Zdrowe Dzieci

O utrzymaniu dzieci w zdrowiu i wyprowadzaniu ich z choroby bez leków, bez suplementów.

Wpisy

  • piątek, 20 marca 2015
    • ŚWINKA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. IX

       

       

      Szczepienie przeciwko śwince wykonywane jest w formie szczepionki skojarzonej – MMR. Jest to żywa, atenuowana szczepionka „trzy w jednym” – przeciwko odrze, śwince i różyczce.  Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia MMR jest następujący:

      • I dawka: 13 - 14 miesiąca życia;
      • II dawka (tzw. dawka przypominająca): 10 rok życia.

      Dzisiaj przedstawię informacje na temat świnki i szczepienia przeciwko tej chorobie. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.mp.pl/szczepienia/choroby/choroby_swinka/show.html?id=92985 ).

       

      Co to za choroba:

      Świnka (nagminne zapalenie przyusznic) jest chorobą wirusową, obejmującą przyuszne i podżuchwowe gruczoły ślinowe.

       

      Objawy:

      • brak objawów u około połowy dzieci dotkniętych infekcją;
      • obrzęk ślinianek przyusznych (najczęściej) lub podżuchwowych oraz ból, trudności w żuciu, połykaniu i otwieraniu ust;
      • gorączka;
      • inne: złe samopoczucie i osłabienie, ból głowy, utrata łaknienia, wymioty;
      • głównie u dorosłych: zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, najczęściej bezobjawowe lub skąpoobjawowe, objawy ustępują w ciągu tygodnia.

      Powyższe objawy mogą występować w różnych kombinacjach lub pojedynczo.

       

      Sposób zarażenia się:

      Choroba przenoszona jest drogą kropelkową.

       

      Leczenie:

      Specjalne leczenie nie jest potrzebne. Można zastosować leki homeopatyczne, ale wystarczy też zwykły wypoczynek, nawadnianie organizmu i właściwa dieta.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby daje dożywotnią odporność. Przebycie choroby w dzieciństwie zapobiega zachorowaniu w wieku późniejszym, kiedy choroba może mieć cięższy przebieg lub niebezpieczne następstwa. Badania wykazały, że kobiety, które przebyły świnkę w dzieciństwie rzadziej zapadają na raka jajników.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Szczepienie daje krótkotrwałą i słabą odporność, co więcej, przesuwa chorobę z okresu dzieciństwa na wiek dorosły, kiedy to świnka może mieć cięższy przebieg i niebezpieczne powikłania. Nieprzechorowanie świnki w dzieciństwie (wskutek szczepienia) może skutkować większą podatnością na choroby w wieku późniejszym. Ponadto, wirus świnki zdolny jest do mutacji, co może wiązać się z całkowitą nieskutecznością danej szczepionki.

       

      Powikłania po chorobie:

      • Powikłania występują częściej u dorosłych niż u dzieci, z reguły jednak, choroba nie prowadzi do jakichkolwiek trwałych powikłań;
      • W przypadku zachorowania chłopca w wieku dojrzewania lub mężczyzny, czasami (rzadko) może dojść do zapalenia jąder i męskiej bezpłodności, jeśli zapalenie objęło obydwa jądra, choć zapalenie poświnkowe zazwyczaj obejmuje jedno jądro i wówczas nie prowadzi do bezpłodności;
      • W przypadku zachorowania dziewczynki w wieku dojrzewania lub kobiety, czasami (rzadko) może dojść do jedno- lub obustronnego zapalenia jajników, niepowodującego bezpłodności;
      • W rzadkich przypadkach dochodzi do zapalenia trzustki, które ustępuje samoistnie w ciągu tygodnia;
      • Bardzo rzadko choroba prowadzi do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      • reakcje uczuleniowe: wysypka, świąd, krwawe podbiegnięcia;
      • zaburzenia w centralnym układzie nerwowym: drgawki gorączkowe, jednostronna głuchota sensoryczna, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych;
      • zapalenie jąder;
      • zapalenie trzustki.

      Niektórzy rodzice obserwują wystąpienie u swych dotychczas całkowicie zdrowych dzieci wystąpienie zaburzeń autystycznych tuż po szczepieniu MMR.

      Według charakterystyki produktu leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce zawierająca trzy szczepy żywych, atenuowanych wirusów - Priorix może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Cytat z w/w dokumentu, wymieniający poszczególne działania niepożądane, umieściłam we wpisie o odrze (na końcu): http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/02/ODRA.html .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „ŚWINKA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 20 marca 2015 21:50
  • piątek, 13 marca 2015
    • RÓŻYCZKA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. VIII

       

       

      Szczepienie przeciwko różyczce wykonywane jest w formie szczepionki skojarzonej – MMR. Jest to żywa, atenuowana szczepionka „trzy w jednym” – przeciwko odrze, śwince i różyczce.  Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia MMR jest następujący:

      • I dawka: 13 - 14 miesiąca życia;
      • II dawka (tzw. dawka przypominająca): 10 rok życia.

      Dzisiaj przedstawię informacje na temat różyczki i szczepienia przeciwko tej chorobie. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://pediatria.mp.pl/choroby/chorobyzakazne/show.html?id=67591 ).

       

      Co to za choroba:

      Różyczka jest nieszkodliwą chorobą wirusową wieku dziecięcego. Stanowi zagrożenie dla kobiet w ciąży, zwłaszcza w pierwszych tygodniach ciąży, gdyż może prowadzić do zaburzeń w rozwoju płodu.

       

      Objawy:

      • w około połowie przypadków bezobjawowy przebieg zakażenia;
      • umiarkowana gorączka;
      • powiększenie szyjnych węzłów chłonnych;
      • wysypka, która znika po 2 – 3 dniach (a czasami w ogóle nie występuje).

       

      Sposób zarażenia się:

      Zakazić się można drogą kropelkową, przez kontakt z materiałem zakaźnym i drogą krwionośną przez łożysko (płód od matki) w przypadku różyczki wrodzonej. Materiałem zakaźnym jest wydzielina jamy nosowo-gardłowej chorego, krew, kał, mocz.

       

      Leczenie:

      Różyczka ustępuje samoistnie, nie wymaga specjalnego leczenia.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby daje dożywotnią odporność.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Zaszczepienie przeciwko różyczce nie daje dożywotniej odporności. Szczepienie dziewczynek w dzieciństwie zmniejsza ich szansę na naturalne przechorowanie różyczki, a tym samym – na nabycie trwałej odporności, która chroniłaby ich ciążę w wieku dorosłym.

       

      Powikłania po chorobie:

      Najczęściej nie dochodzi do powikłań (a do takich w przypadku różyczki należy zapalenie stawów, zapalenie mózgu).  Jeżeli zakażeniu ulegnie kobieta w pierwszych tygodniach ciąży, może dojść do poronienia lub uszkodzeń płodu. U noworodka najczęściej występują objawy związane z  ośrodkowym układem nerwowym i narządami zmysłów (wzrok, słuch), układem sercowo-naczyniowym oraz krwiotwórczym. Dzieci z wrodzonym zakażeniem różyczkowym mogą się urodzić przedwcześnie i zbyt małą masą ciała. Śmiertelność dzieci z zespołem różyczki wrodzonej wynosi do 15%.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      • przewlekłe zapalenie i ból stawów (te powikłania mogą objawić się kilka tygodni po szczepieniu i trwać od paru tygodni do wielu lat, a nawet przez całe życie); w Rosji jest to oficjalnie uznawane powikłanie po szczepieniu przeciwko różyczce;
      • syndrom chronicznego zmęczenia;
      • schorzenia rdzenia kręgowego;
      • zespół Guillaina-Barrego;
      • zespół cieśni nadgarstka;
      • neuropatie różnego rodzaju;
      • niektórzy rodzice obserwują wystąpienie u swych dotychczas całkowicie zdrowych dzieci wystąpienie zaburzeń autystycznych tuż po szczepieniu MMR.

      Według charakterystyki produktu leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce zawierająca trzy szczepy żywych, atenuowanych wirusów - Priorix może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Cytat z w/w dokumentu, wymieniający poszczególne działania niepożądane, umieściłam we wpisie o odrze (na końcu): http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/02/ODRA.html .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „RÓŻYCZKA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 13 marca 2015 16:58
  • poniedziałek, 02 marca 2015
  • piątek, 27 lutego 2015
    • ODRA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. VII

       

      Szczepienie przeciwko odrze wykonywane jest w formie szczepionki skojarzonej – MMR. Jest to żywa, atenuowana szczepionka „trzy w jednym” – przeciwko odrze, różyczce i śwince.  Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia MMR jest następujący:

      • I dawka: 13 - 14 miesiąca życia;
      • II dawka (tzw. dawka przypominająca): 10 rok życia.

      Dzisiaj przedstawię informacje na temat odry i szczepienia przeciwko tej chorobie. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5032011235.pdf ).

       

      Co to za choroba:

      Odra jest chorobą wirusową pojawiającą się głównie w wieku dziecięcym, stanowiącą zagrożenie jedynie dla dzieci osłabionych, żyjących w warunkach ubóstwa, niedożywienia itp. W czasach, gdy jeszcze nie szczepiono przeciwko odrze, odra występowała powszechnie u dzieci i była zwykłą chorobą, która mijała i nie wzbudzała niepokoju u rodziców (pisze o tym dr Kotok, wiem o tym również z relacji mojej Mamy). Wirus wywołuje objawy w układzie oddechowym oraz objawy skórne.

       

      Objawy:

      • pierwsze objawy: wysoka temperatura, kaszel, katar;
      • wraz z rozprzestrzenianiem się wirusa po całym organizmie: wysypka na twarzy i szyi, przechodząca w rejony tułowia i kończyn; W początkowej fazie choroby wysypka ma charakter gruboplamisty. Wykwity skórne są różowe, zlewające się, zlokalizowane na twarzy i czole, które z czasem obejmują całą powierzchnię ciała. Po kilku dniach wysypka zmienia kolor na ceglasty i łuszczy się (źródło: http://www.pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5032011235.pdf ); wysypka ustępuje po kilku dniach.

       

      Sposób zarażenia się:

      Wirus odry przenoszony jest drogą kropelkową.

       

      Leczenie:

      • wg dr. Kotoka, nie należy obniżać temperatury, ani podawać antybiotyku (stosowanego w celu zapobiegnięcia powikłaniom bakteryjnym), ponieważ zakłóca to pracę układu immunologicznego;
      • odpoczynek w łóżku;
      • wietrzenie pomieszczenia, w którym przebywa chore dziecko;
      • obfite pojenie;
      • dieta: wg dr. Kotoka – głodówka lub lekkostrawne posiłki z wykluczeniem mięsa i nabiału; ja zaleciłabym zdanie się na instynkt dziecka, jego zachcianki, co prawdopodobnie sprowadziłoby się do zaleceń dr. Kotoka;
      • leczenie homeopatyczne (dr Kotok);
      • podawanie witamin A i C (dr Kotok, zob. też: raport dr. Klennera).

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby daje odporność na całe życie. Przebycie choroby w dzieciństwie jest stosunkowo łagodne, w odróżnieniu od przechorowania odry w wieku dorosłym. Szansa na właściwe, w pełni uodparniające przechorowanie odry w dzieciństwie zmniejszona jest przez szczepienia aplikowane w wieku dziecięcym. Istnieją badania dowodzące, że przechorowanie odry sprzyja rozwojowi i wzmocnieniu układu immunologicznego dziecka. Zauważono, że u dzieci, które przechorowały odrę, skłonności do astmy, kataru siennego i egzemy były dwa razy mniejsze niż u ich rówieśników, których ta choroba ominęła. U dorosłych, którzy chorowali w dzieciństwie na odrę podatność na schorzenia onkologiczne jest najniższa. Udowodniono, że podczas odry u dzieci chorych na AIDS wirus HIV wolniej się namnaża.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Większość osób chorujących na odrę w czasie epidemii była wcześniej zaszczepiona przeciwko tej chorobie. Szczepienia dają co najwyżej krótkoterminową odporność na odrę (kosztem odporności ogólnej). Narażają osoby dorosłe szczepione w dzieciństwie na zachorowanie na odrę z ostrzejszym przebiegiem choroby z poważnymi powikłaniami (np. odra w wieku dorosłym stanowi jeden z czynników ryzyka stwardnienia rozsianego); choroba zostaje jedynie przesunięta w czasie (w naturalnych warunkach na odrę zapadają przede wszystkim dzieci powyżej pierwszego roku życia).

      Ponadto, szczepienie MMR prowadzi do osłabienia układu immunologicznego i może wywoływać choroby z autoimmunoagresji. W Finlandii, która szczyci się likwidacją odry, świnki i różyczki poprzez szczepienia, nastąpił największy jak dotąd wzrost zachorowalności na autyzm, chorobę Crohna, cukrzycę insulinozależną, astmę, choroby tkanki łącznej i inne przewlekłe choroby. Liczba przypadków tych chorób wciąż rośnie.

       

      Powikłania po chorobie:

      Powikłania w przebiegu odry występują rzadko i dotyczą w  szczególności osób z niedoborami odporności. Do najczęstszych powikłań należą zapalenia płuc będące wynikiem nadkażeń bakteryjnych oraz zapalenie mózgu (1 na 1 000 przypadków zachorowań), a także zapalenie mięśnia sercowego i ucha środkowego. Najcięższym a jednocześnie najrzadszym (1 na 1 000 000 przypadków zachorowań) powikłaniem jest podostre stwardniające zapalenie mózgu (SSPE), które może wystąpić nawet po 15 latach od momentu zakażenia. (źródło: http://www.pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5032011235.pdf )

       

      Powikłania po szczepieniu:

      • niektórzy rodzice obserwują wystąpienie u swych dotychczas całkowicie zdrowych dzieci wystąpienie zaburzeń autystycznych tuż po szczepieniu MMR;
      • istnieją liczne doniesienia o odrowym zapaleniu mózgu występującym po zaszczepieniu przeciwko odrze (może to być również powikłanie po samej chorobie);
      • badacze japońscy przeprowadzili eksperyment, w którym wykazali, że szczepienie powoduje zaburzenia w limfocytach: dochodzi do upośledzenia produkcji interferonu, który zabezpiecza organizm przed chorobami zakaźnymi i onkologicznymi; stan ten trwa co najmniej rok;
      • u dzieci, które otrzymują szczepionkę przeciwko odrze silnie i na długo obniża się poziom witaminy A;

      Według charakterystyki produktu leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, szczepionka Priorix przeciwko odrze, śwince i różyczce zawierająca trzy szczepy żywych, atenuowanych wirusów może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Wg w/w charakterystyki produktu, skutki te mogą być następujące:

      • Zakażenia i zarażenia pasożytnicze: Zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie jąder i zapalenie najądrzy, nietypowe, łagodne lub słabo nasilone objawy przypominające odrę lub świnkę.
      • Zaburzenia krwi i układu chłonnego: Małopłytkowość (trombocytopenia), plamica małopłytkowa.
      • Zaburzenia układu immunologicznego: Reakcje anafilaktyczne.
      • Zaburzenia układu nerwowego: Poprzeczne zapalenie rdzenia, zespół Guillain-Barré, zapalenie nerwów obwodowych, zapalenie mózgu.
      • Zaburzenia skóry i tkanki podskórnej: Rumień wielopostaciowy.
      • Zaburzenia mięśniowo-szkieletowe i tkanki łącznej: Ból stawów, zapalenie stawów.
      • Zaburzenia ogólne i stany w miejscu podania: Choroba Kawasaki.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „ODRA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 27 lutego 2015 21:22
  • piątek, 20 lutego 2015
    • POLIO

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. VI

       

      Według aktualnego polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ) schemat szczepienia przeciwko polio (poliomyelitis) jest następujący:

      • I dawka: 3 - 4 miesiąca życia;
      • II dawka: 5 – 6 miesiąc życia;
      • III dawka: 16 – 18 miesiąc życia;
      • IV dawka (tzw. dawka przypominająca): 6 rok życia.

      Poniżej przedstawiam opis choroby, jej powikłań, jak również powikłań po szczepieniu przeciwko polio. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/choroba-heinego-medina-polio-przyczyny-objawy-leczenie_42057.html , http://www.pzh.gov.pl/polio/pge.php?mid=78 , https://www.health.ny.gov/diseases/communicable/poliomyelitis/fact_sheet.htm )

       

      Co to za choroba:

      Polio (inne nazwy: ostre nagminne porażenie dziecięce, choroba Heinego-Medina, wirusowe zapalenie rogów przednich rdzenia kręgowego, paraliż dziecięcy) to choroba wywołana wirusami. W większości przypadków choroba ta przybiera postać ostrej infekcji układu oddechowego lub typowej infekcji pokarmowej i nie ma powikłań. Natomiast przypadki odmiany porażennej polio (w której wirus poraża komórki nerwowe rdzenia kręgowego) występują u 0,02 – 0,03% zarażonych (wg Kotoka, wg innych źródeł: 0,5%) i w tej odmianie choroby co najmniej 30% chorych całkowicie wraca do zdrowia. O tych przypadkach słyszymy najczęściej, choć są to przypadki najrzadsze. Ponadto, ostre porażenia wiotkie mogą być wywołane innymi czynnikami niż wirusy polio. Do najcięższych, ale też niezwykle rzadkich przypadków należy porażenie mózgu, które może zakończyć się śmiercią.

       

      Objawy:

      • w 90 – 95% przypadków nie ma objawów;
      • w 4 – 8% przypadków to porażenie poronne, czyli takie, w którym organizm sam zwalcza chorobę; objawy to gorączka, biegunka, ból gardła, objawy grypopodobne;
      • do 0,5% przypadków to postać porażenna (paraliż); objawy to niesymetryczne porażenie wiotkie mięsni, częściej w kończynach dolnych, rzadziej w górnych, gorączka, niewydolność górnych dróg oddechowych, bóle głowy, symptomy podrażnienia opon mózgowo-rdzeniowych,  w skrajnych przypadkach – porażenie mięśni oddechowych.

       

      Sposób zarażenia się:

      Choroba szerzy się najczęściej przez kontakt bezpośredni: głównie drogą pokarmową lub w mniejszym stopniu -  drogą kropelkową. Warunkami sprzyjającymi zachorowaniu na polio jest ubóstwo, głód, brak higieny, migracje ludności.

       

      Leczenie:

      • powszechnie stosuje się leczenie objawowe (tj. usuwa się objawy), wykorzystując m.in. metody rehabilitacji i chirurgii;
      • w przypadku porażenia mięśni oddechowych chorego podłącza się do respiratora;
      • homeopaci stosują leki homeopatyczne (zarówno w celu zapobiegania chorobie, jak i jej leczenia);
      • terapią ignorowaną przez medycynę akademicką, ale skuteczną w leczeniu polio (i innych chorób wirusowych, np. błonicy, grypy, odry, ospy, półpaśca, wirusowego zapalenia mózgu, wirusowego zapalenia płuc) jest zastosowanie witaminy C, o czym można dowiedzieć się z raportu amerykańskiego lekarza Fredericka R. Klennera (zob.: raport dr. Klennera oraz: http://en.wikipedia.org/wiki/Fred_R._Klenner ). Warunkiem skuteczności takiej terapii jest podanie witaminy C w bardzo dużych dawkach (wg dr. Klennera: początkowe dawki wynoszą od 1000 do 2000 mg) i z odpowiednią częstotliwością (wg dr. Klennera: co dwie – cztery godziny, w zależności od reakcji organizmu), wówczas witamina C, w odpowiednim i ciągłym stężeniu w organizmie człowieka zaczyna działać jak antybiotyk – względem wirusów! W ten sposób dr Klenner wyleczył z polio wszystkich swoich 60 pacjentów, którzy znaleźli się pod jego opieką, w ciągu 72 godzin (w 1948 r.).

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Istnieją trzy typy wirusa polio. Nabycie odporności dożywotniej zależy zazwyczaj od rodzaju wirusa, którym zaraża się człowiek. Przypadki powtórnych zachorowań na polio należą do rzadkich i wynikają z zarażenia się innym szczepem wirusa niż w przypadku pierwszego zachorowania.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Istnieją dwa rodzaje szczepionek przeciwko polio: szczepionka z zabitymi wirusami (IPV, szczepionka Salka) oraz szczepionka z osłabionymi (atenuowanymi), ale żywymi wirusami (OPV, szczepionka Sabina). Immunolodzy będący zwolennikami szczepionki Salka uważają, że szczepionka z żywymi wirusami przyczynia się do... zachorowań na polio. Ci, którzy bronią szczepionki Sabina twierdzą, że zabite wirusy nie dają pełnej odporności na chorobę i co więcej, wzmagają podatność na polio. Wnioski pozostawiam Czytelnikom.

       

      Powikłania po chorobie:

      • bardzo rzadko: trwały paraliż, deformacja kończyn (głównie nóg) i zanik mięśni;
      • zespół „post-polio” pojawiający się dopiero 10 – 40 lat po ustaniu pierwotnych objawów zakażenia wirusem; objawy: powoli postępujące osłabienie i zanik mięśni, bóle stawowe, deformacja kości.

       

      Powikłania po szczepieniu i skutki masowych szczepień:

      Według charakterystyki produkty leczniczego, dostępnej na internetowej stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (zob.: http://www.urpl.gov.pl/system/drugs/dki/charakterystyka/2012-04-02_chpl_ipv_wersja_ostateczna.pdf ), szczepionka przeciwko polio zawierająca trzy szczepy inaktywowanych (nieżywych) wirusów może wywołać działania niepożądane. Częstotliwość tych działań, wg autora dokumentu, nie może być precyzyjnie określona; po wprowadzeniu szczepionki do obrotu, dane o skutkach ubocznych zebrano na podstawie „zgłoszeń spontanicznych”. Wg w/w charakterystyki produktu, jakim jest szczepionka Imovax Polio, skutki te mogą być następujące:

      • Zaburzenia ogólne i stany w miejscu podania: Działania niepożądane w miejscu podania, takie jak obrzęk, mogą wystąpić w ciągu 48 godzin po szczepieniu i mogą utrzymywać się przez 1 do 2 dni. Powiększenie węzłów chłonnych.
      • Zaburzenia układu immunologicznego: Reakcja nadwrażliwości typu I na jeden ze składników szczepionki, taka jak pokrzywka, obrzęk naczynioruchowy, reakcja anafilaktyczna lub wstrząs anafilaktyczny.
      • Zaburzenia mięśniowo-szkieletowe i tkanki łącznej: Ból mięśni oraz umiarkowany i przejściowy ból stawów były zgłoszone w ciągu kilku dni po szczepieniu.
      • Zaburzenia układu nerwowego: Drgawki (izolowane lub związane z gorączką) w ciągu kilku dni po szczepieniu, ból głowy, parestezje (przeważnie w dolnych kończynach) w ciągu dwóch tygodni po szczepieniu.
      • Zaburzenia psychiczne: Pobudzenie, senność oraz drażliwość w pierwszych godzinach lub dniach po szczepieniu i szybko ustępujące.
      • Zaburzenia skóry i tkanki podskórnej: Wysypka.

