Zdrowe Dzieci

O utrzymaniu dzieci w zdrowiu i wyprowadzaniu ich z choroby bez leków, bez suplementów.

Odżywianie dzieci

  • środa, 11 lutego 2015
    • CO WYBRAŁY MOJE DZIECI – ZIMA 2015

       

      Na chwilę odchodzę od tematu chorób i szczepień, aby rozwinąć moją odpowiedź na niedawne pytanie Czytelniczki:

      Z niecierpliwością czekam na artykuł na ile my - rodzice możemy zniwelować skutki już zaszczepionych dzieci i to często szczepionkami, które zostały dawno wycofane z obiegu, może istnieje jakiś rodzaj żywności, który usunie naturalnie nadmiary chemii jaką pozostawiły szczepionki w organizmie dziecka?

      Moja odpowiedź była następująca:

      Nie przewiduję jakiegoś konkretnego jednego wpisu na ten temat, bo na ten temat jest... cały mój blog :) Właściwe odżywianie + inne czynniki zdrowia dzieci (o których piszę w osobnej zakładce) gwarantują oczyszczanie się organizmu nie tylko z toksyn szczepionkowych. Rodzaj żywności leczniczej: ma to być czyste, naturalne jedzenie, po które sięga samo dziecko, wedle swoich upodobań. Na przykładzie oczyszczania się organizmu z rtęci: dla jednego dziecka lekarstwem będą surowe warzywa, a dla innego - żółtka. Zaufajmy naturalnej zdolności organizmu Dziecka do samoregulacji, chroniąc go jedynie przed szeroko rozumianymi truciznami i zapewniając mu bogatą ofertę kulinarną. 

       

      Dzisiaj chciałabym dodać, że „bogata oferta kulinarna” jest bardzo ważnym warunkiem takiej naturalnej stymulacji organizmu dziecka i polega na zaproponowaniu mu jak największej ilości pokarmów w przeciągu tygodnia czy miesiąca – do wyboru. Przez pokarm naturalny rozumiem każdą jadalną substancję stworzoną przez Naturę, nieprzetworzoną przez człowieka lub przetworzoną przez niego naturalnymi metodami tradycyjnymi typu gotowanie, mielenie, suszenie, kiszenie itp. Pokarmem będzie więc np. owoc, mięso, kasza, zioło, naturalna przyprawa, jajko, naturalny tłuszcz, orzech, warzywo. Pokarmem będzie też potrawa – kompozycja złożona z kilku podstawowych substancji. Nie bez znaczenia jest właściwe skomponowanie potrawy ze względu na wzmocnione działanie jej komponentów w połączeniu, czyli ze względu na tzw. synergię. Przykładem dobrze skomponowanego posiłku jest potrawa z duszonych jarzyn, tłuszczu i przypraw, posypana zieleniną. Niektóre witaminy w jarzynach potrzebują towarzystwa tłuszczu, aby mogły zostać przyswojone przez organizm (są to witaminy: A, D, grupa witamin E, grupa witamin K). Przyprawy wspomagają wydzielanie soków trawiennych, co jest niezbędne dla właściwego wchłaniania składników odżywczych i zapewniają niezaburzone trawienie. Zielenina, a więc surowy dodatek, dostarcza zewnętrznych enzymów, które odciążają organizm w trawieniu posiłku, a oprócz tego, chłodna natura zieleniny wspaniale równoważy rozgrzewający charakter potrawy z ciepłych warzyw. Czasami jednak, dziecko chętnie sięga po pojedyncze warzywo, na surowo, bez tłuszczu... Tak jest też dobrze! Czasami jego organizm tego potrzebuje, np. przy zastojach w przewodzie pokarmowym, w czasie infekcji itp.

      Trzeba nabyć doświadczenia w doborze składników pod względem ich rodzajów i ilości dla każdego dziecka indywidualnie. Smak dziecka w danej chwili, w danym dniu, tygodniu czy miesiącu jest dla nas przewodnikiem, podpowiedzią, czy dobrze komponujemy potrawy pod potrzeby tego właśnie konkretnego dziecka. Czasami będzie potrzebowało bardziej pikantnego posiłku, a czasami ziemniaków bez soli i bez jakichkolwiek dodatków. Jeśli będzie to dziecko zatrute, jego organizm będzie szukać odtrutki. Jeśli będzie to dziecko osłabione gorączką, najpewniej sięgnie zaledwie po wychładzającą pomarańczę lub wodę z sokiem z połowy cytryny, albo po czarną porzeczkę na surowo.

      Aby organizm uruchomił procesy samoregulacji, samolecznia, samooczyszczania, musi mieć „pod ręką” (czyli na stole, w kuchni, w lodówce itp.) wszystkie niezbędne składniki pokarmowe (witaminy, sole mineralne, białka, tłuszcze i węglowodany), którymi będzie sobie sam „żonglował”, wg potrzeb chwili. Pięknie o tego typu procesach, na poziomie przemian biochemicznych, pisze Jerzy Zięba w swojej książce pt.: Ukryte terapie (okazuje się, że procesy miażdżycowe czy zwyrodnienia w stawach są odwracalne przy uzupełnieniu pewnych substancji pokarmowych, choć medycyna akademicka twierdzi coś przeciwnego; kiedyś opowiem coś więcej o tej książce). Pięknym przykładem takiej „żonglerki” jest organizm mojego Chłopczyka, niegdyś zatrutego rtęcią. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat jego samoregulacji, mogłam obserwować ze zdumieniem, jak zjada po kilkadziesiąt żółtek tygodniowo, przez około dwa lata z rzędu (potem go „odrzuciło”), jak przez pół roku jest praktycznie weganinem – niskobiałkowcem (w tym okresie nie tykał mięsa, jajek, produktów mlecznych, ryb, ani nawet orzechów czy fasoli), jak w ciągu trzech dni zjada kilogram surowego mięsa w postaci tatara, jak ze smakiem zjada porcję grzanek z czterema - pięcioma ząbkami czosnku (nie wiem, jak on to wytrzymuje, ale tego się domaga) lub przez całe lato żuje miętę pieprzową z naszego ogródka (inne rodzaje mięty, jaką zasadziłam nie smakowały mu), mimo, że raczej nie lubi zieleniny. Obecnie, od kilku tygodni prawie codziennie podjada orzechy ziemne, choć na przestrzeni ostatnich lat sięgał po nie raczej sporadycznie. Niegdyś bardzo chory, mój Chłopczyk z czasem stał się inspiracją dla stworzenia tytułu tego bloga.

       

      Poniżej przedstawiam autentyczne wybory kulinarne moich Dzieci z kilku ostatnich dni, dla pełnego przykładu:

      DZIEŃ 1:

      Dziewczynka (7,5 lat): banan z cynamonem, kopytka lniane (ziemniaki, siemię lniane, jajka, sól kamienna - kłodawska, kurkuma, chili, kminek, kozieradka, smalec wieprzowy), herbata z suszu róży, rozmrożone surowe truskawki, pomarańcza, pyłek pszczeli, indyk z rosołu, banan.

      Chłopczyk (10,5 lat): orzechy ziemne, banan z cynamonem, kopytka lniane z dodatkiem kiełków rzeżuchy, pomarańcza, polędwica wieprzowa z marynacie z oliwy z oliwek z cytryną, solą, czosnkiem i majerankiem smażona na smalcu, orzechy ziemne, miód lipowy.

      DZIEŃ 2:

      Dziewczynka: banan z cynamonem, surowe mleko świeżo dojone z dodatkiem ciepłej kaszy gryczanej i odrobiną soli, kopytka lniane, jabłko, banan z cynamonem, pasteryzowany sok z czarnej porzeczki bez cukru.

      Chłopczyk: czysty rosół (tj. bez jakichkolwiek dodatków) - wywar z indyka i gęsi, minimalnych ilości przypraw (tymianku, kurkumy, kopru, lukrecji, majeranku, ziela angielskiego, listka bobkowego, bazylii, chili, pieprzu czarnego i białego, soli – w normalnej ilości) oraz z warzyw (marchewki, pietruszki korzennej, selera, pora, cebuli, czosnku, korzenia imbiru, zielonego koperku z zamrażarki), orzechy ziemne, surowe mleko świeżo dojone, kawałeczek surowej cebuli, miód lipowy, kopytka lniane z dodatkiem kiełków rzeżuchy, rozmrożona czarna porzeczka na surowo z dodatkiem miodu, polędwica wieprzowa w marynacie smażona na smalcu.

      DZIEŃ 3:

      Dziewczynka: ryż na ciepło z surowymi jabłkami i dodatkami (wywar z korzenia imbiru, olej kokosowy, migdały, anyż, cynamon), herbata z suszu róży, szarlotka jaglana (kasza jaglana, masło, żółtka, sól, jabłka, mielone owoce goi, gałka muszkatołowa, goździki), jabłko, naleśniki gryczane (kasza gryczana, sól, kardamon, kolendra, zmielony niesłodzony susz z żurawiny, jajka, woda, masło klarowane do smażenia) z dodatkiem surowych bananów posypanych cynamonem.

      Chłopczyk: orzechy ziemne, ryż na ciepło z surowymi jabłkami i dodatkami (wywar z korzenia imbiru, olej kokosowy, migdały, anyż, cynamon), orzechy nerkowca, gulasz wołowy (pręga wołowa, cebula, smalec wieprzowy, listek bobkowy, ziele angielskie, bazylia, pomidory, papryka słodka w proszku, chili, papryka pasteryzowana, por, korzeń pietruszki, marchewka, wiesiołek) z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy (na obiad i kolację – dwie porcje w ciągu dnia), woda z sokiem z połowy cytryny.

      DZIEŃ 4:

      Dziewczynka: naleśniki gryczane z bananami i cynamonem, herbata z suszu róży, banan, pierniki pieczone w szkole z ciasta przyniesionego z domu (płaskurka, miód rzepakowy, smalec, jajka, sól, imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, kardamon, anyż, kolendra, goździki), rozmrożone truskawki, indyk z rosołu, naleśniki gryczane z surowym bananem i cynamonem.

      Chłopczyk: gulasz wołowy z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy, surowa czarna porzeczka z odrobiną miodu, pasztet z królika (królik, smalec gęsi, marchewka, pietruszka korzenna, seler, jajka, siemię lniane, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, imbir), przypadkowy piernik ze szkoły (pewnie na zwykłej mące pszennej, z cukrem i z nieokreślonym tłuszczem), orzechy ziemne, gulasz wołowy z odrobiną ryżu pełnoziarnistego i z kiełkami rzeżuchy.

      DZIEŃ 5:

      Dziewczynka: barszcz czerwony z kawałkami indyka (wywar z indyka i gęsi, tymianek, kurkuma, kminek, lukrecja, ziele angielskie, majeranek, listek bobkowy, bazylia, sól, buraki, marchewka, cebula, czosnek, pietruszka korzenna, korzeń imbiru, pieprz biały, pieprz czarny, zakwas buraczany), banan z cynamonem, kopytka lniane, naleśniki gryczane (minimalnie zmieniony skład w dodatkach do ciasta: zmielone ziarna kakaowca, zmielone ziele skrzypu, gałka muszkatołowa, goździki) z surowymi bananami i cynamonem, herbata z suszu róży.

      Chłopczyk: czysty rosół (wywar z indyka, tymianek, kurkuma, kminek, lukrecja, ziele angielskie, majeranek, listek bobkowy), orzechy ziemne,  kopytka lniane z kiełkami rzeżuchy, świeżo ugotowany ryż pełnoziarnisty z solą, bez tłuszczu, bez jakichkolwiek dodatków.

       

      A teraz podsumuję te pięć dni pod względem ilości spożytych substancji – pojedynczych składników (pokarmów) w tym okresie przez każde z Dzieci:

      Dziewczynka: anyż, banany, bazylia, buraki, cebula, chili, cynamon, czarna porzeczka, czosnek, gałka muszkatołowa, gęś, goja (owoce), goździki, gryka, indyk, imbir, jabłka, jajka, kakaowiec (ziarno), kardamon, kminek, kolendra, kozieradka, kurkuma, listek bobkowy, lukrecja, majeranek, marchew, masło, migdały, miód rzepakowy, mleko, olej kokosowy, pieprz (biały i czarny), pietruszka korzenna, płaskurka (stara odmiana pszenicy), pomarańcza, proso (kasza jaglana), pyłek pszczeli, róża (owoc), ryż pełnoziarnisty, siemię lniane, skrzyp polny, smalec wieprzowy, sól kamienna, truskawki, tymianek,  zakwas buraczany, ziele angielskie, ziemniaki, żółtka, żurawina.

      Razem: 52 substancje pokarmowe.

      Chłopczyk: anyż, banany, bazylia, cebula, chili, cynamon, cytryna, czosnek, czarna porzeczka, gałka muszkatołowa, gęś, indyk, imbir, jabłka, jajka, kminek, koper (nasiona), koperek (zielenina), kozieradka, królik, kurkuma, listek bobkowy, lukrecja, majeranek, marchew, migdały, miód lipowy i jakiś inny (w porzeczce), mleko, olej kokosowy, oliwa z oliwek, orzechy nerkowca, orzechy ziemne, pieprz (czarny, biały), papryka, pietruszka korzenna, pomarańcza, pomidory, por, ryż pełnoziarnisty, rzeżucha, seler, siemię lniane, smalec gęsi, smalec wieprzowy, sól kamienna, tymianek, wieprzowina, wiesiołek, wołowina, ziele angielskie, ziemniaki.

      Razem: 51 substancji pokarmowych.

