznia 2015 11:43
  • piątek, 23 stycznia 2015
    • TĘŻEC

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. IV

       

      Jak już pisałam, szczepionka DTP (trzecia, jaką otrzymuje niemowlę w pierwszych tygodniach życia) jest szczepionką przeciwko trzem chorobom: błonicy, tężcowi i krztuścowi. Dla przypomnienia: w pierwszych 18 miesiącach życia dziecko otrzymuje cztery dawki DTP, a do 19 roku życia – siedem dawek (w tym – dwie dawki szczepionki Td – przeciwko błonicy i tężcowi), według polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ). Dzisiaj chciałabym przedstawić informacje na temat tężca i szczepieniu przeciwko tej chorobie.

      Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.:  http://monz.pl/abstracted.php?level=4&id_issue=855661 , http://www.machala.info/media/repository/STN/15_STN_Tezec_zasady_leczenia_w_OIT_Pachucki_M.pdf , http://wylecz.to/pl/choroby/choroby-zakazne/tezec.html# )

       

      Co to za choroba:

      Tężec jest chorobą uszkadzającą centralny układ nerwowy. Bezpośrednią przyczyną tężca jest toksyna wydzielana przez laseczki tężca. Są to bakterie beztlenowe, które są zawsze obecne w jelicie grubym człowieka. Wydzielają one nieustannie niewielkie ilości toksyny, dzięki czemu człowiek może uzyskać częściową odporność na chorobę. Jeśli jednak laseczki tężca z otoczenia (występujące powszechnie, m.in. w glebie, błocie, kurzu domowym, wodzie słonej i słodkiej, w kale ludzkim i w kale zwierząt, w organizmie konia) dostaną się do rany, w której panują warunki beztlenowe, wówczas dochodzi do wytwarzania dużych ilości toksyny. Taką raną nie jest zwykłe skaleczenie czy zadrapanie, ale rana głęboka, zazwyczaj kłuta (np. od skaleczenia gwoździem lub silnego ukąszenia przez zwierzę) lub rana wynikła z ciężkiego poparzenia.

       

      Objawy:

      Tężec objawia się napadami skurczów mięśni. Początkowym symptomem może być szczękościsk wywołany skurczem mięśni twarzy. Skurcze mięśni układu oddechowego mogą skutkować niewydolnością oddechową. Jednym z możliwych symptomów jest charakterystyczne wygięcie ciała w łuk. Tężec może mieć postać uogólnioną (częściej) lub miejscową (rzadziej), ograniczoną do określonej grupy mięśni. Bez odpowiedniej profilaktyki i leczenia choroba może doprowadzić do zgonu.

       

      Sposób zarażenia się:

      Tężcem nie można zarazić się, tj. bakteria nie przenosi się z człowieka na człowieka, ani ze zwierzęcia na człowieka, natomiast tężcem można zakazić się (przez doznanie głębszych ran w kontakcie z nośnikiem laseczki tężca). Dzieci nie należą do grup ryzyka zachorowania na tężec, natomiast na chorobę narażeni są narkomani stosujący narkotyki dożylne, osoby ciężko poparzone, osoby chorujące na nowotwór, starsi ludzie oraz rolnicy zajmujący się pracą ręczną w polu. W krajach biednych, tężec stanowi zagrożenie dla noworodków, ze względu na brak sterylnych warunków dla przecinania pępowiny i higieny pępka niemowlęcia.

      Tężec jest chorobą, w której zbiorowiskowa odporność nie przyczynia się [...] do ochrony poszczególnych osób. Zatem stan uodpornienia każdej indywidualnej osoby determinuje wrażliwość społeczeństwa na tężec (prof. Artur Gałązka).

       

      Profilaktyka i leczenie:

      Generalna profilaktyka związana jest z zachowaniem higieny w pracy w polu, w pracy związanej z wywożeniem nieczystości płynnych z gospodarstw domowych (opróżnianie szamb), w pracy w stadninie końskiej itp. W przypadku odbioru porodu należy zadbać o sterylność narzędzi chirurgicznych i higienę otoczenia matki i dziecka.

      W przypadku jakiegokolwiek skaleczenia w warunkach potencjalnego kontaktu z laseczkami tężca, należy poczekać, aż wypłynie nieco krwi (za wyjątkiem przypadków, w których doszło do dużego krwotoku), gdyż zmniejsza to ryzyko zapadnięcia na chorobę. Następnie ranę należy przemyć wodą utlenioną. Dr Kotok proponuje również zastosowanie leku homeopatycznego. W przypadku poważniejszych ran niezbędna jest interwencja lekarza-chirurga, który powinien otworzyć ranę, oczyścić ją i zaszyć. Lekarz decyduje również o tym, czy podać anatoksynę przeciwtężcową (względnie ludzką immunoglobulinę przeciwtężcową albo surowicę końską).

      Leczenie tężca obejmuje m.in.:

      • podłączenie do respiratora w przypadku trudności w oddychaniu;
      • podanie antytoksyny przeciwtężcowej, ludzkiej immunoglobuliny przeciwtężcowej lub surowicy końskiej;
      • zaopatrzenie rany;
      • antybiotykoterapię;
      • leczenie skurczów mięśniowych.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby nie daje odporności.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Szczepionka przeciwko tężcowi jest anatoksyną przeciwtężcową. Jest to toksyna tężca unieczynniona formaliną. Szczepionka zawiera również takie pierwiastki jak rtęć i aluminium. Dr Kotok przytacza pewne badanie przeprowadzone na 11 zdrowych wolontariuszach. Wolontariuszy tych zaszczepiono przeciwko tężcowi, po czym zaobserwowano u nich poważny spadek wydolności układu immunologicznego. Taki spadek odporności prowadzi do częstych i długotrwałych chorób. Problemem w przypadku takiego szczepienia może być nie tyle sama anatoksyna, co toksyczne dodatki chemiczne, jakie jej towarzyszą.

      Jeśli chodzi o skuteczność samych przeciwciał, dr Kotok przytacza przypadki, w których osoby wielokrotnie zaszczepione przeciwko tężcowi uzyskały odpowiedni poziom przeciwciał, ale zachorowały na tężec. Doktor mówi m.in. o 29-letnim pacjencie, który zachorował na tężec, pomimo, że poziom jego przeciwciał stukrotnie przewyższał miano przeciwciał uznawane za ochronne. Chcę przy tym zaznaczyć, że książka dr. Kotoka jest należycie udokumentowana.

       

      Powikłania po chorobie:

      • zapalenie płuc (wynikające z zachłyśnięcia lub też nadkażenia bakteryjnego);
      • złamania kości (spowodowane wyprężeniem ciała);
      • zatorowość płucna;
      • zaburzenia psychiczne;
      • inne.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      W Polsce dzieci szczepione są przeciwko tężcowi szczepionką DTP. O możliwych powikłaniach po tej szczepionce pisałam w poprzednim artykule (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/01/BLONICA.html ).

      Rodzice, którzy obawiają się skutków ubocznych szczepienia DTP (czyli szczepienia przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi – trzy w jednym), a chcieliby zaszczepić swoje dziecko jedynie przeciwko tężcowi, mogą postarać się o monoszczepionkę przeciwtężcową.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „TĘŻEC”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 23 stycznia 2015 22:52
  • środa, 14 stycznia 2015
    • BŁONICA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. III

      

      Trzecią szczepionką, jaką otrzymuje niemowlę w pierwszych tygodniach życia jest szczepionka DTP. Jest to szczepionka przeciwko trzem chorobom: błonicy, tężcowi i krztuścowi. W pierwszych 18 miesiącach życia dziecko otrzymuje cztery dawki DTP, a do 19 roku życia – siedem dawek (w tym – dwie dawki szczepionki Td – przeciwko błonicy i tężcowi), według polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ).

      Poniżej przedstawiam informacje na temat błonicy. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/inne/Def_PL1_5.pdf , http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/dyfteryt-przyczyny-objawy-leczenie_33665.html )

       

      Co to za choroba:

      Błonica (dyfteryt) to choroba bakteryjna wywołana toksyną wytwarzaną przez pałeczki Loflera (zwanymi też maczugowcami błonicy). 85 – 95% wszystkich przypadków choroby to błonica jamy ustnej i gardła. Pozostałe przypadki dotyczą innych części ciała, np. skóry, oczu, uszu, narządów płciowych. Nazwa choroby pochodzi od błon, które wykształcają się na powierzchni zaatakowanych chorobą miejsc.

       

      Objawy (w przypadku błonicy górnych dróg oddechowych):

      • umiarkowany ból gardła;
      • niewysoka gorączka (zwykle nieprzekraczająca 38 st. C);
      • znaczne powiększenie migdałków;
      • pojawienie się grubych, szarawych błon w gardle, na migdałkach;
      • zdrętwienie szyi;
      • powiększenie węzłów chłonnych;
      • nieprzyjemny zapach z ust;
      • przyśpieszone tętno;
      • w przypadku błonicy krtani: chrypka, bezgłos i szczekający kaszel, trudności z oddychaniem spowodowane rozrastającymi się błonami (głównie u dzieci);
      • może dojść do porażenia mięśnia sercowego i układu nerwowego (głównie u dorosłych);
      • w przypadkach łagodniejszych postaci błonicy trudno postawić diagnozę, a wcześniejsze szczepienia nierzadko doprowadzają do niejasnych objawów we wczesnych stadiach choroby, co jeszcze bardziej komplikuje rozpoznanie (Kotok, str. 90-91)

       

      Sposób zarażenia się:

      • drogą kropelkową;
      • rzadziej przez kontakt (naczynia, zabawki, przedmioty domowego użytku).

      Wrażliwość na błonicę (objawiająca się zakażeniem, które nie zawsze wywołuje chorobę) jest stosunkowo mała, nie przekracza 30% (tj. zaraża się mniej więcej co trzecia osoba, przy czym nie u każdej zarażonej osoby rozwija się choroba).

      Kiedyś błonica była chorobą wieku dziecięcego, ale współcześnie chorują na błonicę głównie dorośli pochodzący z określonych grup ryzyka; na błonicę zapadają przede wszystkim ludzie źle odżywiający się,  ludzie żyjący w biedzie, w niehigienicznych warunkach, osoby bezdomne i alkoholicy. Czynnikiem ryzyka są też niedobory odporności, niedobór witaminy C, przewlekłe zapalenia migdałków lub usunięcie migdałków w przeszłości.

       

      Leczenie:

      • podanie antytoksyny błoniczej i antybiotyków;
      • leczenie objawowe: podanie kortykosteroidów i witamin, w tym – bardzo dużych dawek witaminy C;
      • podłączenie pacjenta do respiratora w przypadku wystąpienia zagrożenia uduszeniem (wskutek rozrostu błon utrudniających oddychanie);
      • dieta;
      • leczenie homeopatyczne.

      Bardzo ważne jest, aby choroba została rozpoznana jak najszybciej w celu zapobiegnięcia tragedii, jak również w celu natychmiastowej izolacji chorego. Niestety czujność niektórych lekarzy jest uśpiona, gdy są oni przeświadczeni o tym, że szczepienia (powszechne, obowiązkowe) wykluczają możliwość zapadnięcia na błonicę. Dr Kotok mówi o epidemii błonicy i spowodowanych nią zgonach w Rosji i na Ukrainie w drugiej połowie XX w.; choroba pojawiła się tam pomimo szczepień ochronnych. Wg autora, do zgonów doszło m.in. z powodu braku czujności personelu medycznego: nawet w przypadku ewidentnej błonicy lekarze stawiali poprawną diagnozę mniej więcej w jednej trzeciej przypadków! (Kotok, str. 90).