      Natomiast z charakterystyki produktu leczniczego, jakim jest szczepionka Polio Sabin – oral  (zob.: file:///C:/Documents%20and%20Settings/user/Moje%20dokumenty/Downloads/Polio-Sabin-SmPC-17_12_2010.pdf ), zawierająca trzy szczepy osłabionych (atenuowanych), ale żywych wirusów, dowiadujemy się, że po szczepionce może dojść do postaci porażennej poliomyelitis u osób szczepionych lub u osób nieuodpornionych z otoczenia osób szczepionych. Autor dokumentu twierdzi, że jest to sytuacja sporadyczna.

      Z kolei dr Kotok przytacza następujące dane z historii na temat polio poszczepiennego:

      • Pierwsze szczepienia przeciwko polio wykonano inaktywowaną szczepionką Salka w Stanach Zjednoczonych w połowie lat pięćdziesiątych XX w.; inaktywacja wirusa okazała się niewystarczająca, w wyniku czego zachorowało 260 osób zaszczepionych i osób kontaktujących się z nimi, 10 osób zmarło, a wiele zostało sparaliżowanych na resztę życia.
      • W 1955 roku w USA przeprowadzono intensywną kampanię szczepień, po której zarejestrowano wyższą liczbę przypadków zachorowań na polio niż w analogicznym okresie roku 1954.
      • Pierwsze eksperymenty ze szczepionką Sabina zakończyły się tragedią: w 1957 r., w ZSSR zmarło 27 dzieci po podaniu tej szczepionki.
      • W 2000 r. na Haiti wybuchła epidemia ostrych porażeń wiotkich, wywołana najprawdopodobniej zmutowanym wirusem pochodzącym ze szczepionki: dwoje dzieci zmarło, 19 zostało sparaliżowanych.
      • W 2001 r. doszło do podobnej epidemii na Filipinach, a w 1988 r. – w Egipcie.

      Dr Kotok przytacza również opinie badaczy i naukowców:

      • Ponieważ przez wiele lat wirusy polio namnażano na nerkach małp, do szczepionki przenikał małpi wirus, wywołujący u ludzi guzy złośliwe.
      • Istnieje poważna hipoteza, że wirus HIV ma swój początek w szczepionkach, które zawierały wirus SIV - wirus braku odporności u małp; wirus ten uległ mutacji do postaci występującej u ludzi - HIV.
      • Szczepionka Salka podawana amerykańskim dzieciom w drugiej połowie lat pięćdziesiątych dała początek zaburzeniom odpornościowym i neurologicznym tego pokolenia, przyczyniała się do nagłych zachorowań na białaczkę limfatyczną T-komórkową, mięsaka Kaposiego, chłoniaka Burkitta, opryszczkę i zespół chronicznego zmęczenia oraz do innych poważnych chorób.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „POLIO”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 20 lutego 2015 22:05
  • środa, 11 lutego 2015
    • CO WYBRAŁY MOJE DZIECI – ZIMA 2015

       

      Na chwilę odchodzę od tematu chorób i szczepień, aby rozwinąć moją odpowiedź na niedawne pytanie Czytelniczki:

      Z niecierpliwością czekam na artykuł na ile my - rodzice możemy zniwelować skutki już zaszczepionych dzieci i to często szczepionkami, które zostały dawno wycofane z obiegu, może istnieje jakiś rodzaj żywności, który usunie naturalnie nadmiary chemii jaką pozostawiły szczepionki w organizmie dziecka?

      Moja odpowiedź była następująca:

      Nie przewiduję jakiegoś konkretnego jednego wpisu na ten temat, bo na ten temat jest... cały mój blog :) Właściwe odżywianie + inne czynniki zdrowia dzieci (o których piszę w osobnej zakładce) gwarantują oczyszczanie się organizmu nie tylko z toksyn szczepionkowych. Rodzaj żywności leczniczej: ma to być czyste, naturalne jedzenie, po które sięga samo dziecko, wedle swoich upodobań. Na przykładzie oczyszczania się organizmu z rtęci: dla jednego dziecka lekarstwem będą surowe warzywa, a dla innego - żółtka. Zaufajmy naturalnej zdolności organizmu Dziecka do samoregulacji, chroniąc go jedynie przed szeroko rozumianymi truciznami i zapewniając mu bogatą ofertę kulinarną. 

       

      Dzisiaj chciałabym dodać, że „bogata oferta kulinarna” jest bardzo ważnym warunkiem takiej naturalnej stymulacji organizmu dziecka i polega na zaproponowaniu mu jak największej ilości pokarmów w przeciągu tygodnia czy miesiąca – do wyboru. Przez pokarm naturalny rozumiem każdą jadalną substancję stworzoną przez Naturę, nieprzetworzoną przez człowieka lub przetworzoną przez niego naturalnymi metodami tradycyjnymi typu gotowanie, mielenie, suszenie, kiszenie itp. Pokarmem będzie więc np. owoc, mięso, kasza, zioło, naturalna przyprawa, jajko, naturalny tłuszcz, orzech, warzywo. Pokarmem będzie też potrawa – kompozycja złożona z kilku podstawowych substancji. Nie bez znaczenia jest właściwe skomponowanie potrawy ze względu na wzmocnione działanie jej komponentów w połączeniu, czyli ze względu na tzw. synergię. Przykładem dobrze skomponowanego posiłku jest potrawa z duszonych jarzyn, tłuszczu i przypraw, posypana zieleniną. Niektóre witaminy w jarzynach potrzebują towarzystwa tłuszczu, aby mogły zostać przyswojone przez organizm (są to witaminy: A, D, grupa witamin E, grupa witamin K). Przyprawy wspomagają wydzielanie soków trawiennych, co jest niezbędne dla właściwego wchłaniania składników odżywczych i zapewniają niezaburzone trawienie. Zielenina, a więc surowy dodatek, dostarcza zewnętrznych enzymów, które odciążają organizm w trawieniu posiłku, a oprócz tego, chłodna natura zieleniny wspaniale równoważy rozgrzewający charakter potrawy z ciepłych warzyw. Czasami jednak, dziecko chętnie sięga po pojedyncze warzywo, na surowo, bez tłuszczu... Tak jest też dobrze! Czasami jego organizm tego potrzebuje, np. przy zastojach w przewodzie pokarmowym, w czasie infekcji itp.

      Trzeba nabyć doświadczenia w doborze składników pod względem ich rodzajów i ilości dla każdego dziecka indywidualnie. Smak dziecka w danej chwili, w danym dniu, tygodniu czy miesiącu jest dla nas przewodnikiem, podpowiedzią, czy dobrze komponujemy potrawy pod potrzeby tego właśnie konkretnego dziecka. Czasami będzie potrzebowało bardziej pikantnego posiłku, a czasami ziemniaków bez soli i bez jakichkolwiek dodatków. Jeśli będzie to dziecko zatrute, jego organizm będzie szukać odtrutki. Jeśli będzie to dziecko osłabione gorączką, najpewniej sięgnie zaledwie po wychładzającą pomarańczę lub wodę z sokiem z połowy cytryny, albo po czarną porzeczkę na surowo.

      Aby organizm uruchomił procesy samoregulacji, samolecznia, samooczyszczania, musi mieć „pod ręką” (czyli na stole, w kuchni, w lodówce itp.) wszystkie niezbędne składniki pokarmowe (witaminy, sole mineralne, białka, tłuszcze i węglowodany), którymi będzie sobie sam „żonglował”, wg potrzeb chwili. Pięknie o tego typu procesach, na poziomie przemian biochemicznych, pisze Jerzy Zięba w swojej książce pt.: Ukryte terapie (okazuje się, że procesy miażdżycowe czy zwyrodnienia w stawach są odwracalne przy uzupełnieniu pewnych substancji pokarmowych, choć medycyna akademicka twierdzi coś przeciwnego; kiedyś opowiem coś więcej o tej książce). Pięknym przykładem takiej „żonglerki” jest organizm mojego Chłopczyka, niegdyś zatrutego rtęcią. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat jego samoregulacji, mogłam obserwować ze zdumieniem, jak zjada po kilkadziesiąt żółtek tygodniowo, przez około dwa lata z rzędu (potem go „odrzuciło”), jak przez pół roku jest praktycznie weganinem – niskobiałkowcem (w tym okresie nie tykał mięsa, jajek, produktów mlecznych, ryb, ani nawet orzechów czy fasoli), jak w ciągu trzech dni zjada kilogram surowego mięsa w postaci tatara, jak ze smakiem zjada porcję grzanek z czterema - pięcioma ząbkami czosnku (nie wiem, jak on to wytrzymuje, ale tego się domaga) lub przez całe lato żuje miętę pieprzową z naszego ogródka (inne rodzaje mięty, jaką zasadziłam nie smakowały mu), mimo, że raczej nie lubi zieleniny. Obecnie, od kilku tygodni prawie codziennie podjada orzechy ziemne, choć na przestrzeni ostatnich lat sięgał po nie raczej sporadycznie. Niegdyś bardzo chory, mój Chłopczyk z czasem stał się inspiracją dla stworzenia tytułu tego bloga.

       

      Poniżej przedstawiam autentyczne wybory kulinarne moich Dzieci z kilku ostatnich dni, dla pełnego przykładu:

      DZIEŃ 1:

      Dziewczynka (7,5 lat): banan z cynamonem, kopytka lniane (ziemniaki, siemię lniane, jajka, sól kamienna - kłodawska, kurkuma, chili, kminek, kozieradka, smalec wieprzowy), herbata z suszu róży, rozmrożone surowe truskawki, pomarańcza, pyłek pszczeli, indyk z rosołu, banan.

      Chłopczyk (10,5 lat): orzechy ziemne, banan z cynamonem, kopytka lniane z dodatkiem kiełków rzeżuchy, pomarańcza, polędwica wieprzowa z marynacie z oliwy z oliwek z cytryną, solą, czosnkiem i majerankiem smażona na smalcu, orzechy ziemne, miód lipowy.

      DZIEŃ 2:

      Dziewczynka: banan z cynamonem, surowe mleko świeżo dojone z dodatkiem ciepłej kaszy gryczanej i odrobiną soli, kopytka lniane, jabłko, banan z cynamonem, pasteryzowany sok z czarnej porzeczki bez cukru.

      Chłopczyk: czysty rosół (tj. bez jakichkolwiek dodatków) - wywar z indyka i gęsi, minimalnych ilości przypraw (tymianku, kurkumy, kopru, lukrecji, majeranku, ziela angielskiego, listka bobkowego, bazylii, chili, pieprzu czarnego i białego, soli – w normalnej ilości) oraz z warzyw (marchewki, pietruszki korzennej, selera, pora, cebuli, czosnku, korzenia imbiru, zielonego koperku z zamrażarki), orzechy ziemne, surowe mleko świeżo dojone, kawałeczek surowej cebuli, miód lipowy, kopytka lniane z dodatkiem kiełków rzeżuchy, rozmrożona czarna porzeczka na surowo z dodatkiem miodu, polędwica wieprzowa w marynacie smażona na smalcu.

      DZIEŃ 3:

      Dziewczynka: ryż na ciepło z surowymi jabłkami i dodatkami (wywar z korzenia imbiru, olej kokosowy, migdały, anyż, cynamon), herbata z suszu róży, szarlotka jaglana (kasza jaglana, masło, żółtka, sól, jabłka, mielone owoce goi, gałka muszkatołowa, goździki), jabłko, naleśniki gryczane (kasza gryczana, sól, kardamon, kolendra, zmielony niesłodzony susz z żurawiny, jajka, woda, masło klarowane do smażenia) z dodatkiem surowych bananów posypanych cynamonem.

      Chłopczyk: orzechy ziemne, ryż na ciepło z surowymi jabłkami i dodatkami (wywar z korzenia imbiru, olej kokosowy, migdały, anyż, cynamon), orzechy nerkowca, gulasz wołowy (pręga wołowa, cebula, smalec wieprzowy, listek bobkowy, ziele angielskie, bazylia, pomidory, papryka słodka w proszku, chili, papryka pasteryzowana, por, korzeń pietruszki, marchewka, wiesiołek) z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy (na obiad i kolację – dwie porcje w ciągu dnia), woda z sokiem z połowy cytryny.

      DZIEŃ 4:

      Dziewczynka: naleśniki gryczane z bananami i cynamonem, herbata z suszu róży, banan, pierniki pieczone w szkole z ciasta przyniesionego z domu (płaskurka, miód rzepakowy, smalec, jajka, sól, imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, kardamon, anyż, kolendra, goździki), rozmrożone truskawki, indyk z rosołu, naleśniki gryczane z surowym bananem i cynamonem.

      Chłopczyk: gulasz wołowy z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy, surowa czarna porzeczka z odrobiną miodu, pasztet z królika (królik, smalec gęsi, marchewka, pietruszka korzenna, seler, jajka, siemię lniane, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, imbir), przypadkowy piernik ze szkoły (pewnie na zwykłej mące pszennej, z cukrem i z nieokreślonym tłuszczem), orzechy ziemne, gulasz wołowy z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy.

      DZIEŃ 5:

      Dziewczynka: barszcz czerwony z kawałkami indyka (wywar z indyka i gęsi, tymianek, kurkuma, kminek, lukrecja, ziele angielskie, majeranek, listek bobkowy, bazylia, sól, buraki, marchewka, cebula, czosnek, pietruszka korzenna, korzeń imbiru, pieprz biały, pieprz czarny, zakwas buraczany), banan z cynamonem, kopytka lniane, naleśniki gryczane (minimalnie zmieniony skład w dodatkach do ciasta: zmielone ziarna kakaowca, zmielone ziele skrzypu, gałka muszkatołowa, goździki) z surowymi bananami i cynamonem, herbata z suszu róży.

      Chłopczyk: czysty rosół (wywar z indyka, tymianek, kurkuma, kminek, lukrecja, ziele angielskie, majeranek, listek bobkowy), orzechy ziemne,  kopytka lniane z kiełkami rzeżuchy, świeżo ugotowany ryż pełnoziarnisty z solą, bez tłuszczu, bez jakichkolwiek dodatków.

       

      A teraz podsumuję te pięć dni pod względem ilości spożytych substancji – pojedynczych składników (pokarmów) w tym okresie przez każde z Dzieci:

      Dziewczynka: anyż, banany, bazylia, buraki, cebula, chili, cynamon, czarna porzeczka, czosnek, gałka muszkatołowa, gęś, goja (owoce), goździki, gryka, indyk, imbir, jabłka, jajka, kakaowiec (ziarno), kardamon, kminek, kolendra, kozieradka, kurkuma, listek bobkowy, lukrecja, majeranek, marchew, masło, migdały, miód rzepakowy, mleko, olej kokosowy, pieprz (biały i czarny), pietruszka korzenna, płaskurka (stara odmiana pszenicy), pomarańcza, proso (kasza jaglana), pyłek pszczeli, róża (owoc), ryż pełnoziarnisty, siemię lniane, skrzyp polny, smalec wieprzowy, sól kamienna, truskawki, tymianek,  zakwas buraczany, ziele angielskie, ziemniaki, żółtka, żurawina.

      Razem: 52 substancje pokarmowe.

      Chłopczyk: anyż, banany, bazylia, cebula, chili, cynamon, cytryna, czosnek, czarna porzeczka, gałka muszkatołowa, gęś, indyk, imbir, jabłka, jajka, kminek, koper (nasiona), koperek (zielenina), kozieradka, królik, kurkuma, listek bobkowy, lukrecja, majeranek, marchew, migdały, miód lipowy i jakiś inny (w porzeczce), mleko, olej kokosowy, oliwa z oliwek, orzechy nerkowca, orzechy ziemne, pieprz (czarny, biały), papryka, pietruszka korzenna, pomarańcza, pomidory, por, ryż pełnoziarnisty, rzeżucha, seler, siemię lniane, smalec gęsi, smalec wieprzowy, sól kamienna, tymianek, wieprzowina, wiesiołek, wołowina, ziele angielskie, ziemniaki.

      Razem: 51 substancji pokarmowych.

       

      Przedstawiony wyżej jadłospis jest wynikiem tego, co w poszczególnych dniach byłam w stanie zaoferować moim Dzieciom oraz wynikiem ich preferencji kulinarnych (bieżących lub przewidywanych przeze mnie z przeszłych doświadczeń z lepszą lub gorszą trafnością, np. jakiś czas temu „pyszny” pasztet z królika był tym razem „taki sobie”, jak to określił mój Chłopczyk). Ponieważ nie da się w jednym dniu zaoferować wszystkiego, co jadalne, moją ofertę dzielę na dni ze zbożami bezglutenowymi, dni ze zbożami glutenowymi i dniu wolne od jakichkolwiek zbóż (ale nie na siłę, bo zbyt sztywne schematy nikomu nie służą). W ten sposób „po cichu” realizuję rotację, choć nierealistyczny szwedzki stół, na którym byłyby jednocześnie wszystkie naturalne pokarmy świata i zdanie się w 100% na wybory Dzieci wyznaczyłoby zapewne samoistną, najdoskonalszą rotację z punktu widzenia potrzeb ich organizmów. Ponadto, rotację wymuszają możliwości logistyczne; nie jestem w stanie codziennie kupować mleka zaraz po wydojeniu krowy (a tylko takie uważam za wartościowe), w związku z tym Dzieci piją mleko tylko (a może i aż...) dwa razy w tygodniu. Innych mlecznych pokarmów (typu ser, śmietana) raczej nie jadają, bo z reguły nie mają na nie ochoty, na dzień dzisiejszy. Mamy też sztucznie wyznaczone trzy dni w tygodniu bez miodu, w pozostałe dni miód jest, jeśli komuś się o nim przypomni... Wynika to z tego, że ostatnio zauważam pewną korelację między częstotliwością spożywania miodu przez Dzieci, a stanem ich skóry. Przy idealnie gładkiej skórze i braku jakichkolwiek innych sygnałów ze strony organizmu w ogóle nie zawracałbym sobie głowy sztuczną rotacją miodu. Reasumując, w schematy, sztuczną rotację wchodzimy wtedy, gdy widzimy nieustępujące symptomy, ale gdy dziecko „odblokuje się”, tj. zaczyna wychodzić z większego lub mniejszego zaburzenia, wówczas dajemy mu jak najwięcej swobody, pozwalając działać Naturze. To sztuka, która wymaga praktyki i intuicji ze strony rodzica (opiekuna).

      Przytoczę jeszcze pytanie od Rodziców chorego Dziecka:

      [...] Z jednej strony podawać dziecku do jedzenia to na co ma ochotę, a z drugiej strony co zrobić jeśli wydaje nam się że mu szkodzi to co chciałby zjeść. Jeśli chce jeść np. gofry gryczane z mlekiem kokosowym i jajkiem to czy mamy mu dawać w kółko? Jak podejść w takim przypadku do konieczności rotowania produktów?

      W tym przypadku zrobiłabym Dziecku 72-godzinną przerwę (trzy pełne doby) od gryki i jajek raz w tygodniu, a w pozostałe dni podawałabym gofry do woli, nawet, jeśli miałoby to trwać kilka miesięcy lub... lat! Przerwa powinna zapobiec nietolerancji pokarmowej na grykę i / lub jajka, która może wykształcić się w dłuższym okresie. Aby urozmaicić danie i „przemycić” różnorodne minerały, proponuję za każdym razem dodawać do ciasta gofrowego po jednej łyżeczce (lub więcej) jakichś świeżo zmielonych nasion (np. maku, siemienia lnianego), sproszkowanych ziół (np. ususzonej i zmielonej pokrzywy czy skrzypu polnego), owocowych suszów (np. niesłodzonej żurawiny, owoców dzikiej róży) itp., w rotacji. Oprócz tego typu dodatków, proponuję stosowanie przypraw (takich jak cynamon, imbir, kolendra, goździki, kardamon, anyż itp.), również w rotacji. Jeśli mleko kokosowe jest składnikiem ciasta, rotowałabym również mleko roślinne, tj. raz dodawałbym mleko migdałowe, raz słonecznikowe, a innym razem – np. mleko z orzechów laskowych, jeśli tylko Dziecko toleruje te składniki.

      Przejdę teraz do kopytek lnianych, bo to dość szczególna strawa: kopytka lniane to kopytka, w których mąkę zastępuję mielonym siemieniem lnianym. W zasadzie z takiego składu wychodzą szarobure „kluchy”, które wyglądem i smakiem raczej odbiegają od klasycznych, eleganckich i gładkich kopytek. Te „kluchy” ledwo co przechodzą mi przez gardło, więc oczywiście ich nie jem, natomiast moje Dzieci szaleją za nimi. Szaleją, jeśli nie przekroczę normy tygodniowej. Dwa - trzy razy w tygodniu to idealna dawka pozostawiająca pewien niedosyt, a więc i atrakcję: zawsze jest za mało (z 1 kg ziemniaków, 8 łyżek siemienia, 2 jajek i 2 kopiastych łyżek smalcu!) na dwa niepełnoletnie gardła, chcą dokładki, której już nie ma. Cztery razy w tygodniu – zostawiają coś na talerzu, a pięć razy – następuje zjawisko „odrzucenia” od kopytek ;). A potem musi minąć tydzień, aby „kluchy” stały się ponownie hitem.

      Słowo o węglowodanach: dieta moich Dzieci nie jest dietą typowo niskowęlowodanową, ale z pewnością zawiera mniej węglowodanów (w relacji do białek i tłuszczu) niż przeciętna dieta współczesnego dziecka (przykład naleśników gryczanych: na 30 dag mąki gryczanej używam 10 jajek i sporo masła klarowanego). Ponadto, dbam o to, aby węglowodany w ich diecie były jak najlepszej jakości (wykluczam węglowodany jakkolwiek przetworzone przemysłowo i „naukowo”, a więc współczesną pszenicę, oczyszczone żyto, biały ryż, cukier, płatki zbożowe, makarony itp.).

      Przyprawy: sama jestem zdziwiona, jak dużo różnych przypraw spożywają moje Dzieci (nigdy wcześniej nie robiłam takiej matematycznej analizy, jaką zrobiłam na potrzeby tego artykułu...). Ale muszę zaznaczyć, że z reguły poszczególne potrawy doprawiam bardzo delikatnie, tj. dodaję tych przypraw raczej w małych, jeśli nie minimalnych ilościach, bo tak wolą moje Dzieci. Wyjątkiem jest może cynamon, za którym Dziewczynka czasami przepada i potrafi go wyjadać wręcz osobno – paluszkiem (kiedyś miała nawet zwyczaj regularnego pogryzania cynamonu w laskach). Dodam jeszcze, że ważna jest regularność w doprawianiu potraw, dobrze jest wyrobić sobie nawyki w tym względzie.