       

      Przedstawiony wyżej jadłospis jest wynikiem tego, co w poszczególnych dniach byłam w stanie zaoferować moim Dzieciom oraz wynikiem ich preferencji kulinarnych (bieżących lub przewidywanych przeze mnie z przeszłych doświadczeń z lepszą lub gorszą trafnością, np. jakiś czas temu „pyszny” pasztet z królika był tym razem „taki sobie”, jak to określił mój Chłopczyk). Ponieważ nie da się w jednym dniu zaoferować wszystkiego, co jadalne, moją ofertę dzielę na dni ze zbożami bezglutenowymi, dni ze zbożami glutenowymi i dniu wolne od jakichkolwiek zbóż (ale nie na siłę, bo zbyt sztywne schematy nikomu nie służą). W ten sposób „po cichu” realizuję rotację, choć nierealistyczny szwedzki stół, na którym byłyby jednocześnie wszystkie naturalne pokarmy świata i zdanie się w 100% na wybory Dzieci wyznaczyłoby zapewne samoistną, najdoskonalszą rotację z punktu widzenia potrzeb ich organizmów. Ponadto, rotację wymuszają możliwości logistyczne; nie jestem w stanie codziennie kupować mleka zaraz po wydojeniu krowy (a tylko takie uważam za wartościowe), w związku z tym Dzieci piją mleko tylko (a może i aż...) dwa razy w tygodniu. Innych mlecznych pokarmów (typu ser, śmietana) raczej nie jadają, bo z reguły nie mają na nie ochoty, na dzień dzisiejszy. Mamy też sztucznie wyznaczone trzy dni w tygodniu bez miodu, w pozostałe dni miód jest, jeśli komuś się o nim przypomni... Wynika to z tego, że ostatnio zauważam pewną korelację między częstotliwością spożywania miodu przez Dzieci, a stanem ich skóry. Przy idealnie gładkiej skórze i braku jakichkolwiek innych sygnałów ze strony organizmu w ogóle nie zawracałbym sobie głowy sztuczną rotacją miodu. Reasumując, w schematy, sztuczną rotację wchodzimy wtedy, gdy widzimy nieustępujące symptomy, ale gdy dziecko „odblokuje się”, tj. zaczyna wychodzić z większego lub mniejszego zaburzenia, wówczas dajemy mu jak najwięcej swobody, pozwalając działać Naturze. To sztuka, która wymaga praktyki i intuicji ze strony rodzica (opiekuna).

      Przytoczę jeszcze pytanie od Rodziców chorego Dziecka:

      [...] Z jednej strony podawać dziecku do jedzenia to na co ma ochotę, a z drugiej strony co zrobić jeśli wydaje nam się że mu szkodzi to co chciałby zjeść. Jeśli chce jeść np. gofry gryczane z mlekiem kokosowym i jajkiem to czy mamy mu dawać w kółko? Jak podejść w takim przypadku do konieczności rotowania produktów?

      W tym przypadku zrobiłabym Dziecku 72-godzinną przerwę (trzy pełne doby) od gryki i jajek raz w tygodniu, a w pozostałe dni podawałabym gofry do woli, nawet, jeśli miałoby to trwać kilka miesięcy lub... lat! Przerwa powinna zapobiec nietolerancji pokarmowej na grykę i / lub jajka, która może wykształcić się w dłuższym okresie. Aby urozmaicić danie i „przemycić” różnorodne minerały, proponuję za każdym razem dodawać do ciasta gofrowego po jednej łyżeczce (lub więcej) jakichś świeżo zmielonych nasion (np. maku, siemienia lnianego), sproszkowanych ziół (np. ususzonej i zmielonej pokrzywy czy skrzypu polnego), owocowych suszów (np. niesłodzonej żurawiny, owoców dzikiej róży) itp., w rotacji. Oprócz tego typu dodatków, proponuję stosowanie przypraw (takich jak cynamon, imbir, kolendra, goździki, kardamon, anyż itp.), również w rotacji. Jeśli mleko kokosowe jest składnikiem ciasta, rotowałabym również mleko roślinne, tj. raz dodawałbym mleko migdałowe, raz słonecznikowe, a innym razem – np. mleko z orzechów laskowych, jeśli tylko Dziecko toleruje te składniki.

      Przejdę teraz do kopytek lnianych, bo to dość szczególna strawa: kopytka lniane to kopytka, w których mąkę zastępuję mielonym siemieniem lnianym. W zasadzie z takiego składu wychodzą szarobure „kluchy”, które wyglądem i smakiem raczej odbiegają od klasycznych, eleganckich i gładkich kopytek. Te „kluchy” ledwo co przechodzą mi przez gardło, więc oczywiście ich nie jem, natomiast moje Dzieci szaleją za nimi. Szaleją, jeśli nie przekroczę normy tygodniowej. Dwa - trzy razy w tygodniu to idealna dawka pozostawiająca pewien niedosyt, a więc i atrakcję: zawsze jest za mało (z 1 kg ziemniaków, 8 łyżek siemienia, 2 jajek i 2 kopiastych łyżek smalcu!) na dwa niepełnoletnie gardła, chcą dokładki, której już nie ma. Cztery razy w tygodniu – zostawiają coś na talerzu, a pięć razy – następuje zjawisko „odrzucenia” od kopytek ;). A potem musi minąć tydzień, aby „kluchy” stały się ponownie hitem.

      Słowo o węglowodanach: dieta moich Dzieci nie jest dietą typowo niskowęlowodanową, ale z pewnością zawiera mniej węglowodanów (w relacji do białek i tłuszczu) niż przeciętna dieta współczesnego dziecka (przykład naleśników gryczanych: na 30 dag mąki gryczanej używam 10 jajek i sporo masła klarowanego). Ponadto, dbam o to, aby węglowodany w ich diecie były jak najlepszej jakości (wykluczam węglowodany jakkolwiek przetworzone przemysłowo i „naukowo”, a więc współczesną pszenicę, oczyszczone żyto, biały ryż, cukier, płatki zbożowe, makarony itp.).

      Przyprawy: sama jestem zdziwiona, jak dużo różnych przypraw spożywają moje Dzieci (nigdy wcześniej nie robiłam takiej matematycznej analizy, jaką zrobiłam na potrzeby tego artykułu...). Ale muszę zaznaczyć, że z reguły poszczególne potrawy doprawiam bardzo delikatnie, tj. dodaję tych przypraw raczej w małych, jeśli nie minimalnych ilościach, bo tak wolą moje Dzieci. Wyjątkiem jest może cynamon, za którym Dziewczynka czasami przepada i potrafi go wyjadać wręcz osobno – paluszkiem (kiedyś miała nawet zwyczaj regularnego pogryzania cynamonu w laskach). Dodam jeszcze, że ważna jest regularność w doprawianiu potraw, dobrze jest wyrobić sobie nawyki w tym względzie.

      Powyższy jadłospis jest jedynie przykładem, jak można dbać o rozmaitość pokarmów w odżywianiu dziecka. Rozmaitość nie oznacza dużej masy i nie sprowadza się tylko do podstawowych składników potraw typu ziemniaki, jajka, masło. Pokarmem będzie również przyprawa, zioło. Pamiętajmy, że do sprawnego funkcjonowania, do uruchamiania procesów samonaprawczych, do samooczyszczajania się organizm potrzebuje czasami śladowych ilości niektórych pierwiastków. Same białka, tłuszcze, węglowodany, a nawet witaminy nie wystarczą, jeśli zabraknie jakiegoś minerału albo śladowej ilości jakiegoś pierwiastka lub jeśli proporcje pomiędzy poszczególnymi związkami chemicznymi czy pierwiastkami w organizmie będą zachwiane. Zmieniające się smaki dziecka mają być dla nas podpowiedzią, czego w danym momencie dziecko potrzebuje, a czego ma w nadmiarze. Nie krytykujmy więc dziecka za „wybrzydzanie przy jedzeniu” i wysilmy się trochę. Współpracujmy z „francuskimi pieskami”, mając na uwadze, że ich „wybredność” jest prawdopodobnie ich sposobem na samowyleczenie się (ciekawe, że wybiórczość w jedzeniu często jest cechą charakterystyczną dla dzieci ze spektrum autyzmu). Porozkładajmy różnego rodzaju pokarmy na kilku talerzach. Porozkładajmy talerze, miski i miseczki na stole i pobocznych stolikach. Owoce, orzechy i nasiona mogą tam pobyć dłużej. Pozwólmy dziecku poszperać po lodówce lub spiżarce.

      Warto też wspomnieć o tym, że dzieci nie należy odżywiać jedynie wg wiedzy teoretycznej, np. wyników analizy krwi dokonanej pod kątem niedoborów czy wiedzy o zawartości witamin w danym pokarmie. Wątpię, czy będzie jakikolwiek pożytek ze zjedzenia przez dziecko powszechnie wychwalanej wątróbki (np. cielęcej czy gęsiej, mimo, że rzeczywiście jest to pokarm bogaty w witaminy), jeśli już sam jej zapach wywołuje w nim odruch wymiotny. Ja jako dziecko nie cierpiałam wątróbki (choć w życiu dorosłym zmieniły mi się smaki i teraz uważam ją nawet za przysmak). Moje Dzieci również nie mogą patrzeć na wątróbkę i najprawdopodobniej nie dzieje się tak bez przyczyny. Myślę, że w naturalny sposób chronią się przed czymś, co mogłoby im z jakichś względów zaszkodzić.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „CO WYBRAŁY MOJE DZIECI – ZIMA 2015”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      środa, 11 lutego 2015 10:56
  • sobota, 18 października 2014
    • JEDZENIE DO PRZEDSZKOLA LUB SZKOŁY

       

      Wpis ten dedykuję pewnej sympatycznej mamie, Kasi.

       

      Minął wrzesień i trochę października, a wraz z tym czasem - pierwsze rozterki niektórych mam, w tym – moje. Jak co roku, już gdzieś w sierpniu pojawia się w głowie dręczące pytanie, podszyte uczuciem bezradności: „Co ja jej / jemu dam do szkoły na drugie śniadanie i obiad?”. Pytanie to dręczy szczególnie tych rodziców, których dzieci mają jakieś ograniczenia dietetyczne, a na dodatek są tzw. „niejadkami” (czytaj: są bardzo wybiórcze w jedzeniu).

      Moje Dzieci nie mają żadnych ograniczeń dietetycznych, ale... problem jest, bo większość łatwych w przygotowaniu produktów ze sklepów spożywczych (takich, jak np. bułki pszenne) jest wg mojej wiedzy niejadalna (ze względu na stopień przetworzenia biologicznego, chemicznego i przemysłowego, a także obecność konserwantów, sztucznych barwników i aromatów, wzmacniaczy smaku, soli z antyzbrylaczem itp. oraz ze względu na sposób uprawy warzyw, owoców i zbóż na potrzeby przemysłu spożywczego: z zastosowaniem chemicznych środków ochrony roślin, niebezpiecznych chemicznych środków odchwaszczających i sztucznych nawozów). Podobny problem widzę w przypadku oferty stołówki szkolnej czy oferty cateringowej; nie można mieć zaufania nawet do tzw. ekologicznego cateringu bo i ten nie jest w stanie zapewnić w 100% czystych i naturalnych pokarmów. Pozostają mi więc do dyspozycji jedynie produkty naturalne, przemysłowo nieprzetworzone, z których muszę wymyślić coś, co nadaje się do zapakowania do tornistrów, coś, czego nie trzeba podgrzewać i coś, co nie zepsuje się nawet wtedy, gdy tornister wyląduje koło ciepłego kaloryfera w szkole. Muszę też uwzględnić „wybredność” moich Dzieci, jeśli jedzenie ma im służyć, tj. sprawiać im przyjemność i wzmacniać ich organizmy. Do tego, smaki moich Dzieci zmieniają się w czasie i choć jest to jak najbardziej prawidłowe, naturalne i pożądane zjawisko, trudno mówić o sielance; mam pełne ręce roboty, a głowa też nie jest zwolniona z myślenia, przewidywania i planowania.

      Poniżej przedstawię nasze pomysły kulinarne, pomysły na jedzenie do szkoły (a dawniej – przedszkola), które wciąż cieszą się uznaniem moich Dzieci lub te, które kiedyś były dla nich hitami kulinarnymi, a potem zostały przez nie odrzucone, lub też takie, których nigdy nie zaakceptowały, choć dla innych dzieci są atrakcyjną propozycją. Każdy posiłek można modyfikować wg gustu i potrzeb konkretnego dziecka i urozmaicać dodatkami, do czego bardzo zachęcam.

      Zanim przejdę do meritum, słowo o sposobie podawania posiłków na ciepło i na zimno. Jeśli chcemy, aby dziecko zjadło w szkole ciepły posiłek, pozostaje nam do dyspozycji specjalny termos obiadowy. Ważne, aby nie był to termos plastikowy czy aluminiowy. Jednak nawet najlepszej jakości termos (tj. wykonany z bezpiecznego materiału i utrzymujący wysoką temperaturę jedzenia przez wiele godzin) sprawia, że posiłek, po pewnym czasie przechowywania niekorzystnie zmienia smak. Z tego względu zrezygnowaliśmy z termosów. Łatwiej jest, gdy podajemy dziecku do przedszkola lub szkoły coś, co wymaga niskiej temperatury, np. plasterki upieczonego mięsa (domową wędlinę) z zieleniną. Można wówczas przygotować coś w rodzaju mini lodówki: do większego plastikowego pojemnika wkładamy jeden wkład chłodzący (wkłady chłodzące stosowane są do lodówek turystycznych, można je kupić w sklepach typu Makro, Obi, być może też w zwykłych hipermarketach lub sklepach z artykułami gospodarstwa domowego, zob.: https://www.google.pl/search?q=wk%C5%82ady+ch%C5%82odz%C4%85ce+do+lod%C3%B3wek+turystycznych+obrazy&espv=2&biw=1164&bih=620&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=BdkvVKiFIcOhyAPPt4E4&ved=0CB8QsAQ ), a obok nich – słoiczek z wędliną i dodatkami. Zamknięty pojemnik z zawartością wkładamy do plastikowej torby termicznej lub do grubszej, zwykłej reklamówki; niska, chłodnicza temperatura i tak utrzymuje się przez wiele godzin. Można też zrezygnować z plastikowego pojemnika, zastępując go dwoma woreczkami i bawełnianą ściereczką kuchenną, w ten sposób zabezpieczając tornister dziecka przed wilgocią.