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby nie pozostawia trwałej odporności.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Ponieważ sama przebyta choroba nie daje trwałej odporności, ochronna siła szczepionki, nawet z czysto teoretycznego punktu widzenia, jest bardzo wątpliwa (Kotok, str. 89).

       

      Powikłania po chorobie:

      Po przebytej błonicy mogą pozostać niedowłady i paraliże (toksyna błonicza może porazić układ nerwowy), które zazwyczaj całkowicie mijają. Błonica może doprowadzić do zgonu, głównie u dzieci, w przypadku nadmiernego rozrostu błon prowadzącego do trudności w oddychaniu, a u dorosłych – w przypadku niewydolności serca i porażenia mięśni oddechowych (toksyna błonicza poraża mięsień sercowy i układ oddechowy), jeśli choroba nie zostanie zdiagnozowana odpowiednio wcześnie, a choremu nie zostanie udzielona właściwa pomoc lekarska.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      Szczepionka przeciwko błonicy jest anatoksyną, czyli unieczynnioną toksyną. Po wprowadzeniu do organizmu wywołuje ona powstawanie przeciwciał -  nie przeciwko pałeczkom błonicy, ale przeciwko wytwarzanej przez nie toksynie. W ten sposób szczepionka przeciwko błonicy ani nie przeciwdziała rozszerzaniu się infekcji lub produkcji toksyny błoniczej, ani nie podnosi odporności na tę infekcję. Jej celem jest wyłącznie osłabienie toksyny, warunkującej pojawienie się objawów klinicznych choroby (Kotok, str. 94).

      Jak wykazała historia, nie stwierdzono żadnego związku pomiędzy zachorowalnością na błonicę, a obecnością przeciwciał przeciwko toksynie błoniczej (Kotok, str. 97), tak więc choroba może wystąpić, pomimo szczepienia.

      W Polsce szczepionka przeciwko błonicy podawana jest w postaci błoniczo-tężcowo-krztuścowej szczepionki skojarzonej (DTP), a więc szczepionki przeciwko trzem chorobom. Szczepionka ta zawiera konserwant w postaci związku rtęci – thiomersalu, który jest neurotoksyną, jak również inną neurotoksynę – wodorotlenek glinu (związek zawierający aluminium). Obie neurotoksyny są w stanie porazić układ nerwowy. Inaktywacji toksyny dokonuje się za pomocą formaldehydu (postać wodna formaldehydu to formalina). Jest to substancja wywołująca raka. Informacje o składzie szczepionki DTP można znaleźć na końcu ulotki dla pacjenta (zob.: http://www.biomed.pl/Ulotka_dla_niedowidzacych/DTP__Szczepionka_bloniczo-tezcowo-krztuscowa_adsorbowana , pkt. 6, data aktualizacji ulotki: wrzesień 2013 r.). Według tej ulotki, możliwe niepożądane odczyny poszczepienne (których częstość nie może być określona z powodu braku danych, jak przyznaje sam producent!!!) po sczepieniu DTP są następujące (cytuję):

      • powiększenie i (lub) bolesność węzłów chłonnych,
      • reakcja alergiczna w postaci:

      - pokrzywki,
      - wysypki (plamistej, grudkowej, lub plamisto – grudkowej),
      -
      obrzęku (w tym obrzęku twarzy z trudnością w oddychaniu - dusznością),
      - wstrząsu anafilaktycznego,

      • szczepionka zawiera tiomersal (jako środek konserwujący), który może wywołać reakcję alergiczną,
      • zmniejszenie lub utrata apetytu,
      • nieutulony ciągły płacz lub krzyk o wysokich tonach (krzyk mózgowy) trwający 3 godziny lub dłużej,
      • zwiększona drażliwość, która zwykle ustępuje w ciągu 24 - 48 godzin, niepokój,
      • zmniejszona wrażliwość na bodźce,
      • drgawki przebiegające z gorączką lub bez, szczękościskiem, wzrostem a następnie obniżeniem napięcia mięśniowego (prężenia),
      • epizod hipotensyjno - hiporeaktywny (obniżenie ciśnienia, zwiotczenie mięśni, zmniejszona wrażliwość na bodźce, senność, bladość i (lub) sinica) mogący przebiegać z zaburzeniami oddychania, zaburzeniami lub utratą świadomości,
      • zaburzenia neurologiczne,
      • niedowład wiotki kończyny górnej mogący być objawem zapalenia splotu ramiennego,
      • ograniczenie ruchomości i (lub) bolesność kończyny górnej,
      • zwiotczenie mięśni,
      • przeczulica,
      • senność,
      • drżenia,
      • obrzęk lub zmiana zabarwienia kończyn dolnych (zaczerwienienie, zasinienie) czasem z towarzyszącą marmurkowatością skóry lub wybroczynami, obserwowany w przypadku jednoczesnego podawania szczepionki DTP i szczepionki przeciwko Haemophilus influenzae typ B i ustępujący samoistnie bez pozostawienia trwałych następstw,
      • bladość, sinica, marmurkowatość skóry, wybroczyny,
      • bezdech u bardzo niedojrzałych wcześniaków (urodzonych przed lub w 28. tygodniu ciąży),
      • zaburzenia oddychania,
      • nieżyt górnych dróg oddechowych,
      • kaszel,
      • zapalenie oskrzeli,
      • wymioty,
      • biegunka,
      • dreszcze,
      • gorączka do 39 - 40°C lub wyższa,
      • odczyny miejscowe: zaczerwienienie, ból, obrzęk. Gorączka i odczyny miejscowe zwykle ustępują w ciągu 24 - 48 godzin,
      • zmniejszenie lub utrata pragnienia,
      • obecność adiuwantu (wodorotlenku glinu) w szczepionce może prowadzić do powstania podskórnych guzków (bardzo rzadko, z częstością 1/100 000) przekształcających się niekiedy w jałowe ropnie. Podskórne guzki, które nie znikają w okresie 6 tygodni mogą być wynikiem rozwoju uczulenia na glin. 

      Dr Kotok pisze, że anatoksyna błonicza nie raz i nie dwa razy powodowała masowe zgony dzieci, głównie ze względu błędów technologicznych w procesie inaktywacji toksyny (str. 96).

      Moja prywatna statystyka jest następująca: na dwoje moich Dzieci, u jednego wystąpiły poważne i długofalowe powikłania neurologiczne, tuż po szczepieniu przeciwko DTP, dokonanym w jednym dniu wraz ze szczepieniem przeciwko polio, w wieku 5 lat. Zaburzenia te są udokumentowane medycznie i potwierdzone przez lekarza jako możliwe niepożądane odczyny poszczepienne. O statystyce ewentualnych lżejszych powikłań typu alergie, objawy w układzie oddechowym, zaburzenia apetytu, zaburzenia jelitowe, płacz, drażliwość, gorączka, powiększenie węzłów chłonnych itp. nie jestem w stanie rzetelnie napisać, gdyż zaburzenia tego typu wydawały się mieć przebieg chroniczny u obojga moich Dzieci w całym kilkuletnim okresie ich szczepienia, a ja w tym czasie nie miałam wiedzy o możliwym związku tych objawów ze szczepieniami i trudno mi teraz określić dokładnie korelację czasową tych zdarzeń.

       

      Cdn.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „BŁONICA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      środa, 14 stycznia 2015 11:54
  • wtorek, 23 grudnia 2014
    • GRUŹLICA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. II

       

       

      Szczepienie przeciwko gruźlicy jest drugim szczepieniem (obok WZW B) wykonywanym w pierwszej dobie życia dziecka. Dzisiaj więc – o gruźlicy i o szczepionce BCG.

      Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł.

       

      GRUŹLICA

       

      Co to za choroba:

      Gruźlica jest chorobą infekcyjną, która zwykle dotyczy płuc, może jednak zajmować także inne narządy. Choroba powoduje powstawanie w tych narządach wielu drobnych guzków zwanych „gruzełkami”, które stopniowo zastępują prawidłowe struktury i częściowo niszczą tkanki, pozostawiając puste przestrzenie, czyli „jamy” (źródło: http://www.europeanlung.org/assets/files/pl/publications/tb-pl.pdf ).

       

      Objawy:

      • ciągłe pokasływanie i odksztuszanie flegmy;
      • stały stan podgorączkowy;
      • szybkie męczenie się, bladość;
      • utrata wagi;
      • powiększenie węzłów chłonnych;
      • nocne poty;
      • ból głowy.

      Sposób zarażenia się:

      • głównie drogą kropelkową (przez kaszel, kichanie, śmiech, mówienie);
      • picie surowego mleka od zakażonej krowy;
      • w rzadkich przypadkach - przez skórę (dotyczy to przede wszystkim lekarzy weterynarii i rolników).

      Człowiek i prątki gruźlicy współistnieją od tysięcy lat, ale nawet w najbardziej niekorzystnych okresach chorują tylko nieliczni. Tak naprawdę zakaźność gruźlicy jest niska. [...] Gruźlica jak żadna inna choroba ma charakter społeczny; tradycyjnie jest to choroba ubogich, uchodźców, głodujących, żyjących w złych warunkach, przede wszystkim – w zamknięciu (Kotok, str. 142).

       

      Leczenie:

      • farmakologiczne (gruźlica jest wyleczalna przy zastosowaniu specjalnych antybiotyków i kombinacji kilku leków);
      • leczenie wspomagające: przebywanie chorego na słońcu, naświetlanie lampami (prątki gruźlicy szybko giną pod wpływem promieniowania ultrafioletowego);
      • wypoczynek;
      • dieta;
      • poprawa warunków mieszkaniowych w przypadku, gdy te warunki są złe;
      • częste wietrzenie pomieszczeń, w których przebywa chory (dostęp świeżego powietrza).

      Naturalna odporność na chorobę a kontakt z prątkami:

      Nie znalazłam odpowiedzi na pytanie, czy sam kontakt z prątkami gruźlicy może dawać dożywotnią odporność na tę chorobę, jeśli prątki po dostaniu się do płuc zginą od razu pod wpływem działania układu immunologicznego. A jest to ważne pytanie, jeśli rozważamy decyzję o szczepieniu w przypadku konkretnego człowieka. Wiadomo natomiast, że prątki, które wtargnęły do płuc mogą pozostać przy życiu, ale nie rozmnażać się i w ten sposób przetrwać w organizmie wiele lat, nie wyrządzając mu szkody, ale obciążają go wówczas większym ryzykiem zachorowania; choroba rozwija się u około 10% zakażonych:

      Prątki po wniknięciu do organizmu zostają w większości przypadków wyeliminowane, ale część z nich pozostaje w swoim ognisku pierwotnym – najczęściej w płucach – lub rzadziej w innych drobnych ogniskach, jakie powstały w całym organizmie [...]. Prątki te otoczone wałem ochronnym, jaki powstał w wyniku mobilizacji sił obronnych gospodarza tkwią tam w drobnych „gruzełkach”[...], stąd nazwa gruźlica [...]. Prątki te są żywe, jednak ich metabolizm jest osłabiony, utraciły one, ale tylko przejściowo, zdolność mnożenia się. W takim stanie „uśpienia” [...] mogą przetrwać w organizmie zakażonego gospodarza przez całe życie, nie powodując u niego żadnych objawów chorobowych. U około 90% zakażonych taka „inkubacja” prątka trwa całe życie, a u zakażonego nie rozwija się choroba. Osoba zakażona jest w pełni osoba zdrową. [...]