      Powyższy jadłospis jest jedynie przykładem, jak można dbać o rozmaitość pokarmów w odżywianiu dziecka. Rozmaitość nie oznacza dużej masy i nie sprowadza się tylko do podstawowych składników potraw typu ziemniaki, jajka, masło. Pokarmem będzie również przyprawa, zioło. Pamiętajmy, że do sprawnego funkcjonowania, do uruchamiania procesów samonaprawczych, do samooczyszczajania się organizm potrzebuje czasami śladowych ilości niektórych pierwiastków. Same białka, tłuszcze, węglowodany, a nawet witaminy nie wystarczą, jeśli zabraknie jakiegoś minerału albo śladowej ilości jakiegoś pierwiastka lub jeśli proporcje pomiędzy poszczególnymi związkami chemicznymi czy pierwiastkami w organizmie będą zachwiane. Zmieniające się smaki dziecka mają być dla nas podpowiedzią, czego w danym momencie dziecko potrzebuje, a czego ma w nadmiarze. Nie krytykujmy więc dziecka za „wybrzydzanie przy jedzeniu” i wysilmy się trochę. Współpracujmy z „francuskimi pieskami”, mając na uwadze, że ich „wybredność” jest prawdopodobnie ich sposobem na samowyleczenie się (ciekawe, że wybiórczość w jedzeniu często jest cechą charakterystyczną dla dzieci ze spektrum autyzmu). Porozkładajmy różnego rodzaju pokarmy na kilku talerzach. Porozkładajmy talerze, miski i miseczki na stole i pobocznych stolikach. Owoce, orzechy i nasiona mogą tam pobyć dłużej. Pozwólmy dziecku poszperać po lodówce lub spiżarce.

      Warto też wspomnieć o tym, że dzieci nie należy odżywiać jedynie wg wiedzy teoretycznej, np. wyników analizy krwi dokonanej pod kątem niedoborów czy wiedzy o zawartości witamin w danym pokarmie. Wątpię, czy będzie jakikolwiek pożytek ze zjedzenia przez dziecko powszechnie wychwalanej wątróbki (np. cielęcej czy gęsiej, mimo, że rzeczywiście jest to pokarm bogaty w witaminy), jeśli już sam jej zapach wywołuje w nim odruch wymiotny. Ja jako dziecko nie cierpiałam wątróbki (choć w życiu dorosłym zmieniły mi się smaki i teraz uważam ją nawet za przysmak). Moje Dzieci również nie mogą patrzeć na wątróbkę i najprawdopodobniej nie dzieje się tak bez przyczyny. Myślę, że w naturalny sposób chronią się przed czymś, co mogłoby im z jakichś względów zaszkodzić.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „CO WYBRAŁY MOJE DZIECI – ZIMA 2015”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      środa, 11 lutego 2015 10:56
  • piątek, 30 stycznia 2015
    • KRZTUSIEC

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. V 

       

      Tytułem wprowadzenia i dla przypomnienia: szczepionka DTP (trzecia, jaką otrzymuje niemowlę w pierwszych tygodniach życia) jest szczepionką przeciwko trzem chorobom: błonicy, tężcowi i krztuścowi. W pierwszych 18 miesiącach życia dziecko otrzymuje cztery dawki DTP, a do 6 roku życia – pięć dawek, według polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ). Dzisiaj piszę na temat krztuśca i szczepieniu przeciwko tej chorobie.

      Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://szczepienia.pzh.gov.pl/main.php?p=3&id=80 , http://www.pzh.gov.pl/beki/pge.php?mid=68 , http://www.mp.pl/szczepienia/artykuly/podrecznik/show.html?id=99502

       

      Co to za choroba:

      Krztusiec (inna nazwa: koklusz) wywołany jest przez bakterię zwaną pałeczką krztuśca. Bakteria ta, po przedostaniu się do organizmu namnaża się i wydziela wiele toksyn. Toksyny uszkadzają nabłonek dróg oddechowych, zaburzając wydzielanie śluzu i przedostają się do krwiobiegu, wywołując objawy choroby. Najbardziej oddziałującą toksyną jest toksyna krztuścowa. Choroba ma ciężki przebieg u niemowląt.

       

      Objawy: (źródło: http://www.mp.pl/szczepienia/artykuly/podrecznik/show.html?id=99502 )

      • okres nieżytowy (1–2 tygodnie): objawy grypopodobne (gorączka niewysoka lub nie występuje); pod koniec pojawia się kaszel, początkowo w nocy, potem też w ciągu dnia, początkowo suchy, stopniowo staje się napadowy;
      • okres napadowego kaszlu (4–6 tygodni): napady duszącego kaszlu bez nabierania powietrza (zanoszenie się), zakończonego głębokim wdechem z głośnym świstem krtaniowym przypominającym „pianie” (u dzieci, rzadziej u młodzieży i dorosłych); występują seriami. Pod koniec napadu chory odkrztusza gęstą, lepką wydzielinę (dzieci mogą ją połykać, a następnie zwymiotować). Napadom może towarzyszyć obrzęk i sinica twarzy, wybroczyny na twarzy i spojówkach; u noworodków i małych dzieci zamiast kaszlu może wystąpić bezdech, uogólnione drgawki. Napady są wyczerpujące; poza nimi stan chorego dość dobry;
      • okres zdrowienia (3–4 miesiące): kaszel stopniowo ustępuje, okresowo – zwłaszcza po wysiłku lub podczas innego zakażenia – może się ponownie nasilić.

       

      Sposób zarażenia się:

      Krztuścem można zarazić się drogą kropelkową. Narażeni są przede wszystkim ludzie żyjący w złych warunkach, np. ludzie żyjący w piwnicach, w stłoczonych pomieszczeniach, źle odżywiający się. Jak wykazała historia, wraz z poprawą warunków życia, zachorowalność na krztusiec zaczęła spadać. W USA, Anglii i Szwecji, od końca XIX w. do połowy XX w. śmiertelność spowodowana krztuścem spadła o 90%. Osobną kwestią jest... krztusiec poszczepienny, który może niewłaściwie wpływać na interpretację bardziej współczesnych statystyk.

       

      Leczenie:

      • postać zwykła choroby (bez powikłań) nie wymaga szczególnego leczenia;
      • pomieszczenie, w którym śpi chory powinno być czyste i wietrzone;
      • w czasie najsilniejszych objawów korzystna jest kilkudniowa głodówka (dr Kotok);
      • należy zastosować dietę, która nie będzie obciążeniem dla organizmu i która będzie likwidować stany zapalne (wg mojego doświadczenia i wiedzy z książek dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, podstawą takiej diety są warzywa i dobry tłuszcz, z dodatkiem małej ilości białka (zwierzęcego lub roślinnego) lub okresowo bez białka zwierzęcego, przy eliminacji cukrów prostych, pokarmów mlecznych i zbóż, ale o tym – kiedy indziej...);
      • leki homeopatyczne (dr Kotok);
      • przedłużone karmienie piersią w przypadku niemowlęcia;
      • antybiotyki.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Po chorobie odporność wzrasta, ale nie jest to trwała odporność, gdyż takiej nie można nabyć w przypadku choroby, w której objawy wywołane są przez toksyny. Długotrwała odporność na krztusiec ma mały związek z przeciwciałami. Dr Kotok pisze, że znane są udokumentowane przypadki pełnej odporności na chorobę u dzieci, u których w ogóle nie było przeciwciał oraz przypadki zachorowań, w tym – ciężkich, pomimo obecności przeciwciał.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Dr Kotok przytacza badania, wypowiedzi niezależnych naukowców i statystyki, z których wynika, że szczepionka przeciwko krztuścowi jest nieskuteczna. Przede wszystkim, szczepienie przeciwko krztuścowi nie zabezpiecza przed zachorowaniem grupy najbardziej wrażliwej – niemowląt, poza tym nie poprawia statystyk epidemiologicznych; epidemie krztuśca, wybuchające co trzy – cztery lata są niezależne od odsetka zaszczepionych. Można też zastanawiać się, jak bardzo pogorszyłyby się statystyki, gdyby diagnozę krztuśca można było łatwo postawić u osób zaszczepionych (zwykłe metody laboratoryjne w przypadku osób zaszczepionych nie są wystarczające i zazwyczaj rzadko stawiana jest właściwa diagnoza).

       

      Powikłania po chorobie:

      • duszności;
      • wylew krwi do mózgu;
      • choroby neurologiczne (zwłaszcza u niemowląt), np. krztuścowe zapalenie mózgu, drgawki, okresowe zaburzenia świadomości i powikłania trwałe, np. padaczka;
      • zapalenie płuc;
      • zapalenie ucha środkowego;
      • inne, np. przepuklina.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      Wg dr. Kotoka, toksyna krztuścowa należy do najniebezpieczniejszych toksyn w przyrodzie, a szczepionka przeciwko krztuścowi zajmuje niechlubne pierwsze miejsce wśród szczepionek pod względem liczby powikłań i zgonów, jakie odnotowano po jej wprowadzeniu. Najcięższe powikłania dotyczą centralnego układu nerwowego i mogą być następujące:

      • zapalenie mózgu;
      • zapalenie opon i mózgu;
      • encefalopatia;
      • autyzm;
      • osłabienie intelektu, trudności w nauce;
      • uszkodzenie osłonek mielinowych włókien nerwów mózgowo-czaszkowych;
      • drgawki i padaczka zainicjowana przez szczepienie;
      • przenikliwy i długotrwały krzyk dziecka po szczepionce jako skutek podrażnienia opon mózgowych
      • śmierć łóżeczkowa (nagły zgon dziecięcy).

      W Polsce dzieci szczepione są przeciwko krztuścowi szczepionką DTP. O możliwych powikłaniach po tej szczepionce pisałam w poprzednich artykułach (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/01/BLONICA.html ).


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „KRZTUSIEC”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 30 stycznia 2015 11:43
  • piątek, 23 stycznia 2015
    • TĘŻEC

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. IV

       

      Jak już pisałam, szczepionka DTP (trzecia, jaką otrzymuje niemowlę w pierwszych tygodniach życia) jest szczepionką przeciwko trzem chorobom: błonicy, tężcowi i krztuścowi. Dla przypomnienia: w pierwszych 18 miesiącach życia dziecko otrzymuje cztery dawki DTP, a do 19 roku życia – siedem dawek (w tym – dwie dawki szczepionki Td – przeciwko błonicy i tężcowi), według polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ). Dzisiaj chciałabym przedstawić informacje na temat tężca i szczepieniu przeciwko tej chorobie.

      Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki rosyjskiego lekarza, dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.:  http://monz.pl/abstracted.php?level=4&id_issue=855661 , http://www.machala.info/media/repository/STN/15_STN_Tezec_zasady_leczenia_w_OIT_Pachucki_M.pdf , http://wylecz.to/pl/choroby/choroby-zakazne/tezec.html# )

       

      Co to za choroba:

      Tężec jest chorobą uszkadzającą centralny układ nerwowy. Bezpośrednią przyczyną tężca jest toksyna wydzielana przez laseczki tężca. Są to bakterie beztlenowe, które są zawsze obecne w jelicie grubym człowieka. Wydzielają one nieustannie niewielkie ilości toksyny, dzięki czemu człowiek może uzyskać częściową odporność na chorobę. Jeśli jednak laseczki tężca z otoczenia (występujące powszechnie, m.in. w glebie, błocie, kurzu domowym, wodzie słonej i słodkiej, w kale ludzkim i w kale zwierząt, w organizmie konia) dostaną się do rany, w której panują warunki beztlenowe, wówczas dochodzi do wytwarzania dużych ilości toksyny. Taką raną nie jest zwykłe skaleczenie czy zadrapanie, ale rana głęboka, zazwyczaj kłuta (np. od skaleczenia gwoździem lub silnego ukąszenia przez zwierzę) lub rana wynikła z ciężkiego poparzenia.

       

      Objawy:

      Tężec objawia się napadami skurczów mięśni. Początkowym symptomem może być szczękościsk wywołany skurczem mięśni twarzy. Skurcze mięśni układu oddechowego mogą skutkować niewydolnością oddechową. Jednym z możliwych symptomów jest charakterystyczne wygięcie ciała w łuk. Tężec może mieć postać uogólnioną (częściej) lub miejscową (rzadziej), ograniczoną do określonej grupy mięśni. Bez odpowiedniej profilaktyki i leczenia choroba może doprowadzić do zgonu.

       

      Sposób zarażenia się:

      Tężcem nie można zarazić się, tj. bakteria nie przenosi się z człowieka na człowieka, ani ze zwierzęcia na człowieka, natomiast tężcem można zakazić się (przez doznanie głębszych ran w kontakcie z nośnikiem laseczki tężca). Dzieci nie należą do grup ryzyka zachorowania na tężec, natomiast na chorobę narażeni są narkomani stosujący narkotyki dożylne, osoby ciężko poparzone, osoby chorujące na nowotwór, starsi ludzie oraz rolnicy zajmujący się pracą ręczną w polu. W krajach biednych, tężec stanowi zagrożenie dla noworodków, ze względu na brak sterylnych warunków dla przecinania pępowiny i higieny pępka niemowlęcia.

      Tężec jest chorobą, w której zbiorowiskowa odporność nie przyczynia się [...] do ochrony poszczególnych osób. Zatem stan uodpornienia każdej indywidualnej osoby determinuje wrażliwość społeczeństwa na tężec (prof. Artur Gałązka).

       

      Profilaktyka i leczenie:

      Generalna profilaktyka związana jest z zachowaniem higieny w pracy w polu, w pracy związanej z wywożeniem nieczystości płynnych z gospodarstw domowych (opróżnianie szamb), w pracy w stadninie końskiej itp. W przypadku odbioru porodu należy zadbać o sterylność narzędzi chirurgicznych i higienę otoczenia matki i dziecka.

      W przypadku jakiegokolwiek skaleczenia w warunkach potencjalnego kontaktu z laseczkami tężca, należy poczekać, aż wypłynie nieco krwi (za wyjątkiem przypadków, w których doszło do dużego krwotoku), gdyż zmniejsza to ryzyko zapadnięcia na chorobę. Następnie ranę należy przemyć wodą utlenioną. Dr Kotok proponuje również zastosowanie leku homeopatycznego. W przypadku poważniejszych ran niezbędna jest interwencja lekarza-chirurga, który powinien otworzyć ranę, oczyścić ją i zaszyć. Lekarz decyduje również o tym, czy podać anatoksynę przeciwtężcową (względnie ludzką immunoglobulinę przeciwtężcową albo surowicę końską).

      Leczenie tężca obejmuje m.in.:

      • podłączenie do respiratora w przypadku trudności w oddychaniu;
      • podanie antytoksyny przeciwtężcowej, ludzkiej immunoglobuliny przeciwtężcowej lub surowicy końskiej;
      • zaopatrzenie rany;
      • antybiotykoterapię;
      • leczenie skurczów mięśniowych.

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby nie daje odporności.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Szczepionka przeciwko tężcowi jest anatoksyną przeciwtężcową. Jest to toksyna tężca unieczynniona formaliną. Szczepionka zawiera również takie pierwiastki jak rtęć i aluminium. Dr Kotok przytacza pewne badanie przeprowadzone na 11 zdrowych wolontariuszach. Wolontariuszy tych zaszczepiono przeciwko tężcowi, po czym zaobserwowano u nich poważny spadek wydolności układu immunologicznego. Taki spadek odporności prowadzi do częstych i długotrwałych chorób. Problemem w przypadku takiego szczepienia może być nie tyle sama anatoksyna, co toksyczne dodatki chemiczne, jakie jej towarzyszą.

      Jeśli chodzi o skuteczność samych przeciwciał, dr Kotok przytacza przypadki, w których osoby wielokrotnie zaszczepione przeciwko tężcowi uzyskały odpowiedni poziom przeciwciał, ale zachorowały na tężec. Doktor mówi m.in. o 29-letnim pacjencie, który zachorował na tężec, pomimo, że poziom jego przeciwciał stukrotnie przewyższał miano przeciwciał uznawane za ochronne. Chcę przy tym zaznaczyć, że książka dr. Kotoka jest należycie udokumentowana.

       

      Powikłania po chorobie:

      • zapalenie płuc (wynikające z zachłyśnięcia lub też nadkażenia bakteryjnego);
      • złamania kości (spowodowane wyprężeniem ciała);
      • zatorowość płucna;
      • zaburzenia psychiczne;
      • inne.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      W Polsce dzieci szczepione są przeciwko tężcowi szczepionką DTP. O możliwych powikłaniach po tej szczepionce pisałam w poprzednim artykule (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2015/01/BLONICA.html ).

      Rodzice, którzy obawiają się skutków ubocznych szczepienia DTP (czyli szczepienia przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi – trzy w jednym), a chcieliby zaszczepić swoje dziecko jedynie przeciwko tężcowi, mogą postarać się o monoszczepionkę przeciwtężcową.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „TĘŻEC”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 23 stycznia 2015 22:52
  • środa, 14 stycznia 2015
    • BŁONICA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. III

      

      Trzecią szczepionką, jaką otrzymuje niemowlę w pierwszych tygodniach życia jest szczepionka DTP. Jest to szczepionka przeciwko trzem chorobom: błonicy, tężcowi i krztuścowi. W pierwszych 18 miesiącach życia dziecko otrzymuje cztery dawki DTP, a do 19 roku życia – siedem dawek (w tym – dwie dawki szczepionki Td – przeciwko błonicy i tężcowi), według polskiego programu szczepień ochronnych (zob.: http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ).

      Poniżej przedstawiam informacje na temat błonicy. Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł (zob.: http://www.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/inne/Def_PL1_5.pdf , http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/dyfteryt-przyczyny-objawy-leczenie_33665.html )

       

      Co to za choroba:

      Błonica (dyfteryt) to choroba bakteryjna wywołana toksyną wytwarzaną przez pałeczki Loflera (zwanymi też maczugowcami błonicy). 85 – 95% wszystkich przypadków choroby to błonica jamy ustnej i gardła. Pozostałe przypadki dotyczą innych części ciała, np. skóry, oczu, uszu, narządów płciowych. Nazwa choroby pochodzi od błon, które wykształcają się na powierzchni zaatakowanych chorobą miejsc.

       

      Objawy (w przypadku błonicy górnych dróg oddechowych):

      • umiarkowany ból gardła;
      • niewysoka gorączka (zwykle nieprzekraczająca 38 st. C);
      • znaczne powiększenie migdałków;
      • pojawienie się grubych, szarawych błon w gardle, na migdałkach;
      • zdrętwienie szyi;
      • powiększenie węzłów chłonnych;
      • nieprzyjemny zapach z ust;
      • przyśpieszone tętno;
      • w przypadku błonicy krtani: chrypka, bezgłos i szczekający kaszel, trudności z oddychaniem spowodowane rozrastającymi się błonami (głównie u dzieci);
      • może dojść do porażenia mięśnia sercowego i układu nerwowego (głównie u dorosłych);
      • w przypadkach łagodniejszych postaci błonicy trudno postawić diagnozę, a wcześniejsze szczepienia nierzadko doprowadzają do niejasnych objawów we wczesnych stadiach choroby, co jeszcze bardziej komplikuje rozpoznanie (Kotok, str. 90-91)

       

      Sposób zarażenia się:

      • drogą kropelkową;
      • rzadziej przez kontakt (naczynia, zabawki, przedmioty domowego użytku).

      Wrażliwość na błonicę (objawiająca się zakażeniem, które nie zawsze wywołuje chorobę) jest stosunkowo mała, nie przekracza 30% (tj. zaraża się mniej więcej co trzecia osoba, przy czym nie u każdej zarażonej osoby rozwija się choroba).

      Kiedyś błonica była chorobą wieku dziecięcego, ale współcześnie chorują na błonicę głównie dorośli pochodzący z określonych grup ryzyka; na błonicę zapadają przede wszystkim ludzie źle odżywiający się,  ludzie żyjący w biedzie, w niehigienicznych warunkach, osoby bezdomne i alkoholicy. Czynnikiem ryzyka są też niedobory odporności, niedobór witaminy C, przewlekłe zapalenia migdałków lub usunięcie migdałków w przeszłości.

       

      Leczenie:

      • podanie antytoksyny błoniczej i antybiotyków;
      • leczenie objawowe: podanie kortykosteroidów i witamin, w tym – bardzo dużych dawek witaminy C;
      • podłączenie pacjenta do respiratora w przypadku wystąpienia zagrożenia uduszeniem (wskutek rozrostu błon utrudniających oddychanie);
      • dieta;
      • leczenie homeopatyczne.

      Bardzo ważne jest, aby choroba została rozpoznana jak najszybciej w celu zapobiegnięcia tragedii, jak również w celu natychmiastowej izolacji chorego. Niestety czujność niektórych lekarzy jest uśpiona, gdy są oni przeświadczeni o tym, że szczepienia (powszechne, obowiązkowe) wykluczają możliwość zapadnięcia na błonicę. Dr Kotok mówi o epidemii błonicy i spowodowanych nią zgonach w Rosji i na Ukrainie w drugiej połowie XX w.; choroba pojawiła się tam pomimo szczepień ochronnych. Wg autora, do zgonów doszło m.in. z powodu braku czujności personelu medycznego: nawet w przypadku ewidentnej błonicy lekarze stawiali poprawną diagnozę mniej więcej w jednej trzeciej przypadków! (Kotok, str. 90).

       

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przebycie choroby nie pozostawia trwałej odporności.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Ponieważ sama przebyta choroba nie daje trwałej odporności, ochronna siła szczepionki, nawet z czysto teoretycznego punktu widzenia, jest bardzo wątpliwa (Kotok, str. 89).

       

      Powikłania po chorobie:

      Po przebytej błonicy mogą pozostać niedowłady i paraliże (toksyna błonicza może porazić układ nerwowy), które zazwyczaj całkowicie mijają. Błonica może doprowadzić do zgonu, głównie u dzieci, w przypadku nadmiernego rozrostu błon prowadzącego do trudności w oddychaniu, a u dorosłych – w przypadku niewydolności serca i porażenia mięśni oddechowych (toksyna błonicza poraża mięsień sercowy i układ oddechowy), jeśli choroba nie zostanie zdiagnozowana odpowiednio wcześnie, a choremu nie zostanie udzielona właściwa pomoc lekarska.