      Poniżej przedstawiam przykłady posiłków, jakie można podać dzieciom do przedszkola lub szkoły. Zaznaczam, że wszelkie pokarmy powinny być wolne od jakichkolwiek sztucznie stosowanych substancji chemicznych. Najlepiej korzystać z opakowań szklanych typu małe słoiki, szklane butelki, lub – z ceramicznych. Opakowania plastikowe mają tę zaletę, że są lekkie; możemy z nich korzystać, pod warunkiem, że wyłożymy je papierem do pieczenia tak, aby żywność nie miała kontaktu z plastikiem. Nie używamy folii aluminiowej, gdyż aluminium (glin) jest toksyczne.

       

      PRZEKĄSKI

      Przekąski najlepsze są na drugie śniadanie, pod warunkiem, że pierwsze, to zjedzone w domu, jest nie tyle obfite, co ciepłe. A oto przykłady przekąsek spożywanych poza domem:

      • jabłko;
      • banan (z dokładnie umytą skórką, najlepiej – uprzednio wymoczoną w wodzie);
      • gruszka;
      • śliwki (w sezonie);
      • czereśnie (w sezonie);
      • krajowe winogrona (w sezonie);
      • ananas pokrojony w kostkę, w słoiku (nienapromieniowany);
      • rodzynki;
      • suszone owoce;
      • powidła owocowe bez cukru (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/10/POWIDLA-SLIWKOWE.html ), robione w domu, mogą być z dodatkiem oliwy z oliwek lub oleju kokosowego, przypraw korzennych i nasion (słonecznika, maku, lnu, sezamu itp., które mogą być zmielone) lub mielonych orzechów;
      • obrane orzechy włoskie, ziemne, laskowe, orzechy nerkowca, obrane migdały (surowe lub delikatnie podprażone); solonych orzechów pistacjowych nie polecam ze względu na niepewność co do czystości soli (sól może zawierać antyzbrylacz, o którym producent pistacji nie wspomni na etykiecie); jeśli dziecko nie lubi orzechów, nie wolno mu ich podawać; orzechy, szczególnie nerkowce wywołują czasami silne reakcje alergii lub nietolerancji pokarmowej (ja sama reaguję migreną na wysuszone orzechy włoskie ze skórką spożyte w większej ilości);
      • łuskane nasiona słonecznika (na surowo lub podprażane z solą);
      • łuskane nasiona dyni (na surowo lub podprażane z solą);
      • pasta orzechowa robiona w domu, typu chałwa, tahina (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/TAHINA-CHALWA.html );
      • siemię lniane delikatnie podprażone z solą i z odrobiną oliwy z oliwek lub oleju kokosowego;
      • orzechy, nasiona słonecznika, nasiona dyni lub / i pokrojone owoce suszone w miodzie;
      • miód (w małej ilości);
      • obrana marchewka na surowo;
      • obrana młoda kalarepka na surowo;
      • surówka z jabłka i marchewki z dodatkiem oliwy z oliwek, przypraw korzennych i zmielonych orzechów; może być z dodatkiem drobno startego surowego buraka lub surowej dyni;
      • obrany miąższ kokosa w kawałkach (kokos musi być świeży, bez jakiejkolwiek pleśni, wówczas ma słodki, przyjemny smak);
      • czipsy kokosowe domowej roboty (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/CZIPSY-KOKOSOWE.html );
      • wiejska śmietana (uwaga: ponieważ taka śmietana jest żywa, tj. fermentuje, może „wybuchnąć”, jeśli pozostanie szczelnie zamknięta w słoiku na kilka godzin poza lodówką; najlepiej, żeby dziecko spożyło ją więc na pierwszej przerwie śniadaniowej);
      • koktajl z wiejskiej śmietany (z uwagą jak wyżej, zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/KOKTAJL-Z-KWASNEJ-SMIETANY-I-Z-OWOCOW-JAGODOWYCH.html ).

       

      POSIŁKI WYSOKOBIAŁKOWE

      Proponowane poniżej cztery pierwsze posiłki należy włożyć do mini lodówki:

      • pieczone mięso (kurczak, kaczka, gęś, indyk, wołowina, cielęcina, schab, baranina, jagnięcina, te mięsa należy rotować w miarę możliwości i wg smaku dziecka) w plasterkach, z dodatkiem zieleniny, zielonej sałaty, marchewki, pomidora, papryki, ogórka kiszonego itp.;
      • pasztet z gęsi lub kaczki (przepis na pasztet wciąż dopracowywuję, metodą prób i błędów, opublikuję go, gdy będzie gotowy) z dodatkiem zieleniny lub jakiegoś warzywa na surowo;
      • jajko na twardo w plasterkach z dodatkiem warzywa (jak wyżej);
      • twaróg z gospodarstwa wiejskiego z tłustą śmietaną, solą, przyprawami (typu: pieprz czarny, biały, kolorowy, chili, kurkuma; ważne, aby były to przyprawy rozgrzewające ze względu na wychładzające właściwości twarogu) i z zieleniną; idealnie pasowałaby siekana cebula lub rozgnieciony czosnek, jednak takie dodatki mogą być kłopotliwe dla dziecka przebywającego wśród kolegów i koleżanek, ze względu na intensywny zapach;
      • suflet z sera (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/SUFLET-Z-SERA.html );
      • musli z płatków migdałowych z olejem kokosowym (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/MUSLI.html );
      • biszkopt bezglutenowy z masłem i dżemem bezcukrowym (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/BISZKOPT-BEZGLUTENOWY.html );
      • makowiec bez ciasta (pieczemy samą masę makową na podstawie przepisu na standardowy makowiec; cukier zastępujemy miodem i zdrowymi bakaliami, eliminujemy niezdrowy tłuszcz, zastępując go masłem, można też poeksperymentować z większą ilością masła i żółtek).

       

      POSIŁKI WYSOKOWĘGLOWODANOWE

      Posiłki wysokowęglowodanowe nadające się do spożycia poza domem to przede wszystkim posiłki ze zbóż. Zadbajmy o to, aby były to zboża pełnoziarniste, świeże i w pełni naturalne, po właściwej obróbce kuchennej (mielone, najlepiej w domu, lub odpowiednio długo moczone w wodzie, najlepiej do uzyskania lekkiej fermentacji, jeśli mają być gotowane, w celu neutralizacji kwasu fitynowego, który utrudnia absorpcję wartości odżywczych). Takie zboża są lepiej przyswajalne, nie powinny powodować dolegliwości jelitowych (to jednak zawsze należy weryfikować i ewentualnie czasowo eliminować szkodliwe zboża z diety), a ponadto nie prowadzą do tak dużych wzrostów stężenia glukozy we krwi, jak zboża oczyszczone (np. w postaci bułek ze współczesnej pszenicy). Posiłki zbożowe powinny być serwowane z dodatkiem masła lub innego zdrowego tłuszczu, aby zmniejszyć skoki stężenia glukozy we krwi po posiłku. Dobrym rozwiązaniem jest mieszanie mąki zbożowej z mąką z nasion oleistych lub z orzechów, gdyż nasiona i orzechy są pokarmami tłustymi. Mój Chłopczyk, który nie lubi dodatku masła do pieczywa, je w szkole tzw. suchy chleb, ale ten chleb zrobiony jest w 1/3 z nasion słonecznika i lnu. Zadbajmy również o to, aby (w ramach profilaktyki lub leczenia z już istniejącej nadwrażliwości pokarmowej) rotować zboża, tj. podawać poszczególne rodzaje zbóż naprzemiennie, a tym samym robić co najmniej trzydniowe przerwy od danego rodzaju, np. od żyta (wg alergologii, tyle czasu potrzebuje organizm, aby oczyścić się z danego alergenu lub czynnika powodującego nietolerancję). Dobrze jest też pamiętać o trzydniowej przerwie od zbóż w ogóle, poza tym, całkowicie rezygnujemy z serwowania tych zbóż, których dziecko nie akceptuje. Warto też zwrócić uwagę na kaszę gryczaną i mąkę z tej kaszy; gryka, wg kwalifikacji biologicznej nie jest zbożem, nie jest więc spokrewniona z pszenicą, żytem, jęczmieniem, owsem, ryżem, prosem czy kukurydzą i jest bezpieczna przy nietolerancji któregokolwiek z tych zbóż (nie ma ryzyka tzw. reakcji krzyżowych w alergii).

      A oto przykłady posiłków wysokowęglowodanowych:

      • podpłomyki (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/PODPLOMYKI.html ) ze starej odmiany pszenicy (kamutu, płaskurki, samopszy);
      • podpłomyki żytnie;
      • podpłomyki jęczmienne;
      • podpłomyki owsiane;
      • podpłomyki ryżowe;
      • podpłomyki jaglane;
      • podpłomyki gryczane (wszystkie rodzaje podpłomyków są pyszne z dodatkiem masła);
      • chleb z naturalnych zbóż, nasion, orzechów itp., pieczony w domu (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/CHLEB-PSZENNY-Z-DODATKIEM-LNU-I-SLONECZNIKA.html );
      • ryż na zimno z solą i oliwą z oliwek (uwaga: ryż musi być świeżo ugotowany; na ziarenkach ryżu obecna jest bakteria Bacillus cereus, która zaczyna się szybko namnażać od godziny do pięciu godzin po ugotowaniu ryżu, nawet w lodówce; gotowanie nie zabija tej bakterii ze względu na bardzo odporne formy przetrwalnikowe; nie powinno się podawać dziecku ryżu ugotowanego poprzedniego dnia, a niemowlętom – po upływie 12 godzin od momentu ugotowania ryżu; Bacillus cereus może prowadzić do zatrucia pokarmowego (źródło: prof. Jonathan Brostoff, Linda Gamlin: Food allergies and food intolerance, Healing Arts Press, 2000 r., str. 155);
      • ryż na ciepło z cebulą podsmażoną na maśle (lub innymi warzywami), solą i przyprawami;
      • ryż na zimno lub ciepło z dodatkami: suszonymi owocami, duszonymi owocami, nasionami, orzechami, z dodatkiem przypraw korzennych i oleju kokosowego lub oliwy z oliwek;
      • inne zboża w kombinacjach, jak wyżej: kasza gryczana, kasza jaglana, kasza jęczmienna, nasiona starej pszenicy, nasiona żyta, najlepiej w rotacji wg gustu dziecka;
      • kukurydza z kolby gotowana lub na surowo (choć dzieci raczej jej nie trawią, co można zauważyć po kupce, ale jeśli tylko smakuje, zdałabym się na wybór dziecka);
      • musli z płatków owsianych i migdałowych (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2014/10/MUSLI.html );
      • szarlotka jaglana lub szarlotka z innego zboża (zob.: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/09/SZARLOTKA-JAGLANA.html );
      • inne ciasta i ciasteczka na bazie naturalnych zbóż, jajek lub orzechów i nasion, owoców, miodu i sporej ilości masła.

       

      NAPOJE

      W szkole (lub w przedszkolu) najlepiej sprawdza się czysta woda, latem chłodna, ze szklanej butelki, a zimą ciepła, z termosu. Tak jest szybciej i łatwiej. Herbatki ziołowe (z szałwii, rumianku, kopru lub mięty) podaję Dzieciom w domu, na specjalne życzenie. Soków (poza sporadycznie spożywanym bezcukrowym domowym sokiem z czarnej porzeczki lub z malin) nie oferuję, bo uważam, że o wiele zdrowsze są świeże owoce.

       

      Powyższe propozycje posiłków do przedszkola lub szkoły są dobre, pod warunkiem, że zadbamy o to, aby posiłki jedzone w domu były ciepłe. Do takich należą z pewnością pierwsze śniadanie i kolacja. Idealna w tej roli jest zupa jarzynowa lub rosół, z dodatkami (jajka, mięso, ziemniaki, kasza, ryż itp.) lub bez. Sprawdzają się też banany lub jabłka duszone na oleju kokosowym, maśle klarowanym lub oliwie z oliwek z przyprawami korzennymi i innymi dodatkami, jajka w przeróżnej postaci na ciepło, gulasz z warzywami lub kaszą czy ryżem, pierogi, naleśniki, placki ziemniaczane, kopytka z dodatkiem zieleniny itp., wg wyborów dziecka i tylko w takich ilościach, jakie spożywa z przyjemnością.

      Bywa, że jakaś mama pyta mnie, co można podać dziecku do szkoły. Wówczas, gdy mówię o wyżej wymienionych propozycjach, spotykam się z reakcją tego typu: „Och, gdyby tylko moje dziecko jadało to wszystko! Jest takim niejadkiem...”. Wyjaśniam więc, że nie chodzi o to, aby dziecko jadało wszystko. Chodzi o to, aby oferta była bogata, aby dziecko miało z czego wybierać i aby wychwycić zmiany w jego upodobaniach kulinarnych. Dla przykładu powiem, co moje Dzieci jadły w szkole od początku roku szkolnego: Dziewczynka – podpłomyki ze starej odmiany pszenicy lub z żyta lub z owsa (podpłomyki jęczmienne, ryżowe i jaglane nie przypadły jej do gustu) z dodatkiem sporej ilości surowego masła, Chłopczyk – ryż na zimno z solą i dużą ilością oliwy z oliwek (ta duża ilość - na jego własne, wyraźne życzenie) lub chleb ze starej odmiany pszenicy, nasion lnu i słonecznika, bez masła. I tak w kółko, i nic więcej, aż do minionego czwartku: w czwartek Chłopczyk zażyczył sobie tłustego pasztetu z gęsi zamiast chleba, który przestał mu smakować. W związku z tym w piątek jadł cały dzień pasztet naprzemiennie z bananami (w szkole na surowo z cynamonem, a w domu - duszone z olejem kokosowym, również z dodatkiem cynamonu). Pewnie chleb pójdzie w odstawkę na wiele tygodni lub nawet miesięcy, a dla mnie jest to znak, że muszę zrobić zapasy pasztetu i zamrozić je.