      U większości zakażonych między prątkiem a siłami odpornościowymi gospodarza wytwarza się równowaga. Jest to jednak równowaga chwiejna, która w każdej chwili może być zakłócona. Wtedy prątki na powrót odzyskują swoją aktywność, zaczynają się rozmnażać, dochodzić może do ich rozsiewu w całym organizmie i do rozwoju choroby w zajętym/zajętych narządzie/narządach lub tkankach. [...] Czynniki zakłócające tę chwiejną równowagę mogą być pochodzenia egzogennego lub endogennego. Takim czynnikiem zewnętrznym jest ciągłe dodatkowe zakażanie, czyli inaczej nadkażenie prątkiem [...]. Ma to miejsce w przypadku długotrwałego, ścisłego [...] kontaktu z osobą silnie prątkującą. Ciągłe nadkażenia przełamują barierę – pewien stan odporności, jaką wytworzył organizm w wyniku zakażenia pierwotnego. Jest to tzw. odporność śródzakaźna, gdyż powstaje w wyniku utrzymywania się prątków w organizmie w „uśpionej” postaci. Czynnikami zewnętrznymi osłabiającymi naturalną odporność i zwiększającymi ryzyko rozwoju choroby są poza wymienionymi nadkażeniami: nędza i związane z nią głód i niedożywienie, ciasne, ciemne przeludnione mieszkania, przebywanie w „skoszarowanym” środowisku (więzienia, koszary, przytułki), sprzyjające zakażeniu i nadkażeniu. Są nimi także stresy psychiczne – wywołane np. bezrobociem czy groźbą utraty pracy. Te czynniki społeczno-ekonomiczne były od wieków postrzegane, jako czynniki zwiększające ryzyko zachorowania, stąd gruźlica od dawna uważana jest za chorobę społeczną. (źródło: http://wsse-poznan.pl/wp-content/uploads/2011/05/Gruzlica.pdf ).

      Odporność po szczepieniu:

      Szczepionka przeciwko gruźlicy nie jest skuteczna, co więcej, może prowadzić u osoby zaszczepionej do niewidocznego zakażenia na całe życie (obecności „uśpionych” prątków w organizmie, o czym mowa w poprzednim punkcie):

      Duże badanie, przeprowadzone przez WHO [Światową Organizację Zdrowia] w Indiach, ostatecznie dało odpowiedź na pytanie, czy BCG [szczepionka przeciwko gruźlicy] chroni przed najbardziej rozpowszechnioną gruźlicą płuc: nie tylko efekt ochronny okazał się zerowy, ale zachorowalność w grupie zaszczepionych była wyższa (Kotok, str. 148).

      Zaszczepienie może skutkować wystąpieniem łagodnej formy gruźlicy, której następstwem będzie ponowne zachorowanie, tym razem w ostrej, groźnej postaci:

      Były kierownik katedry gruźlicy i pulmonologii państwowego uniwersytetu medycznego w Doniecku prof. B.W. Noriejko uważa, że stosowanie szczepionki BCG nie poprawia, a zmniejsza szanse chorego na gruźlicę na pomyślne wyjście z choroby: u osób zaszczepionych czasami występuje stosunkowo łagodny typ pierwotny gruźlicy, kończący się zwykle spontanicznym wyzdrowieniem, a gruźlica typu wtórnego [u tych osób] cechuje się ciężkim przebiegiem i wysoką śmiertelnością (Kotok, str. 148-149).

       

      Powikłania po chorobie:

      • powikłania w układzie oddechowym, np. marskość pogruźlicza płuc (powstanie blizn w płucach prowadzących do częściowej dysfunkcji płuc, a w konsekwencji do defektów oddechowych, zniekształcenia tchawicy i oskrzeli);
      • blizny i zniekształcenia w innych narządach;
      • większe narażenie na ponowne zachorowanie w przypadku zaleczonej gruźlicy, w warunkach osłabienia organizmu spowodowanego różnymi czynnikami (uśpione leczeniem prątki mogą ponownie zaktywizować się).

      Powikłania po szczepieniu:

      • niepoddające się leczeniu bliznowce (nadmiernie rozrośnięte blizny), zimne ropnie, wrzody;
      • zapalenie węzłów chłonnych;
      • zapalenie kości;
      • zmiany o charakterze alergicznym: wysypki skórne, wyprysk, rumień guzowaty (choroba zapalna tkanki tłuszczowej objawiająca się zaczerwienionymi, bolesnymi guzami w tkance podskórnej), pryszczykowe zapalenie spojówek, zapalenie tęczówki (źródło: http://www.pzh.gov.pl/przeglad_epimed/56-1/561_01.pdf );
      • uogólniona infekcja BCG u noworodków (uogólniony rozsiew prątków drogą układu limfatycznego i krwionośnego do wszystkich organów), która może prowadzić do śmierci;
      • gruźlica;
      • odległe w czasie powikłania poszczepienne, np. cukrzyca.

       

      Poniżej przedstawiam wypowiedź mamy dziecka, u którego stwierdzono niepożądany odczyn poszczepienny po szczepieniu BCG. Wypowiedź poparta jest dokumentacją medyczną:

       

       

      Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=GOsjLpW4qu4

       

       

      Cdn.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 grudnia 2014 10:43
  • czwartek, 18 grudnia 2014
    • WIRUSOWE ZAPALENIE WĄTROBY TYPU B

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. I

       

      Powracam do tematu szczepień. Mimo, że wzbudza on wiele kontrowersji, chyba wszyscy możemy zgodzić się co do dwóch rzeczy: szczepienia wpływają na stan zdrowia dzieci, a wiedzę na temat szczepień i samych chorób powinien posiąść każdy rodzic lub opiekun.

      Najbliższe wpisy chciałbym poświęcić omówieniu poszczególnych chorób, przeciwko którym szczepimy nasze dzieci w ramach programu szczepień obowiązkowych i zalecanych. Podstawową wiedzę o tych chorobach i o szczepionkach można znaleźć w książce Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), napisanej przez rosyjskiego lekarza dr. Aleksandra Kotoka. Wiedzę tę przekazuję poniżej moim Czytelnikom, dodając od czasu do czasu własne uwagi i uzupełnienia z innych źródeł. Niestety, autor nie opisał wszystkich chorób i szczepionek, które zostały wymienione w najnowszej wersji polskiego programu szczepień ochronnych ( http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ). Poszczególne choroby będę opisywać wg kolejności chronologicznej odpowiadających im szczepień wymienionych w programie.

       

      WIRUSOWE ZAPALENIE WĄTROBY TYPU B


      Co to za choroba:

      Wirusowe zapalenie wątroby typu B to choroba wątroby wywołana zakażeniem wirusem HBV (od ang. Hepatits B Virus).

       

      Objawy:

      • większość chorych nie odczuwa żadnych dolegliwości;
      • początek choroby jest bezobjawowy;
      • objawy zwiastunowe: uczucie zmęczenia, obniżony nastrój, gorączka, bóle stawów i mięśni (a więc objawy przypominające grypę), brak łaknienia, wymioty;
      • może wystąpić powiększenie wątroby i ból w prawym podżebrzu;
      • w cięższych przypadkach dochodzi do żółtaczki

      (źródła: http://www.mp.pl/szczepienia/choroby/choroby_wzwb/show.html?id=91243 , http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/wzw-typu-b-objawy-jak-rozpoznac-zapalenie-watroby-typu-b_38100.html ).

       

      Sposób zarażenia się:

      • można zarazić się przez kontakt z zakażoną krwią lub płynami ustrojowymi osoby będącej nosicielem wirusa;
      • nie można zarazić się przez dotyk, korzystanie z tych samych sztućców, całowanie, kichanie, kaszlenie czy karmienie piersią;
      • osoby, które są szczególnie narażone na zakażenie: personel medyczny mający kontakt z krwią, pacjenci, którym przetacza się krew lub osocze, narkomani, prostytutki, homoseksualiści; realne ryzyko zakażenia w przypadku noworodków odnosi się wyłącznie do noworodków, których matki są nosicielkami wirusa;
      • w Rosji zakażenia szpitalne stanowią od 2 do 10% wszystkich przypadków wirusowego zapalenia wątroby typu B; zakażeń szpitalnych można uniknąć, jeśli pracownicy służby zdrowia będą sumienni: sprzęt medyczny wykorzystywany do zabiegów powinien być jednorazowy lub dokładnie wysterylizowany, a krew od dawców należy dokładnie sprawdzać.

      Leczenie:

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przechorowanie WZW B może pozostawić dożywotnią odporność, ale choroba może też przejść w postać przewlekłą.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Skuteczność szczepionki jest niewielka; osoby szczepione w dzieciństwie nie mają odporności w wieku, w którym ryzyko zakażenia (np. poprzez kontakty seksualne) jest realne. Udowodniono, że większość dzieci zaszczepionych przy urodzeniu, przed ukończeniem 5 lat całkowicie utraciła już przeciwciała przeciwko wirusowi WZW B (Kotok, str. 79). Ja sama mam swoje doświadczenie w szczepieniu przeciwko WZW B. Byłam szczepiona cztery razy. Pierwsze dwie dawki szczepionki otrzymałam w 2001 r., trzecią w 2002 r. W 2009 r., przed zabiegiem szpitalnym sprawdzono mi poziom przeciwciał WZW B; okazało się, że był niski, w związku z czym zalecono mi czwartą dawkę szczepionki.

       

      Możliwe powikłania po chorobie:

      • postać przewlekła choroby, zagrażająca szczególnie noworodkom, które zostały zakażone wirusem (do takiego zakażenia może dojść tylko, gdy matka dziecka jest nosicielką WZW B lub wskutek zaniedbań personelu medycznego w zakresie używania niesterylnych igieł i innych narzędzi medycznych przy zabiegach przeprowadzanych na noworodku);
      • niewydolność wątroby oraz rozwój raka w komórkach wątroby (w następstwie przewlekłej postaci choroby, zwykle u osób z ciężkimi chorobami dziedzicznymi lub niedoborami odporności).

      Możliwe powikłania po szczepieniu:

      • wstrząs anafilaktyczny (jest to alergiczna lub niealergiczna nagła reakcja organizmu zagrażająca życiu; charakteryzuje się m.in. znacznym obniżeniem ciśnienia tętniczego krwi, obrzękiem górnych dróg oddechowych, swędzącą wysypką);
      • małopłytkowość (niedobór płytek krwi odpowiedzialnych za krzepnięcie krwi);
      • łysienie plackowate;
      • zapalenia rogówki;
      • plamica małopłytkowa (choroba związana z powstawaniem zakrzepów z płytek krwi w naczyniach włosowatych i drobnych tętniczkach wszystkich narządów i z niedokrwieniem narządów);
      • opryszczka;
      • ból uszu;
      • niedowłady i porażenia, neuropatia (zapalenie nerwów obwodowych), poprzeczne zapalenie rdzenia i zapalenie nerwu wzrokowego, zespół Guillaina-Barrego (choroba neurologiczna związana z uszkodzeniem nerwów na skutek procesów autoimmunologicznych), stwardnienie rozsiane;
      • cukrzyca;
      • aktywowanie procesów autoimmunologicznych w organizmie.