       

      Powikłania po szczepieniu:

      Szczepionka przeciwko błonicy jest anatoksyną, czyli unieczynnioną toksyną. Po wprowadzeniu do organizmu wywołuje ona powstawanie przeciwciał -  nie przeciwko pałeczkom błonicy, ale przeciwko wytwarzanej przez nie toksynie. W ten sposób szczepionka przeciwko błonicy ani nie przeciwdziała rozszerzaniu się infekcji lub produkcji toksyny błoniczej, ani nie podnosi odporności na tę infekcję. Jej celem jest wyłącznie osłabienie toksyny, warunkującej pojawienie się objawów klinicznych choroby (Kotok, str. 94).

      Jak wykazała historia, nie stwierdzono żadnego związku pomiędzy zachorowalnością na błonicę, a obecnością przeciwciał przeciwko toksynie błoniczej (Kotok, str. 97), tak więc choroba może wystąpić, pomimo szczepienia.

      W Polsce szczepionka przeciwko błonicy podawana jest w postaci błoniczo-tężcowo-krztuścowej szczepionki skojarzonej (DTP), a więc szczepionki przeciwko trzem chorobom. Szczepionka ta zawiera konserwant w postaci związku rtęci – thiomersalu, który jest neurotoksyną, jak również inną neurotoksynę – wodorotlenek glinu (związek zawierający aluminium). Obie neurotoksyny są w stanie porazić układ nerwowy. Inaktywacji toksyny dokonuje się za pomocą formaldehydu (postać wodna formaldehydu to formalina). Jest to substancja wywołująca raka. Informacje o składzie szczepionki DTP można znaleźć na końcu ulotki dla pacjenta (zob.: http://www.biomed.pl/Ulotka_dla_niedowidzacych/DTP__Szczepionka_bloniczo-tezcowo-krztuscowa_adsorbowana , pkt. 6, data aktualizacji ulotki: wrzesień 2013 r.). Według tej ulotki, możliwe niepożądane odczyny poszczepienne (których częstość nie może być określona z powodu braku danych, jak przyznaje sam producent!!!) po sczepieniu DTP są następujące (cytuję):

      • powiększenie i (lub) bolesność węzłów chłonnych,
      • reakcja alergiczna w postaci:

      - pokrzywki,
      - wysypki (plamistej, grudkowej, lub plamisto – grudkowej),
      -
      obrzęku (w tym obrzęku twarzy z trudnością w oddychaniu - dusznością),
      - wstrząsu anafilaktycznego,

      • szczepionka zawiera tiomersal (jako środek konserwujący), który może wywołać reakcję alergiczną,
      • zmniejszenie lub utrata apetytu,
      • nieutulony ciągły płacz lub krzyk o wysokich tonach (krzyk mózgowy) trwający 3 godziny lub dłużej,
      • zwiększona drażliwość, która zwykle ustępuje w ciągu 24 - 48 godzin, niepokój,
      • zmniejszona wrażliwość na bodźce,
      • drgawki przebiegające z gorączką lub bez, szczękościskiem, wzrostem a następnie obniżeniem napięcia mięśniowego (prężenia),
      • epizod hipotensyjno - hiporeaktywny (obniżenie ciśnienia, zwiotczenie mięśni, zmniejszona wrażliwość na bodźce, senność, bladość i (lub) sinica) mogący przebiegać z zaburzeniami oddychania, zaburzeniami lub utratą świadomości,
      • zaburzenia neurologiczne,
      • niedowład wiotki kończyny górnej mogący być objawem zapalenia splotu ramiennego,
      • ograniczenie ruchomości i (lub) bolesność kończyny górnej,
      • zwiotczenie mięśni,
      • przeczulica,
      • senność,
      • drżenia,
      • obrzęk lub zmiana zabarwienia kończyn dolnych (zaczerwienienie, zasinienie) czasem z towarzyszącą marmurkowatością skóry lub wybroczynami, obserwowany w przypadku jednoczesnego podawania szczepionki DTP i szczepionki przeciwko Haemophilus influenzae typ B i ustępujący samoistnie bez pozostawienia trwałych następstw,
      • bladość, sinica, marmurkowatość skóry, wybroczyny,
      • bezdech u bardzo niedojrzałych wcześniaków (urodzonych przed lub w 28. tygodniu ciąży),
      • zaburzenia oddychania,
      • nieżyt górnych dróg oddechowych,
      • kaszel,
      • zapalenie oskrzeli,
      • wymioty,
      • biegunka,
      • dreszcze,
      • gorączka do 39 - 40°C lub wyższa,
      • odczyny miejscowe: zaczerwienienie, ból, obrzęk. Gorączka i odczyny miejscowe zwykle ustępują w ciągu 24 - 48 godzin,
      • zmniejszenie lub utrata pragnienia,
      • obecność adiuwantu (wodorotlenku glinu) w szczepionce może prowadzić do powstania podskórnych guzków (bardzo rzadko, z częstością 1/100 000) przekształcających się niekiedy w jałowe ropnie. Podskórne guzki, które nie znikają w okresie 6 tygodni mogą być wynikiem rozwoju uczulenia na glin. 

      Dr Kotok pisze, że anatoksyna błonicza nie raz i nie dwa razy powodowała masowe zgony dzieci, głównie ze względu błędów technologicznych w procesie inaktywacji toksyny (str. 96).

      Moja prywatna statystyka jest następująca: na dwoje moich Dzieci, u jednego wystąpiły poważne i długofalowe powikłania neurologiczne, tuż po szczepieniu przeciwko DTP, dokonanym w jednym dniu wraz ze szczepieniem przeciwko polio, w wieku 5 lat. Zaburzenia te są udokumentowane medycznie i potwierdzone przez lekarza jako możliwe niepożądane odczyny poszczepienne. O statystyce ewentualnych lżejszych powikłań typu alergie, objawy w układzie oddechowym, zaburzenia apetytu, zaburzenia jelitowe, płacz, drażliwość, gorączka, powiększenie węzłów chłonnych itp. nie jestem w stanie rzetelnie napisać, gdyż zaburzenia tego typu wydawały się mieć przebieg chroniczny u obojga moich Dzieci w całym kilkuletnim okresie ich szczepienia, a ja w tym czasie nie miałam wiedzy o możliwym związku tych objawów ze szczepieniami i trudno mi teraz określić dokładnie korelację czasową tych zdarzeń.

       

      Cdn.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „BŁONICA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      środa, 14 stycznia 2015 11:54
  • wtorek, 23 grudnia 2014
    • GRUŹLICA

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. II

       

       

      Szczepienie przeciwko gruźlicy jest drugim szczepieniem (obok WZW B) wykonywanym w pierwszej dobie życia dziecka. Dzisiaj więc – o gruźlicy i o szczepionce BCG.

      Podstawą mojego artykułu jest wiedza zaczerpnięta z książki dr. Aleksandra Kotoka pt. Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), uzupełniona informacjami z innych źródeł.

       

      GRUŹLICA

       

      Co to za choroba:

      Gruźlica jest chorobą infekcyjną, która zwykle dotyczy płuc, może jednak zajmować także inne narządy. Choroba powoduje powstawanie w tych narządach wielu drobnych guzków zwanych „gruzełkami”, które stopniowo zastępują prawidłowe struktury i częściowo niszczą tkanki, pozostawiając puste przestrzenie, czyli „jamy” (źródło: http://www.europeanlung.org/assets/files/pl/publications/tb-pl.pdf ).

       

      Objawy:

      • ciągłe pokasływanie i odksztuszanie flegmy;
      • stały stan podgorączkowy;
      • szybkie męczenie się, bladość;
      • utrata wagi;
      • powiększenie węzłów chłonnych;
      • nocne poty;
      • ból głowy.

      Sposób zarażenia się:

      • głównie drogą kropelkową (przez kaszel, kichanie, śmiech, mówienie);
      • picie surowego mleka od zakażonej krowy;
      • w rzadkich przypadkach - przez skórę (dotyczy to przede wszystkim lekarzy weterynarii i rolników).

      Człowiek i prątki gruźlicy współistnieją od tysięcy lat, ale nawet w najbardziej niekorzystnych okresach chorują tylko nieliczni. Tak naprawdę zakaźność gruźlicy jest niska. [...] Gruźlica jak żadna inna choroba ma charakter społeczny; tradycyjnie jest to choroba ubogich, uchodźców, głodujących, żyjących w złych warunkach, przede wszystkim – w zamknięciu (Kotok, str. 142).

       

      Leczenie:

      • farmakologiczne (gruźlica jest wyleczalna przy zastosowaniu specjalnych antybiotyków i kombinacji kilku leków);
      • leczenie wspomagające: przebywanie chorego na słońcu, naświetlanie lampami (prątki gruźlicy szybko giną pod wpływem promieniowania ultrafioletowego);
      • wypoczynek;
      • dieta;
      • poprawa warunków mieszkaniowych w przypadku, gdy te warunki są złe;
      • częste wietrzenie pomieszczeń, w których przebywa chory (dostęp świeżego powietrza).

      Naturalna odporność na chorobę a kontakt z prątkami:

      Nie znalazłam odpowiedzi na pytanie, czy sam kontakt z prątkami gruźlicy może dawać dożywotnią odporność na tę chorobę, jeśli prątki po dostaniu się do płuc zginą od razu pod wpływem działania układu immunologicznego. A jest to ważne pytanie, jeśli rozważamy decyzję o szczepieniu w przypadku konkretnego człowieka. Wiadomo natomiast, że prątki, które wtargnęły do płuc mogą pozostać przy życiu, ale nie rozmnażać się i w ten sposób przetrwać w organizmie wiele lat, nie wyrządzając mu szkody, ale obciążają go wówczas większym ryzykiem zachorowania; choroba rozwija się u około 10% zakażonych:

      Prątki po wniknięciu do organizmu zostają w większości przypadków wyeliminowane, ale część z nich pozostaje w swoim ognisku pierwotnym – najczęściej w płucach – lub rzadziej w innych drobnych ogniskach, jakie powstały w całym organizmie [...]. Prątki te otoczone wałem ochronnym, jaki powstał w wyniku mobilizacji sił obronnych gospodarza tkwią tam w drobnych „gruzełkach”[...], stąd nazwa gruźlica [...]. Prątki te są żywe, jednak ich metabolizm jest osłabiony, utraciły one, ale tylko przejściowo, zdolność mnożenia się. W takim stanie „uśpienia” [...] mogą przetrwać w organizmie zakażonego gospodarza przez całe życie, nie powodując u niego żadnych objawów chorobowych. U około 90% zakażonych taka „inkubacja” prątka trwa całe życie, a u zakażonego nie rozwija się choroba. Osoba zakażona jest w pełni osoba zdrową. [...]

      U większości zakażonych między prątkiem a siłami odpornościowymi gospodarza wytwarza się równowaga. Jest to jednak równowaga chwiejna, która w każdej chwili może być zakłócona. Wtedy prątki na powrót odzyskują swoją aktywność, zaczynają się rozmnażać, dochodzić może do ich rozsiewu w całym organizmie i do rozwoju choroby w zajętym/zajętych narządzie/narządach lub tkankach. [...] Czynniki zakłócające tę chwiejną równowagę mogą być pochodzenia egzogennego lub endogennego. Takim czynnikiem zewnętrznym jest ciągłe dodatkowe zakażanie, czyli inaczej nadkażenie prątkiem [...]. Ma to miejsce w przypadku długotrwałego, ścisłego [...] kontaktu z osobą silnie prątkującą. Ciągłe nadkażenia przełamują barierę – pewien stan odporności, jaką wytworzył organizm w wyniku zakażenia pierwotnego. Jest to tzw. odporność śródzakaźna, gdyż powstaje w wyniku utrzymywania się prątków w organizmie w „uśpionej” postaci. Czynnikami zewnętrznymi osłabiającymi naturalną odporność i zwiększającymi ryzyko rozwoju choroby są poza wymienionymi nadkażeniami: nędza i związane z nią głód i niedożywienie, ciasne, ciemne przeludnione mieszkania, przebywanie w „skoszarowanym” środowisku (więzienia, koszary, przytułki), sprzyjające zakażeniu i nadkażeniu. Są nimi także stresy psychiczne – wywołane np. bezrobociem czy groźbą utraty pracy. Te czynniki społeczno-ekonomiczne były od wieków postrzegane, jako czynniki zwiększające ryzyko zachorowania, stąd gruźlica od dawna uważana jest za chorobę społeczną. (źródło: http://wsse-poznan.pl/wp-content/uploads/2011/05/Gruzlica.pdf ).

      Odporność po szczepieniu:

      Szczepionka przeciwko gruźlicy nie jest skuteczna, co więcej, może prowadzić u osoby zaszczepionej do niewidocznego zakażenia na całe życie (obecności „uśpionych” prątków w organizmie, o czym mowa w poprzednim punkcie):

      Duże badanie, przeprowadzone przez WHO [Światową Organizację Zdrowia] w Indiach, ostatecznie dało odpowiedź na pytanie, czy BCG [szczepionka przeciwko gruźlicy] chroni przed najbardziej rozpowszechnioną gruźlicą płuc: nie tylko efekt ochronny okazał się zerowy, ale zachorowalność w grupie zaszczepionych była wyższa (Kotok, str. 148).

      Zaszczepienie może skutkować wystąpieniem łagodnej formy gruźlicy, której następstwem będzie ponowne zachorowanie, tym razem w ostrej, groźnej postaci:

      Były kierownik katedry gruźlicy i pulmonologii państwowego uniwersytetu medycznego w Doniecku prof. B.W. Noriejko uważa, że stosowanie szczepionki BCG nie poprawia, a zmniejsza szanse chorego na gruźlicę na pomyślne wyjście z choroby: u osób zaszczepionych czasami występuje stosunkowo łagodny typ pierwotny gruźlicy, kończący się zwykle spontanicznym wyzdrowieniem, a gruźlica typu wtórnego [u tych osób] cechuje się ciężkim przebiegiem i wysoką śmiertelnością (Kotok, str. 148-149).

       

      Powikłania po chorobie:

      • powikłania w układzie oddechowym, np. marskość pogruźlicza płuc (powstanie blizn w płucach prowadzących do częściowej dysfunkcji płuc, a w konsekwencji do defektów oddechowych, zniekształcenia tchawicy i oskrzeli);
      • blizny i zniekształcenia w innych narządach;
      • większe narażenie na ponowne zachorowanie w przypadku zaleczonej gruźlicy, w warunkach osłabienia organizmu spowodowanego różnymi czynnikami (uśpione leczeniem prątki mogą ponownie zaktywizować się).

      Powikłania po szczepieniu:

      • niepoddające się leczeniu bliznowce (nadmiernie rozrośnięte blizny), zimne ropnie, wrzody;
      • zapalenie węzłów chłonnych;
      • zapalenie kości;
      • zmiany o charakterze alergicznym: wysypki skórne, wyprysk, rumień guzowaty (choroba zapalna tkanki tłuszczowej objawiająca się zaczerwienionymi, bolesnymi guzami w tkance podskórnej), pryszczykowe zapalenie spojówek, zapalenie tęczówki (źródło: http://www.pzh.gov.pl/przeglad_epimed/56-1/561_01.pdf );
      • uogólniona infekcja BCG u noworodków (uogólniony rozsiew prątków drogą układu limfatycznego i krwionośnego do wszystkich organów), która może prowadzić do śmierci;
      • gruźlica;
      • odległe w czasie powikłania poszczepienne, np. cukrzyca.

       

      Poniżej przedstawiam wypowiedź mamy dziecka, u którego stwierdzono niepożądany odczyn poszczepienny po szczepieniu BCG. Wypowiedź poparta jest dokumentacją medyczną:

       

       

      Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=GOsjLpW4qu4

       

       

      Cdn.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 grudnia 2014 10:43
  • czwartek, 18 grudnia 2014
    • WIRUSOWE ZAPALENIE WĄTROBY TYPU B

      CHOROBY, PRZECIWKO KTÓRYM SZCZEPIMY NASZE DZIECI – CZ. I

       

      Powracam do tematu szczepień. Mimo, że wzbudza on wiele kontrowersji, chyba wszyscy możemy zgodzić się co do dwóch rzeczy: szczepienia wpływają na stan zdrowia dzieci, a wiedzę na temat szczepień i samych chorób powinien posiąść każdy rodzic lub opiekun.

      Najbliższe wpisy chciałbym poświęcić omówieniu poszczególnych chorób, przeciwko którym szczepimy nasze dzieci w ramach programu szczepień obowiązkowych i zalecanych. Podstawową wiedzę o tych chorobach i o szczepionkach można znaleźć w książce Szczepienia w pytaniach i odpowiedziach dla myślących rodziców (Wydawnictwo Lekarskie Similimum, 2011 r.), napisanej przez rosyjskiego lekarza dr. Aleksandra Kotoka. Wiedzę tę przekazuję poniżej moim Czytelnikom, dodając od czasu do czasu własne uwagi i uzupełnienia z innych źródeł. Niestety, autor nie opisał wszystkich chorób i szczepionek, które zostały wymienione w najnowszej wersji polskiego programu szczepień ochronnych ( http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2014/72/akt.pdf ). Poszczególne choroby będę opisywać wg kolejności chronologicznej odpowiadających im szczepień wymienionych w programie.

       

      WIRUSOWE ZAPALENIE WĄTROBY TYPU B


      Co to za choroba:

      Wirusowe zapalenie wątroby typu B to choroba wątroby wywołana zakażeniem wirusem HBV (od ang. Hepatits B Virus).

       

      Objawy:

      • większość chorych nie odczuwa żadnych dolegliwości;
      • początek choroby jest bezobjawowy;
      • objawy zwiastunowe: uczucie zmęczenia, obniżony nastrój, gorączka, bóle stawów i mięśni (a więc objawy przypominające grypę), brak łaknienia, wymioty;
      • może wystąpić powiększenie wątroby i ból w prawym podżebrzu;
      • w cięższych przypadkach dochodzi do żółtaczki

      (źródła: http://www.mp.pl/szczepienia/choroby/choroby_wzwb/show.html?id=91243 , http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/wzw-typu-b-objawy-jak-rozpoznac-zapalenie-watroby-typu-b_38100.html ).

       

      Sposób zarażenia się:

      • można zarazić się przez kontakt z zakażoną krwią lub płynami ustrojowymi osoby będącej nosicielem wirusa;
      • nie można zarazić się przez dotyk, korzystanie z tych samych sztućców, całowanie, kichanie, kaszlenie czy karmienie piersią;
      • osoby, które są szczególnie narażone na zakażenie: personel medyczny mający kontakt z krwią, pacjenci, którym przetacza się krew lub osocze, narkomani, prostytutki, homoseksualiści; realne ryzyko zakażenia w przypadku noworodków odnosi się wyłącznie do noworodków, których matki są nosicielkami wirusa;
      • w Rosji zakażenia szpitalne stanowią od 2 do 10% wszystkich przypadków wirusowego zapalenia wątroby typu B; zakażeń szpitalnych można uniknąć, jeśli pracownicy służby zdrowia będą sumienni: sprzęt medyczny wykorzystywany do zabiegów powinien być jednorazowy lub dokładnie wysterylizowany, a krew od dawców należy dokładnie sprawdzać.

      Leczenie:

      Nabycie odporności po chorobie:

      Przechorowanie WZW B może pozostawić dożywotnią odporność, ale choroba może też przejść w postać przewlekłą.

       

      Odporność po szczepieniu:

      Skuteczność szczepionki jest niewielka; osoby szczepione w dzieciństwie nie mają odporności w wieku, w którym ryzyko zakażenia (np. poprzez kontakty seksualne) jest realne. Udowodniono, że większość dzieci zaszczepionych przy urodzeniu, przed ukończeniem 5 lat całkowicie utraciła już przeciwciała przeciwko wirusowi WZW B (Kotok, str. 79). Ja sama mam swoje doświadczenie w szczepieniu przeciwko WZW B. Byłam szczepiona cztery razy. Pierwsze dwie dawki szczepionki otrzymałam w 2001 r., trzecią w 2002 r. W 2009 r., przed zabiegiem szpitalnym sprawdzono mi poziom przeciwciał WZW B; okazało się, że był niski, w związku z czym zalecono mi czwartą dawkę szczepionki.

       

      Możliwe powikłania po chorobie:

      • postać przewlekła choroby, zagrażająca szczególnie noworodkom, które zostały zakażone wirusem (do takiego zakażenia może dojść tylko, gdy matka dziecka jest nosicielką WZW B lub wskutek zaniedbań personelu medycznego w zakresie używania niesterylnych igieł i innych narzędzi medycznych przy zabiegach przeprowadzanych na noworodku);
      • niewydolność wątroby oraz rozwój raka w komórkach wątroby (w następstwie przewlekłej postaci choroby, zwykle u osób z ciężkimi chorobami dziedzicznymi lub niedoborami odporności).

      Możliwe powikłania po szczepieniu:

      • wstrząs anafilaktyczny (jest to alergiczna lub niealergiczna nagła reakcja organizmu zagrażająca życiu; charakteryzuje się m.in. znacznym obniżeniem ciśnienia tętniczego krwi, obrzękiem górnych dróg oddechowych, swędzącą wysypką);
      • małopłytkowość (niedobór płytek krwi odpowiedzialnych za krzepnięcie krwi);
      • łysienie plackowate;
      • zapalenia rogówki;
      • plamica małopłytkowa (choroba związana z powstawaniem zakrzepów z płytek krwi w naczyniach włosowatych i drobnych tętniczkach wszystkich narządów i z niedokrwieniem narządów);
      • opryszczka;
      • ból uszu;
      • niedowłady i porażenia, neuropatia (zapalenie nerwów obwodowych), poprzeczne zapalenie rdzenia i zapalenie nerwu wzrokowego, zespół Guillaina-Barrego (choroba neurologiczna związana z uszkodzeniem nerwów na skutek procesów autoimmunologicznych), stwardnienie rozsiane;
      • cukrzyca;
      • aktywowanie procesów autoimmunologicznych w organizmie.

      Cdn.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „WIRUSOWE ZAPALENIE WĄTROBY TYPU B”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 grudnia 2014 19:24
  • sobota, 06 grudnia 2014
    • PSZENICA I GMO

       

      Chcę jeszcze nawiązać do tematu z poprzedniego wpisu, dotyczącego współczesnej pszenicy. Odnosiłam się w nim głównie do książki dr. Williama Davisa pt. Dieta bez pszenicy (Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2013 r.). Dr Davis określił współczesną pszenicę jako produkt genetycznych badań prowadzonych w drugiej połowie XX wieku. Autor pisze, że rozwój metod hybrydyzacji (sztucznego krzyżowania) doprowadził do transformacji pszenicy w drugiej połowie ubiegłego wieku. Dawna pszenica diametralnie zmieniła swoją postać nie na skutek oddziaływania naturalnych sił przyrody, takich jak susza, choroby czy darwinowska walka o byt; dawna pszenica zmieniła się pod wpływem sztucznej interwencji.