      Co do stwierdzenia „Moje dziecko jest niejadkiem”: dziecko nie chce jeść, gdy nie może natrafić na pokarm, który w danym momencie jest potrzebny jego organizmowi i gdy jedzenie, które mu serwujemy nie służy mu. „Wybrzydzanie” i zmiany w upodobaniach kulinarnych dziecka, skądinąd trudne dla rodziców, są cenną wskazówką od Natury ułatwiającą utrzymanie dziecka w zdrowiu. Jeśli podążymy za nią, nie zrażając się wysiłkiem, będziemy cieszyć się zdrowiem naszych dzieci.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „JEDZENIE DO PRZEDSZKOLA LUB SZKOŁY”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      sobota, 18 października 2014 17:51
  • czwartek, 31 października 2013
    • PRZYKŁADOWY JADŁOSPIS JESZCZE RAZ

       

      Ponieważ smaki mojego Chłopczyka bardzo się ostatnio zmieniają, postanowiłam jeszcze raz spisać jego wybory kulinarne, z ostatnich dni, aby pokazać, jak to moje „słuchanie dziecka” wygląda w praktyce. Poniższe zestawienie można porównać z jadłospisem sprzed kilku miesięcy: http://zdrowedzieci.blox.pl/2013/06/CO-WYBRALY-MOJE-DZIECI.html

       

      DZIEŃ

      JADŁOSPIS

      SKŁADNIKI

      UWAGI

      poniedziałek

      kotlet schabowy panierowany, zielona pietruszka, herbata rumiankowa

      wieprzowina, marynata (oliwa z oliwek, cytryna, czosnek, majeranek, sól, gorczyca, pieprz), panierka (jajko, mąka kukurydziana), smalec gęsi, pietruszka, rumianek

      wieprzowina, pietruszka, czosnek – z gospodarstwa wiejskiego, panierka – bezglutenowa, smalec gęsi – wytapiany w domu, sól - kamienna, niejodowana, bez antyzbrylacza

      2 gruszki

       

      z gospodarstwa wiejskiego

      szarlotka jaglana

      mąka jaglana, sól, żółtka, jajko, masło, olej kokosowy, jabłka, przyprawy korzenne, nasiona / orzechy

      mąka jaglana – mielona w domu, jajka, masło, jabłka – z gospodarstwa wiejskiego, olej kokosowy – na zimno tłoczony, nierafinowany, przyprawy korzenne rotowane (używane naprzemiennie w ciągu około dwóch – trzech tygodni), nasiona / orzechy – rotowane (naprzemiennie: mak, słonecznik, pestki dyni, ziarno kakaowca, sezam, rozmaite orzechy itd.)

      placki ziemniaczane z zieloną pietruszką, kwaśna śmietana

      ziemniaki, cebula, czosnek, mąka gryczana, pieprz czerwony, kminek mielony, kurkuma, sól, jajka, smalec gęsi, pietruszka, kwaśna śmietana

      ziemniaki, jajka, śmietana niepasteryzowana – z gospodarstwa wiejskiego, mąka gryczana – mielona w domu

      pestka moreli, orzechy włoskie

       

      jedzone przypadkowo, o dowolnej porze dnia, orzechy włoskie prosto spod orzecha (woli takie od tych, które  przeleżały w domu)

      Wtorek

      parówki wieprzowe z zieloną pietruszką i musztardą, herbata rumiankowa

      wieprzowina, sól, minimalna ilość peklosoli, gałka muszkatołowa, pieprz, wywar z lubczyku, ziela angielskiego i liścia bobkowego, słodka papryka, tłuszcz wieprzowy, pietruszka, gorczyca, ocet jabłkowy, sól, miód, pietruszka, rumianek

      parówki i musztarda – robione w domu

      2 gruszki

       

       

      ryż z solą, olejem kokosowym i masłem

       

      ryż moczony przed ugotowaniem (1 - 2 doby, najlepiej do lekkiej fermentacji w celu neutralizacji kwasu fitynowego), masło niepasteryzowane, dodawane po ugotowaniu potrawy

      schab w plasterkach

      wieprzowina, marynata (oliwa z oliwek, czosnek, sól, kminek, bazylia, majeranek, kurkuma, imbir, chili, czarny pieprz, cytryna)

       

      duszone jabłka z gruszkami i cynamonem, posypane płatkami migdałowymi

      jabłka, gruszki, wywar z korzenia imbiru, cynamon, oliwa z oliwek, przyprawy korzenne,migdały

      owoce – z gospodarstwa wiejskiego, migdały ekologiczne

      mielone mięso z rosołu

      wołowina i kaczka z rosołu, sól, pieprz czarny, zielona pietruszka, oliwa z oliwek

       

      pestka moreli, orzechy włoskie

       

       

      Środa

      rosół z makaronem kukurydzianym i zieloną pietruszką

      wywar (wołowina, kaczka, majeranek, kozieradka, len, listek bobkowy, rozmaryn, pietruszka korzenna, lukrecja, korzeń imbiru, pieprz czarny, sól, por, kalarepa z liśćmi, zielona pietruszka), kukurydza, pietruszka

      mięso – z gospodarstwa wiejskiego, makaron bezglutenowy – kukurydziany, z kukurydzy niemodyfikowanej genetycznie, bez jajek

      2 jabłka

       

       

      ryż z jabłkami z dodatkiem gruszki i sezamu

      ryż, olej kokosowy, masło, jabłka, gruszki, przyprawy korzenne, sezam, wywar z korzenia imbiru

      masło niepasteryzowane, dodawane po ugotowaniu potrawy, sezam niełuskany ekologiczny

      mielone mięso z rosołu

       

       

      wywar z siemienia lnianego z dodatkiem soku z wiśni

       

      sok z wiśni bez dodatku cukru, robiony w domu

      pestka moreli, orzechy włoskie

       

       

      Czwartek

      zupa pomidorowa z ryżem

      wywar (= rosół – jak wyżej), zmiksowane warzywa z rosołu, zmiksowane pomidory ze skórką, ryż, masło

      pomidory – z gospodarstwa wiejskiego, masło niepasteryzowane dodawane na talerzu

      kwaśna śmietana

       

      z gospodarstwa wiejskiego, z mleka niepasteryzowanego

      schab w plasterkach, zielona pietruszka, musztarda

       

       

      naleśniki owsiane z dżemem, syropem klonowym i miodem spadziowym, herbata z rozmarynu

      owies, sól, przyprawy korzenne, mielone nasiona, jajka, masło klarowane, dżem morelowy, syrop klonowy, miód spadziowy, rozmaryn

      mąka owsiana mielona w domu, masło klarowane w domu, dżem bez cukru robiony w domu, gluten wprowadzony po raz pierwszy od sześciu dni

      pestka moreli, orzechy włoskie

       

       

       

      Powyższy jadłospis podyktowany był wyborami Chłopczyka, ale w pewnych ograniczeniach, takich jak:

      • dostępność produktów w domu;
      • jadanie w szkole (nie każdy rodzaj jedzenia można podać dziecku do szkoły);
      • nadwrażliwość na pomidory i gluten (zupę pomidorową i produkty glutenowe, a w szczególności pszenne, chętnie jadałby częściej);
      • moje ograniczenia czasowe (np. Chłopczyk uwielbia kopytka ziemniaczane, ale nie zawsze mam czas, aby je ugotować).

      Ten jadłospis ukazuje, jak zmieniają się smaki u dziecka (w porównaniu do jego wyboru sprzed kilku miesięcy): jeszcze jakiś czas temu Chłopczyk nie akceptował mięsa, a teraz coraz częściej zaczyna wybierać je, zamiast produktów zbożowych. Jak zawsze, nie akceptuje surówek. Jedyne dopuszczalne surowe warzywo to natka pietruszki. Muszę przyznać, że pietruszka zielona i tak nie jest jego pierwszym wyborem, ale nie protestuje, gdy w małej ilości dodam mu ją do potrawy. Kotlety schabowe smakują mu, jeśli spożywa je raz w tygodniu. Jeśli dostanie je dwa razy z rzędu, to za drugim razem je mniej chętnie.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „PRZYKŁADOWY JADŁOSPIS JESZCZE RAZ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 października 2013 23:34
  • niedziela, 30 czerwca 2013
    • CO WYBRAŁY MOJE DZIECI

       

      Dzisiaj przedstawiam przykładowy jadłospis moich Dzieci, z obecnego, mijającego już tygodnia. W jadłospisie nie wspominam o napojach; Dzieci piją najczęściej zwykłą, przegotowaną wodę.

      Dzieci same zadecydowały, co wybrać z oferty kulinarnej zaproponowanej przeze mnie; moja rola sprowadziła się do zaoferowania im zdrowego jedzenia (a więc jak najmniej przetworzonego, bez sztucznych konserwantów, barwników, smaków itp., bez ochrony chemicznej, bez cukru i z ograniczeniem glutenu) oraz rozmaitości pokarmów, oczywiście w ramach ograniczeń logistycznych i mojej fizycznej wydolności...

       

      DZIEŃ

      WYBORY
      CHŁOPCZYKA

      SKŁADNIKI

      WYBORY
      DZIEWCZYNKI

      SKŁADNIKI

      PONIEDZIAŁEK

      naleśniki gryczane z syropem klonowym lub przemysłowym dżemem bezcukrowym

      mąka gryczana z kaszy niepalonej, jajka, sól, przyprawy korzenne, karob (proszek z chleba świętojańskiego), olej kokosowy, syrop klonowy, dżem bezcukrowy

      naleśniki gryczane z domowym dżemem truskawkowym bez cukru

      mąka gryczana z kaszy niepalonej, jajka, sól, przyprawy korzenne, karob (proszek z chleba świętojańskiego), olej kokosowy, dżem truskawkowy (truskawki, stewia, syrop klonowy)

      świeże truskawki

       

      cynamon w lasce

       

      wafle ryżowe

      100% ryżu brązowego

       

       

      ryż z daktylami i innymi dodatkami

      ryż brązowy, olej kokosowy, sól, daktyle niesiarkowane, zmielone owoce goi, przemysłowy dżem ze śliwek suszonych bez cukru, masło naturalne z mleka niepasteryzowanego

      kasza gryczana z domowym dżemem truskawkowym bez cukru

      kasza gryczana niepalona, olej kokosowy, sól, przyprawy korzenne, naturalne masło z mleka niepasteryzowanego, dżem truskawkowy

      świeże czereśnie

       

      świeże czereśnie

       

      zupa pomidorowa z ryżem

      wywar z królika, kaczki, przypraw i warzyw, gotowane warzywa zmiksowane, przemysłowy przecier z samych pomidorów, bez dodatków, masło naturalne z mleka niepasteryzowanego, ryż brązowy, olej kokosowy

      zupa pomidorowa z kaszą gryczaną

      wywar z królika, kaczki, przypraw i warzyw, gotowane warzywa zmiksowane, przemysłowy przecier z samych pomidorów, bez dodatków, masło naturalne z mleka niepasteryzowanego, kasza gryczana niepalona, olej kokosowy

      WTOREK

      zupa pomidorowa z ryżem

       

      zupa pomidorowa z kaszą gryczaną

       

      wafle ryżowe

       

       

       

      ryż z masłem i solą

       

      szarlotka jaglana bez cukru

      mąka z kaszy jaglanej, sól, żółtka, jajko, naturalne masło z mleka niepasteryzowanego, olej kokosowy, jabłka pasteryzowane z zeszłego sezonu, mielone owoce goi, przyprawy korzenne, domowy dżem truskawkowy bez cukru

      orzechy ziemne

       

      cynamon w lasce

       

      świeże czereśnie

       

      świeże czereśnie

       

      pierogi gryczane z mięsem i zieloną pietruszką

      mąka gryczana, jajka, sól, masło klarowane, mięso kaczki i królika, przyprawy, oliwa z oliwek, zielona pietruszka

      szarlotka jaglana bez cukru

       

      ŚRODA

      zupa pomidorowa z ryżem

       

      zupa pomidorowa z kaszą gryczaną

       

      wafle ryżowe

       

      cynamon w lasce

       

      rodzynki niesiarkowane

       

       

       

      ryż z masłem i solą

       

      szarlotka jaglana bez cukru

       

      świeże czarne jagody

       

      świeże czarne jagody

       

      pierogi gryczane z mięsem i koperkiem

       

      zupa pomidorowa z kaszą gryczaną

       

      CZWARTEK

      pierogi gryczane z mięsem i koperkiem

       

      kasza gryczana z domowym dżemem truskawkowym bez cukru

      kasza gryczana niepalona, olej kokosowy, sól, przyprawy korzenne, mielone orzechy ziemne, naturalne masło z mleka niepasteryzowanego, dżem truskawkowy

      płatki migdałowe z niesiarkowanymi figami suszonymi i przyprawami korzennymi

       

       

       

      świeże czarne jagody

       

      cynamon w lasce

       

      makaron kukurydziany z niesiarkowanymi figami suszonymi i sosem miodowo-maślano-cynamonowym

      makaron z samej kukurydzy, niemodyfikowanej genetycznie, bez jajek, figi suszone, masło klarowane, miód, cynamon

      szarlotka jaglana bez cukru

       

      ziemniaki odsmażane na maśle klarowanym i sos ze śmietany

      ziemniaki, sól, kminek mielony, pieprz kajeński, kurkuma, kwaśna, gęsta śmietana z mleka niepasteryzowanego, czosnek, pieprz kajeński, sól

      ziemniaki odsmażane na maśle klarowanym i śmietana

      ziemniaki, sól, kminek mielony, pieprz kajeński, kurkuma, kwaśna, gęsta śmietana z mleka niepasteryzowanego