      Cdn.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „WIRUSOWE ZAPALENIE WĄTROBY TYPU B”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 grudnia 2014 19:24
  • sobota, 06 grudnia 2014
    • PSZENICA I GMO

       

      Chcę jeszcze nawiązać do tematu z poprzedniego wpisu, dotyczącego współczesnej pszenicy. Odnosiłam się w nim głównie do książki dr. Williama Davisa pt. Dieta bez pszenicy (Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2013 r.). Dr Davis określił współczesną pszenicę jako produkt genetycznych badań prowadzonych w drugiej połowie XX wieku. Autor pisze, że rozwój metod hybrydyzacji (sztucznego krzyżowania) doprowadził do transformacji pszenicy w drugiej połowie ubiegłego wieku. Dawna pszenica diametralnie zmieniła swoją postać nie na skutek oddziaływania naturalnych sił przyrody, takich jak susza, choroby czy darwinowska walka o byt; dawna pszenica zmieniła się pod wpływem sztucznej interwencji.

      Wiele odmian współczesnej pszenicy, wyhodowanych w określonych celach ekonomicznych, powstała w Międzynarodowym Ośrodku Uszlachetniania Kukurydzy i Pszenicy w Meksyku, założonym w 1943 r.

      Pomimo, że doszło do radykalnych zmian w genach pszenicy, nie przeprowadzono jakichkolwiek badań w zakresie wpływu genetycznie nowych odmian na zdrowie ludzi i zwierząt. „Zakładano, że hybrydyzacja i inne działania hodowlane prowadzą do powstania roślin, które nadal zasadniczo są „pszenicą”, dlatego nowe odmiany będą doskonale tolerowane przez spożywające je społeczeństwo. Prawdę mówiąc, agronomowie kpią z poglądu, ze hybrydyzacja może tworzyć mieszańce niezdrowe dla ludzi. W końcu te metody, aczkolwiek w bardziej prymitywnej postaci, były stosowane od wieków w odniesieniu do roślin, zwierząt, a nawet ludzi. Jeżeli skrzyżujesz dwie odmiany pomidorów, to nadal otrzymujesz pomidory, prawda? W czym problem?” (str. 39).

      Czytając książkę dr. Davisa, w pewnym momencie trudno nie zadać sobie pytania:

       

      Czy współczesna pszenica nie jest przypadkiem „organizmem genetycznie zmodyfikowanym” (GMO)?


      Autor wydaje się rozdzielać „eksperymenty hybrydyzacyjne” od bardziej współczesnych „modyfikacji genetycznych”, przestrzega jednak przed potencjalnym zjawiskiem będącym skutkiem hybrydyzacji: może dojść do nieumyślnego włączenia lub wyłączenia genów niemających związku z zamierzonym efektem. Takie niezamierzone, przypadkowe zmiany genetyczne mogą prowadzić do wykształcenia się nieprzewidywalnych, czasami trudnych w identyfikacji cech rośliny. A jak te cechy mogą rzutować na zdrowie człowieka? Nie wiadomo, bo nikt dotychczas tego nie zbadał.

       

      Pytania w mojej głowie mnożą się, a o jednoznaczne odpowiedzi trudno, gdy szuka się ich w gąszczu internetowych informacji. Nie mam też pod ręką fachowej literatury. W mijającym tygodniu udało mi się jednak dotrzeć do pewnego ciekawego źródła. A ponieważ czuję, że jestem winna sobie i moim Czytelnikom dalszych wyjaśnień w temacie, więc go kontynuuję.

       

      Zacznijmy od definicji GMO. Przytacza ją prof. Jan Ludwicki (kierownik Zakładu Toksykologii Środowiskowej przy Państwowym Zakładzie Higieny) w swojej pracy ( http://books.google.pl/books?id=UWLSBa8tPYkC&pg=PA253&lpg=PA253&dq=Ludwicki+aspekty+toksykologiczne&source=bl&ots=CxraCUEGtH&sig=Y4N-HQ1VkxgRaXk6BQzQD_fmyf8&hl=pl&sa=X&ei=QvOCVMvPNYKtUceqgOgP&ved=0CCAQ6AEwAA#v=onepage&q=Ludwicki%20aspekty%20toksykologiczne&f=false ):

      Organizmy genetycznie zmodyfikowane to „organizmy, których struktura genomu została zmieniona przez usunięcie jednego lub więcej genów albo zmianę jednego lub więcej genów, a także w drodze hodowli organizmów hybrydowych realizowanej z wykorzystaniem techniki inżynierii genetycznej” (genom – materiał genetyczny zawarty w podstawowym zespole chromosomów).

      Jest więc mowa o „zmianie jednego lub więcej genów” (porównajmy ten fragment definicji do słów dr. Davisa dotyczących przypadkowych, niezamierzonych zmian w genach wskutek krzyżowania / hybrydyzacji), jest też mowa o samej hybrydyzacji (a więc nawiązanie do techniki pierwotnej) przeprowadzanej w nowoczesnych laboratoriach genetycznych. Mam pytania: czy do hybrydyzacji pszenicy wykorzystano „techniki inżynierii genetycznej” (np. w wyżej wymienionym Międzynarodowym Ośrodku Uszlachetniania Kukurydzy i Pszenicy)? Jeśli tak, to czy współczesną pszenicę można formalnie określić jako produkt GMO? Jeśli tak, to dlaczego nie ma stosowanych oznaczeń w handlu spożywczym (np. na etykiecie chleba)?

      Mam też kolejne pytanie: gdzie stoi granica między klasycznym krzyżowaniem, a współczesną modyfikacją genetyczną? Prof. Ludwicki daje odpowiedź na to pytanie: „Klasyczne metody produkcji nowych odmian roślin lub ras zwierząt obejmują krzyżowanie i selekcję w celu uzyskania korzystnych cech lub usunięcia cech niepożądanych. Działania takie są jednak możliwe jedynie w obrębie jednego gatunku, tj. wśród organizmów wzajemnie krzyżujących się. Barierą jest tu zatem możliwość uzyskania organizmów potomnych. Metody inżynierii genetycznej likwidują tę niejako „naturalną” barierę, tworząc możliwości wprowadzania do organizmów cech, których najprawdopodobniej nie nabywałyby one w drodze klasycznego krzyżowania”. Profesor mówi też w swojej pracy o niewiadomej, z jaką mamy do czynienia, poddając roślinę modyfikacji genetycznej: „Techniki inżynierii genetycznej pozwalają wprawdzie ze stosunkowo dużą dokładnością określić i scharakteryzować wybrany odcinek DNA dawcy determinujący określoną cechę, jednak miejsce jego wprowadzenia do DNA biorcy jest przypadkowe. Inaczej mówiąc, nie można przewidzieć, w którym miejscu DNA zostanie wbudowana nowa informacja oraz jakie to może mieć uboczne skutki dla organizmu potomnego (GMO). Wprowadzone DNA może np. uszkodzić sekwencję jakiegoś innego genu, co, w rezultacie, poza wprowadzeniem nowej cechy, może spowodować utratę innej cechy, typowej i pożądanej w organizmie potomnym”. Jak widać, o przypadkowości genetycznej w kontekście hybrydyzacji wspomina dr Davis i o przypadkowości genetycznej w kontekście GMO mówi prof. Ludwicki.

       

      Moje wnioski są następujące: niezależnie od definicji GMO i definicji hybrydyzacji, jak również bez względu na to, czy „niewinnie” chrupiące bułeczki z zaprzyjaźnionego sklepiku opatrzymy mianem produktu GMO, czy nie, należy wiedzieć, że współczesne produkty pszeniczne są niebezpieczne, podobnie, jak produkty GMO (chodzi mi głównie o nieprzewidywalność oddziaływania sztucznie zmienionego pokarmu na zdrowie ludzkie). Nie potrzebuję oficjalnych dowodów naukowych, aby mieć powód do zachowania ostrożności; wystarczą mi obserwacje własnego organizmu (np. powtarzalne, niemal pewne dolegliwości laryngologiczne i poranne przytkanie nosa po spożyciu pieczywa dzień wcześniej, zaburzone łaknienie, wzdęty brzuch, napady senności), doświadczenie w niezwykle skutecznym leczeniu mojego Chłopczyka dietą, jak również historie rodzinne (np. poważne problemy żołądkowo-jelitowe, które znikają po eliminacji pieczywa, makaronów itp.).

      Wnioski wyciągam również na podstawie pewnych analogii, pewnych prawidłowości dotyczących wszystkich dziedzin życia: zauważam, że tam, gdzie człowiek ingeruje w Naturę wbrew jej prawom, dzieje się źle. Dotyczy to zarówno sfery odżywiania (wszelkie pokarmy zmienione w „nowoczesny” sposób w jakiś sposób szkodzą, począwszy od mleka UHT, poprzez oleje rafinowane i sztuczne konserwanty, na wyekstrahowanej sacharozie kończąc), sfery psychicznej (np. zobaczmy, co się dzieje, gdy nie szanujemy natury drugiego człowieka, a w szczególności – natury dziecka), sfery edukacyjnej (przykładem może być wątpliwa efektywność współczesnego programu edukacyjnego na siłę wtłaczanego w dzieci, wbrew ich naturalnym zainteresowaniom) i wielu, wielu innych dziedzin w życiu ludzi.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „PSZENICA I GMO”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 06 grudnia 2014 21:58
  • sobota, 29 listopada 2014
    • WSPÓŁCZESNA PSZENICA

       

      Cieszę się z inicjatywy polityków dotyczącej zakazu sprzedaży śmieciowego jedzenia w szkołach. Martwię się jednak brakiem rzetelnej wiedzy w społeczeństwie (a nawet czasami w środowisku dietetyków) na temat tego, co jest śmieciowym jedzeniem. Z pewnością większość ludzi obecnie nie miałaby wątpliwości co do klasyfikacji przemysłowych czipsów czy lizaków, ale czy odmówiłaby swojemu dziecku zwykłej bułki pszennej?

      Mało kto zdaje sobie sprawę, że współcześnie uprawiana i przemysłowo przetwarzana pszenica to... puste kalorie, które niekorzystnie zmieniają smak człowieka, wypierając ochotę na inne, wartościowe pokarmy i dominując jego jadłospis każdego dnia. Tak jak cukier, powoduje ukryte niedożywienie, często idące w parze z... otyłością (!). Na domiar złego, współczesna pszenica działa jak narkotyk, podobnie jak cukier, papierosy czy alkohol. Jeśli ktoś uważa to stwierdzenie za przesadzone, niech spróbuje przez tydzień całkowicie wyeliminować ze swego jadłospisu chleb (nie tylko ten czysto pszenny; większość chlebów żytnich zawiera w sobie mniejszy lub większy dodatek pszenicy), bułki, makaron, pierogi, ciasta, ciastka, paluszki, obwarzanki, pączki, drożdżówki, pizzę, tosty, zupy na zasmażce, zupy z lanym ciastem, płatki śniadaniowe, naleśniki na mące pszennej, panierkę do kotletów i szereg tzw. gotowych dań ze sklepu, w których składzie zazwyczaj znajdujemy dodatek pszenicy. Ludzie poddani takiemu ograniczeniu zazwyczaj reagują nerwowym pytaniem: „To co ja mam jeść?”, nie zauważając bogactwa pokarmów oferowanych przez Naturę, zastygli w swym pszennym letargu. Po dniu – paru dniach mogą doświadczyć objawów odstawienia narkotyku. Będą czuć się niespokojni, nienasyceni, rozdrażnieni. Współczesna pszenica oddziałuje na mózg, negatywnie. Uzależnia, powodując ciągły głód, a tym samym - coraz krótsze przerwy między posiłkami. Podawana od wczesnego dzieciństwa, powoduje problem u starszych dzieci, które nie mogą o niej zapomnieć nawet wtedy, gdy przemysłowa pszenica zostanie wyeliminowana z ich diety. Bo w głowie siedzi miłe wspomnienie pysznego ciasta drożdżowego, bo trudno czasami uniknąć przypadkowych pszennych poczęstunków.