      Wiele odmian współczesnej pszenicy, wyhodowanych w określonych celach ekonomicznych, powstała w Międzynarodowym Ośrodku Uszlachetniania Kukurydzy i Pszenicy w Meksyku, założonym w 1943 r.

      Pomimo, że doszło do radykalnych zmian w genach pszenicy, nie przeprowadzono jakichkolwiek badań w zakresie wpływu genetycznie nowych odmian na zdrowie ludzi i zwierząt. „Zakładano, że hybrydyzacja i inne działania hodowlane prowadzą do powstania roślin, które nadal zasadniczo są „pszenicą”, dlatego nowe odmiany będą doskonale tolerowane przez spożywające je społeczeństwo. Prawdę mówiąc, agronomowie kpią z poglądu, ze hybrydyzacja może tworzyć mieszańce niezdrowe dla ludzi. W końcu te metody, aczkolwiek w bardziej prymitywnej postaci, były stosowane od wieków w odniesieniu do roślin, zwierząt, a nawet ludzi. Jeżeli skrzyżujesz dwie odmiany pomidorów, to nadal otrzymujesz pomidory, prawda? W czym problem?” (str. 39).

      Czytając książkę dr. Davisa, w pewnym momencie trudno nie zadać sobie pytania:

       

      Czy współczesna pszenica nie jest przypadkiem „organizmem genetycznie zmodyfikowanym” (GMO)?


      Autor wydaje się rozdzielać „eksperymenty hybrydyzacyjne” od bardziej współczesnych „modyfikacji genetycznych”, przestrzega jednak przed potencjalnym zjawiskiem będącym skutkiem hybrydyzacji: może dojść do nieumyślnego włączenia lub wyłączenia genów niemających związku z zamierzonym efektem. Takie niezamierzone, przypadkowe zmiany genetyczne mogą prowadzić do wykształcenia się nieprzewidywalnych, czasami trudnych w identyfikacji cech rośliny. A jak te cechy mogą rzutować na zdrowie człowieka? Nie wiadomo, bo nikt dotychczas tego nie zbadał.

       

      Pytania w mojej głowie mnożą się, a o jednoznaczne odpowiedzi trudno, gdy szuka się ich w gąszczu internetowych informacji. Nie mam też pod ręką fachowej literatury. W mijającym tygodniu udało mi się jednak dotrzeć do pewnego ciekawego źródła. A ponieważ czuję, że jestem winna sobie i moim Czytelnikom dalszych wyjaśnień w temacie, więc go kontynuuję.

       

      Zacznijmy od definicji GMO. Przytacza ją prof. Jan Ludwicki (kierownik Zakładu Toksykologii Środowiskowej przy Państwowym Zakładzie Higieny) w swojej pracy ( http://books.google.pl/books?id=UWLSBa8tPYkC&pg=PA253&lpg=PA253&dq=Ludwicki+aspekty+toksykologiczne&source=bl&ots=CxraCUEGtH&sig=Y4N-HQ1VkxgRaXk6BQzQD_fmyf8&hl=pl&sa=X&ei=QvOCVMvPNYKtUceqgOgP&ved=0CCAQ6AEwAA#v=onepage&q=Ludwicki%20aspekty%20toksykologiczne&f=false ):

      Organizmy genetycznie zmodyfikowane to „organizmy, których struktura genomu została zmieniona przez usunięcie jednego lub więcej genów albo zmianę jednego lub więcej genów, a także w drodze hodowli organizmów hybrydowych realizowanej z wykorzystaniem techniki inżynierii genetycznej” (genom – materiał genetyczny zawarty w podstawowym zespole chromosomów).

      Jest więc mowa o „zmianie jednego lub więcej genów” (porównajmy ten fragment definicji do słów dr. Davisa dotyczących przypadkowych, niezamierzonych zmian w genach wskutek krzyżowania / hybrydyzacji), jest też mowa o samej hybrydyzacji (a więc nawiązanie do techniki pierwotnej) przeprowadzanej w nowoczesnych laboratoriach genetycznych. Mam pytania: czy do hybrydyzacji pszenicy wykorzystano „techniki inżynierii genetycznej” (np. w wyżej wymienionym Międzynarodowym Ośrodku Uszlachetniania Kukurydzy i Pszenicy)? Jeśli tak, to czy współczesną pszenicę można formalnie określić jako produkt GMO? Jeśli tak, to dlaczego nie ma stosowanych oznaczeń w handlu spożywczym (np. na etykiecie chleba)?

      Mam też kolejne pytanie: gdzie stoi granica między klasycznym krzyżowaniem, a współczesną modyfikacją genetyczną? Prof. Ludwicki daje odpowiedź na to pytanie: „Klasyczne metody produkcji nowych odmian roślin lub ras zwierząt obejmują krzyżowanie i selekcję w celu uzyskania korzystnych cech lub usunięcia cech niepożądanych. Działania takie są jednak możliwe jedynie w obrębie jednego gatunku, tj. wśród organizmów wzajemnie krzyżujących się. Barierą jest tu zatem możliwość uzyskania organizmów potomnych. Metody inżynierii genetycznej likwidują tę niejako „naturalną” barierę, tworząc możliwości wprowadzania do organizmów cech, których najprawdopodobniej nie nabywałyby one w drodze klasycznego krzyżowania”. Profesor mówi też w swojej pracy o niewiadomej, z jaką mamy do czynienia, poddając roślinę modyfikacji genetycznej: „Techniki inżynierii genetycznej pozwalają wprawdzie ze stosunkowo dużą dokładnością określić i scharakteryzować wybrany odcinek DNA dawcy determinujący określoną cechę, jednak miejsce jego wprowadzenia do DNA biorcy jest przypadkowe. Inaczej mówiąc, nie można przewidzieć, w którym miejscu DNA zostanie wbudowana nowa informacja oraz jakie to może mieć uboczne skutki dla organizmu potomnego (GMO). Wprowadzone DNA może np. uszkodzić sekwencję jakiegoś innego genu, co, w rezultacie, poza wprowadzeniem nowej cechy, może spowodować utratę innej cechy, typowej i pożądanej w organizmie potomnym”. Jak widać, o przypadkowości genetycznej w kontekście hybrydyzacji wspomina dr Davis i o przypadkowości genetycznej w kontekście GMO mówi prof. Ludwicki.

       

      Moje wnioski są następujące: niezależnie od definicji GMO i definicji hybrydyzacji, jak również bez względu na to, czy „niewinnie” chrupiące bułeczki z zaprzyjaźnionego sklepiku opatrzymy mianem produktu GMO, czy nie, należy wiedzieć, że współczesne produkty pszeniczne są niebezpieczne, podobnie, jak produkty GMO (chodzi mi głównie o nieprzewidywalność oddziaływania sztucznie zmienionego pokarmu na zdrowie ludzkie). Nie potrzebuję oficjalnych dowodów naukowych, aby mieć powód do zachowania ostrożności; wystarczą mi obserwacje własnego organizmu (np. powtarzalne, niemal pewne dolegliwości laryngologiczne i poranne przytkanie nosa po spożyciu pieczywa dzień wcześniej, zaburzone łaknienie, wzdęty brzuch, napady senności), doświadczenie w niezwykle skutecznym leczeniu mojego Chłopczyka dietą, jak również historie rodzinne (np. poważne problemy żołądkowo-jelitowe, które znikają po eliminacji pieczywa, makaronów itp.).

      Wnioski wyciągam również na podstawie pewnych analogii, pewnych prawidłowości dotyczących wszystkich dziedzin życia: zauważam, że tam, gdzie człowiek ingeruje w Naturę wbrew jej prawom, dzieje się źle. Dotyczy to zarówno sfery odżywiania (wszelkie pokarmy zmienione w „nowoczesny” sposób w jakiś sposób szkodzą, począwszy od mleka UHT, poprzez oleje rafinowane i sztuczne konserwanty, na wyekstrahowanej sacharozie kończąc), sfery psychicznej (np. zobaczmy, co się dzieje, gdy nie szanujemy natury drugiego człowieka, a w szczególności – natury dziecka), sfery edukacyjnej (przykładem może być wątpliwa efektywność współczesnego programu edukacyjnego na siłę wtłaczanego w dzieci, wbrew ich naturalnym zainteresowaniom) i wielu, wielu innych dziedzin w życiu ludzi.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „PSZENICA I GMO”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 06 grudnia 2014 21:58
  • sobota, 29 listopada 2014
    • WSPÓŁCZESNA PSZENICA

       

      Cieszę się z inicjatywy polityków dotyczącej zakazu sprzedaży śmieciowego jedzenia w szkołach. Martwię się jednak brakiem rzetelnej wiedzy w społeczeństwie (a nawet czasami w środowisku dietetyków) na temat tego, co jest śmieciowym jedzeniem. Z pewnością większość ludzi obecnie nie miałaby wątpliwości co do klasyfikacji przemysłowych czipsów czy lizaków, ale czy odmówiłaby swojemu dziecku zwykłej bułki pszennej?

      Mało kto zdaje sobie sprawę, że współcześnie uprawiana i przemysłowo przetwarzana pszenica to... puste kalorie, które niekorzystnie zmieniają smak człowieka, wypierając ochotę na inne, wartościowe pokarmy i dominując jego jadłospis każdego dnia. Tak jak cukier, powoduje ukryte niedożywienie, często idące w parze z... otyłością (!). Na domiar złego, współczesna pszenica działa jak narkotyk, podobnie jak cukier, papierosy czy alkohol. Jeśli ktoś uważa to stwierdzenie za przesadzone, niech spróbuje przez tydzień całkowicie wyeliminować ze swego jadłospisu chleb (nie tylko ten czysto pszenny; większość chlebów żytnich zawiera w sobie mniejszy lub większy dodatek pszenicy), bułki, makaron, pierogi, ciasta, ciastka, paluszki, obwarzanki, pączki, drożdżówki, pizzę, tosty, zupy na zasmażce, zupy z lanym ciastem, płatki śniadaniowe, naleśniki na mące pszennej, panierkę do kotletów i szereg tzw. gotowych dań ze sklepu, w których składzie zazwyczaj znajdujemy dodatek pszenicy. Ludzie poddani takiemu ograniczeniu zazwyczaj reagują nerwowym pytaniem: „To co ja mam jeść?”, nie zauważając bogactwa pokarmów oferowanych przez Naturę, zastygli w swym pszennym letargu. Po dniu – paru dniach mogą doświadczyć objawów odstawienia narkotyku. Będą czuć się niespokojni, nienasyceni, rozdrażnieni. Współczesna pszenica oddziałuje na mózg, negatywnie. Uzależnia, powodując ciągły głód, a tym samym - coraz krótsze przerwy między posiłkami. Podawana od wczesnego dzieciństwa, powoduje problem u starszych dzieci, które nie mogą o niej zapomnieć nawet wtedy, gdy przemysłowa pszenica zostanie wyeliminowana z ich diety. Bo w głowie siedzi miłe wspomnienie pysznego ciasta drożdżowego, bo trudno czasami uniknąć przypadkowych pszennych poczęstunków.

       

      Dzisiejszy wpis tworzę na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, popartych wiedzą przekazaną mi przez dwie mądre Lekarki (panią dr Ewę Bednarczyk-Witoszek i panią dr Danutę Myłek), jak również wiedzą z książek. Jedną z tych książek jest publikacja dr Williama Davisa: „Dieta bez pszenicy” (Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2013 r.) i do niej głównie będę się dzisiaj odnosić (podając cytaty i strony z książki). Dr William Davis jest kardiologiem, który promuje profilaktykę chorób serca, zalecając eliminację współczesnej pszenicy z diety.

       

      PSZENICA WSPÓŁCZESNA A PSZENICA DAWNA

      Mało kto zdaje sobie sprawę, że współczesna pszenica to roślina genetycznie zmieniona przez człowieka, zmieniona na potrzeby wielkich przemysłowych upraw, zmieniona w ten sposób, aby była bardziej wydajna i łatwiejsza w uprawie, a co za tym idzie - tańsza. Ta... sztuczna pszenica bardziej też odpowiada wymogom piekarniczym: wypieki z niej są lekkie i pulchne, w przeciwieństwie do wypieków z naturalnych odmian tego zboża. Ponadto, współczesna skarłowaciała pszenica nie jest w stanie przetrwać sama, bez sztucznego wspomagania (w postaci nawozów i środków zwalczających szkodniki): nie rośnie w stanie dzikim. „Dziką trawę z 14 chromosomami przekształcono w odmianę 42-chromosomową, nawożoną azotanami, ciężką i superwydajną, która umożliwia nam kupowanie wielkich >>rodzinnych<< opakowań ciastek, naleśników i precelków” (str. 262). „Okazuje się, że to, co jemy [...], to tak naprawdę nie jest pszenica, tylko produkt genetycznych badań prowadzonych w drugiej połowie XX wieku. Współczesna pszenica ma się do prawdziwej pszenicy w najlepszym razie tak, jak szympans do człowieka” (str. 8). Przyśpieszone, nienaturalne zmiany genetyczne poczynione przez naukowców w XX w. miały na celu stworzenie zboża odpornego na warunki pogodowe, np. suszę i patogeny, np. grzyby, ale przede wszystkim chodziło o powiększenie plonów z hektara (nie wzięto jednak pod uwagę wpływ tych manipulacji na zdrowie ludzi i zwierząt, nie przeprowadzono jakichkolwiek formalnych badań, czy tak zmodyfikowane zboże nadaje się do spożycia przez człowieka). Dawne, „złocisto falujące łany” przybrały postać sztywnej, 45-centymetrowej, wysokowydajnej pszenicy karłowatej (str. 27). Te piękne łany można było zobaczyć jeszcze w pierwszej połowie XX w. „W rezultacie dzisiejszy bochenek chleba, herbatnik lub naleśnik różnią się od swoich odpowiedników sprzed tysiąca lat, są odmienne nawet od tego, co robiły nasze babcie. Te wyroby mogą wyglądać tak samo, mogą nawet bardzo podobnie smakować, ale istnieją pomiędzy nimi różnice biochemiczne. Niewielkie zmiany w strukturze białek pszenicy mogą decydować o niszczycielskiej reakcji immunologicznej na te białka bądź braku takiej reakcji” (str. 31-32). Białka glutenu pszenicy przechodzą w procesie genetycznego krzyżowania znaczące przemiany. „W jednym z eksperymentów związanych z krzyżowaniem, w potomstwie rozpoznano czternaście nowych białek glutenu nieobecnych u żadnej z roślin macierzystych” (str. 41). Co więcej, współczesna pszenica cechuje się większą ekspresją białek glutenu odpowiedzialnych za celiakię. Na marginesie: gluten jest substancją białkową występującą w pszenicy i w kilku innych zbożach, składa się z kilku rodzajów białek (od 70 – 90%), zawiera też (w mniejszym stopniu) węglowodany, tłuszcze i sole mineralne.

      Współczesna pszenica składa się z średnio 70% węglowodanów (wagowo), 10 – 15% białek i błonnika oraz z niewielkiej ilości tłuszczów, w odróżnieniu od dawnych odmian; w płaskurce udział wagowy białka wynosi co najmniej 28%.

      Na szczęście, współcześnie istnieją hodowle starożytnych, zdrowych, bo naturalnych odmian pszenicy, takich jak samopsza, płaskurka czy kamut. Starożytne ziarno pszeniczne można zakupić w sklepach ze zdrową żywnością, aby w domu przerobić je na mąkę. Takie ziarno nie jest tanie, ale jeśli odstąpimy od nałogowego, codziennego spożywania pokarmów zbożowych, to nie będzie zbyt dużym obciążeniem dla domowego budżetu. Nie wspomnę już o korzyściach finansowych, jakie daje życie niezakłócone chorobami generowanymi przez współczesną pszenicę.

       

      EKSPERYMENT DR. DAVISA

      Autor książki, dr Davis, jako człowiek uczulony na pszenicę i jako lekarz, przeprowadził na sobie eksperyment, w celu poznania różnic w swoim samopoczuciu po spożyciu chleba ze współczesnej pszenicy i po spożyciu chleba ze starożytnej, naturalnej odmiany pszenicy - samopszy. Sam upiekł oba rodzaje chleba, dodając do każdego jedynie wodę i drożdże. Okazało się, że po spożyciu chleba z samopszy (12 dag), jego poziom cukru we krwi podniósł się z 84 mg/dl do 110 mg/dl. Poza tym, czuł się świetnie: nie odczuwał jakiejkolwiek senności, nie miał nudności, nie odczuwał żadnego bólu. Następnego dnia spożył chleb ze współczesnej pszenicy (również 12 dag). Poziom cukru, z początkowego – 84 mg/dl skoczył mu do 167 mg/dl. Poczuł też mdłości, które utrzymywały się przez 36 godzin i natychmiastowe skurcze żołądka. W nocy spał niespokojnie, a następnego dnia odczuł wyraźny spadek kondycji intelektualnej.

       

      WPŁYW WSPÓŁCZESNEJ PSZENICY NA ORGANIZM LUDZKI

      Dr Davis wymienia szereg obszarów w organizmie ludzkim, w których współczesna, „syntetyczna” pszenica robi spustoszenie. Należą do nich m.in.:

      • mózg i cały układ nerwowy (morfinopodobne działanie pszenicy; pobudzenie i senność; rozmaite zaburzenia neurologiczne i psychiczne);
      • równowaga cukrowa, łaknienie (skoki glukozy we krwi, które skutkują cyklami odczucia przesytu występującego naprzemiennie z odczuciem głodu; przejadanie się pod wpływem pobudzania apetytu przez pszenicę; pojawienie się cukrzycy; nadmierne wydzielanie insuliny prowadzące do przyrostu tkanki tłuszczowej);
      • kości i stawy;
      • układ immunologiczny (stany zapalne);
      • jelita (celiakia i inne formy jelitowej nietolerancji glutenu);
      • serce;
      • skóra.

      To zboże sięga również głębiej, praktycznie do każdego narządu organizmu, od jelit, wątroby, serca i tarczycy, aż po mózg. Prawdę mówiąc, nie ma narządu, na który pszenica nie mogłaby wpływać w jakiś potencjalnie szkodliwy sposób” (str. 16).

       

      PSZENICA A STĘŻENIE GLUKOZY WE KRWI

      Warto pamiętać, że wysoko przetworzona pszenica podnosi stężenie glukozy w stopniu większym niż cukier. Indeks glikemiczny ziarna pszenicy (a więc pszenicy nieprzetworzonej) wynosi 41, ale już pełnoziarnistego pieczywa pszennego - 70, a pieczywa białego (z mąki oczyszczonej) – około 90-95, podczas gdy indeks glikemiczny cukru (sacharozy) – 68 (autor podaje nawet wartość 59 dla sacharozy, ja jednak odnoszę się do ogólnodostępnych tabel indeksów glikemicznych). Dla przypomnienia, indeks glikemiczny określa wzrost glukozy we krwi po spożyciu określonego pokarmu węglowodanowego. Punktem odniesienia dla indeksu glikemicznego jest glukoza, która najbardziej zwiększa poziom cukru we krwi; indeks glikemiczny glukozy wynosi 100. Dr Davis pisze: „Ludzie zazwyczaj patrzą na mnie niedowierzająco, kiedy mówię im, że pełnoziarnisty chleb podwyższa poziom cukru we krwi bardziej niż sacharoza. [...] zjedzenie dwóch kromek razowego chleba tak naprawdę niewiele różni się, a często bywa nawet gorsze, od wypicia puszki słodzonego napoju albo zjedzenia batonika” (st. 48-49). „Produkty pszenne podwyższają poziom cukru we krwi  bardziej niż praktycznie wszystkie inne węglowodany, od fasoli po słodkie batoniki” (str. 50).

      Reasumując, należy unikać wypieków ze współczesnej pszenicy tak samo, jak cukru, a szczególnie dotyczy to osób z cukrzycą.

       

       

      UZALEŻNIENIE MÓZGU I OBJAWY ODSTAWIENIA

      Pszenica jest pokarmem, który wywołuje skutki podobne do działania opiatów. Dlatego tak trudno jest niektórym ludziom wyeliminować pszenicę z diety. Pszenica, jak żaden inny pokarm, ma wyjątkową zdolność wpływania na mózg i układ nerwowy. Dr Davis obserwuje u wielu swoich pacjentów reakcję z odstawienia pszenicy przypominającą głód narkotyczny.

      Słyszałem setki opowieści o skrajnym zmęczeniu, zaburzeniach koncentracji, nerwowości, niemożności funkcjonowania w pracy lub w szkole, a nawet depresji w czasie kilku dni do kilku tygodni po wyeliminowaniu pszenicy. A tymczasem do osiągnięcia całkowitej ulgi wystarczy obwarzanek lub ciasteczko [...]. To błędne koło: rezygnujesz z jakiejś substancji, narażając się zdecydowanie na przykre doznania, więc zaczynasz przyjmować ją od nowa i niemiłe doznania ustają – to mi przypomina uzależnienie i głód narkotyczny” (str. 61). Autor porównuje oddziaływanie pszenicy do uzależnienia, jakie wywołuje nikotyna czy kokaina.

      Na czym polega zjawisko uzależnienia od pszenicy? Gdy zjemy chleb, zawarte w nim białko w postaci glutenu zostaje rozłożone na prostsze związki białkowe zwane polipeptydami. Polipeptydy pszeniczne przenikają barierę krew-mózg i wiążą się z receptorem morfiny w mózgu. Działają jak substancje opioidowe; są związkami morfinopodobnymi pochodzącymi z zewnątrz, stąd zaliczono je do egzorfin (w odróżnieniu od endorfin: związków morfinopodobnych wytwarzanych wewnątrz organizmu).

       

      PSZENICA I CHORBY MÓZGU

      Uzależnienie to nie jedyny efekt oddziaływania pszenicy na mózg. Pszenica ma wpływ na rozwój takich zaburzeń jak schizofrenia czy autyzm. Wpływa na myśli i zachowania, może prowadzić do całego wachlarza dolegliwości i chorób, takich, jak: brak koordynacji ruchów, nietrzymanie moczu, ataki padaczkowe, demencja, zaburzenia snu czy encefalopatia.

       

      WYPOWIEDŹ DR MYŁEK

      Na koniec przytaczam fragment wypowiedzi dr Danuty Myłek (wybitnego polskiego alergologa, dermatologa i członka Amerykańskiej Akademii Alergologicznej) na temat pszenicy:

      Uważam, że pszenica służy lekarzom, grabarzom, producentom i plantatorom. To jest bardzo złe zboże, jedyne, którego właściwie powinniśmy unikać”.