      PIĄTEK

      chleb żytni na zakwasie z masłem i zieloną sałatą

      chleb z mąki żytniej oczyszczonej, naturalne masło z mleka niepasteryzowanego, zielona sałata

      chleb żytni na zakwasie z masłem

      chleb z mąki żytniej oczyszczonej, naturalne masło z mleka niepasteryzowanego

      świeże czereśnie

       

      świeże czereśnie

       

      kakao na mleku z miodem

      surowe mleko prosto od krowy, kakao gorzkie, miód

      żyto z mlekiem

      żyto gotowane na wodzie z dodatkiem soli i naturalnego masła z nieapsteryzowanego mleka, surowe mleko prosto od krowy

      solone siemię lniane prażone na maśle

      siemię lniane, sól, masło klarowane

      cynamon w lasce

       

      kluski z żółtek na mleku

      żółtka, mąka ziemniaczana, sól, oliwa z oliwek, surowe mleko prosto od krowy

      kluski z żółtek na mleku

      żółtka, mąka ziemniaczana, sól, oliwa z oliwek, surowe mleko prosto od krowy

      kluski z żółtek

      żółtka, mąka ziemniaczana, sól, oliwa z oliwek

       

       

      grzanki z chleba żytniego na zakwasie z masłem i czosnkiem

      chleb z mąki żytniej oczyszczonej, naturalne masło z mleka niepasteryzowanego, czosnek

      grzanki z chleba żytniego na zakwasie z masłem

      chleb z mąki żytniej oczyszczonej, naturalne masło z mleka niepasteryzowanego

       

      Sobota jest dobrym przykładem niezakłóconego samoleczenia Dziewczynki i roli jedzenia (a raczej – niejedzenia) w tym procesie. W nocy z piątku na sobotę Dziewczynka przebudziła się. Poczułam, że ma lekką gorączkę. Przytuliłam ją (to ważne nawet przy najmniejszej chorobie) i w objęciach przespałyśmy resztę nocy. Rano gorączki nie było, ale Dziewczynka ogólnie nie czuła się dobrze: wolała pozostać w łóżku, po napiciu się wody. Nie przyjmowała pokarmu i polegiwała do popołudnia, słuchając bajek audio. Około godziny 14.00 zażyczyła sobie herbaty rumiankowej z miodem i taką dostała. Zaczęła się bawić, ale wciąż była wyciszona. Potem poprosiła o sok wyciśnięty z pomarańczy. Jej Tato był akurat na zakupach, więc nie było problemu ze zdobyciem pomarańczy. Pierwszy posiłek Dziewczynka zjadła około godz. 17.00. Przez cały dzień Dziecko domagało się mojej bliskości (przytulenia) częściej, niż zwykle. Dzisiaj Dziewczynka jest już zdrowa: je normalnie i pełna energii, szaleje od rana z Bratem. Tak zwykle przebiegają jej „choroby”. Wczoraj organizm Dziewczynki najprawdopodobniej zwalczał jakieś zarazki i zmusił ją do ograniczenia nadmiernego wysiłku (wybierała polegiwanie zamiast zabawy i rezygnowała z pokarmu, spożywając jedynie szybko przyswajalne napoje – naturalne cukry proste). Wczoraj moja rola sprowadziła się do wsłuchiwania się w Dziecko i jego potrzeb oraz do zaspokajania tych potrzeb: polegiwania, niejedzenia i przytulania się.

      Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że powyższy jadłospis ma wiele wad.

      Niektóre pokarmy powtarzają się w tym samym dniu lub przez kilka dni, co mogłoby świadczyć o małym urozmaiceniu jadłospisu. Należy jednak pamiętać, że mała liczba rodzajów pokarmu w ciągu dnia lub tygodnia sprzyja organizmowi, szczególnie przy nadaktywnym układzie immunologicznym, skłonności do alergii i nietolerancji pokarmowych. Zbyt dużo rodzajów pokarmu w określonym czasie może nadmiernie obciążać organizm. „Każdy kęs jedzenia, który wkładamy do ust, jest kontrolowany przez komórki obronne. Jest to bardzo trudne zadanie, biorąc pod uwagę fakt, że w spożywanym jedzeniu znajdują się substancje, których nasz organizm potrzebuje, lecz i takie, które mogą nam zaszkodzić” (Bożena Żak-Cyran: „Wzmacniaj odporność prostym pożywieniem”, Galaktyka 2012, str. 27). Z drugiej strony zauważyłam, że upodobania kulinarne Dziewczynki i Chłopczyka znacząco  zmieniają się w perspektywie tygodni, miesięcy czy roku. Do tego dochodzą naturalne zmiany w ofercie kulinarnej, wynikające z sezonowości niektórych pokarmów. W ten sposób zapewne Dzieci uzupełniają sobie to, czego potrzebują lub robią odpoczynek od nadmiarów. Niedobór lub nadmiar jakichś składników pokarmowych sygnalizowany jest przez organizm ochotą lub brakiem ochoty na dany pokarm.

      Zwolennicy diety niskowęglowodanowej, do których poniekąd ja należę, mogliby złapać się za głowę, widząc, jak dużo węglowodanów i jak mało białek jadają obecnie moje Dzieci. Z doświadczenia jednak wiem, że wybory moich Dzieci są najważniejszą wskazówką w organizowaniu ich diety. Bywają dni, kiedy same zaczynają wybierać białka, odrzucając węglowodany, takich dni jest jednak stosunkowo mało.

      W jadłospisie pojawiają się pokarmy przemysłowe: wafelki ryżowe, makaron kukurydziany, przecier pomidorowy czy dżem. Staram się ich unikać, ale nie za wszelką cenę. Na szczęście zaczęły się wakacje, w czasie których nie będę musiała myśleć o posiłkach do szkoły, co ułatwi rezygnację z wafelków ryżowych. W sierpniu natomiast będzie dostępna kukurydza z kolby, która jest lepszą propozycją dla Dzieci niż makaron kukurydziany. Zapasy domowych dżemów i własnoręcznie pasteryzowanych pomidorów z ubiegłego sezonu skończyły mi się jakiś czas temu, więc tymczasowo zastąpiłam je tym, co oferują sklepy, wybierając możliwie najlepsze produkty, np. przecier pomidorowy pochodzi z Włoch. W jego składzie są tylko i wyłącznie pomidory (mam nadzieję, że te, które dojrzały w ciepłym południowym słońcu), nie dodano nawet soli. Ale w nadchodzącym lecie zamierzam zrobić wystarczającą ilość domowych przetworów, tak, aby za rok nie trzeba było uzupełniać ich przemysłowymi produktami.

      Dzieci w zasadzie nie jedzą warzyw (oprócz zup jarzynowych) i mięsa. Surówkami gardzą... Co by na to powiedział przeciętny dietetyk? Podstawą mojej diety są warzywa obrobione termicznie i surowe, ziemniaki oraz tłuszcze. Podstawą diety mojego Męża jest mięso. Dzieciaki widzą nasze jedzenie codziennie na stole i mogą po nie sięgać, kiedy zechcą (tak mniej więcej realizujemy ideę szwedzkiego stołu). Robią to jednak bardzo sporadycznie. Najczęściej też każde z nich je co innego. Akceptuję i doceniam fakt, że moje Dzieci wolą inaczej. Nie zamierzam zmuszać ich do jedzenia mięsa i surówek, wystarczy, że te pokarmy pojawiają się na naszym stole.

      Dopóki moje Dzieci są zdrowe lub błyskawicznie radzą sobie z wirusami, bakteriami i grzybami (a tak właśnie jest, odkąd zaczęliśmy odżywiać się w sposób przemyślany, czyli od ponad 3 lat), dopóki są pełne energii i szczęśliwe, mam pewność, że ich dieta jest właściwa.

      Reasumując: dieta dla dziecka to dieta wyboru dziecka z urozmaiconej oferty zdrowych pokarmów.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „CO WYBRAŁY MOJE DZIECI”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 czerwca 2013 13:27
  • czwartek, 25 kwietnia 2013
    • DZIECI - NIEJADKI

       

      Chcę dzisiaj poruszyć popularny temat „dziecka-niejadka”. Brak apetytu u dziecka jest zdrową reakcją dziecka, najpewniej reakcją obronną, występującą w odpowiedzi na przejedzenie się lub zjedzenie czegoś niezdrowego, w tym – cukru. Nie mówię tu o dzieciach z ciężkimi chorobami, których cechą jest brak apetytu; nie mam w tym względzie doświadczenia i wiedzy.

      Jako zdrowy człowiek, sama po sobie wiem, że po herbacie z cukrem musiałabym trochę odczekać, aby nabrać ochoty na zwykły posiłek. Gdybym miała żywić się wg jadłospisu przedszkolnego, w którym wszystkie napoje są słodzone, na śniadanie podawane są słodkie płatki zbożowe, na obiad – makaron z serem i cukrem, a na podwieczorek – słodki jogurt z herbatnikami, to najchętniej zrobiłabym sobie potem dzień bez jedzenia lub dzień na warzywach z masłem i najprawdopodobniej nie czułabym się głodna. Kiedyś, kiedy byłam uzależniona od cukru, a moje łaknienie było całkowicie zaburzone, nie odczuwałam potrzeby robienia sobie przerw w jedzeniu. Tak też jest u dzieci z nadwagą, a więc z pewną nierównowagą w organizmie; te dzieci wydają się zawsze być głodne. Dopóki więc dziecko robi sobie przerwy od jedzenia lub miewa dni niskokaloryczne, możemy być spokojni i nie przeszkadzajmy mu w tym.

      Mój Chłopczyk je teraz bardzo dużo (w dobie – z reguły więcej ode mnie), ale robi sobie przerwy. Ma dni, kiedy je ogromne ilości pokarmu, ale bywa i tak, że prawie omija posiłki i wciąż ma dużo energii. Jest szczupły, ale nigdy nie mam obaw, że umrze z niejedzenia. U Dziewczynki jest dokładnie tak samo. Kiedyś, kiedy Dzieci zapadały jeszcze na kilkudniowe osłabiające choroby (teraz to się już nie zdarza), przez dwa - trzy dni prawie nie jadły, tylko piły. W ten sposób zdrowiały, odzyskiwały energię.

      Rodzice „niejadków” niepotrzebnie martwią się „problemem” niejedzenia, natomiast nie dostrzegają prawdziwego problemu, jakim może być obecność cukru w jadłospisie, złej jakości jedzenie, ciągłe dokarmianie dziecka, jednostajna dieta (a więc nadmiar określonych, nawet najzdrowszych pokarmów) lub choroba. Odmowa jedzenia stanowi antidotum ze strony dziecka na problem, z którym dorośli nic nie robią. Z naszej strony najprościej jest więc rozwiązać właściwy problem, przede wszystkim – całkowicie eliminując cukier z diety.

      Chciałabym zwrócić uwagę nauczycieli przedszkolnych i szkolnych, a także rodziców na poczęstunki urodzinowe i okolicznościowe. W moich czasach szkolnych takie poczęstunki kończyły się na jednym cukierku. Dzisiaj jest inaczej, słodycze są bardziej dostępne i w efekcie każde poczęstowane dziecko zjada kilka cukierków, ciastek lub ciasteczek. Poczęstunki mają zazwyczaj miejsce między śniadaniem i obiadem. W takiej sytuacji mamy niemalże gwarancję, że dziecko nie zje swojej zwykłej porcji obiadowej lub w ogóle zrezygnuje z jedzenia obiadu. W dniu obfitego poczęstunku słodyczami dziecko nie jest głodne, ale jest jakościowo niedożywione: cukier, który nie jest pożywieniem, a obciążeniem dla organizmu, wypiera wartościowe pokarmy z jadłospisu. Jednak zmuszanie dziecka do zjedzenia zdrowego jedzenia, gdy apetyt odebrały mu słodycze jest niedopuszczalne. Organizm potrzebuje przerwy, aby zregenerować się po... zatruciu.

      Gdy Chłopczyk miał sześć lat i był już na diecie, pozwalałam mu jeszcze na okazjonalne słodycze (to był mój błąd). W przedszkolu w Dniu Dziecka główną atrakcją były przemysłowe słodycze: kupny tort, lizaki, ciastka, cukierki, żelki, farbowana wata cukrowa. Chłopczyk jadł to wszystko bez ograniczeń. Gdy wrócił do domu, miał bladą twarz, która kontrastowała z ustami ciemnymi od przemysłowo farbowanych czarnych żelków. Był osowiały, prawie nie mówił i położył się do łóżka, bo poczuł się słabo. W tym dniu po przedszkolu nie mógł już patrzeć na jakiekolwiek jedzenie. Obiecałam sobie, że w kolejnym roku nie spędzi Dnia Dziecka w przedszkolu i tak też się stało.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 kwietnia 2013 20:28
  • wtorek, 05 marca 2013
    • BOGATA OFERTA KULINARNA I ROTACJA - PRZYKŁADY

       

      Dzisiaj chciałabym pokazać na przykładach, jak mogą wyglądać posiłki, w których uwzględnia się różnorodność pokarmów, rotację oraz smaki dziecka. Nie będzie to gotowa recepta dla innych rodzin, gdyż takiej nie da się stworzyć: dzieci mają różne upodobania, a w każdej rodzinie są nieco inne tradycje kulinarne i inne możliwości finansowe, czasowe i fizyczne. Nie chciałabym też skupiać się na podawaniu gotowych przepisów kulinarnych, bo w zdrowym odżywianiu nie chodzi o kopiowanie przepisów na ulubione pokarmy innych osób. W zdrowym odżywianiu chodzi o wsłuchiwanie się w siebie i w dziecko, o zapewnienie sobie jak najszerszej gamy zdrowych pokarmów w ramach własnych możliwości oraz o odstawienie trucizn. A ja podaję tylko orientacyjne przykłady z mojej kuchni.