       

      Dzisiejszy wpis tworzę na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, popartych wiedzą przekazaną mi przez dwie mądre Lekarki (panią dr Ewę Bednarczyk-Witoszek i panią dr Danutę Myłek), jak również wiedzą z książek. Jedną z tych książek jest publikacja dr Williama Davisa: „Dieta bez pszenicy” (Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2013 r.) i do niej głównie będę się dzisiaj odnosić (podając cytaty i strony z książki). Dr William Davis jest kardiologiem, który promuje profilaktykę chorób serca, zalecając eliminację współczesnej pszenicy z diety.

       

      PSZENICA WSPÓŁCZESNA A PSZENICA DAWNA

      Mało kto zdaje sobie sprawę, że współczesna pszenica to roślina genetycznie zmieniona przez człowieka, zmieniona na potrzeby wielkich przemysłowych upraw, zmieniona w ten sposób, aby była bardziej wydajna i łatwiejsza w uprawie, a co za tym idzie - tańsza. Ta... sztuczna pszenica bardziej też odpowiada wymogom piekarniczym: wypieki z niej są lekkie i pulchne, w przeciwieństwie do wypieków z naturalnych odmian tego zboża. Ponadto, współczesna skarłowaciała pszenica nie jest w stanie przetrwać sama, bez sztucznego wspomagania (w postaci nawozów i środków zwalczających szkodniki): nie rośnie w stanie dzikim. „Dziką trawę z 14 chromosomami przekształcono w odmianę 42-chromosomową, nawożoną azotanami, ciężką i superwydajną, która umożliwia nam kupowanie wielkich >>rodzinnych<< opakowań ciastek, naleśników i precelków” (str. 262). „Okazuje się, że to, co jemy [...], to tak naprawdę nie jest pszenica, tylko produkt genetycznych badań prowadzonych w drugiej połowie XX wieku. Współczesna pszenica ma się do prawdziwej pszenicy w najlepszym razie tak, jak szympans do człowieka” (str. 8). Przyśpieszone, nienaturalne zmiany genetyczne poczynione przez naukowców w XX w. miały na celu stworzenie zboża odpornego na warunki pogodowe, np. suszę i patogeny, np. grzyby, ale przede wszystkim chodziło o powiększenie plonów z hektara (nie wzięto jednak pod uwagę wpływ tych manipulacji na zdrowie ludzi i zwierząt, nie przeprowadzono jakichkolwiek formalnych badań, czy tak zmodyfikowane zboże nadaje się do spożycia przez człowieka). Dawne, „złocisto falujące łany” przybrały postać sztywnej, 45-centymetrowej, wysokowydajnej pszenicy karłowatej (str. 27). Te piękne łany można było zobaczyć jeszcze w pierwszej połowie XX w. „W rezultacie dzisiejszy bochenek chleba, herbatnik lub naleśnik różnią się od swoich odpowiedników sprzed tysiąca lat, są odmienne nawet od tego, co robiły nasze babcie. Te wyroby mogą wyglądać tak samo, mogą nawet bardzo podobnie smakować, ale istnieją pomiędzy nimi różnice biochemiczne. Niewielkie zmiany w strukturze białek pszenicy mogą decydować o niszczycielskiej reakcji immunologicznej na te białka bądź braku takiej reakcji” (str. 31-32). Białka glutenu pszenicy przechodzą w procesie genetycznego krzyżowania znaczące przemiany. „W jednym z eksperymentów związanych z krzyżowaniem, w potomstwie rozpoznano czternaście nowych białek glutenu nieobecnych u żadnej z roślin macierzystych” (str. 41). Co więcej, współczesna pszenica cechuje się większą ekspresją białek glutenu odpowiedzialnych za celiakię. Na marginesie: gluten jest substancją białkową występującą w pszenicy i w kilku innych zbożach, składa się z kilku rodzajów białek (od 70 – 90%), zawiera też (w mniejszym stopniu) węglowodany, tłuszcze i sole mineralne.

      Współczesna pszenica składa się z średnio 70% węglowodanów (wagowo), 10 – 15% białek i błonnika oraz z niewielkiej ilości tłuszczów, w odróżnieniu od dawnych odmian; w płaskurce udział wagowy białka wynosi co najmniej 28%.

      Na szczęście, współcześnie istnieją hodowle starożytnych, zdrowych, bo naturalnych odmian pszenicy, takich jak samopsza, płaskurka czy kamut. Starożytne ziarno pszeniczne można zakupić w sklepach ze zdrową żywnością, aby w domu przerobić je na mąkę. Takie ziarno nie jest tanie, ale jeśli odstąpimy od nałogowego, codziennego spożywania pokarmów zbożowych, to nie będzie zbyt dużym obciążeniem dla domowego budżetu. Nie wspomnę już o korzyściach finansowych, jakie daje życie niezakłócone chorobami generowanymi przez współczesną pszenicę.

       

      EKSPERYMENT DR. DAVISA

      Autor książki, dr Davis, jako człowiek uczulony na pszenicę i jako lekarz, przeprowadził na sobie eksperyment, w celu poznania różnic w swoim samopoczuciu po spożyciu chleba ze współczesnej pszenicy i po spożyciu chleba ze starożytnej, naturalnej odmiany pszenicy - samopszy. Sam upiekł oba rodzaje chleba, dodając do każdego jedynie wodę i drożdże. Okazało się, że po spożyciu chleba z samopszy (12 dag), jego poziom cukru we krwi podniósł się z 84 mg/dl do 110 mg/dl. Poza tym, czuł się świetnie: nie odczuwał jakiejkolwiek senności, nie miał nudności, nie odczuwał żadnego bólu. Następnego dnia spożył chleb ze współczesnej pszenicy (również 12 dag). Poziom cukru, z początkowego – 84 mg/dl skoczył mu do 167 mg/dl. Poczuł też mdłości, które utrzymywały się przez 36 godzin i natychmiastowe skurcze żołądka. W nocy spał niespokojnie, a następnego dnia odczuł wyraźny spadek kondycji intelektualnej.

       

      WPŁYW WSPÓŁCZESNEJ PSZENICY NA ORGANIZM LUDZKI

      Dr Davis wymienia szereg obszarów w organizmie ludzkim, w których współczesna, „syntetyczna” pszenica robi spustoszenie. Należą do nich m.in.:

      • mózg i cały układ nerwowy (morfinopodobne działanie pszenicy; pobudzenie i senność; rozmaite zaburzenia neurologiczne i psychiczne);
      • równowaga cukrowa, łaknienie (skoki glukozy we krwi, które skutkują cyklami odczucia przesytu występującego naprzemiennie z odczuciem głodu; przejadanie się pod wpływem pobudzania apetytu przez pszenicę; pojawienie się cukrzycy; nadmierne wydzielanie insuliny prowadzące do przyrostu tkanki tłuszczowej);
      • kości i stawy;
      • układ immunologiczny (stany zapalne);
      • jelita (celiakia i inne formy jelitowej nietolerancji glutenu);
      • serce;
      • skóra.

      To zboże sięga również głębiej, praktycznie do każdego narządu organizmu, od jelit, wątroby, serca i tarczycy, aż po mózg. Prawdę mówiąc, nie ma narządu, na który pszenica nie mogłaby wpływać w jakiś potencjalnie szkodliwy sposób” (str. 16).

       

      PSZENICA A STĘŻENIE GLUKOZY WE KRWI

      Warto pamiętać, że wysoko przetworzona pszenica podnosi stężenie glukozy w stopniu większym niż cukier. Indeks glikemiczny ziarna pszenicy (a więc pszenicy nieprzetworzonej) wynosi 41, ale już pełnoziarnistego pieczywa pszennego - 70, a pieczywa białego (z mąki oczyszczonej) – około 90-95, podczas gdy indeks glikemiczny cukru (sacharozy) – 68 (autor podaje nawet wartość 59 dla sacharozy, ja jednak odnoszę się do ogólnodostępnych tabel indeksów glikemicznych). Dla przypomnienia, indeks glikemiczny określa wzrost glukozy we krwi po spożyciu określonego pokarmu węglowodanowego. Punktem odniesienia dla indeksu glikemicznego jest glukoza, która najbardziej zwiększa poziom cukru we krwi; indeks glikemiczny glukozy wynosi 100. Dr Davis pisze: „Ludzie zazwyczaj patrzą na mnie niedowierzająco, kiedy mówię im, że pełnoziarnisty chleb podwyższa poziom cukru we krwi bardziej niż sacharoza. [...] zjedzenie dwóch kromek razowego chleba tak naprawdę niewiele różni się, a często bywa nawet gorsze, od wypicia puszki słodzonego napoju albo zjedzenia batonika” (st. 48-49). „Produkty pszenne podwyższają poziom cukru we krwi  bardziej niż praktycznie wszystkie inne węglowodany, od fasoli po słodkie batoniki” (str. 50).

      Reasumując, należy unikać wypieków ze współczesnej pszenicy tak samo, jak cukru, a szczególnie dotyczy to osób z cukrzycą.

       

       

      UZALEŻNIENIE MÓZGU I OBJAWY ODSTAWIENIA

      Pszenica jest pokarmem, który wywołuje skutki podobne do działania opiatów. Dlatego tak trudno jest niektórym ludziom wyeliminować pszenicę z diety. Pszenica, jak żaden inny pokarm, ma wyjątkową zdolność wpływania na mózg i układ nerwowy. Dr Davis obserwuje u wielu swoich pacjentów reakcję z odstawienia pszenicy przypominającą głód narkotyczny.

      Słyszałem setki opowieści o skrajnym zmęczeniu, zaburzeniach koncentracji, nerwowości, niemożności funkcjonowania w pracy lub w szkole, a nawet depresji w czasie kilku dni do kilku tygodni po wyeliminowaniu pszenicy. A tymczasem do osiągnięcia całkowitej ulgi wystarczy obwarzanek lub ciasteczko [...]. To błędne koło: rezygnujesz z jakiejś substancji, narażając się zdecydowanie na przykre doznania, więc zaczynasz przyjmować ją od nowa i niemiłe doznania ustają – to mi przypomina uzależnienie i głód narkotyczny” (str. 61). Autor porównuje oddziaływanie pszenicy do uzależnienia, jakie wywołuje nikotyna czy kokaina.

      Na czym polega zjawisko uzależnienia od pszenicy? Gdy zjemy chleb, zawarte w nim białko w postaci glutenu zostaje rozłożone na prostsze związki białkowe zwane polipeptydami. Polipeptydy pszeniczne przenikają barierę krew-mózg i wiążą się z receptorem morfiny w mózgu. Działają jak substancje opioidowe; są związkami morfinopodobnymi pochodzącymi z zewnątrz, stąd zaliczono je do egzorfin (w odróżnieniu od endorfin: związków morfinopodobnych wytwarzanych wewnątrz organizmu).

       

      PSZENICA I CHORBY MÓZGU

      Uzależnienie to nie jedyny efekt oddziaływania pszenicy na mózg. Pszenica ma wpływ na rozwój takich zaburzeń jak schizofrenia czy autyzm. Wpływa na myśli i zachowania, może prowadzić do całego wachlarza dolegliwości i chorób, takich, jak: brak koordynacji ruchów, nietrzymanie moczu, ataki padaczkowe, demencja, zaburzenia snu czy encefalopatia.