      Pani doktor wystąpiła w audycji radiowej w Trójce, zachęcam do wysłuchania całej audycji: http://www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/1291894/


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „WSPÓŁCZESNA PSZENICA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 29 listopada 2014 17:35
  • niedziela, 26 października 2014
    • PASZTET Z GĘSI LUB KACZKI

       

      A oto obiecany w poprzednim wpisie przepis na pasztet z gęsi lub kaczki. Mięso kacze lub gęsie świetnie nadaje się na pasztet, ze względu na dużą zawartość tłuszczu (a tłuszcz jest ważnym składnikiem prawdziwego, dobrego pasztetu), poza tym kaczka czy gęś z małego gospodarstwa wiejskiego jest źródłem czystego, dobrej jakości pożywienia (w przeciwieństwie do mięsa z przemysłowych hodowli). Mój przepis nie zawiera zboża glutenowego w postaci tartej bułki, stosowanej w tradycyjnych przepisach na pasztet. Nie zwiera nawet kaszy i jest nie tylko bezglutenowy: jest bezzbożowy. Zawiera natomiast odżywcze nasiona lnu, które po zmieleniu i połączeniu z wilgotnymi składnikami nadają pasztetowi pożądaną konsystencję (tj. łączą się z wodą i tworzą zwartą masę przypominającą budyń, przed pieczeniem). Taki pasztet jest bardzo dobrym pomysłem na dzień bezzbożowy w diecie rotacyjnej (w której robimy kilkudniowe przerwy od spożywania zbóż).

       

      SKŁADNIKI:

      • wątróbka z kaczki lub gęsi (10 dag lub więcej)
      • 1,5 kg mięsa kaczego lub gęsiego (w tym - skóra i koniecznie tłuszcz, może być mięso na kości z uwzględnieniem wagi samego mięsa)
      • 2 marchewki
      • 1 pietruszka
      • kawałek selera, kalarepa itp. (ilość włoszczyzny można zmieniać wg własnych upodobań)
      • 2 jajka lub 4 żółtka
      • ¾ szklanki siemienia lnianego
      • 14 g soli (5 mini łyżeczek)
      • pieprz
      • gałka muszkatołowa
      • imbir

       

      WYKONANIE;

      1. Mięso (oprócz wątróbki) i warzywa gotujemy do miękkości w 1 ½ szklanki wody, nie doprowadzając do gwałtownego wrzenia i pozostawiamy do lekkiego ostudzenia.
      2. W międzyczasie wątróbkę płuczemy w zimnej wodzie kilka razy, następnie sparzamy, wkładając do małego garnka z wrzątkiem i pozostawiając w nim na jakiś czas. Następnie odcedzamy wątróbkę, a wodę wylewamy.
      3. Mielemy siemię lniane na mąkę (np. w młynku do kawy).
      4. Ugotowane mięso i warzywa mielemy razem ze sparzoną wątróbką w maszynce do mięsa na sitku o oczkach 4 mm.
      5. Do zmielonej masy dodajemy jajka, siemię lniane i przyprawy.
      6. Podczas mieszania masy dolewamy wywar z mięsa i jarzyn.
      7. Sprawdzamy, czy masa jest dobra, ewentualnie dodajemy przypraw.
      8. Masę przekładamy do foremki o wymiarach podstawy 37 cm x 9 cm (lub do dwóch mniejszych), wyłożonej papierem do pieczenia, dodatkowo przykrywamy z góry papierem i pieczemy w nagrzanym piekarniku (ok. 200 st. C, funkcja góra-dół) przez co najmniej 60 minut (stopień przypieczenia skórki - wg gustu).
      9. Po upieczeniu pozostawiamy do wystygnięcia (pasztet trochę "siądzie"), a potem wstawiamy do lodówki na co najmniej kilka godzin (przed pierwszym krojeniem).


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „PASZTET Z GĘSI LUB KACZKI”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2014 16:58
  • sobota, 18 października 2014
    • JEDZENIE DO PRZEDSZKOLA LUB SZKOŁY

       

      Wpis ten dedykuję pewnej sympatycznej mamie, Kasi.

       

      Minął wrzesień i trochę października, a wraz z tym czasem - pierwsze rozterki niektórych mam, w tym – moje. Jak co roku, już gdzieś w sierpniu pojawia się w głowie dręczące pytanie, podszyte uczuciem bezradności: „Co ja jej / jemu dam do szkoły na drugie śniadanie i obiad?”. Pytanie to dręczy szczególnie tych rodziców, których dzieci mają jakieś ograniczenia dietetyczne, a na dodatek są tzw. „niejadkami” (czytaj: są bardzo wybiórcze w jedzeniu).

      Moje Dzieci nie mają żadnych ograniczeń dietetycznych, ale... problem jest, bo większość łatwych w przygotowaniu produktów ze sklepów spożywczych (takich, jak np. bułki pszenne) jest wg mojej wiedzy niejadalna (ze względu na stopień przetworzenia biologicznego, chemicznego i przemysłowego, a także obecność konserwantów, sztucznych barwników i aromatów, wzmacniaczy smaku, soli z antyzbrylaczem itp. oraz ze względu na sposób uprawy warzyw, owoców i zbóż na potrzeby przemysłu spożywczego: z zastosowaniem chemicznych środków ochrony roślin, niebezpiecznych chemicznych środków odchwaszczających i sztucznych nawozów). Podobny problem widzę w przypadku oferty stołówki szkolnej czy oferty cateringowej; nie można mieć zaufania nawet do tzw. ekologicznego cateringu bo i ten nie jest w stanie zapewnić w 100% czystych i naturalnych pokarmów. Pozostają mi więc do dyspozycji jedynie produkty naturalne, przemysłowo nieprzetworzone, z których muszę wymyślić coś, co nadaje się do zapakowania do tornistrów, coś, czego nie trzeba podgrzewać i coś, co nie zepsuje się nawet wtedy, gdy tornister wyląduje koło ciepłego kaloryfera w szkole. Muszę też uwzględnić „wybredność” moich Dzieci, jeśli jedzenie ma im służyć, tj. sprawiać im przyjemność i wzmacniać ich organizmy. Do tego, smaki moich Dzieci zmieniają się w czasie i choć jest to jak najbardziej prawidłowe, naturalne i pożądane zjawisko, trudno mówić o sielance; mam pełne ręce roboty, a głowa też nie jest zwolniona z myślenia, przewidywania i planowania.

      Poniżej przedstawię nasze pomysły kulinarne, pomysły na jedzenie do szkoły (a dawniej – przedszkola), które wciąż cieszą się uznaniem moich Dzieci lub te, które kiedyś były dla nich hitami kulinarnymi, a potem zostały przez nie odrzucone, lub też takie, których nigdy nie zaakceptowały, choć dla innych dzieci są atrakcyjną propozycją. Każdy posiłek można modyfikować wg gustu i potrzeb konkretnego dziecka i urozmaicać dodatkami, do czego bardzo zachęcam.

      Zanim przejdę do meritum, słowo o sposobie podawania posiłków na ciepło i na zimno. Jeśli chcemy, aby dziecko zjadło w szkole ciepły posiłek, pozostaje nam do dyspozycji specjalny termos obiadowy. Ważne, aby nie był to termos plastikowy czy aluminiowy. Jednak nawet najlepszej jakości termos (tj. wykonany z bezpiecznego materiału i utrzymujący wysoką temperaturę jedzenia przez wiele godzin) sprawia, że posiłek, po pewnym czasie przechowywania niekorzystnie zmienia smak. Z tego względu zrezygnowaliśmy z termosów. Łatwiej jest, gdy podajemy dziecku do przedszkola lub szkoły coś, co wymaga niskiej temperatury, np. plasterki upieczonego mięsa (domową wędlinę) z zieleniną. Można wówczas przygotować coś w rodzaju mini lodówki: do większego plastikowego pojemnika wkładamy jeden wkład chłodzący (wkłady chłodzące stosowane są do lodówek turystycznych, można je kupić w sklepach typu Makro, Obi, być może też w zwykłych hipermarketach lub sklepach z artykułami gospodarstwa domowego, zob.: https://www.google.pl/search?q=wk%C5%82ady+ch%C5%82odz%C4%85ce+do+lod%C3%B3wek+turystycznych+obrazy&espv=2&biw=1164&bih=620&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=BdkvVKiFIcOhyAPPt4E4&ved=0CB8QsAQ ), a obok nich – słoiczek z wędliną i dodatkami. Zamknięty pojemnik z zawartością wkładamy do plastikowej torby termicznej lub do grubszej, zwykłej reklamówki; niska, chłodnicza temperatura i tak utrzymuje się przez wiele godzin. Można też zrezygnować z plastikowego pojemnika, zastępując go dwoma woreczkami i bawełnianą ściereczką kuchenną, w ten sposób zabezpieczając tornister dziecka przed wilgocią.

      Poniżej przedstawiam przykłady posiłków, jakie można podać dzieciom do przedszkola lub szkoły. Zaznaczam, że wszelkie pokarmy powinny być wolne od jakichkolwiek sztucznie stosowanych substancji chemicznych. Najlepiej korzystać z opakowań szklanych typu małe słoiki, szklane butelki, lub – z ceramicznych. Opakowania plastikowe mają tę zaletę, że są lekkie; możemy z nich korzystać, pod warunkiem, że wyłożymy je papierem do pieczenia tak, aby żywność nie miała kontaktu z plastikiem. Nie używamy folii aluminiowej, gdyż aluminium (glin) jest toksyczne.

       

      PRZEKĄSKI

      Przekąski najlepsze są na drugie śniadanie, pod warunkiem, że pierwsze, to zjedzone w domu, jest nie tyle obfite, co ciepłe. A oto przykłady przekąsek spożywanych poza domem:

      • jabłko;
      • banan (z dokładnie umytą skórką, najlepiej – uprzednio wymoczoną w wodzie);
      • gruszka;
      • śliwki (w sezonie);
      • czereśnie (w sezonie);
      • krajowe winogrona (w sezonie);
      • ananas pokrojony w kostkę, w słoiku (nienapromieniowany);
      • rodzynki;
      • suszone owoce;
      • powidła owocowe bez cukru (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/10/POWIDLA-SLIWKOWE.html ), robione w domu, mogą być z dodatkiem oliwy z oliwek lub oleju kokosowego, przypraw korzennych i nasion (słonecznika, maku, lnu, sezamu itp., które mogą być zmielone) lub mielonych orzechów;
      • obrane orzechy włoskie, ziemne, laskowe, orzechy nerkowca, obrane migdały (surowe lub delikatnie podprażone); solonych orzechów pistacjowych nie polecam ze względu na niepewność co do czystości soli (sól może zawierać antyzbrylacz, o którym producent pistacji nie wspomni na etykiecie); jeśli dziecko nie lubi orzechów, nie wolno mu ich podawać; orzechy, szczególnie nerkowce wywołują czasami silne reakcje alergii lub nietolerancji pokarmowej (ja sama reaguję migreną na wysuszone orzechy włoskie ze skórką spożyte w większej ilości);
      • łuskane nasiona słonecznika (na surowo lub podprażane z solą);
      • łuskane nasiona dyni (na surowo lub podprażane z solą);
      • pasta orzechowa robiona w domu, typu chałwa, tahina (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/TAHINA-CHALWA.html );
      • siemię lniane delikatnie podprażone z solą i z odrobiną oliwy z oliwek lub oleju kokosowego;
      • orzechy, nasiona słonecznika, nasiona dyni lub / i pokrojone owoce suszone w miodzie;
      • miód (w małej ilości);
      • obrana marchewka na surowo;
      • obrana młoda kalarepka na surowo;
      • surówka z jabłka i marchewki z dodatkiem oliwy z oliwek, przypraw korzennych i zmielonych orzechów; może być z dodatkiem drobno startego surowego buraka lub surowej dyni;
      • obrany miąższ kokosa w kawałkach (kokos musi być świeży, bez jakiejkolwiek pleśni, wówczas ma słodki, przyjemny smak);
      • czipsy kokosowe domowej roboty (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/CZIPSY-KOKOSOWE.html );
      • wiejska śmietana (uwaga: ponieważ taka śmietana jest żywa, tj. fermentuje, może „wybuchnąć”, jeśli pozostanie szczelnie zamknięta w słoiku na kilka godzin poza lodówką; najlepiej, żeby dziecko spożyło ją więc na pierwszej przerwie śniadaniowej);
      • koktajl z wiejskiej śmietany (z uwagą jak wyżej, zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/KOKTAJL-Z-KWASNEJ-SMIETANY-I-Z-OWOCOW-JAGODOWYCH.html ).

       

      POSIŁKI WYSOKOBIAŁKOWE

      Proponowane poniżej cztery pierwsze posiłki należy włożyć do mini lodówki:

      • pieczone mięso (kurczak, kaczka, gęś, indyk, wołowina, cielęcina, schab, baranina, jagnięcina, te mięsa należy rotować w miarę możliwości i wg smaku dziecka) w plasterkach, z dodatkiem zieleniny, zielonej sałaty, marchewki, pomidora, papryki, ogórka kiszonego itp.;
      • pasztet z gęsi lub kaczki (przepis na pasztet wciąż dopracowywuję, metodą prób i błędów, opublikuję go, gdy będzie gotowy) z dodatkiem zieleniny lub jakiegoś warzywa na surowo;
      • jajko na twardo w plasterkach z dodatkiem warzywa (jak wyżej);
      • twaróg z gospodarstwa wiejskiego z tłustą śmietaną, solą, przyprawami (typu: pieprz czarny, biały, kolorowy, chili, kurkuma; ważne, aby były to przyprawy rozgrzewające ze względu na wychładzające właściwości twarogu) i z zieleniną; idealnie pasowałaby siekana cebula lub rozgnieciony czosnek, jednak takie dodatki mogą być kłopotliwe dla dziecka przebywającego wśród kolegów i koleżanek, ze względu na intensywny zapach;
      • suflet z sera (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/SUFLET-Z-SERA.html );
      • musli z płatków migdałowych z olejem kokosowym (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/MUSLI.html );
      • biszkopt bezglutenowy z masłem i dżemem bezcukrowym (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/BISZKOPT-BEZGLUTENOWY.html );
      • makowiec bez ciasta (pieczemy samą masę makową na podstawie przepisu na standardowy makowiec; cukier zastępujemy miodem i zdrowymi bakaliami, eliminujemy niezdrowy tłuszcz, zastępując go masłem, można też poeksperymentować z większą ilością masła i żółtek).

       

      POSIŁKI WYSOKOWĘGLOWODANOWE

      Posiłki wysokowęglowodanowe nadające się do spożycia poza domem to przede wszystkim posiłki ze zbóż. Zadbajmy o to, aby były to zboża pełnoziarniste, świeże i w pełni naturalne, po właściwej obróbce kuchennej (mielone, najlepiej w domu, lub odpowiednio długo moczone w wodzie z dodatkiem soku z cytryny, octu jabłkowego lub zakwasu, jeśli mają być gotowane, w celu neutralizacji kwasu fitynowego, który utrudnia absorpcję wartości odżywczych). Takie zboża są lepiej przyswajalne, nie powinny powodować dolegliwości jelitowych (to jednak zawsze należy weryfikować i ewentualnie czasowo eliminować szkodliwe zboża z diety), a ponadto nie prowadzą do tak dużych wzrostów stężenia glukozy we krwi, jak zboża oczyszczone (np. w postaci bułek ze współczesnej pszenicy). Posiłki zbożowe powinny być serwowane z dodatkiem masła lub innego zdrowego tłuszczu, aby zmniejszyć skoki stężenia glukozy we krwi po posiłku. Dobrym rozwiązaniem jest mieszanie mąki zbożowej z mąką z nasion oleistych lub z orzechów, gdyż nasiona i orzechy są pokarmami tłustymi. Mój Chłopczyk, który nie lubi dodatku masła do pieczywa, je w szkole tzw. suchy chleb, ale ten chleb zrobiony jest w 1/3 z nasion słonecznika i lnu. Zadbajmy również o to, aby (w ramach profilaktyki lub leczenia z już istniejącej nadwrażliwości pokarmowej) rotować zboża, tj. podawać poszczególne rodzaje zbóż naprzemiennie, a tym samym robić co najmniej trzydniowe przerwy od danego rodzaju, np. od żyta (wg alergologii, tyle czasu potrzebuje organizm, aby oczyścić się z danego alergenu lub czynnika powodującego nietolerancję). Dobrze jest też pamiętać o trzydniowej przerwie od zbóż w ogóle, poza tym, całkowicie rezygnujemy z serwowania tych zbóż, których dziecko nie akceptuje. Warto też zwrócić uwagę na kaszę gryczaną i mąkę z tej kaszy; gryka, wg kwalifikacji biologicznej nie jest zbożem, nie jest więc spokrewniona z pszenicą, żytem, jęczmieniem, owsem, ryżem, prosem czy kukurydzą i jest bezpieczna przy nietolerancji któregokolwiek z tych zbóż (nie ma ryzyka tzw. reakcji krzyżowych w alergii).

      A oto przykłady posiłków wysokowęglowodanowych:

      • podpłomyki (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/PODPLOMYKI.html ) ze starej odmiany pszenicy (kamutu, płaskurki, samopszy);
      • podpłomyki żytnie;
      • podpłomyki jęczmienne;
      • podpłomyki owsiane;
      • podpłomyki ryżowe;
      • podpłomyki jaglane;
      • podpłomyki gryczane (wszystkie rodzaje podpłomyków są pyszne z dodatkiem masła);
      • chleb z naturalnych zbóż, nasion, orzechów itp., pieczony w domu (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/CHLEB-PSZENNY-Z-DODATKIEM-LNU-I-SLONECZNIKA.html );
      • ryż na zimno z solą i oliwą z oliwek (uwaga: ryż musi być świeżo ugotowany; na ziarenkach ryżu obecna jest bakteria Bacillus cereus, która zaczyna się szybko namnażać od godziny do pięciu godzin po ugotowaniu ryżu, nawet w lodówce; gotowanie nie zabija tej bakterii ze względu na bardzo odporne formy przetrwalnikowe; nie powinno się podawać dziecku ryżu ugotowanego poprzedniego dnia, a niemowlętom – po upływie 12 godzin od momentu ugotowania ryżu; Bacillus cereus może prowadzić do zatrucia pokarmowego (źródło: prof. Jonathan Brostoff, Linda Gamlin: Food allergies and food intolerance, Healing Arts Press, 2000 r., str. 155);
      • ryż na ciepło z cebulą podsmażoną na maśle (lub innymi warzywami), solą i przyprawami;
      • ryż na zimno lub ciepło z dodatkami: suszonymi owocami, duszonymi owocami, nasionami, orzechami, z dodatkiem przypraw korzennych i oleju kokosowego lub oliwy z oliwek;
      • inne zboża w kombinacjach, jak wyżej: kasza gryczana, kasza jaglana, kasza jęczmienna, nasiona starej pszenicy, nasiona żyta, najlepiej w rotacji wg gustu dziecka;
      • kukurydza z kolby gotowana lub na surowo (choć dzieci raczej jej nie trawią, co można zauważyć po kupce, ale jeśli tylko smakuje, zdałabym się na wybór dziecka);
      • musli z płatków owsianych i migdałowych (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/MUSLI.html );
      • szarlotka jaglana lub szarlotka z innego zboża (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/09/SZARLOTKA-JAGLANA.html );
      • inne ciasta i ciasteczka na bazie naturalnych zbóż, jajek lub orzechów i nasion, owoców, miodu i sporej ilości masła.

       

      NAPOJE

      W szkole (lub w przedszkolu) najlepiej sprawdza się czysta woda, latem chłodna, ze szklanej butelki, a zimą ciepła, z termosu. Tak jest szybciej i łatwiej. Herbatki ziołowe (z szałwii, rumianku, kopru lub mięty) podaję Dzieciom w domu, na specjalne życzenie. Soków (poza sporadycznie spożywanym bezcukrowym domowym sokiem z czarnej porzeczki lub z malin) nie oferuję, bo uważam, że o wiele zdrowsze są świeże owoce.

       

      Powyższe propozycje posiłków do przedszkola lub szkoły są dobre, pod warunkiem, że zadbamy o to, aby posiłki jedzone w domu były ciepłe. Do takich należą z pewnością pierwsze śniadanie i kolacja. Idealna w tej roli jest zupa jarzynowa lub rosół, z dodatkami (jajka, mięso, ziemniaki, kasza, ryż itp.) lub bez. Sprawdzają się też banany lub jabłka duszone na oleju kokosowym, maśle klarowanym lub oliwie z oliwek z przyprawami korzennymi i innymi dodatkami, jajka w przeróżnej postaci na ciepło, gulasz z warzywami lub kaszą czy ryżem, pierogi, naleśniki, placki ziemniaczane, kopytka z dodatkiem zieleniny itp., wg wyborów dziecka i tylko w takich ilościach, jakie spożywa z przyjemnością.

      Bywa, że jakaś mama pyta mnie, co można podać dziecku do szkoły. Wówczas, gdy mówię o wyżej wymienionych propozycjach, spotykam się z reakcją tego typu: „Och, gdyby tylko moje dziecko jadało to wszystko! Jest takim niejadkiem...”. Wyjaśniam więc, że nie chodzi o to, aby dziecko jadało wszystko. Chodzi o to, aby oferta była bogata, aby dziecko miało z czego wybierać i aby wychwycić zmiany w jego upodobaniach kulinarnych. Dla przykładu powiem, co moje Dzieci jadły w szkole od początku roku szkolnego: Dziewczynka – podpłomyki ze starej odmiany pszenicy lub z żyta lub z owsa (podpłomyki jęczmienne, ryżowe i jaglane nie przypadły jej do gustu) z dodatkiem sporej ilości surowego masła, Chłopczyk – ryż na zimno z solą i dużą ilością oliwy z oliwek (ta duża ilość - na jego własne, wyraźne życzenie) lub chleb ze starej odmiany pszenicy, nasion lnu i słonecznika, bez masła. I tak w kółko, i nic więcej, aż do minionego czwartku: w czwartek Chłopczyk zażyczył sobie tłustego pasztetu z gęsi zamiast chleba, który przestał mu smakować. W związku z tym w piątek jadł cały dzień pasztet naprzemiennie z bananami (w szkole na surowo z cynamonem, a w domu - duszone z olejem kokosowym, również z dodatkiem cynamonu). Pewnie chleb pójdzie w odstawkę na wiele tygodni lub nawet miesięcy, a dla mnie jest to znak, że muszę zrobić zapasy pasztetu i zamrozić je.