       

      NALEŚNIKI

      Nasze naleśniki składają się z następujących składników:
      - zboża,
      - jajek,
      - wody,
      - soli,
      - przypraw,
      - nasion lub orzechów,
      - tłuszczu,
      - domowego dżemu lub konfitury.

      Moje Dzieci ostatnio zajadają się naleśnikami, średnio co drugi dzień. Przepadają za nimi i dobrze po nich się czują, w związku z czym dostają tyle, ile chcą. A gdzie rotacja i bogactwo pokarmów? Znalazłam na to sposób. Wprawdzie stałymi elementami naleśników są jajka i sól, ale wszystko pozostałe zmienia się przy każdym kolejnym smażeniu. Poniżej podaję, co można zmieniać w zwykłych naleśnikach.

      W roli zbóż naprzemiennie używam mąki:
      - jaglanej (z ziaren kaszy jaglanej),
      - gryczanej,
      - owsianej,
      - kukurydzianej,
      - jęczmiennej,
      - orkiszowej pełnoziarnistej.
      Wszystkie te mąki (oprócz kukurydzianej i orkiszowej, które kupuję w sklepie ze zdrową żywnością) uzyskuję z kasz (owsianą robię z płatków owsianych), mieląc je bezpośrednio przed smażeniem. Można jeszcze zrobić mąkę z ryżu, ziaren zwykłej pszenicy i żyta, jednak ponieważ te zboża pojawiają się relatywnie często w innych naszych daniach, nie robię już z nich naleśników.

      Rotuję następujące przyprawy, w mieszankach dwuskładnikowych:
      - anyż,

      - cynamon,
      - gałkę muszkatołową,
      - goździki,
      - imbir,
      - kardamon,
      - kolendrę.
      Do małego pojemnika na przyprawy wsypuję dwie z wyżej wymienionych  przypraw i używam takiej mieszanki do wyczerpania (przez kilka dni). Potem robię kolejną mieszankę, z kolejnych dwóch przypraw.

      Używam następujących nasion i orzechów:
      - maku,

      - nasion słonecznika,
      - nasion dyni,
      - mieszanki różnych orzechów (wg dostępności),
      - wiórków kokosowych,
      - sezamu,
      - nasion kakaowca lub pełnotłustego kakao naturalnego,
      - siemienia lnianego.
      Nasiona lub orzechy mielę w młynku do kawy bezpośrednio przed użyciem i stosuję jedynie jako dodatek do ciasta, raczej w niewielkiej ilości. Oczywiście dodaję je po kolei, za każdym razem tylko jeden rodzaj. Dodaję je też do innych potraw, więc (biorąc pod uwagę jadłospis całościowo) Dzieci dostają np. kakao raz na kilka dni. Kakao, nawet w małych ilościach podawane codziennie i w dłuższym okresie mogłoby wywołać jakąś reakcję alergiczną lub nietolerancję pokarmową.

      Tłuszcze też „żongluję”. Smażymy naprzemiennie na:
      - maśle klarowanym,

      - oleju kokosowym,
      - smalcu wieprzowym (tym ze sklepiku wiejskiego: świeżym i pachnącym),
      - smalcu gęsim (sezonowo).
      Choć wszystkie te tłuszcze mają relatywnie wysoką temperaturę dymienia, staram się, żeby tej temperatury nie osiągnąć. Dobrze jest zaopatrzyć się w stalową patelnię (odradzam powłoki teflonowe i teflonowo-tytanowe) z grubym dnem i... zaprzyjaźnić się z tą patelnią, używając ją zawsze na tym samym palniku (lub płycie). Jeśli zmienimy patelnię lub palnik, będzie to nowa znajomość, którą należy jak najszybciej pogłębić. Kto ma choć trochę doświadczenia w gotowaniu, będzie wiedzieć, o czym mówię...

      „Smarowidła” takie, jak:
      - dżem truskawkowy,

      - dżem wiśniowy,
      - dżem jabłkowy,
      - dżem agrestowo-jabłkowy,
      - konfitury śliwkowe,
      - konfitury z czarnej porzeczki,
      - konfitury z zielonych pomidorów
      to zasoby naszej domowej spiżarki, które wykorzystuję naprzemiennie, każdy do wyczerpania słoiczka przed kolejną zmianą. Zmiana następuje więc raz na kilka dni – kilka tygodni, w zależności od wielkości słoika i intensywności „naleśnikowania”. Smacznym „smarowidłem” byłby miód, ale ze względu na jego potencjalne działanie alergizujące nie używam go zbyt często, zwłaszcza, że niektóre nasze dżemy czy konfitury zawierają już miód. Syrop klonowy też jest smaczny, ale nie w odczuciu moich Dzieci... Część moich konfitur i dżemów zawiera cukier trzcinowy (w małych ilościach) i dlatego smaruję nimi naleśniki cieniutką warstwą, tak, aby tylko korzystnie złamać ich smak. W najbliższym sezonie w ogóle zrezygnuję z dodawania cukru do przetworów; myślę, że życie moich Dzieci nie zubożeje przez to, a dżemy będą i tak smaczne.

      Jak widać, cały czas zmieniam większość składników tego samego dania pt. „naleśniki” i za każdym razem wychodzi inna kombinacja, która jest wynikiem przypadku. Dzięki temu zachowuję bogatą ofertę pokarmów w kategorii „naleśniki”, a Dzieci zachowują swój ulubiony rytuał – jedzenie naleśników. Dzieci uwielbiają rytuały i nie akceptują łatwo nowych dań o odmiennym wyglądzie czy odmiennym sposobie przyrządzania.

      Pozostaje kwestia jajek. Zauważyłam, że pokarmy wysokobiałkowe, a szczególnie jajka mogą smakować przez wiele tygodni, a nawet miesięcy (z małymi jedno- lub dwudniowymi przerwami), a potem Dzieci robią sobie kilkutygodniową lub kilkumiesięczną przerwę od tych pokarmów. Dotyczy to również innych pokarmów wysokobiałkowych: mięsa, orzechów, białego sera, ryb. Ponieważ pokarmy te zawsze przewijają się przez naszą kuchnię w obrębie tygodnia – dwóch i Dzieci je widzą, czekam, aż same dopomną się o nie. Tak więc spodziewam się, że pewnego dnia usłyszę, że naleśniki już nie są takie dobre i wówczas będzie to dla mnie sygnał, że być może Dzieci nasyciły się już jajkami. I być może zechcą przez jakiś czas jeść same zboża, owoce i warzywa, albo zachwycą się nowym rytuałem pt. „gulasz”. I wtedy będę im robić gulasze z rotacją poszczególnych gatunków mięs, przypraw i innych dodatków. Teraz jednak o mięso dopominają się rzadko.

       

      ZUPY

      Przedstawię jeszcze jeden przykład dogadzania dzieciom, z zachowaniem rotacji i bogatej oferty pokarmów. Moje Dzieci lubią zupy, z tym że Dziewczynka akceptuje jedynie zupy z dodatkiem pomidorów lub zakwasu buraczanego, a Chłopczyk – wszelkie zupy jarzynowe, oprócz barszczu czerwonego, zupy ogórkowej i kapuśniaku. Tak się składa, że na jakiś czas wykluczyłam mu z menu pomidory (ze względu na wynik testu MRT, ale o tym kiedy indziej), więc w jego przypadku odpada też pomidorowa. Jak więc mogę zaspokoić gusty moich Dzieci poprzez jeden garnek?

      Udaje mi się ograniczyć się do jednego garnka przez większość czasu gotowania. Robię to tak:
      Gotuję zupę podstawową, na którą mam trzy odmienne przepisy (w obecnym późnojesienno-zimowo-wiosennym sezonie). Korzystam z nich naprzemiennie. W każdym przepisie są inne warzywa i przyprawy, które starałam się dobrać wg zasady Pięciu Smaków. Mięso jest zawsze takie samo – kawałek kaczki i kawałek królika z prywatnych podwórek. Po kilkugodzinnym gotowaniu odcedzam rosół, który następnie miksuję z częścią lub całością wyłowionych warzyw i dość sporą ilością masła naturalnego. Czasami dodaję do blendera z zupą kilka łyżek gotowanej fasoli, jeśli akurat mam taką pod ręką. Zupa dla Chłopczyka jest już gotowa, natomiast dla Dziewczynki trzeba jeszcze coś zrobić; odlewam część zupy do nieuniknionego już na tym etapie drugiego garnka i na jej podstawie robię pomidorówkę lub barszcz czerwony.

      Poniżej podaję skład każdej z zup podstawowych.

      Zupa pierwsza:
      - tymianek, kurkuma, (ziele angielskie), kminek, (oregano);

      - mięso;
      - pasternak, (marchew), seler, koper włoski, (cebula), korzeń imbiru;
      - (pieprz biały i czarny);
      - sól;
      - liście selera.
      Składników w nawiasach chwilowo nie używam ze względu na wyniki testu MRT, ale zamierzam stopniowo do nich powrócić.

      Zupa druga:
      - majeranek, listek bobkowy, rozmaryn;

      - mięso;
      - pietruszka korzenna, burak, kalarepa (niestety moje źródło kalarepy już się kończy...), por, chrzan w korzeniu;
      - sól;
      - kiełki, liście pietruszki.

      Zupa trzecia:
      - jałowiec, papryka słodka w proszku;

      - kilka grzybów suszonych;
      - gorczyca, bazylia, estragon;
      - mięso;
      - brukselka, kapusta włoska, czarna rzepa;
      - czosnek, pieprz czerwony;
      - sól;
      - koperek.

      Jak widać z przykładów, można rotować różne rzeczy. Rotacja może mieć wymiar kilkudniowy, kilkutygodniowy lub sezonowy. Ważne, aby umieć ją pogodzić z respektowaniem wyborów dzieci. Rotacja wymusza różnorodność, a więc bogatą ofertę pokarmów i na odwrót: jeśli chcemy jeść różnorodnie, siłą rzeczy będziemy rotować. I jeszcze jedna zaleta rotacji: zmienianie poszczególnych pokarmów, a tym samym robienie sobie od nich przerw zapobiega powstawaniu nadwrażliwości pokarmowych objawiających się alergią bądź nietolerancją pokarmową u dzieci zdrowych, co więcej rotacja jest niezbędna przy leczeniu alergii i nietolerancji pokarmowych. Przy rotacji, stała, długoterminowa i uciążliwa eliminacja pokarmów stosowana w leczeniu może okazać się zbędna.

      Moje Dzieci były alergiczne w pierwszych latach swojego życia. W pewnym momencie, pomimo różnicy wieku (3 lata) równocześnie zaczęły wychodzić z alergii. Stało się to wtedy, gdy przestałam je szczepić, gdy odstawiłam wszelkie leki i suplementy i gdy zmieniliśmy sposób naszego odżywiania.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „BOGATA OFERTA KULINARNA I ROTACJA - PRZYKŁADY”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 marca 2013 20:23
  • niedziela, 24 lutego 2013
    • BOGATA OFERTA KULINARNA W PRAKTYCE

       

      Dzisiaj przedstawię mój sposób organizowania bogatej oferty kulinarnej, z uwzględnieniem rotacji pokarmów. Rotacja to naprzemienne spożywanie pokarmów w taki sposób, aby od każdego z nich zrobić na jakiś czas przerwę. Należy rotować szczególnie te pokarmy, które najczęściej powodują alergie i nietolerancje pokarmowe (a w konsekwencji głębsze problemy zdrowotne). Rotację można uwzględniać w różnych okresach: w rozpiętości trzech - czterech dni, tygodnia, miesiąca lub sezonu. To zależy od sezonowości poszczególnych pokarmów, jak również od indywidualnej wrażliwości organizmu.

      Gdybym mogła zapewnić Dzieciom szwedzki stół z wszystkimi możliwymi pokarmami, rotację mogłabym pozostawić całkowicie do ich decyzji, ale ponieważ codziennie wystawianie wszystkiego na stół nie jest fizycznie możliwie, w danym dniu (lub okresie dwóch – trzech dni) oferuję jedynie kilka potraw, a w następnym – kolejny zestaw, z uwzględnieniem preferencji Dziewczynki i Chłopczyka oraz mając na uwadze właściwą klasyfikację pokarmów.

       

      WĘGLOWODANY

      Do pokarmów wysokowęglowodanowych zaliczamy jarzyny, owoce, konfitury, dżemy, miód, ziemniaki, kaszę gryczaną, pokarmy pochodzące ze zbóż bezglutenowych (proso /kasza jaglana/, ryż, kukurydza i mąki, kasze, płatki itp. z tych zbóż) oraz pokarmy pochodzące ze zbóż glutenowych (pszenica, żyto, owies, jęczmień i mąki, kasze, płatki itp. z tych zbóż). Cukru (również zaliczanego do węglowodanów) nie będę brać tutaj pod uwagę, bo wykluczam go z listy produktów jadalnych.

      Węglowodany rotuję moim Dzieciom mniej więcej w ten sposób:
      - jeden - dwa dni: pszenica i żyto (zboża glutenowe);
      - kolejny dzień lub dwa: owies i jęczmień (zboża glutenowe);
      - kolejne dwa dni: ryż, kasza jaglana, kukurydza (zboża bezglutenowe);
      - kolejny dzień, dwa lub trzy dni: ziemniaki, kasza gryczana, warzywa, owoce (bez zbóż).
      Jarzyny, owoce, ziemniaki i kaszę gryczaną pozostawiam przypadkowi, tj. mogą być codziennie.

      Oczywiście to nie jest sztywno ustalona rotacja, bo nie ma takiej potrzeby, jednak dawniej, gdy Dzieci jeszcze chorowały, wyprowadzałam je z choroby poprzez ścisłe przestrzeganie zasad rotacji i wówczas zboża jadały o wiele rzadziej: raz na cztery – sześć dni. O diecie w chorobie napiszę jeszcze w przyszłości.