       

      WYPOWIEDŹ DR MYŁEK

      Na koniec przytaczam fragment wypowiedzi dr Danuty Myłek (wybitnego polskiego alergologa, dermatologa i członka Amerykańskiej Akademii Alergologicznej) na temat pszenicy:

      Uważam, że pszenica służy lekarzom, grabarzom, producentom i plantatorom. To jest bardzo złe zboże, jedyne, którego właściwie powinniśmy unikać”.

      Pani doktor wystąpiła w audycji radiowej w Trójce, zachęcam do wysłuchania całej audycji: http://www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/1291894/


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „WSPÓŁCZESNA PSZENICA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 29 listopada 2014 17:35
  • niedziela, 26 października 2014
    • PASZTET Z GĘSI LUB KACZKI

       

      A oto obiecany w poprzednim wpisie przepis na pasztet z gęsi lub kaczki. Mięso kacze lub gęsie świetnie nadaje się na pasztet, ze względu na dużą zawartość tłuszczu (a tłuszcz jest ważnym składnikiem prawdziwego, dobrego pasztetu), poza tym kaczka czy gęś z małego gospodarstwa wiejskiego jest źródłem czystego, dobrej jakości pożywienia (w przeciwieństwie do mięsa z przemysłowych hodowli). Mój przepis nie zawiera zboża glutenowego w postaci tartej bułki, stosowanej w tradycyjnych przepisach na pasztet. Nie zwiera nawet kaszy i jest nie tylko bezglutenowy: jest bezzbożowy. Zawiera natomiast odżywcze nasiona lnu, które po zmieleniu i połączeniu z wilgotnymi składnikami nadają pasztetowi pożądaną konsystencję (tj. łączą się z wodą i tworzą zwartą masę przypominającą budyń, przed pieczeniem). Taki pasztet jest bardzo dobrym pomysłem na dzień bezzbożowy w diecie rotacyjnej (w której robimy kilkudniowe przerwy od spożywania zbóż).

       

      SKŁADNIKI:

      • wątróbka z kaczki lub gęsi (10 dag lub więcej)
      • 1,5 kg mięsa kaczego lub gęsiego (w tym - skóra i koniecznie tłuszcz, może być mięso na kości z uwzględnieniem wagi samego mięsa)
      • 2 marchewki
      • 1 pietruszka
      • kawałek selera, kalarepa itp. (ilość włoszczyzny można zmieniać wg własnych upodobań)
      • 2 jajka lub 4 żółtka
      • ¾ szklanki siemienia lnianego
      • 14 g soli (5 mini łyżeczek)
      • pieprz
      • gałka muszkatołowa
      • imbir

       

      WYKONANIE;

      1. Mięso (oprócz wątróbki) i warzywa gotujemy do miękkości w 1 ½ szklanki wody, nie doprowadzając do gwałtownego wrzenia i pozostawiamy do lekkiego ostudzenia.
      2. W międzyczasie wątróbkę płuczemy w zimnej wodzie kilka razy, następnie sparzamy, wkładając do małego garnka z wrzątkiem i pozostawiając w nim na jakiś czas. Następnie odcedzamy wątróbkę, a wodę wylewamy.
      3. Mielemy siemię lniane na mąkę (np. w młynku do kawy).
      4. Ugotowane mięso i warzywa mielemy razem ze sparzoną wątróbką w maszynce do mięsa na sitku o oczkach 4 mm.
      5. Do zmielonej masy dodajemy jajka, siemię lniane i przyprawy.
      6. Podczas mieszania masy dolewamy wywar z mięsa i jarzyn.
      7. Sprawdzamy, czy masa jest dobra, ewentualnie dodajemy przypraw.
      8. Masę przekładamy do foremki o wymiarach podstawy 37 cm x 9 cm (lub do dwóch mniejszych), wyłożonej papierem do pieczenia, dodatkowo przykrywamy z góry papierem i pieczemy w nagrzanym piekarniku (ok. 200 st. C, funkcja góra-dół) przez co najmniej 60 minut (stopień przypieczenia skórki - wg gustu).
      9. Po upieczeniu pozostawiamy do wystygnięcia (pasztet trochę "siądzie"), a potem wstawiamy do lodówki na co najmniej kilka godzin (przed pierwszym krojeniem).


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „PASZTET Z GĘSI LUB KACZKI”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2014 16:58
  • sobota, 18 października 2014
    • JEDZENIE DO PRZEDSZKOLA LUB SZKOŁY

       

      Wpis ten dedykuję pewnej sympatycznej mamie, Kasi.

       

      Minął wrzesień i trochę października, a wraz z tym czasem - pierwsze rozterki niektórych mam, w tym – moje. Jak co roku, już gdzieś w sierpniu pojawia się w głowie dręczące pytanie, podszyte uczuciem bezradności: „Co ja jej / jemu dam do szkoły na drugie śniadanie i obiad?”. Pytanie to dręczy szczególnie tych rodziców, których dzieci mają jakieś ograniczenia dietetyczne, a na dodatek są tzw. „niejadkami” (czytaj: są bardzo wybiórcze w jedzeniu).

      Moje Dzieci nie mają żadnych ograniczeń dietetycznych, ale... problem jest, bo większość łatwych w przygotowaniu produktów ze sklepów spożywczych (takich, jak np. bułki pszenne) jest wg mojej wiedzy niejadalna (ze względu na stopień przetworzenia biologicznego, chemicznego i przemysłowego, a także obecność konserwantów, sztucznych barwników i aromatów, wzmacniaczy smaku, soli z antyzbrylaczem itp. oraz ze względu na sposób uprawy warzyw, owoców i zbóż na potrzeby przemysłu spożywczego: z zastosowaniem chemicznych środków ochrony roślin, niebezpiecznych chemicznych środków odchwaszczających i sztucznych nawozów). Podobny problem widzę w przypadku oferty stołówki szkolnej czy oferty cateringowej; nie można mieć zaufania nawet do tzw. ekologicznego cateringu bo i ten nie jest w stanie zapewnić w 100% czystych i naturalnych pokarmów. Pozostają mi więc do dyspozycji jedynie produkty naturalne, przemysłowo nieprzetworzone, z których muszę wymyślić coś, co nadaje się do zapakowania do tornistrów, coś, czego nie trzeba podgrzewać i coś, co nie zepsuje się nawet wtedy, gdy tornister wyląduje koło ciepłego kaloryfera w szkole. Muszę też uwzględnić „wybredność” moich Dzieci, jeśli jedzenie ma im służyć, tj. sprawiać im przyjemność i wzmacniać ich organizmy. Do tego, smaki moich Dzieci zmieniają się w czasie i choć jest to jak najbardziej prawidłowe, naturalne i pożądane zjawisko, trudno mówić o sielance; mam pełne ręce roboty, a głowa też nie jest zwolniona z myślenia, przewidywania i planowania.

      Poniżej przedstawię nasze pomysły kulinarne, pomysły na jedzenie do szkoły (a dawniej – przedszkola), które wciąż cieszą się uznaniem moich Dzieci lub te, które kiedyś były dla nich hitami kulinarnymi, a potem zostały przez nie odrzucone, lub też takie, których nigdy nie zaakceptowały, choć dla innych dzieci są atrakcyjną propozycją. Każdy posiłek można modyfikować wg gustu i potrzeb konkretnego dziecka i urozmaicać dodatkami, do czego bardzo zachęcam.

      Zanim przejdę do meritum, słowo o sposobie podawania posiłków na ciepło i na zimno. Jeśli chcemy, aby dziecko zjadło w szkole ciepły posiłek, pozostaje nam do dyspozycji specjalny termos obiadowy. Ważne, aby nie był to termos plastikowy czy aluminiowy. Jednak nawet najlepszej jakości termos (tj. wykonany z bezpiecznego materiału i utrzymujący wysoką temperaturę jedzenia przez wiele godzin) sprawia, że posiłek, po pewnym czasie przechowywania niekorzystnie zmienia smak. Z tego względu zrezygnowaliśmy z termosów. Łatwiej jest, gdy podajemy dziecku do przedszkola lub szkoły coś, co wymaga niskiej temperatury, np. plasterki upieczonego mięsa (domową wędlinę) z zieleniną. Można wówczas przygotować coś w rodzaju mini lodówki: do większego plastikowego pojemnika wkładamy jeden wkład chłodzący (wkłady chłodzące stosowane są do lodówek turystycznych, można je kupić w sklepach typu Makro, Obi, być może też w zwykłych hipermarketach lub sklepach z artykułami gospodarstwa domowego, zob.: https://www.google.pl/search?q=wk%C5%82ady+ch%C5%82odz%C4%85ce+do+lod%C3%B3wek+turystycznych+obrazy&espv=2&biw=1164&bih=620&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=BdkvVKiFIcOhyAPPt4E4&ved=0CB8QsAQ ), a obok nich – słoiczek z wędliną i dodatkami. Zamknięty pojemnik z zawartością wkładamy do plastikowej torby termicznej lub do grubszej, zwykłej reklamówki; niska, chłodnicza temperatura i tak utrzymuje się przez wiele godzin. Można też zrezygnować z plastikowego pojemnika, zastępując go dwoma woreczkami i bawełnianą ściereczką kuchenną, w ten sposób zabezpieczając tornister dziecka przed wilgocią.

      Poniżej przedstawiam przykłady posiłków, jakie można podać dzieciom do przedszkola lub szkoły. Zaznaczam, że wszelkie pokarmy powinny być wolne od jakichkolwiek sztucznie stosowanych substancji chemicznych. Najlepiej korzystać z opakowań szklanych typu małe słoiki, szklane butelki, lub – z ceramicznych. Opakowania plastikowe mają tę zaletę, że są lekkie; możemy z nich korzystać, pod warunkiem, że wyłożymy je papierem do pieczenia tak, aby żywność nie miała kontaktu z plastikiem. Nie używamy folii aluminiowej, gdyż aluminium (glin) jest toksyczne.

       

      PRZEKĄSKI

      Przekąski najlepsze są na drugie śniadanie, pod warunkiem, że pierwsze, to zjedzone w domu, jest nie tyle obfite, co ciepłe. A oto przykłady przekąsek spożywanych poza domem:

      • jabłko;
      • banan (z dokładnie umytą skórką, najlepiej – uprzednio wymoczoną w wodzie);
      • gruszka;
      • śliwki (w sezonie);
      • czereśnie (w sezonie);
      • krajowe winogrona (w sezonie);
      • ananas pokrojony w kostkę, w słoiku (nienapromieniowany);
      • rodzynki;
      • suszone owoce;
      • powidła owocowe bez cukru (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/10/POWIDLA-SLIWKOWE.html ), robione w domu, mogą być z dodatkiem oliwy z oliwek lub oleju kokosowego, przypraw korzennych i nasion (słonecznika, maku, lnu, sezamu itp., które mogą być zmielone) lub mielonych orzechów;
      • obrane orzechy włoskie, ziemne, laskowe, orzechy nerkowca, obrane migdały (surowe lub delikatnie podprażone); solonych orzechów pistacjowych nie polecam ze względu na niepewność co do czystości soli (sól może zawierać antyzbrylacz, o którym producent pistacji nie wspomni na etykiecie); jeśli dziecko nie lubi orzechów, nie wolno mu ich podawać; orzechy, szczególnie nerkowce wywołują czasami silne reakcje alergii lub nietolerancji pokarmowej (ja sama reaguję migreną na wysuszone orzechy włoskie ze skórką spożyte w większej ilości);
      • łuskane nasiona słonecznika (na surowo lub podprażane z solą);
      • łuskane nasiona dyni (na surowo lub podprażane z solą);
      • pasta orzechowa robiona w domu, typu chałwa, tahina (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/TAHINA-CHALWA.html );
      • siemię lniane delikatnie podprażone z solą i z odrobiną oliwy z oliwek lub oleju kokosowego;
      • orzechy, nasiona słonecznika, nasiona dyni lub / i pokrojone owoce suszone w miodzie;
      • miód (w małej ilości);
      • obrana marchewka na surowo;
      • obrana młoda kalarepka na surowo;
      • surówka z jabłka i marchewki z dodatkiem oliwy z oliwek, przypraw korzennych i zmielonych orzechów; może być z dodatkiem drobno startego surowego buraka lub surowej dyni;
      • obrany miąższ kokosa w kawałkach (kokos musi być świeży, bez jakiejkolwiek pleśni, wówczas ma słodki, przyjemny smak);
      • czipsy kokosowe domowej roboty (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/CZIPSY-KOKOSOWE.html );
      • wiejska śmietana (uwaga: ponieważ taka śmietana jest żywa, tj. fermentuje, może „wybuchnąć”, jeśli pozostanie szczelnie zamknięta w słoiku na kilka godzin poza lodówką; najlepiej, żeby dziecko spożyło ją więc na pierwszej przerwie śniadaniowej);
      • koktajl z wiejskiej śmietany (z uwagą jak wyżej, zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/KOKTAJL-Z-KWASNEJ-SMIETANY-I-Z-OWOCOW-JAGODOWYCH.html ).