      Co do stwierdzenia „Moje dziecko jest niejadkiem”: dziecko nie chce jeść, gdy nie może natrafić na pokarm, który w danym momencie jest potrzebny jego organizmowi i gdy jedzenie, które mu serwujemy nie służy mu. „Wybrzydzanie” i zmiany w upodobaniach kulinarnych dziecka, skądinąd trudne dla rodziców, są cenną wskazówką od Natury ułatwiającą utrzymanie dziecka w zdrowiu. Jeśli podążymy za nią, nie zrażając się wysiłkiem, będziemy cieszyć się zdrowiem naszych dzieci.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „JEDZENIE DO PRZEDSZKOLA LUB SZKOŁY”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 18 października 2014 17:51
  • sobota, 11 października 2014
    • BISZKOPT BEZGLUTENOWY

       

      Przepis na biszkopt bezglutenowy dostałam od Pani dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, lekarki, która przez okrągły rok systematycznie i cierpliwie przekazywała mi bezcenną wiedzę o leczeniu dietą. Przepis okazał się zbawiennym rozwiązaniem na początku leczenia mojego Chłopczyka, kiedy musiałam mu podać coś do przedszkola, coś, co nie było chlebem, lecz co było podobne do niego w formie.

       

      SKŁADNIKI:

      • 125 gramów zmielonego na mąkę słonecznika (lub / i siemienia lnianego, sezamu, maku, orzechów, kokosu)
      • 10 jajek

       

      WYKONANIE:

      1. Całe jajka ubijamy na puszystą masę.
      2. W międzyczasie piekarnik nastawiamy na 180 st. C, termoobieg.
      3. Dodajemy mąkę z ziaren, delikatnie i krótko mieszając ją z ubitymi jajkami.
      4. Masę wlewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez około 45 minut.
      5. Po upieczeniu biszkopt podajemy w formie złożonej kanapki z masłem, cienką warstwą dżemu bezcukrowego i z przyprawami korzennymi (takimi, jak imbir, kardamon, zmielone goździki, cynamon, kolendra).
      6. Biszkopt dobrze też smakuje w formie grzanki, z wyżej wymienionymi dodatkami.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „BISZKOPT BEZGLUTENOWY”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 20:34
    • PODPŁOMYKI

       

      Do stworzenia (drogą prób i błędów ) tego przepisu zainspirowała mnie Pani Marta ze szkolnej świetlicy moich Dzieci; pewnego dnia zobaczyłam, jak wraz ze swoimi podopiecznymi robi podpłomyki ze zwykłej mąki pszennej. Zapytałam o przepis; okazało się, że jest banalnie prosty. Ja go trochę zmodyfikowałam i w domu zaczęłam robić próby na innych rodzajach mąk. Podpłomyki udawały się, a co najważniejsze – smakowały moim Dzieciom. Do tego mogłam wprowadzić rotację różnych zbóż.

      Przede mną kolejne próby: chciałabym spróbować wersji z dodatkami w postaci rozmaitych mielonych nasion i suszonych mielonych ziół (jeden rodzaj dodatku na dany wypiek), do tego zachęcam też moich Czytelników.

      Chrupiące i cieniutkie podpłomyki można jeść na sucho, z dodatkiem świeżego wiejskiego masła lub z humusem, w kombinacjach z listkami sałaty, z plasterkami jajka, pomidora czy ogórka i z posiekaną cebulą.

       

      SKŁADNIKI (na małą porcję, zazwyczaj robię dwa razy większą):

      • 1 szklanka mąki z dowolnego zboża (pełnoziarnistego ryżu, kaszy jaglanej, pełnoziarnistego żyta, pełnoziarnistej starej odmiany pszenicy, jęczmienia, płatków owsianych) lub z kaszy gryczanej oraz dodatkowa mąka na podsypanie
      • 1/3 łyżeczki soli
      • 1 łyżka oliwy z oliwek
      • woda

       

      WYKONANIE:

      1. Mąkę wymieszać z solą i zagnieść z oliwą z dodatkiem minimalnej ilości wody: wodę trzeba dodawać stopniowo, tylko tyle, aby ciasto nie kruszyło się i aby było elastyczne.
      2. Nastawić piekarnik na termoobieg 170 st. C i przygotować dwie blachy, wykładając je papierem do pieczenia.
      3. Ciasto wałkujemy na stolnicy lub większej desce do chleba do możliwie najcieńszej grubości (porównywalnej do grubości kartki papieru), a potem uzyskany arkusz kroimy na dowolnej wielkości kawałki.
      4. Pieczemy przez około 10 minut.

       

      Możemy przygotować większą ilość ciasta, np. z 5 szklanek mąki, podzielić je na mniejsze porcje  i włożyć je do zamrażarki na przyszłe wypieki.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „PODPŁOMYKI”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 20:14
    • CHLEB PSZENNY Z DODATKIEM LNU I SŁONECZNIKA

       

      Chlebek, który dzisiaj proponuję jest wzbogacony w białko roślinne, pochodzące z nasion lnu i słonecznika. Włączenie tych nasion do składu pieczywa powoduje korzystne zmniejszenie ilości głównego składnika węglowodanowego – pszenicy. Mówiąc o pszenicy, nie mam na myśli najpopularniejszej jej odmiany dominującej w handlu i w naszych kuchniach, gdyż ta nie należy do najzdrowszych pokarmów. Używam jedynie starej odmiany pszenicy (kamutu, a w najbliższej przyszłości – płaskurki, na której dostawę czekam z niecierpliwością). Mąkę robię w domu, z pełnych ziaren tego zboża, bezpośrednio przed jej wykorzystaniem (świeżo zmielona mąka ma najwięcej wartości).

      Można by zadać pytanie, dlaczego mamy piec chleb w domu, skoro nie brakuje dobrych piekarni oferujących smakowite różne odmiany pieczywa, w tym – pełnoziarnistego i na tradycyjnym zakwasie, bez polepszaczy i konserwantów, nierzadko pieczonego w tradycyjnych starych piecach. Mam jednak do takiego pieczywa zastrzeżenie względem stosowanej soli, w szczególności chodzi mi o jej ilość i jakość. Chleb, niezależnie czy ten kupiony czy upieczony w domu, zawiera w proporcjach więcej soli niż inne potrawy, do tego ten z piekarni często jest przesalany. Warto więc pomyśleć o rodzaju soli, jakiej używa piekarz. Otóż okazuje się, że nawet w chlebie reklamowanym jako pieczywo bez chemicznych dodatków, może znajdować się sól z antyzbrylaczem, o czym nie ma wzmianki na etykiecie chleba. Ponadto, sól może być zanieczyszczona metalami ciężkimi (np. rtęcią). Jestem właśnie w trakcie małego „dochodzenia”: kontaktuję się z producentami chleba i szukam specyfikacji produktu dotyczących poszczególnych rodzajów soli. Gdy zgromadzę wszystkie dostępne na ten temat informacje, podzielę się nimi z moimi Czytelnikami.

      Na koniec uwaga co do sposobu upieczenia chleba w domu: nie jestem zwolenniczką pieczenia chleba w automacie, gdyż pojemnik w automacie ma powłokę teflonową. Teflon działa niekorzystnie na produkty spożywcze w wysokich temperaturach. Korzystam natomiast z automatu tylko do wyrobienia i wyrośnięcia ciasta, a następnie piekę chleb w piekarniku.

       

      SKŁADNIKI:

      • 1 łyżka rodzynek lub 1 łyżeczka miodu
      • 2 i 1/3 szklanki letniej wody
      • 3 łyżki oliwy z oliwek
      • świeże drożdże (około 1/6 stugramowej kostki)
      • 4 szklanki kamutu lub innej starej odmiany pszenicy
      • 1 kopiasta łyżeczka soli
      • 1 szklanka świeżo zmielonego siemienia lnianego
      • 1 szklanka nasion słonecznika

       

      WYKONANIE:

      1. Rodzynki miksujemy z wodą lub miód zalewamy częścią wody w postaci wrzątku i mieszamy (chodzi o zneutralizowanie enzymów obecnych w miodzie, które przeszkadzają drożdżom w rośnięciu), a potem dolewamy do niego resztę letniej wody.
      2. Słodki płyn łączymy z oliwą i drożdżami, mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
      3. Mieszamy wszystkie suche składniki: pszenicę, len, słonecznik i sól.
      4. Płyn wlewamy do automatu do pieczenia chleba, następnie dodajemy suche składniki.
      5. Nastawiamy automat na program „wyrabianie ciasta”.
      6. Nagrzewamy piekarnik wraz z formą wyłożoną papierem do pieczenia do temperatury około 50 st. C.
      7. Wyrobione i wyrośnięte w automacie ciasto przekładamy do nagrzanej formy i wkładamy do piekarnika, nastawiając temperaturę na około 30 – 40 st. C, do rośnięcia przez 70 minut.
      8. Włączamy piekarnik na funkcję góra-dół, temperaturę 140 st. C, pieczemy przez około 90 minut.
      9. Po upieczeniu chleb trzymamy jeszcze chwilę w zamkniętym piekarniku, a potem w uchylonym, następnie wykładamy z formy na drewnianą deskę do odparowania.
      10. Chleb, po ostygnięciu przechowujemy w lodówce, najlepiej zawinięty w świeży papier do pieczenia i czystą ściereczkę kuchenną.
      11. Z upieczonego chleba można zrobić w piekarniku grzanki w postaci kostek, które dzieci bardzo lubią.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 17:36
    • MUSLI

       

      Musli stanowi smakowitą sycącą przekąskę, z powodzeniem zastępującą kanapkę. Można spożywać je na sucho lub z dodatkiem mleka kokosowego. Niebagatelna jest też rola oleju kokosowego, użytego wg poniższego przepisu (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/12/OLEJE-TROPIKALNE-cz-I.html ). Dla dzieci z problemami neurologicznymi proponuję musli w wersji tłustszej, z mniejszą ilością węglowodanów, bazującej jedynie na płatkach migdałowych (tj. z pominięciem płatków owsianych).

       

      SKŁADNIKI:

      • 2 szklanki płatków owsianych (wersja wysokowęglowodanowa) lub migdałowych (wersja z wyższą zawartością białka i tłuszczu) lub mieszanki obu rodzajów płatków
      • przyprawy korzenne
      • szczypta soli
      • 2 raczej kopiaste łyżki oleju kokosowego
      • 2 łyżeczki miodu
      • ½ szklanki rodzynek

       

      WYKONANIE:

      1. Rodzynki płuczemy we wrzątku i podsuszamy w piekarniku w temperaturze 75 st. C na termoobiegu.
      2. Miód i olej podgrzewamy, mieszając do uzyskania płynnej konsystencji.
      3. Płatki mieszamy z przyprawami i solą.
      4. Płatki łączymy z olejem i miodem, dokładnie mieszamy i rozkładamy na płasko na wyłożonej papierem blasze.
      5. Wstawiamy do piekarnika na 40 minut, temperatura: 140 - 150 st. C, termoobieg, od czasu do czasu mieszając.
      6. Po wyciągnięciu z piekarnika od razu dodajemy wysuszone rodzynki i mieszamy.
      7. Przechowujemy w zamkniętej papierowej torbie lub w szklanym słoju, do kilku tygodni, można w temperaturze pokojowej.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 14:23
    • SUFLET Z SERA

       

      Mój suflet z sera jest daniem wysokobiałkowym i wysokotłuszczowym. Występują w nim trzy rodzaje białek (w wersji z siemieniem lnianym): białko mleczne, białko zawarte w jajkach i białko roślinne obecne w nasionach lnu, co jest dużym wyzwaniem dla układu immunologicznego. Z tego też względu nie polecam takiego sufletu dla dzieci osłabionych, dla dzieci chorych, dla dzieci gorączkujących. Jest to jednak znakomite danie dla zdrowych dzieci, które rozpiera energia: jest bardzo sycące, wystarczą małe porcje, abyśmy mieli spokój z gotowaniem przez kilka godzin, poza tym można je trzymać w lodówce przez kilka dni, podawać na zimno lub odgrzewać w piekarniku. Z moich doświadczeń wynika, że danie to smakuje okresowo; moje Dzieci robią sobie od niego kilkumiesięczne przerwy.

       

      SKŁADNIKI:

      • 50 dag twarogu
      • 20 dag masła
      • 10 jajek
      • 2 łyżki miodu
      • 2 łyżki mąki ziemniaczanej lub (lepiej) 3 łyżki mielonego siemienia lnianego
      • imbir, kurkuma
      • szczypta soli
      • ewentualnie rodzynki

       

      WYKONANIE:

      1. Piekarnik nastawić na temperaturę 220st. C.
      2. W malakserze rozetrzeć ser z masłem (na nożach).
      3. Dodać jajka, miód, mąkę ziemniaczaną lub siemię lniane, przyprawy, sól i maksymalnie zwiększyć obroty malaksera.
      4. Masę wlać do dużej brytfanki wyłożonej papierem do pieczenia.
      5. Ewentualnie powtykać w masę rodzynki (tak, aby nie przypaliły się i aby nie opadły na dno).
      6. Piec około ½ godziny.
      7. Podawać na ciepło, na zimno (tak, jak sernik) lub w postaci grzanek (po odgrzaniu w piekarniku na termoobiegu).

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 13:49
    • KOKTAJL Z KWAŚNEJ ŚMIETANY I Z OWOCÓW JAGODOWYCH

       

      Łączenie produktów mlecznych (a do takich należy śmietana) z owocami zawsze wzbudzało moje wątpliwości. Ale zdarza się, że mój Chłopczyk prosi o taką właśnie mieszankę, która mu „od czasu do czasu smakuje”. Szczegóły dotyczące przygotowania koktajlu ze śmietany i owoców przedstawiam poniżej.

       

      SKŁADNIKI (w ilości wg uznania):

      • wiejska, „żywa” i tłusta kwaśna śmietana
      • owoce jagodowe (jagody, maliny, truskawki), poza sezonem – z zamrożonych zapasów
      • miód
      • odrobina przypraw (w rotacji: anyżu, cynamonu, gałki muszkatołowej, mielonych goździków, imbiru, kardamonu, kolendry)
      • odrobina mielonych nasion (np. wiesiołka, ostropestu, konopi)

       

      WYKONANIE:

      1. Owoce rozgniatamy widelcem (gdy chcemy, aby w koktajlu pozostały w kawałkach) lub miksujemy.
      2. Wszystkie składniki umieszczamy w dużym słoju z przykrywką i krótko „szejkujemy”, uważając, aby ze śmietany nie wydzieliły się grudki masła (co może się zdarzyć w przypadku prawdziwej, nieprzetworzonej przemysłowo śmietany, z tego też względu nie polecam blendera).
      3. Koktajl podajemy dziecku w szklance, aby mogło widzieć jego ciekawy kolor.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 13:23
  • sobota, 04 października 2014
    • CZIPSY KOKOSOWE

       

      O właściwościach kokosa i tłuszczu kokosowego nie będę rozpisywać się, bo zrobiłam to już dawniej (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/12/OLEJE-TROPIKALNE-cz-I.html i http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/12/OLEJE-TROPIKALNE-8211-cz-II.html ). Dzisiaj piszę o samych czipsach kokosowych: są chrupiące, oryginalne, pyszne i zdrowe. Polecam:

       

      SKŁADNIKI:

      • świeży orzech kokosowy

       

      WYKONANIE:

      1. W orzechu kokosowym robimy dziurki, przez które wylewamy do szklanki wodę kokosową (jest to bardzo wartościowy napój, który można wypić; powinien mieć słodki, przyjemny smak, jeśli tak nie jest, może to świadczyć o zepsuciu całego kokosa).
      2. Owinięty w woreczek orzech rozłupujemy młotkiem, przytrzymując jedną ręką worek od strony otworu; używamy do tego plastikowej deski kuchennej położonej na grubo zwiniętym ręczniku, na podłodze.
      3. Kawałki orzecha (miąższ) oddzielamy od drewnianej łupiny, możemy też obrać je ze skórki, ale nie jest to konieczne; ważne, aby dokładnie pooglądać każdy kawałek i wyciąć wszelkie zmienione kolorystycznie miejsca (są to najczęściej miejsca zajęte przez pleśń), szczególnie te wokół trzech otworów.
      4. Miąższ płuczemy w wodzie i siekamy w malakserze na jak najcieńsze plastry (tj. na ostrzu do cięcia ogórków na mizerię).
      5. Rozkładamy plasterki równomiernie na dwóch blachach do pieczenia wyłożonych papierem do pieczenia i wkładamy do nagrzanego piekarnika na termoobieg, na temperaturę około 110 – 120 st. C, na 90 minut, co pół godziny przekładając blachy i mieszając plasterki. Chipsy powinny być wyraźnie przyrumienione, ale nie spalone.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 04 października 2014 21:14
    • TAHINA, CHAŁWA

       

      Poniżej przedstawiam przepis na tahinę – pastę z sezamu. Jeśli do składników włączymy miód, uzyskamy chałwę. Tahina ma specyficzny smak. Zarówno tahina, jak i chałwa dobrze sprawdzają się jako dodatek do kawy (zamiast ciastka), oczywiście dla dorosłych. Są bogate w łatwo przyswajalny wapń i mogą pod tym względem zastępować mleko i jego przetwory w przypadku dzieci z nietolerancją kazeiny bądź laktozy. Ze względu na obecność naturalnych tłuszczów, pasta z sezamu, nawet ta z dodatkiem miodu, może być tolerowana przez cukrzyków. Polecam tahinę i chałwę tym dzieciom, którym pasty te będą smakować i u których sezam nie wywołuje niepożądanych reakcji organizmu.

       

      SKŁADNIKI:

      • sezam niełuskany (taki ma więcej wapnia i innych wartości) – ilość wg uznania (np. ½ szklanki)
      • olej kokosowy na zimno tłoczony nierafinowany
      • ewentualnie: sól

       

      WYKONANIE:

      1. Sezam podprażamy na średnim ogniu, cały czas mieszając. Możemy dodać soli. Kończymy prażenie, gdy tylko poczujemy zapach, uważając, aby nie nasionka nie przypaliły się, bo będę niedobre.
      2. Podprażony sezam wkładamy do blendera i mielemy na proszek.
      3. Dodajemy trochę oleju kokosowego (powinien roztopić się pod wpływem ciepła sezamu) i włączamy maszynę na maksymalne obroty.
      4. Po chwili dodajemy jeszcze ewentualnie oleju, tak, aby masa była gładka i nie za gęsta, wg upodobań dziecka.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „TAHINA, CHAŁWA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 04 października 2014 19:41
  • niedziela, 28 września 2014
    • WĘGLOWODANY A RÓWNOWAGA HORMONALNA

       

      Nawiązując nieco do poprzedniego tematu, w którym wspominałam o tym, jak ograniczenie węglowodanów w diecie dziecka stymuluje regenerację mózgu, jak również nawiązując do kwestii równowagi w organizmie jako synonimu zdrowia i nierównowagi – synonimu choroby (tak mocno podkreślanej w medycynie chińskiej), przedstawię dzisiaj istotę równowagi hormonalnej i jej powiązania z ilością spożywanych węglowodanów. Postaram się dokonać tego w możliwie najprostszy sposób, na podstawie książki cytowanej pod artykułem, jak również własnej wiedzy i doświadczenia w odżywianiu dzieci.

       

      Hormony to związki chemiczne wydzielane w organizmie w celu regulacji procesów biochemicznych (metabolizmu) w nim zachodzących. Część hormonów reguluje procesy anaboliczne, a część – procesy kataboliczne. Oba rodzaje procesów są przeciwstawne: procesy anaboliczne prowadzą do budowy i regeneracji cząsteczek, tkanek i organów (przykład: gojenie się rany, tycie, ząbkowanie, wzrost paznokci, wzrost włosów) oraz magazynowania energii, a procesy kataboliczne – do rozkładu złożonych związków chemicznych na prostsze (przykład: spalanie tłuszczu i cukru, spadek wagi) i uwalniania się energii. Każdy organizm dąży do utrzymania równowagi między przeciwstawnymi procesami anabolicznymi i katabolicznymi, a rolą hormonów jest regulowanie tej równowagi.

       

      Działanie hormonów może mieć więc charakter anaboliczny lub kataboliczny. Do hormonów o działaniu katabolicznym należą np. hormony tarczycy i hormony wydzielane przez korę nadnerczy, takie jak kortyzol. Nadmiar hormonów produkowanych przez tarczycę (nadczynność tarczycy), a w konsekwencji - nadmiar procesów katabolicznych prowadzi do utraty wagi. Kortyzol powoduje m.in. zwiększenie stężenie glukozy we krwi (glukoza, jako najprostszy cukier powstaje z rozkładu bardziej złożonych związków chemicznych) w odpowiedzi na stres (tak jak adrenalina, należy do hormonów stresowych) i co ciekawe – przyśpiesza rozkład tłuszczów do ciał ketonowych. Do hormonów o działaniu anabolicznym zaliczamy m.in. hormony płciowe, hormony wzrostowe i insulinę. Hormony płciowe odpowiedzialne są m.in. za dojrzewanie płciowe, regulację cyklu miesiączkowego, prawidłowy przebieg ciąży. Hormony wzrostowe stymulują wzrost u dzieci, jak również porost włosów czy paznokci, regenerację uszkodzonych tkanek itp., wspomagają układ odpornościowy (np. przez zwiększenie ilości tkanki limfatycznej), pełnią ważną rolę w wytwarzaniu białek, m.in. enzymów. Insulina „wpycha” glukozę (której stężenie we krwi rośnie po posiłku węglowodanowym) do komórek i powoduje, że cząsteczki glukozy przekształcają się w bardziej złożone związki chemiczne; doprowadza do magazynowania energii i przyrostu tkanki tłuszczowej.