      Węglowodany, które najczęściej przyczyniają się do chorób to zboża, a szczególnie zboża glutenowe i zboża rafinowane (biała mąka, biały ryż). Gluten przy zdrowych jelitach nie powinien sprawiać problemów, jednak raz na jakiś czas warto dać wytchnienie nawet zdrowym jelitom. Jeśli chodzi o zboża oczyszczone (rafinowane), staram się ograniczyć podawanie ich Dzieciom do minimum. W zasadzie jestem skłonna uznać białą mąkę i biały ryż za „niepokarm” (obok cukru), jeśli „pokarm” ma nie truć, wzmacniać i leczyć.

      Pamiętając, aby pokarm był zawsze jak najświeższy, warto zaopatrzyć się w maszynkę do mielenia zbóż na mąkę. Mąka nie jest trwałym produktem (terminy przydatności do spożycia mąki dostępnej w sklepach nie są długie), dlatego korzystnie jest zemleć odmierzoną ilość ziarna na mąkę tuż przed użyciem. Oczywiście, jeśli mamy na to czas. Typowe młynki do mielenia zbóż są bardzo drogie, ale można zaopatrzyć się w specjalną, relatywnie tanią przystawkę do elektrycznej maszynki do mięsa. Taka przystawka z powodzeniem zastępuje młynek.

      Owoce wiążę z sezonem i naszym klimatem: najwięcej jest ich latem i jesienią; wtedy są najświeższe i najbardziej smakują. W pozostałych sezonach korzystamy z jabłek (niepryskanych, które kończą się późną zimą), niesiarkowanych owoców suszonych (moreli, fig, daktyli, rodzynek, bananów, śliwek) oraz z bezcukrowych lub niskosłodzonych dżemów własnej roboty. W kolejnych sezonach zrezygnuję całkowicie z cukru; mam zamiar robić dżemy w ogóle niesłodzone (polecam dżem z późnojesiennych dojrzałych śliwek, jest naturalnie słodki bez grama cukru) lub dosładzane miodem.

      Owoce cytrusowe kupuję rzadko (gdyż kiedyś wywoływały nagły katar u Chłopczyka), a banany raz w tygodniu. Wszystkie owoce egzotyczne, a więc sprowadzane z dalekich krajów, moczę w wodzie, a następnie dokładnie myję. Są konserwowane różnymi potencjalnie szkodliwymi substancjami; skórki wprawdzie nie je się, ale dotyka się ją rękami, którymi jemy sam owoc.

      Warzywa nie są głównym wyborem moich Dzieci. Surówki, sałatki i kiszonki niemal całkowicie odpadają, z reguły są dla nich nie do przyjęcia, a ja nie rozpaczam z tego powodu. Niemniej przyrządzam surówki i sałatki różnego rodzaju, zimą i wiosną na bazie kapusty (kiszonej, białej, pekińskiej, czerwonej), cebuli, czosnku, marchwi, selera, pietruszki korzennej, rzepy, buraków, chrzanu, kopru włoskiego, ziemniaków, ogórków kiszonych, a latem i jesienią wykorzystuję całe bogactwo sezonu: pomidory, ogórki, groszek, paprykę, cukinię, bakłażany, dynię, młodą cebule, zieleninę, zieloną sałatę itd. Zawsze wystawiam surówki lub sałatki na stół, Dzieci je widzą i na tym poprzestaję. Czasami drobniutko posiekam łyżkę surówki i mieszam tę odrobinę z ziemniakami lub kaszą i gulaszem; takie połączenia akceptuje Dziewczynka. Dzieci jedzą za to chętnie (choć z przerwami) rozmaite zupy jarzynowe, czasami - drobno posiekaną zieleninę lub kiełki jako mały dodatek do dania, ewentualnie zieloną sałatę i ostatnio – liście kapusty pekińskiej w kanapce. Ponadto Chłopczyk zasmakował w czosnku i surowej cebuli, również w formie dodatku.

      Kasza gryczana to ulubiony, prawie codzienny pokarm Dziewczynki. Je ją w formie dodatku do zupy, jako danie samodzielne z dodatkiem masła (lub oleju kokosowego), przypraw korzennych, zmielonych nasion i jabłka lub w formie naleśników (mąka gryczana, jajka).

      Chłopczyk bardziej gustuje w ziemniakach, które podaję mu w różnych formach: od ugotowanych w łupince z dodatkiem masła i soli, poprzez ziemniaki odsmażane na smalcu lub maśle kalrowanym, domowe frytki, placki ziemniaczane, kopytka, na cepelinach kończąc.

      Jeśli dziecko nie lubi jakiegoś zboża, warzywa czy owocu, to w ogóle nie podajemy mu tego, do czasu, aż się upomni.

       

      BIAŁKA

      Pokarmy wysokobiałkowe to mięso, jajka, ryby, mleko, orzechy, nasiona i fasole.

      Poszczególne rodzaje mięs mogą mieć odmienne właściwości, dlatego warto je wszystkie uwzględniać w diecie i rotować. Można podawać dziecku naprzemiennie: wołowinę, indyka, baraninę, jagnięcinę, cielęcinę, kaczkę, gęś, wieprzowinę, królika, kurczaka, lub przynajmniej niektóre z tych mięs, w zależności od ich dostępności, naszych możliwości finansowych i jak zawsze – od upodobań dziecka. Kupne wędliny nie są pokarmem.

      Jajka są szczególnym przypadkiem pokarmu, na który raz ma się wielką ochotę, a innym razem nie można na niego patrzeć. Moje Dzieci wpadają w „ciągi” jajeczne, które potrafią trwać tygodniami i miesiącami, a potem robią sobie długie przerwy od jajek w czystej postaci (np. jajek gotowanych, omletów, klusek z żółtek). Natomiast mniej lub bardziej regularnie spożywają potrawy z dodatkiem jajek, takie jak naleśniki, kopytka czy placki ziemniaczane.

      Jajka kupujemy w gospodarstwie rolnym, w którym kury biegają po podwórku.

      Kiedyś miałam dostęp do wiejskich jajek przepiórczych. Chłopczyk jadał bardzo chętnie surowe żółtka z tych jajek. Teraz niestety nie udaje mi się ich zdobyć.

      Ryby jadamy rzadko, ze względu na brak dostępu do ryb nieskażonych (ryby morskie mogą zawierać rtęć i inne szkodliwe pierwiastki). Te, które od czasu do czasu kupujemy (pstrąg, jesiotr – ryby słodkowodne), nie zawsze smakują moim Dzieciom. Ryby z puszki i ryby przemysłowo „wędzone” nie są pokarmem.

      Jeżeli lekarz zaleci odstawienie mleka ze względu na alergię, przez ”mleko” należy rozumieć samo mleko i wszystko, co jest z niego produkowane: śmietanę, ser biały, żółty i wszelkie inne sery, jogurt, kefir, zsiadłe mleko. Ponieważ mleko jest jednym z najczęstszych alergenów, ograniczam spożycie mleka i wszelkich jego przetworów do jednego dnia w tygodniu. U mojej Dziewczynki obserwuję nierównomierne zaczerwienienie policzków występujące po spożyciu większej ilości mlecznego pokarmu.

      Mleko, śmietanę i ser biały kupuję wyłącznie od gospodyni wiejskiej. Są to produkty naturalne, nieprzetworzone, zawierające żywe enzymy i pożyteczne bakterie (w stanie surowym). Zwracam uwagę na czystość i jakość tych produktów, aby ustrzec się przed mniej pożytecznymi bakteriami. Nie uważam za pokarm mleka z kartonu, mleka w proszku, większości dostępnych serów żółtych, serów topionych, przemysłowych twarogów i wszelkich innych przemysłowo przetworzonych produktów nabiałowych.

      Orzechy: włoskie, laskowe, ziemne (tzw. fistaszki), brazylijskie, nerkowce i migdały są łatwe do zaoferowania w formie małego „orzechowego szwedzkiego stołu”. Są gotowe do podania, względnie trwałe i nic nie trzeba gotować. Świetnie nadają się jako przekąska do szkoły (wraz z owocami: surowymi lub suszonymi), choć muszę przyznać, że mój Chłopczyk nie przepada za takim jedzeniem.

      Czasami kupujemy świeże orzechy kokosowe. Chłopczyk wypija mleczko kokosowe, natomiast ja robię domowe czipsy z miąższu, który siekam w cieniutkie plasterki i podsuszam w piekarniku. Takie czipsy są wspaniałym dodatkiem do kawy (zamiast ciastka), polecam rodzicom!

      Dobrze uwzględnić sezonowość orzechów, a szczególnie tych polskich: jesienią są pyszne, najświeższe, a więc najbardziej wartościowe. Kilkumiesięczne - roczne orzechy mogą już szkodzić, ze względu na zachodzący w nich proces jełczenia (czasami trudno wyczuwalny). Dobrze jest zrobić sobie jesienią zapasy ze świeżych orzechów w zamrażarce, aby z nich skorzystać później, na wiosnę. A może lepiej poddać się rotacji wyznaczonej przez Naturę i jeść orzechy tylko w sezonie?

      Nasionka i podobne im dodatki również rotuję. Mam w kuchni poukładane w szeregu słoiczki, w których znajdują się: sezam, siemię lniane, pestki słonecznika, wiórki kokosowe, orzechy, pestki dyni, mak, kakao lub ziarna kakaowca. Dodaję je naprzemiennie w małej ilości do różnych potraw: kasz, naleśników, wypieków, surówek i sałatek, mieląc odmierzoną ilość w młynku do kawy tuż przed dodaniem do potrawy. Chodzi o to, aby były świeżo mielone. A nasiona w całości lepiej się przechowują.

      Warzywa strączkowe najlepiej jeść w sezonie, w szczególności świeży groszek zielony (pyszny na surowo!), fasolkę szparagową, fasolę jasiek, bób. Zimą można korzystać z fasoli suchej, odpowiednio długo moczonej i gotowanej oraz odpowiednio przyprawionej. Mój Chłopczyk uwielbiał malutkie nasiona młodego bobu gdy miał... roczek.

       

      TŁUSZCZE

      Korzystamy do woli z tłuszczów nasyconych, gdyż takie są wbrew powszechnej opinii... zdrowe. W szczególności jemy masło naturalne, masło klarowane, smalec wieprzowy (świeży i pachnący z wiejskiego sklepiku; smalec z hipermarketu ma nieprzyjemny zapach), smalec gęsi (robię go sama ze świeżego tłuszczu gęsiego) i olej kokosowy. Jeśli kupuję ser biały, boczek czy inne mięso, proszę sprzedawcę o tłuściejsze kawałki.

      Jako źródło tłuszczów nienasyconych wystarczają nam świeże orzechy i nasiona. Żałuję, że nie możemy korzystać (ze względu na skażenie) z dobrodziejstwa ryb morskich i ich tłuszczów.

      Używamy też oliwy z oliwek „extra virgin”.

      Nie używamy olejów rafinowanych i margaryny (ze względu na ich szkodliwość) i olejów na zimno tłoczonych (ze względu na ich nietrwałość).

      Tłuszczów nie ograniczamy, jedynym ograniczeniem jest brak ochoty na nie. Wszyscy jesteśmy szczupli, a jemy kiedy chcemy i zawsze do syta! Więcej o tłuszczach napiszę w osobnym temacie.

       

      PRZYPRAWY I ZIOŁA

      Mam w kuchni około 30 różnych przypraw i z wszystkich korzystam. Dzieci spożywają najwięcej przypraw korzennych i innych nadających się do potraw o smaku słodkim. Są to anyż, cynamon, gałka muszkatołowa, mielone goździki, imbir (w proszku i w korzeniu), kardamon, kolendra. Przyprawy te dodaję do kasz lub ryżu z owocami, do ciasta naleśnikowego, dżemów, owoców duszonych, bananów, musów owocowych i wypieków. Ponieważ używane są często, rotuję je.

      Soli nie ograniczam, kierujemy się smakiem. Używamy soli kamiennej, niejodowanej, bez antyzbrylacza.

      Czarnej herbaty nie podaję Dzieciom, gdyż uważam, że jest to używka nieodpowiednia dla dzieci. Herbaty zielonej i herbat owocowych nie lubią. Najczęściej piją... przegotowaną wodę lub rzadziej - herbatę koperkową, rumiankową lub herbatę z szałwii. Chłopczyk zagustował ostatnio w wodzie z plasterkiem cytryny i w herbatce z korzenia imbiru z dodatkiem cytryny i miodu. W chwilach osłabienia moja Dziewczynka sama prosi o specjalną rozgrzewającą mieszankę ziołową – „szamankę”, na którą przepis znalazłam w książce Anny Ciesielskiej pt. „Filozofia życia”. W skład mieszanki wchodzą: tymianek, lukrecja, koper, kardamon, imbir. 

      Podczas zakupu jakiejkolwiek herbaty warto zwrócić uwagę na jej skład, gdyż często dodawane są enigmatyczne aromaty lub inne sztuczne dodatki, a tych należy unikać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „BOGATA OFERTA KULINARNA W PRAKTYCE”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 lutego 2013 13:51
  • piątek, 22 lutego 2013
    • Ps. do wpisu o swobodnym wyborze pokarmów w praktyce.