       

      POSIŁKI WYSOKOBIAŁKOWE

      Proponowane poniżej cztery pierwsze posiłki należy włożyć do mini lodówki:

      • pieczone mięso (kurczak, kaczka, gęś, indyk, wołowina, cielęcina, schab, baranina, jagnięcina, te mięsa należy rotować w miarę możliwości i wg smaku dziecka) w plasterkach, z dodatkiem zieleniny, zielonej sałaty, marchewki, pomidora, papryki, ogórka kiszonego itp.;
      • pasztet z gęsi lub kaczki (przepis na pasztet wciąż dopracowywuję, metodą prób i błędów, opublikuję go, gdy będzie gotowy) z dodatkiem zieleniny lub jakiegoś warzywa na surowo;
      • jajko na twardo w plasterkach z dodatkiem warzywa (jak wyżej);
      • twaróg z gospodarstwa wiejskiego z tłustą śmietaną, solą, przyprawami (typu: pieprz czarny, biały, kolorowy, chili, kurkuma; ważne, aby były to przyprawy rozgrzewające ze względu na wychładzające właściwości twarogu) i z zieleniną; idealnie pasowałaby siekana cebula lub rozgnieciony czosnek, jednak takie dodatki mogą być kłopotliwe dla dziecka przebywającego wśród kolegów i koleżanek, ze względu na intensywny zapach;
      • suflet z sera (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/SUFLET-Z-SERA.html );
      • musli z płatków migdałowych z olejem kokosowym (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/MUSLI.html );
      • biszkopt bezglutenowy z masłem i dżemem bezcukrowym (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/BISZKOPT-BEZGLUTENOWY.html );
      • makowiec bez ciasta (pieczemy samą masę makową na podstawie przepisu na standardowy makowiec; cukier zastępujemy miodem i zdrowymi bakaliami, eliminujemy niezdrowy tłuszcz, zastępując go masłem, można też poeksperymentować z większą ilością masła i żółtek).

       

      POSIŁKI WYSOKOWĘGLOWODANOWE

      Posiłki wysokowęglowodanowe nadające się do spożycia poza domem to przede wszystkim posiłki ze zbóż. Zadbajmy o to, aby były to zboża pełnoziarniste, świeże i w pełni naturalne, po właściwej obróbce kuchennej (mielone, najlepiej w domu, lub odpowiednio długo moczone w wodzie, najlepiej do uzyskania lekkiej fermentacji, jeśli mają być gotowane, w celu neutralizacji kwasu fitynowego, który utrudnia absorpcję wartości odżywczych). Takie zboża są lepiej przyswajalne, nie powinny powodować dolegliwości jelitowych (to jednak zawsze należy weryfikować i ewentualnie czasowo eliminować szkodliwe zboża z diety), a ponadto nie prowadzą do tak dużych wzrostów stężenia glukozy we krwi, jak zboża oczyszczone (np. w postaci bułek ze współczesnej pszenicy). Posiłki zbożowe powinny być serwowane z dodatkiem masła lub innego zdrowego tłuszczu, aby zmniejszyć skoki stężenia glukozy we krwi po posiłku. Dobrym rozwiązaniem jest mieszanie mąki zbożowej z mąką z nasion oleistych lub z orzechów, gdyż nasiona i orzechy są pokarmami tłustymi. Mój Chłopczyk, który nie lubi dodatku masła do pieczywa, je w szkole tzw. suchy chleb, ale ten chleb zrobiony jest w 1/3 z nasion słonecznika i lnu. Zadbajmy również o to, aby (w ramach profilaktyki lub leczenia z już istniejącej nadwrażliwości pokarmowej) rotować zboża, tj. podawać poszczególne rodzaje zbóż naprzemiennie, a tym samym robić co najmniej trzydniowe przerwy od danego rodzaju, np. od żyta (wg alergologii, tyle czasu potrzebuje organizm, aby oczyścić się z danego alergenu lub czynnika powodującego nietolerancję). Dobrze jest też pamiętać o trzydniowej przerwie od zbóż w ogóle, poza tym, całkowicie rezygnujemy z serwowania tych zbóż, których dziecko nie akceptuje. Warto też zwrócić uwagę na kaszę gryczaną i mąkę z tej kaszy; gryka, wg kwalifikacji biologicznej nie jest zbożem, nie jest więc spokrewniona z pszenicą, żytem, jęczmieniem, owsem, ryżem, prosem czy kukurydzą i jest bezpieczna przy nietolerancji któregokolwiek z tych zbóż (nie ma ryzyka tzw. reakcji krzyżowych w alergii).

      A oto przykłady posiłków wysokowęglowodanowych:

      • podpłomyki (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/PODPLOMYKI.html ) ze starej odmiany pszenicy (kamutu, płaskurki, samopszy);
      • podpłomyki żytnie;
      • podpłomyki jęczmienne;
      • podpłomyki owsiane;
      • podpłomyki ryżowe;
      • podpłomyki jaglane;
      • podpłomyki gryczane (wszystkie rodzaje podpłomyków są pyszne z dodatkiem masła);
      • chleb z naturalnych zbóż, nasion, orzechów itp., pieczony w domu (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/CHLEB-PSZENNY-Z-DODATKIEM-LNU-I-SLONECZNIKA.html );
      • ryż na zimno z solą i oliwą z oliwek (uwaga: ryż musi być świeżo ugotowany; na ziarenkach ryżu obecna jest bakteria Bacillus cereus, która zaczyna się szybko namnażać od godziny do pięciu godzin po ugotowaniu ryżu, nawet w lodówce; gotowanie nie zabija tej bakterii ze względu na bardzo odporne formy przetrwalnikowe; nie powinno się podawać dziecku ryżu ugotowanego poprzedniego dnia, a niemowlętom – po upływie 12 godzin od momentu ugotowania ryżu; Bacillus cereus może prowadzić do zatrucia pokarmowego (źródło: prof. Jonathan Brostoff, Linda Gamlin: Food allergies and food intolerance, Healing Arts Press, 2000 r., str. 155);
      • ryż na ciepło z cebulą podsmażoną na maśle (lub innymi warzywami), solą i przyprawami;
      • ryż na zimno lub ciepło z dodatkami: suszonymi owocami, duszonymi owocami, nasionami, orzechami, z dodatkiem przypraw korzennych i oleju kokosowego lub oliwy z oliwek;
      • inne zboża w kombinacjach, jak wyżej: kasza gryczana, kasza jaglana, kasza jęczmienna, nasiona starej pszenicy, nasiona żyta, najlepiej w rotacji wg gustu dziecka;
      • kukurydza z kolby gotowana lub na surowo (choć dzieci raczej jej nie trawią, co można zauważyć po kupce, ale jeśli tylko smakuje, zdałabym się na wybór dziecka);
      • musli z płatków owsianych i migdałowych (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/MUSLI.html );
      • szarlotka jaglana lub szarlotka z innego zboża (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/09/SZARLOTKA-JAGLANA.html );
      • inne ciasta i ciasteczka na bazie naturalnych zbóż, jajek lub orzechów i nasion, owoców, miodu i sporej ilości masła.

       

      NAPOJE

      W szkole (lub w przedszkolu) najlepiej sprawdza się czysta woda, latem chłodna, ze szklanej butelki, a zimą ciepła, z termosu. Tak jest szybciej i łatwiej. Herbatki ziołowe (z szałwii, rumianku, kopru lub mięty) podaję Dzieciom w domu, na specjalne życzenie. Soków (poza sporadycznie spożywanym bezcukrowym domowym sokiem z czarnej porzeczki lub z malin) nie oferuję, bo uważam, że o wiele zdrowsze są świeże owoce.

       

      Powyższe propozycje posiłków do przedszkola lub szkoły są dobre, pod warunkiem, że zadbamy o to, aby posiłki jedzone w domu były ciepłe. Do takich należą z pewnością pierwsze śniadanie i kolacja. Idealna w tej roli jest zupa jarzynowa lub rosół, z dodatkami (jajka, mięso, ziemniaki, kasza, ryż itp.) lub bez. Sprawdzają się też banany lub jabłka duszone na oleju kokosowym, maśle klarowanym lub oliwie z oliwek z przyprawami korzennymi i innymi dodatkami, jajka w przeróżnej postaci na ciepło, gulasz z warzywami lub kaszą czy ryżem, pierogi, naleśniki, placki ziemniaczane, kopytka z dodatkiem zieleniny itp., wg wyborów dziecka i tylko w takich ilościach, jakie spożywa z przyjemnością.

      Bywa, że jakaś mama pyta mnie, co można podać dziecku do szkoły. Wówczas, gdy mówię o wyżej wymienionych propozycjach, spotykam się z reakcją tego typu: „Och, gdyby tylko moje dziecko jadało to wszystko! Jest takim niejadkiem...”. Wyjaśniam więc, że nie chodzi o to, aby dziecko jadało wszystko. Chodzi o to, aby oferta była bogata, aby dziecko miało z czego wybierać i aby wychwycić zmiany w jego upodobaniach kulinarnych. Dla przykładu powiem, co moje Dzieci jadły w szkole od początku roku szkolnego: Dziewczynka – podpłomyki ze starej odmiany pszenicy lub z żyta lub z owsa (podpłomyki jęczmienne, ryżowe i jaglane nie przypadły jej do gustu) z dodatkiem sporej ilości surowego masła, Chłopczyk – ryż na zimno z solą i dużą ilością oliwy z oliwek (ta duża ilość - na jego własne, wyraźne życzenie) lub chleb ze starej odmiany pszenicy, nasion lnu i słonecznika, bez masła. I tak w kółko, i nic więcej, aż do minionego czwartku: w czwartek Chłopczyk zażyczył sobie tłustego pasztetu z gęsi zamiast chleba, który przestał mu smakować. W związku z tym w piątek jadł cały dzień pasztet naprzemiennie z bananami (w szkole na surowo z cynamonem, a w domu - duszone z olejem kokosowym, również z dodatkiem cynamonu). Pewnie chleb pójdzie w odstawkę na wiele tygodni lub nawet miesięcy, a dla mnie jest to znak, że muszę zrobić zapasy pasztetu i zamrozić je.