       

      Co ma wspólnego ilość zjadanych węglowodanów z hormonami? Pierwszym hormonem, który bezpośrednio reaguje na spożycie węglowodanów jest insulina, hormon wydzielany przez trzustkę. Siłą równoważącą wysokie stężenie anabolicznej insuliny we krwi jest wzrost stężenia innego hormonu, o działaniu katabolicznym lub spadek wydzielania innego hormonu o działaniu takim samym, jak insulina – anabolicznym. W ten sposób organizm dąży do zachowania równowagi. Autorzy wspomnianej książki dokonują porównania tego mechanizmu do działania wagi z dwiema szalkami: na jednej szalce są hormony kataboliczne, a na drugiej – anaboliczne, wśród nich insulina. W momencie wzrostu ilości insuliny przeważa szalka z hormonami anabolicznymi. Aby zrównoważyć obie szalki, organizm zmniejsza ilość jakiegoś innego hormonu anabolicznego lub zwiększa ilość hormonu po drugiej stronie, czyli hormonu katabolicznego. Niestety, przy zbyt dużych nadmiarach lub niedoborach określonych hormonów dochodzi do różnych zaburzeń (jak można wywnioskować, utrzymanie równowagi metabolicznej jest priorytetowe dla organizmu, nawet kosztem pewnych dysfunkcji). A oto przykłady takiego stanu rzeczy:

      1. Nadmiar insuliny (hormonu anabolicznego) rekompensowany jest spadkiem poziomu hormonu wzrostowego (również hormonu anabolicznego); nadmiar węglowodanów w pożywieniu może więc prowadzić do zahamowania wzrostu i rozwoju dziecka.
      2. Nadmiar insuliny (hormonu anabolicznego) rekompensowany jest spadkiem poziomu hormonów płciowych (anabolicznych), co widać w przypadku otyłych chłopców w wieku nastoletnim: często zahamowany jest u nich rozwój narządów płciowych; jeśli ograniczy się w ich diecie ilość spożywanych węglowodanów, to wraz ze spadkiem produkcji insuliny dojdzie u nich do zwiększenia produkcji hormonów płciowych.
      3. Nadmiar insuliny (hormonu anabolicznego) może prowadzić do nadmiernej produkcji hormonów tarczycowych (katabolicznych), a w konsekwencji np. do chudnięcia, wypadania włosów.
      4. Nadmiar insuliny (hormonu anabolicznego) może prowadzić do nadmiernej produkcji hormonów kory nadnerczy (katabolicznych), a w konsekwencji np. do zaburzeń miesiączkowania, grzybic, złego samopoczucia psychicznego.

      Inne przykłady dążenia organizmu do równowagi hormonalnej:

      1. W okresie dojrzewania i w ciąży naturalnie dochodzi do większego stężenia hormonów płciowych w organizmie (anabolicznych). Również naturalną reakcją organizmu w tej sytuacji jest zrównoważenie podwyższonego poziomu hormonów anabolicznych (płciowych) podwyższonym poziomem hormonów katabolicznych, w tym przypadku – hormonów tarczycy.
      2. Hormonem o działaniu przeciwnym do działania insuliny jest glukagon, hormon kataboliczny, również wydzielany przez trzustkę. Powoduje on wzrost stężenia glukozy we krwi, rozkładając złożone związki chemiczne na prostsze i uwalniając energię. Oba te hormony: insulina i glukagon są przykładem pary hormonów, które pracują na zachowanie równowagi węglowodanowej w organizmie.

      Podsumowując, chrońmy dzieci przed permanentnym nadmiarem insuliny, który kaskadowo prowadzi do różnorodnych, pozornie niemających związku z insuliną zaburzeń. Co gorsza, zaburzenia te rozwijają się podstępnie i niezauważalnie, w dłuższym okresie. Warto więc zwrócić uwagę na udział węglowodanów w diecie naszych dzieci. Nie chodzi o zastosowanie ścisłej diety dr. Kwaśniewskiego (tj. popularnej w Polsce diety wysokotłuszczowej i niskowęglowodanowej), a raczej o rozszerzenie dotychczasowej oferty kulinarnej dla dziecka o zdrowy tłuszcz (naturalne masło, smalec, nierafinowaną oliwę z oliwek, nierafinowany olej kokosowy) i wszelkie możliwe białka (obok tradycyjnego mięsa i jajek – świeże orzechy, nasiona, ryby i owoce morza z niezanieczyszczonych źródeł, tłusty boczek, wiejski drób, pełnotłuste surowe mleko i śmietanę oraz twaróg z takiego mleka), jak również o zdrowe, naturalne węglowodany o niższym indeksie glikemicznym (tj. dające mniejsze wzrosty glukozy we krwi, a co za tym idzie – insuliny): świeże i wolne od chemii warzywa i owoce (a szczególnie takie, jak maliny, jagody, porzeczka), a nawet – pełnoziarniste, niezmienione przez człowieka zboża (z pewnością do takich zbóż nie należy współczesna pszenica). Wyeliminujmy z diety dziecka wszelkie przemysłowo przetworzone węglowodany, dające największe wzrosty stężenia glukozy i skoki insuliny we krwi: cukier, słodycze, soki, dżemy, płatki śniadaniowe, makaron, biały ryż, współczesną pszenicę. To są używki, produkty uzależniające, przy których wyłącza się naturalny instynkt. Do nas – opiekunów należy więc przygotowanie zdrowej (bezpiecznej) i bogatej oferty kulinarnej. Cała reszta, czyli wybór z tej oferty należy do dziecka. Nawet, jeśli cały dzień miałoby jeść tylko węglowodany w postaci owoców, to w inny dzień zrównoważy je tłustym boczkiem, dając odpocząć trzustce. Nie wtrącajmy się w ten wybór, a obserwujmy i fascynujmy się naturalnym, zdrowym instynktem małego człowieka.

       

      Na zakończenie, cytat z książki „Życie bez pieczywa” (str. 47, zob. „Źródło” poniżej):

      Jedną z największych tragedii współczesnego trybu odżywiania pokarmem o dużej zawartości węglowodanów jest zjawisko niedoboru tłuszczów i białek w diecie dzieci. Trudno zliczyć, ile razy mieliśmy okazję obserwować dzieci na diecie niskotłuszczowej. Cóż jadły? Węglowodany – makaron, soki, ciastka, chrupki zbożowe, cukierki i odtłuszczone mleko. To wyraźny znak, że odżywianie trafiło w ślepą uliczkę. Rosnące i rozwijające się organizmy potrzebują białek i tłuszczu, z których powstają tkanki, a także duże ilości hormonu wzrostowego, który sygnalizuje tkankom i narządom potrzebę rośnięcia”.

       

      Źródło:

      Dr Christian B. Allan, Dr Wolfgang Lutz: „Życie bez pieczywa“, Mada 2001, str. 35-48


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „WĘGLOWODANY A RÓWNOWAGA HORMONALNA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 września 2014 11:56
  • niedziela, 21 września 2014
    • ZABURZENIA MOWY, TIKI NERWOWE, PADACZKA, ZABURZENIA ZE SPEKTRUM AUTYZMU. LECZENIE BEZ LEKÓW, BEZ SKALPELA.

       

      FILM, KTÓRY PORUSZYŁ MNIE DO ŁEZ

      Jakiś czas temu miałam okazję oglądnąć film pt. „Po pierwsze nie szkodzić” ( https://www.youtube.com/watch?v=HyeC9IiFKpw ). Film oparto na faktach. Sfabularyzowano go w typowo amerykańskim stylu i gdyby nie przywołał moich własnych autentycznych doświadczeń związanych z chorobą mojego Dziecka, pewnie nie zapamiętałabym nawet tytułu filmu, klasyfikując opowiedzianą historię jako amerykańską sensacyjną opowiastkę daleko odbiegającą od rzeczywistości. Fabuła nie odbiega jednak od rzeczywistości, a wręcz przeciwnie: celnie podkreśla to, z czym współcześnie mogą borykać się rodzice dziecka chorującego na padaczkę lub doświadczającego innych neurologicznych zaburzeń: brak kompetentnego wsparcia ze strony lekarzy i bezradność.

      Bohaterem filmu jest kilkuletni, z początku w pełni zdrowy chłopiec, u którego nagle zaczęły występować objawy padaczki. Rodzice, pełni ufności, powierzyli jego zdrowie lekarzom. Jednak choroba nie tylko nie ustępowała: częstotliwość napadów drgawkowych zaczęła nasilać się. Lekarze przepisywali kolejne leki, ale jedyną zmianą było wystąpienie zaburzeń zachowania u dziecka i innych poważnych skutków ubocznych leczenia farmakologicznego. Jednym z pierwszych podanych leków był Tegretol.

      Tegretol (lek przeciwpadaczkowy, subsatncja czynna: karbamazepina) przepisano kiedyś mojemu Chłopczykowi, mimo, że nigdy nie doświadczył tak poważnych objawów jak bohater filmowy. Pamiętam, jak szamotałam się z własnymi myślami, gdy kupowałam ten lek z zalecenia lekarza. Coś mi podpowiadało, aby odroczyć pierwsze podanie leku (leczenie Tegretolem musi być ciągłe, nie można zaprzestać kuracji w dowolnym momencie) i w międzyczasie dowiedzieć się czegoś więcej na temat leczenia zaburzeń z pogranicza padaczki. Tak jak matka chłopca z filmu, zaczęłam czytać dostępne książki. Sięgnęłam m.in. po książkę „Padaczka i inne stany napadowe u dzieci” napisaną pod redakcją prof. dr. Hab. Med. Romana Michałowicza. Po tej lekturze wiedziałam już, że nie należy śpieszyć się z leczeniem farmakologicznym. Dotarłam też do pani dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, lekarki, która leczy dietą. Zamiast leków, wprowadziłam Chłopczykowi dietę niskowęglowodanową i wysokotłuszczową, nieco zbliżoną do diety ketogenicznej (więcej o samej diecie – poniżej), z rotacją pokarmów mlecznych i glutenowych. Na pozytywne efekty nie musiałam długo czekać: ku mojemu zaskoczeniu, jak również zaskoczeniu nauczycielek przedszkolnych i terapeuty-logopedy, zaczęły ustępować poszczególne zaburzenia u mojego Chłopczyka, m.in. zaburzenia mowy. Bohater filmu też w pewnym momencie zaskoczył otoczenie: został całkowicie wyleczony z padaczki – bez leków, jedynie dietą ketogeniczną. Dzisiaj cieszę się pełnym zdrowiem mojego Chłopczyka. Jestem szczęśliwa, że nie muszę go już leczyć z jego przeszłych zaburzeń neurologicznych, jak również ze skutków ubocznych pochopnie przepisanych leków przeciwpadaczkowych (możliwe skutki uboczne Tegretolu wg ulotki dla pacjenta: „wczesne objawy ciężkiego uszkodzenia układu krwiotwórczego, wątroby, nerek lub innych narządów”, „utrata koordynacji mięśni, skórne reakcje alergiczne”, „zmiany zachowania, splątanie (dezorientacja), osłabienie, zwiększenie częstości napadów padaczkowych” i wiele, wiele innych).

      Oprócz głównego wątku – historii chłopca leczonego na padaczkę, film porusza też inne realistyczne kwestie: bezsilność rodziców wobec choroby ukochanego dziecka, utrata zaufania do współczesnej medycyny i brak kompetencji lub uczciwości (?) współcześnie kształconych lekarzy, jak również konieczność „brania sprawy w swoje ręce” przez rodziców. Bliskie mi są uczucia filmowej mamy (granej przez wspaniałą Meryl Streep), na początku przybierające postać strachu i dezorientacji, następnie przekształcające się w oburzenie i determinację, aby na końcu przerodzić się w poczucie ulgi i szczęścia.

      Scenariusz do filmu napisał i wyreżyserował pewien producent i reżyser filmowy, na podstawie historii swojego syna, który zachorował na ciężką postać padaczki i który powrócił do pełnego zdrowia dzięki diecie ketogenicznej. Obecnie rodzice dziecka prowadzą fundację „Charlie Foundation to Help Cure Pediatric Epilepsy” (strona główna fundacji: http://www.charliefoundation.org/ ), której celem jest propagowanie wiedzy o diecie ketogenicznej.

       

      KLASYCZNA DIETA KETOGENICZNA - ALTERNATYWA DLA GŁODÓWKI

      Dietę ketogeniczną stosowano w medycynie (!) już około 1920 roku. Dieta ta wywodzi się z głodówek leczniczych, które z powodzeniem zalecano w leczeniu rozmaitych chorób, m.in. padaczki. Głodówka (oczywiście trwająca czasowo) powstrzymywała objawy padaczki na rok, na lata lub na całe życie, mogła więc prowadzić do całkowitego wyleczenia. Dłuższe głodówki dawały lepsze efekty, ale nie wszyscy pacjenci poddawali się takiemu sposobowi leczenia. W związku z tym naukowcy zaczęli poszukiwać diety, która dawałaby efekty metaboliczne i lecznicze podobne do tych, które następowały po głodówce. W ten sposób opracowano dietę ketogeniczną.

      Przy zwykłym odżywianiu organizm czerpie energię ze spalania glukozy. W czasie głodówki, gdy brakuje glukozy z pokarmu, organizm zaczyna spalać tłuszcz (w celu pozyskania energii). Część tego tłuszczu przekształcana jest w wątrobie w pewne związki chemiczne zwane ciałami ketonowymi (ketonami). Mózg może czerpać energię jedynie z glukozy lub właśnie z ciał ketonowych, przy czym ketony są o wiele lepszym źródłem energii dla mózgu niż glukoza: zapewniają wydajniejszą pracę mózgu, jak również chronią neurony (komórki nerwowe) i regenerują je w razie występowania pewnych dysfunkcji, np. padaczki. Zmiana odżywiania komórek mózgowych z glukozowego na ketonowe stopniowo likwiduje „zwarcia” padaczkowe.

      Alternatywą dla głodówki jest dieta ketogeniczna, w której spożycie węglowodanów (słodyczy, miodu, zbóż, owoców, warzyw), głównego źródła glukozy, jest silnie ograniczone. W przypadku klasycznej diety ketogenicznej dla dzieci stosunek wagowy tłuszczu do sumy białek i węglowodanów wynosi 3:1, jest więc to dieta wysokotłuszczowa. Przy odpowiednim poziomie białek, węglowodany ograniczane są do minimum i czerpane są z pokarmów o najniższym indeksie glikemicznym ( indeks glikemiczny określa wzrost glukozy we krwi po spożyciu okreslonego pokarmu węglowodanowego), a więc wykluczony zostaje cukier, miód, większość owoców i zbóż. Ograniczenie węglowodanów w diecie wysokotłuszczowej sprawia, że poziom ketonów we krwi może zostać podwojony względem efektu, jaki daje głodówka.

       

      ALTERNATYWA DLA KLASYCZNEJ DIETY KETOGENICZNEJ: MNIEJ WĘGLOWODANÓW, WIECEJ TŁUSZCZÓW

      Dieta ketogeniczna wymaga ogromnej dyscypliny od opiekunów dziecka: sztywnego ustalania składu posiłków, ważenia i dokonywania drobiazgowych obliczeń dotyczących poszczególnych składników itd. Z pewnością proponowałabym zastosowanie tej diety w ograniczonym czasie w przypadku silnej padaczki lub zaawansowanego autyzmu, najlepiej pod okiem doświadczonego lekarza (niestety w Polsce brakuje lekarzy-dietetyków), przy możliwości dokonywania regularnych badań krwi i moczu. Dieta ta nie jest dietą na zawsze; jest to dieta typowo lecznicza, a więc można zdobyć się na wysiłek, jeśli nagrodą ma być zdrowie dziecka i jego pomyślna przyszłość. W oficjalnej medycynie dopuszcza się dietę ketogeniczną w przypadkach tzw. padaczki lekoopornej, jednak pamiętajmy, że leki przeciwpadaczkowe, niezależnie od swej (niegwarantowanej) skuteczności w wymiarze samej padaczki, wiążą się z (gwarantowanymi) skutkami ubocznymi, mogącymi rzutować na całe życie dziecka. Warto pomyśleć więc przede wszystkim o diecie, nie czekając na rezultaty ewentualnego leczenia farmakologicznego.

      W rozważaniach o podjęciu diety ketogenicznej pozostaje jeszcze samo dziecko, jego wola i ewentualne skutki uboczne. Może zdarzyć się, że dziecko nie zaakceptuje takiej diety. Pamiętajmy, że nie wolno podawać dziecku niczego na siłę. Co do potencjalnych skutków ubocznych, nie mam na ten temat wiedzy i doświadczenia, ale obawiam się, że stosowanie klasycznej diety ketogenicznej w dłuższym okresie i wbrew woli dziecka mogłoby doprowadzić do głębszej nierównowagi w jego organizmie.

      Dobrą alternatywą dla rygorystycznej diety ketogenicznej jest dieta o obniżonym udziale węglowodanów i zwiększonej ilości tłuszczów, bez precyzyjnego odmierzania składników. Taka dieta może oznaczać podanie dziecku w dobie np. jednego lub dwóch posiłków ubogowęglowodanowych (takich, jak np. jajecznica na cebuli i maśle posypana zieloną pietruszką, ryba na ciepło z masłem i świeżym koperkiem, kawałki świeżego kokosa, domowe czipsy z boczku) i jednego lub dwóch – typowo węglowodanowych (np.: gotowane lub delikatnie podsmażone ziemniaki z masłem, ziołami i przyprawami z dodatkiem surowego pomidora, surówka z marchwi i jabłka z dodatkiem cynamonu i oliwy z oliwek, świeża, surowa kukurydza z kolby, banany z mielonym siemieniem lnianym i przyprawami korzennymi duszone na oleju kokosowym), z wykluczeniem cukru i słodyczy oraz z ograniczeniem zbóż i pokarmów mlecznych. Pamiętajmy o roli tłuszczów, które spowalniają wchłanianie cukrów (jak zauważyła dr Witoszek, słodka i tłusta chałwa bywa tolerowana przez cukrzyków, tj. spożycie jej nie skutkuje dużym skokiem glukozy we krwi). Zauważmy, że więcej wysokokalorycznego masła w ziemniakach redukuje ilość zjedzonych ziemniaków (=węglowodanów), z efektem przyjemnego nasycenia i uczuciem lekkości (tak!) na brzuszku, oczywiście, jeśli masło smakuje. Dietą z mniejszym udziałem węglowodanów i z większym udziałem tłuszczów w ciągu dwóch tygodni uzyskałam zaskakującą, rewelacyjną poprawę w stanie zdrowia Chłopczyka, m.in. w funkcjonowaniu układu nerwowego, o czym pisałam wcześniej. Pamiętajmy też, że ominięcie posiłku (oczywiście wg woli dziecka) także oznacza ograniczenie węglowodanów w dobie, co więcej, działa proketogennie. Ważne jest, aby pozostawiać dziecku wybór i zapewniać w ciągu dnia bogatą ofertę pokarmów, a w ciągu tygodnia czy miesiąca – rotację, innymi słowy – zmianę w oferowanym menu. Zaczynamy więc od nieco sztywnego „odgórnego” schematu (mało węglowodanów, więcej tłuszczów) i idziemy w stronę swobodnych, nawet najbardziej „dziwacznych” wyborów – zachcianek dziecka. Zobaczmy, co się stanie. W naszym przypadku okazało się, że Chłopczyk i Dziewczynka bywają niskowęglowodanowe z własnego wyboru. Zdarza się, że opuszczają posiłki lub jedzą znikome ilości kalorii (np. w postaci połowy jabłka), czując się syte i zadowolone. Z pewnością jedzą mniej węglowodanów, niż dzieci, którym nie zadaje się codziennie pytania: „Na co masz ochotę?” i z rozpędu serwuje się im każdego dnia, a nawet kilka razy dziennie kanapki czy płatki śniadaniowe. Moje doświadczenie znajduje potwierdzenie w książce o chorobach neurodegeneracyjnych (zob. „Źródła” na końcu tego tesktu): Nie musimy stosować rygoru klasycznej diety ketogennej, możemy jedynie zmniejszyć udział węglowodanów i zwiększyć udział tłuszczów w diecie dziecka, aby uzyskać poprawę w funkcjonowaniu jego układu nerwowego. Dotyczy to nie tylko padaczki, ale też innych zaburzeń w pracy mózgu; taka dieta zalecana jest m.in. w zaburzeniach ze spektrum autyzmu, w problemach z mową, w przypadku występowania tików nerwowych, w stanach nadpobudliwości lub apatii itp.

       

      INNA ALTERNATYWA DLA KLASYCZNEJ DIETY KETOGENICZNEJ: ŚREDNIOŁAŃCUCHOWE KWASY TŁUSZCZOWE

      Większość tłuszczów składa się z długołańcuchowych kwasów tłuszczowych, natomiast tylko niektóre tłuszcze mają przewagę średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych. Najwięcej tłuszczów średniołańcuchowych znajdziemy w kokosie, a dokładniej w oleju kokosowym, są one też obecne w mleku kobiecym i w mleku zwierząt. Średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe wytwarzają więcej ciał ketonowych niż powszechnie stosowane tłuszcze spożywcze (długołańcuchowe). Na początku lat 70-ych opracowano dietę ketogeniczną, w której 60% kalorii pochodziło z średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych i w której zastosowano trzykrotnie więcej węglowodanów niż w klasycznej diecie ketogenicznej, jak również zwiększono ilość białka, dzięki czemu dieta ta była łatwiejsza w zastosowaniu względem dzieci: posiłki mogły być smaczniejsze i bardziej urozmaicone. Przeprowadzono badania porównawcze, z których wynikało, że dieta z udziałem średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych w leczeniu padaczki i innych zaburzeń neurologicznych dawała podobne wyniki do klasycznej diety ketogenicznej. Okazało się też, że krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe stosowane są z powodzeniem w leczeniu Alzheimera i innych chorób neurodgeneracyjnych.

      Stąd moje zainteresowanie kokosem i olejem kokosowym, jak również tłuszczem mlecznym (w postaci surowego, pełnotłustego mleka i masła z takiego mleka): produkty te zagościły na stałe w naszym menu i spożywamy je wg ochoty. Więcej o kokosie, oleju kokosowym i średniołańcuchowych kwasach tłuszczowych napisałam tutaj: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/12/OLEJE-TROPIKALNE-cz-I.html

       

      FRAGMENT FILMU „PO PIERWSZE NIE SZKODZIĆ

      W scenie „Za dużo leków” zrozpaczona mama chłopca chorego na padaczkę mówi lekarce o rezultatach leczenia farmakologicznego:

      [...] Coś tu bardzo... bardzo, bardzo nie gra! Przyprowadzam wam moje dziecko, abyście mu pomogli. A wy tylko sprawiacie, że jest coraz bardziej chore. Dajecie mu jedno lekarstwo, a potem potrzebuje następnego, aby wyleczyć się z pierwszego. A potem przyjmuje kolejne, żeby wyleczyć skutki uboczne poprzedniego. I kolejne, kolejne i kolejne! Miał wysypkę, powiększone węzły chłonne i gorączkę, zatwardzenia, hemoroidy, krwawiące dziąsła i zachowuje się jak pijany, żywy trup, chory psychicznie. I to nie z powodu jego choroby, ale z powodu waszej metody leczenia! [...]”.


       

       

      Źródła:

      • Bruce Fife: „Jak pokonać Alzheimera, Parkinsona, SM i inne choroby neurodegeneracyjne”, Studio Astropsychologii, Białystok 2013)
      • www.youtube.com


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (19) Pokaż komentarze do wpisu „ZABURZENIA MOWY, TIKI NERWOWE, PADACZKA, ZABURZENIA ZE SPEKTRUM AUTYZMU. LECZENIE BEZ LEKÓW, BEZ SKALPELA.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 września 2014 09:05