      Co do stwierdzenia „Moje dziecko jest niejadkiem”: dziecko nie chce jeść, gdy nie może natrafić na pokarm, który w danym momencie jest potrzebny jego organizmowi i gdy jedzenie, które mu serwujemy nie służy mu. „Wybrzydzanie” i zmiany w upodobaniach kulinarnych dziecka, skądinąd trudne dla rodziców, są cenną wskazówką od Natury ułatwiającą utrzymanie dziecka w zdrowiu. Jeśli podążymy za nią, nie zrażając się wysiłkiem, będziemy cieszyć się zdrowiem naszych dzieci.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „JEDZENIE DO PRZEDSZKOLA LUB SZKOŁY”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 18 października 2014 17:51
  • sobota, 11 października 2014
    • BISZKOPT BEZGLUTENOWY

       

      Przepis na biszkopt bezglutenowy dostałam od Pani dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, lekarki, która przez okrągły rok systematycznie i cierpliwie przekazywała mi bezcenną wiedzę o leczeniu dietą. Przepis okazał się zbawiennym rozwiązaniem na początku leczenia mojego Chłopczyka, kiedy musiałam mu podać coś do przedszkola, coś, co nie było chlebem, lecz co było podobne do niego w formie.

       

      SKŁADNIKI:

      • 125 gramów zmielonego na mąkę słonecznika (lub / i siemienia lnianego, sezamu, maku, orzechów, kokosu)
      • 10 jajek

       

      WYKONANIE:

      1. Całe jajka ubijamy na puszystą masę.
      2. W międzyczasie piekarnik nastawiamy na 180 st. C, termoobieg.
      3. Dodajemy mąkę z ziaren, delikatnie i krótko mieszając ją z ubitymi jajkami.
      4. Masę wlewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez około 45 minut.
      5. Po upieczeniu biszkopt podajemy w formie złożonej kanapki z masłem, cienką warstwą dżemu bezcukrowego i z przyprawami korzennymi (takimi, jak imbir, kardamon, zmielone goździki, cynamon, kolendra).
      6. Biszkopt dobrze też smakuje w formie grzanki, z wyżej wymienionymi dodatkami.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „BISZKOPT BEZGLUTENOWY”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 20:34
    • PODPŁOMYKI

       

      Do stworzenia (drogą prób i błędów ) tego przepisu zainspirowała mnie Pani Marta ze szkolnej świetlicy moich Dzieci; pewnego dnia zobaczyłam, jak wraz ze swoimi podopiecznymi robi podpłomyki ze zwykłej mąki pszennej. Zapytałam o przepis; okazało się, że jest banalnie prosty. Ja go trochę zmodyfikowałam i w domu zaczęłam robić próby na innych rodzajach mąk. Podpłomyki udawały się, a co najważniejsze – smakowały moim Dzieciom. Do tego mogłam wprowadzić rotację różnych zbóż.

      Przede mną kolejne próby: chciałabym spróbować wersji z dodatkami w postaci rozmaitych mielonych nasion i suszonych mielonych ziół (jeden rodzaj dodatku na dany wypiek), do tego zachęcam też moich Czytelników.

      Chrupiące i cieniutkie podpłomyki można jeść na sucho, z dodatkiem świeżego wiejskiego masła lub z humusem, w kombinacjach z listkami sałaty, z plasterkami jajka, pomidora czy ogórka i z posiekaną cebulą.

       

      SKŁADNIKI (na małą porcję, zazwyczaj robię dwa razy większą):

      • 1 szklanka mąki z dowolnego zboża (pełnoziarnistego ryżu, kaszy jaglanej, pełnoziarnistego żyta, pełnoziarnistej starej odmiany pszenicy, jęczmienia, płatków owsianych) lub z kaszy gryczanej oraz dodatkowa mąka na podsypanie
      • 1/3 łyżeczki soli
      • 1 łyżka oliwy z oliwek
      • woda

       

      WYKONANIE:

      1. Mąkę wymieszać z solą i zagnieść z oliwą z dodatkiem minimalnej ilości wody: wodę trzeba dodawać stopniowo, tylko tyle, aby ciasto nie kruszyło się i aby było elastyczne.
      2. Nastawić piekarnik na termoobieg 170 st. C i przygotować dwie blachy, wykładając je papierem do pieczenia.
      3. Ciasto wałkujemy na stolnicy lub większej desce do chleba do możliwie najcieńszej grubości (porównywalnej do grubości kartki papieru), a potem uzyskany arkusz kroimy na dowolnej wielkości kawałki.
      4. Pieczemy przez około 10 minut.

       

      Możemy przygotować większą ilość ciasta, np. z 5 szklanek mąki, podzielić je na mniejsze porcje  i włożyć je do zamrażarki na przyszłe wypieki.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „PODPŁOMYKI”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 20:14
    • CHLEB PSZENNY Z DODATKIEM LNU I SŁONECZNIKA

       

      Chlebek, który dzisiaj proponuję jest wzbogacony w białko roślinne, pochodzące z nasion lnu i słonecznika. Włączenie tych nasion do składu pieczywa powoduje korzystne zmniejszenie ilości głównego składnika węglowodanowego – pszenicy. Mówiąc o pszenicy, nie mam na myśli najpopularniejszej jej odmiany dominującej w handlu i w naszych kuchniach, gdyż ta nie należy do najzdrowszych pokarmów. Używam jedynie starej odmiany pszenicy (kamutu, a w najbliższej przyszłości – płaskurki, na której dostawę czekam z niecierpliwością). Mąkę robię w domu, z pełnych ziaren tego zboża, bezpośrednio przed jej wykorzystaniem (świeżo zmielona mąka ma najwięcej wartości).

      Można by zadać pytanie, dlaczego mamy piec chleb w domu, skoro nie brakuje dobrych piekarni oferujących smakowite różne odmiany pieczywa, w tym – pełnoziarnistego i na tradycyjnym zakwasie, bez polepszaczy i konserwantów, nierzadko pieczonego w tradycyjnych starych piecach. Mam jednak do takiego pieczywa zastrzeżenie względem stosowanej soli, w szczególności chodzi mi o jej ilość i jakość. Chleb, niezależnie czy ten kupiony czy upieczony w domu, zawiera w proporcjach więcej soli niż inne potrawy, do tego ten z piekarni często jest przesalany. Warto więc pomyśleć o rodzaju soli, jakiej używa piekarz. Otóż okazuje się, że nawet w chlebie reklamowanym jako pieczywo bez chemicznych dodatków, może znajdować się sól z antyzbrylaczem, o czym nie ma wzmianki na etykiecie chleba. Ponadto, sól może być zanieczyszczona metalami ciężkimi (np. rtęcią). Jestem właśnie w trakcie małego „dochodzenia”: kontaktuję się z producentami chleba i szukam specyfikacji produktu dotyczących poszczególnych rodzajów soli. Gdy zgromadzę wszystkie dostępne na ten temat informacje, podzielę się nimi z moimi Czytelnikami.

      Na koniec uwaga co do sposobu upieczenia chleba w domu: nie jestem zwolenniczką pieczenia chleba w automacie, gdyż pojemnik w automacie ma powłokę teflonową. Teflon działa niekorzystnie na produkty spożywcze w wysokich temperaturach. Korzystam natomiast z automatu tylko do wyrobienia i wyrośnięcia ciasta, a następnie piekę chleb w piekarniku.

       

      SKŁADNIKI:

      • 1 łyżka rodzynek lub 1 łyżeczka miodu
      • 2 i 1/3 szklanki letniej wody
      • 3 łyżki oliwy z oliwek
      • świeże drożdże (około 1/6 stugramowej kostki)
      • 4 szklanki kamutu lub innej starej odmiany pszenicy
      • 1 kopiasta łyżeczka soli
      • 1 szklanka świeżo zmielonego siemienia lnianego
      • 1 szklanka nasion słonecznika

       

      WYKONANIE:

      1. Rodzynki miksujemy z wodą lub miód zalewamy częścią wody w postaci wrzątku i mieszamy (chodzi o zneutralizowanie enzymów obecnych w miodzie, które przeszkadzają drożdżom w rośnięciu), a potem dolewamy do niego resztę letniej wody.
      2. Słodki płyn łączymy z oliwą i drożdżami, mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
      3. Mieszamy wszystkie suche składniki: pszenicę, len, słonecznik i sól.
      4. Płyn wlewamy do automatu do pieczenia chleba, następnie dodajemy suche składniki.
      5. Nastawiamy automat na program „wyrabianie ciasta”.
      6. Nagrzewamy piekarnik wraz z formą wyłożoną papierem do pieczenia do temperatury około 50 st. C.
      7. Wyrobione i wyrośnięte w automacie ciasto przekładamy do nagrzanej formy i wkładamy do piekarnika, nastawiając temperaturę na około 30 – 40 st. C, do rośnięcia przez 70 minut.
      8. Włączamy piekarnik na funkcję góra-dół, temperaturę 140 st. C, pieczemy przez około 90 minut.
      9. Po upieczeniu chleb trzymamy jeszcze chwilę w zamkniętym piekarniku, a potem w uchylonym, następnie wykładamy z formy na drewnianą deskę do odparowania.
      10. Chleb, po ostygnięciu przechowujemy w lodówce, najlepiej zawinięty w świeży papier do pieczenia i czystą ściereczkę kuchenną.
      11. Z upieczonego chleba można zrobić w piekarniku grzanki w postaci kostek, które dzieci bardzo lubią.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „CHLEB PSZENNY Z DODATKIEM LNU I SŁONECZNIKA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 17:36
    • MUSLI

       

      Musli stanowi smakowitą sycącą przekąskę, z powodzeniem zastępującą kanapkę. Można spożywać je na sucho lub z dodatkiem mleka kokosowego. Niebagatelna jest też rola oleju kokosowego, użytego wg poniższego przepisu (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/12/OLEJE-TROPIKALNE-cz-I.html ). Dla dzieci z problemami neurologicznymi proponuję musli w wersji tłustszej, z mniejszą ilością węglowodanów, bazującej jedynie na płatkach migdałowych (tj. z pominięciem płatków owsianych).

       

      SKŁADNIKI:

      • 2 szklanki płatków owsianych (wersja wysokowęglowodanowa) lub migdałowych (wersja z wyższą zawartością białka i tłuszczu) lub mieszanki obu rodzajów płatków
      • przyprawy korzenne
      • szczypta soli
      • 2 raczej kopiaste łyżki oleju kokosowego
      • 2 łyżeczki miodu
      • ½ szklanki rodzynek

       

      WYKONANIE:

      1. Rodzynki płuczemy we wrzątku i podsuszamy w piekarniku w temperaturze 75 st. C na termoobiegu.
      2. Miód i olej podgrzewamy, mieszając do uzyskania płynnej konsystencji.
      3. Płatki mieszamy z przyprawami i solą.
      4. Płatki łączymy z olejem i miodem, dokładnie mieszamy i rozkładamy na płasko na wyłożonej papierem blasze.
      5. Wstawiamy do piekarnika na 40 minut, temperatura: 140 - 150 st. C, termoobieg, od czasu do czasu mieszając.
      6. Po wyciągnięciu z piekarnika od razu dodajemy wysuszone rodzynki i mieszamy.
      7. Przechowujemy w zamkniętej papierowej torbie lub w szklanym słoju, do kilku tygodni, można w temperaturze pokojowej.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 14:23

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Wszystkie publikacje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i publikowanie w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszych pisemnych uzgodnień ze mną.

Opcje Bloxa