       

      JEDZENIE I EMOCJE

      Jedyną motywacją do jedzenia dla dziecka powinna być ochota na konkretny pokarm lub zwyczajne uczucie głodu, a nie bodźce emocjonalne stwarzane przez opiekunów. W szczególności dziecko nie powinno jeść pod przymusem (ze strachu), w oczekiwaniu na nagrodę (z chęci uzyskania czegoś), w oczekiwaniu na aprobatę (z potrzeby akceptacji), pod wpływem opowieści o głodujących dzieciach w Afryce (z wyrzutów sumienia) czy pod wpływem narzekań mamusi, która napracowała się, aby ten pokarm zdobyć lub przygotować (z troski o rodzica). Nie powinno też jeść, gdy jest częstowane i nie ma ochoty na jedzenie, np. na imprezach typu imieniny u cioci (z niewłaściwie pojętej grzeczności). Bardzo ważne jest, aby nauczyć dziecko, a raczej – nie pozbawiać go naturalnej umiejętności rozpoznawania własnej fizjologicznej potrzeby jedzenia. Mieszanie w to emocji może skutkować różnymi zaburzeniami, w tym - zaburzeniami łaknienia w przyszłości. Myślę, że jedyną uzasadnioną emocją związaną ze spożywaniem pokarmu jest radość na myśl o przyjemności z jedzenia i radość ze spożywania posiłku wspólnie z innymi osobami.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      piątek, 22 lutego 2013 20:23
  • niedziela, 17 lutego 2013
    • SWOBODNY WYBÓR POKARMÓW W PRAKTYCE

       

      SZWEDZKI STÓŁ

      Marzy mi się, aby zorganizować moim Dzieciom prawdziwy szwedzki stół, na którym codziennie pojawiałyby się wszystkie zdrowe pokarmy naraz: świeże, kolorowe i pachnące, a Dzieci podchodziłyby sobie do tego stołu w dowolnej chwili i jadłyby to, co wybiorą. Nawiasem mówiąc marzy mi się też, aby ten stół cudownie sam się nakrywał... Oczywiście to jest tylko marzenie, którego nie da się spełnić, przynajmniej w warunkach czteroosobowej rodziny. Myślę jednak, że koncepcja szwedzkiego stołu mogłaby sprawdzić się tam, gdzie jest więcej dzieci, np. w domach dziecka, w przedszkolach i szkołach i gdzie jest dobrze wyposażona kuchnia, mądry dietetyk i mądry kucharz.

      Co więc zostaje nam zrobić w warunkach przeciętnego gospodarstwa domowego, aby zapewnić jednemu dziecku lub dwójce – trójce dzieci jak najszerszą ofertę pokarmów i swobodę w wyborach kulinarnych? My przechodziliśmy przez różne etapy i eksperymenty i... wciąż uczymy się.

       

      ABY MOGŁO ZOBACZYĆ, POWĄCHAĆ, SPRÓBOWAĆ

      Najlepiej, aby dziecko, dokonując wyboru pokarmu, mogło zobaczyć, powąchać, spróbować i ewentualnie... wypluć. Taką okazją z pewnością są rodzinne posiłki, w czasie których na stole pojawia się kilka potraw (przykładowy stół u nas: ziemniaki, kasza, kilka warzyw, dwa rodzaje mięsa, zupa, posiekana pietruszka, kiełki, kilka różnych przypraw) i każdy sam nakłada sobie na talerz. Dobrze też, aby dziecko mogło samo zaglądać do lodówki czy do szafek z żywością i wskazywać na to, na co ma ochotę. Pokarmy, które nie psują się zbyt szybko można umieścić na ozdobnych talerzach, a te porozstawiać w różnych miejscach w domu (uwaga na kurz!). Ja wystawiam moim dzieciom w ten sposób owoce i różnego rodzaju orzechy i nasiona, a czasami nawet cynamon; moja Dziewczynka uwielbia pojadać cynamon z miseczki. Kiedykolwiek pytam Chłopczyka, czy chce orzechów, mówi: nie. Ale czasami widzę, jak gdzieś na boku rozłupuje sobie orzech, po który sięgnął z wystawionego talerza.

      Chłopczyk prawie w ogóle nie je warzyw, po prostu nie lubi ich (za wyjątkiem zup jarzynowych). Jestem prawie pewna, że kiedyś zmieni się to i dlatego nie rezygnuję z nienachalnego  proponowania mu zjedzenia warzywa, które mam pod ręką. Ostatnio zapytałam, czy chce do kanapki liść kapusty pekińskiej. Jak zwykle odmówił, a ja nie nalegałam. Postawiłam tylko na stole talerz z kapustą pekińską, z myślą o innych osobach. W pewnym momencie Chłopczyk sięgnął po liść i położył sobie na kanapce, a potem ze smakiem ją zjadł... Inny przykład: niedawno przez przypadek zostawiłam w łazience na talerzyku trochę spożywczego oleju kokosowego, do smarowania skóry. Dziewczynka najpierw posmarowała sobie nim buzię, a potem... zjadła resztę.

      Dobrą okazją do próbowania różnych potraw jest wizyta u babci, dziadka, cioci. W każdym domu gotuje się trochę inaczej, używa się nieco innych składników. Po takiej wizycie dziecko zdobywa nowe doświadczenia kulinarne i może zasugerować własnym rodzicom, co jeszcze mu smakuje. Mój Chłopczyk zasmakował w cepelinach (kluskach z ciasta ziemniaczanego z nadzieniem mięsnym), które gotował z Babcią i Dziadkiem, przebywając u nich w domu. Teraz gotujemy je od czasu do czasu u nas, na prośbę Chłopczyka. W takiej formie chętnie zjada mięso (nadzienie w cepelinach), podczas gdy po samo mięso sięga bardzo rzadko.

       

      „KSIĄŻKA MENU” I „DZISIAJ W MENU”

      Ponieważ nie da się stworzyć idealnego szwedzkiego stołu (czyli takiego, na którym pojawiłyby się wszystkie pokarmy), można pomyśleć o innych rozwiązaniach. Takim rozwiązaniem jest u nas „Książka menu” (coś na wzór menu w restauracjach), czyli zwykły album fotograficzny ze zdjęciami różnych potraw i pojedynczych pokarmów. Czasami Dzieci korzystają z tej książki, aby mi powiedzieć, na co mają ochotę. Ale muszę przyznać, że nie jest to rozwiązanie idealne; zdjęcia niestety nie pachną i nie działają na wyobraźnię tak, jak bogato zastawiony stół. Ponieważ nie zawsze jest czas na wystawienie wszystkiego, co się ma na stół, można sporządzić jadłospis pt. „Dzisiaj w menu...”. To nasz najnowszy wynalazek; korzystam z małej białej tablicy, na której zapisuję wszystko to, co jestem w stanie zaserwować Dzieciom w danym dniu. Chłopczykowi bardzo spodobał się ten pomysł i chętniej z niego korzysta niż z „Książki menu”.

       

      ZAWSZE TRZEBA SPRÓBOWAĆ

      Jako przyjaciel moich Dzieci mówię im: wybierajcie, a jako opiekun-przewodnik: trzeba zawsze odrobinę spróbować i można wypluć. Dzieci mają tendencję do „fiksowania” się na ulubionych potrawach. Czasami wykazują same inicjatywę w spróbowaniu czegoś nowego, a czasami nie. Przekonałam się, że wprowadzenie zasady, że „zawsze trzeba spróbować” daje dobre rezultaty, bo choć w 70% nowe jedzenie zostaje wyplute, to w 30% okazuje się, że jednak smakuje i w ten sposób do naszego menu możemy wprowadzić nową pozycję.

       

      POSTY

      Jeśli dziecko opuszcza posiłek (tj. w ogóle nie chce jeść), tylko się cieszyć: będzie zdrowsze, a my możemy odpocząć od kuchni. Brak apetytu to sygnał od organizmu, że potrzebuje postu. Posty naturalne leczą, są wbrew pozorom wzmacniające. Należy o tym pamiętać szczególnie, gdy dziecko zachoruje. Mojej Dziewczynce zdarza się raz na kilka tygodni, może miesięcy, że prawie cały dzień nie je. Jest wtedy trochę mniej aktywna, czasami przesypia ten czas, aby potem tryskać energią i poprosić o solidny posiłek. Być może to jest jej wersja chorowania, choć ciężko dopatrzyć się u niej typowych objawów chorób (takich jak kaszel, ból gardła, katar, jakikolwiek inny ból itp.).

      Musimy jednak umieć odróżnić sytuację, w której dziecko nie chce jeść, bo postuje od sytuacji, w której dziecko odmawia jedzenia, bo mu nie smakuje. W żadnym wypadku nie wolno przymuszać go do jedzenia tego, czego nie lubi poprzez głodzenie, na zasadzie, że „jeśli nie zjesz tego na obiad, to nie dam ci teraz nic, a podam ci to samo na kolację”.

       

      ROTACJA POKARMÓW

      Oferuję moim Dzieciom pokarmy z poszczególnych grup pokarmowych w rotacji, czyli w pewnej kolejności. Rotacja pozwala uwzględnić wszystkie pokarmy, podawać je naprzemiennie i robić niezbędne przerwy. Rotuję przede wszystkim zboża, uwzględniając preferencje Dzieci. Zboża łatwo przedawkować, łatwo też uzależnić się od zbóż rafinowanych (wypieków z białej mąki, potraw z białego ryżu). Przedawkowanie i uzależnienie prowadzi do nierównowagi w organizmie, do chorób. Staram się więc, aby oferować Dzieciom nie tylko pokarmy pszenne, ale nie zapominać też o płatkach owsianych, kaszy jęczmiennej, życie (zbożach glutenowych), jak również o kaszy jaglanej, ryżu, kukurydzy (zbożach bezglutenowych) i kaszy gryczanej (gryka w biologicznej klasyfikacji nie jest zbożem, ziarna gryki nie zawierają glutenu). Od czasu do czasu robię przerwę od zbóż w ogóle i wtedy przez dzień – dwa podaję Dzieciom ziemniaki i potrawy z ziemniaków (kluski śląskie, frytki domowej roboty, placki ziemniaczane), zupy, jajka, mięso, orzechy, owoce itp. Oczywiście szanuję preferencje Dzieci, mojego Męża i swoje własne; Chłopczyk nie jada kaszy jaglanej ani gryczanej (choć są to ulubione kasze Dziewczynki), bo ich nie lubi, natomiast Dziewczynka nie przełknęłaby ryżu (który smakuje Chłopczykowi). Mój Mąż i ja jadamy zboża sporadycznie. Jeśli chodzi o pokarmy białkowe, tutaj również staram się uwzględniać wszystkie ich rodzaje i znowu – uwzględniać nasze preferencje. Rotuję też poszczególne rodzaje mięs, warzywa, przyprawy, herbaty ziołowe, nasiona i orzechy, tłuszcze. O ważnej roli rotacji (stosowanej w alergologii) napiszę kiedyś w oddzielnym temacie.

       

      ZMIENNOŚĆ SMAKÓW

      Gdy dałam moim Dzieciom swobodę w wybieraniu pokarmów, zafascynowały mnie swoją zmiennością. Gdybym tradycyjnie przygotowywała im codziennie kanapki z chleba i podawała zupę mleczną na śniadanie, nigdy nie zorientowałabym się, jak bardzo potrzebują odmiany. Podam parę przykładów. Dziewczynka od wielu miesięcy jest typową wegetarianką, z małymi przerwami: nie może się oprzeć serduszkom kaczym, które od czasu do czasu wyławiam z rosołu. Ale samego mięsa kaczego z reguły nie je. Kiedyś natomiast uwielbiała gulasz z pręgi wołowej. Taki gulasz mogła jeść nawet codziennie. Chłopczyk też raczej nie jada mięsa, ale bywa, że wpada w „ciągi tatarowe”: potrafi zjeść w ciągu dwóch – trzech dni pięć porcji tatara (jedna porcja to mniej więcej 15 dag surowej polędwicy wołowej, surowe żółtko, kiszony ogórek, cebula, oliwa z oliwek, przyprawy), aby potem zrobić sobie od tego przerwę na kilka tygodni lub miesięcy. Ostatnio przez kilka miesięcy jadał prawie codziennie kluski z około 8 żółtek na śniadanie. Teraz robi sobie od nich przerwę. Kiedyś przez pół roku nie jadł prawie w ogóle pokarmów wysokobiałkowych (odrzucił niemal całkowicie mięso, jajka, ryby, orzechy i biały ser), oprócz świeżego wiejskiego mleka raz w tygodniu.

       

      JAK MOŻNA UŁATWIĆ SOBIE ZADANIE?

      Gotowanie z nastawieniem na wolne wybory dzieci jest wyzwaniem. Wymaga wysiłku, czasu i cierpliwości. Jednak chodzenie od lekarza do lekarza, od apteki do apteki i opieka nad chorym dzieckiem są znacznie bardziej wyczerpujące. Kiedyś, kiedy moje Dzieci bez przerwy chorowały, zdarzały mi się chwile załamania, kiedy nie mogłam powstrzymać łez z poczucia bezsilności. Teraz zdarza mi się, że jestem trochę przemęczona fizycznie, ale psychicznie odczuwam ogromną ulgę; wiem, czuję, jestem pewna, że dopóki Dzieci są pod moją opieką, nic im się nie stanie. Myślę, że one też to czują.

      Jak można ułatwić sobie zadanie? Staram się mieć w lodówce cały czas dwie – trzy ugotowane potrawy. Wbrew pozorom to nie jest więcej gotowania, bo starcza na dłużej dla całej rodziny. Planuję zawsze z wyprzedzeniem i nawet jeśli mamy co jeść w danym dniu, gotuję coś na następny. Kolejna rzecz, jeśli dziecko ma ochotę zjeść to samo na śniadanie, obiad i kolację, a nawet powtórzyć ten schemat w kolejnym dniu, pozwólmy mu na to, a przy okazji oszczędźmy sobie wysiłku. Moja Dziewczynka wpadła właśnie w taki ciąg: od kilku dni je głównie naleśniki z mąki gryczanej i jajek. Smażę więc jej takie naleśniki jednorazowo, a potem na kolejnych kilka posiłków odgrzewam w piekarniku. Jak już wspomniałam, akceptujemy, a wręcz doceniamy omijanie posiłków przez dziecko.

       

      OGRANICZENIA

      Zdaję sobie sprawę, że zorganizowanie dzieciom bogatej oferty kulinarnej i umożliwienie im wyboru może nie być łatwe ze względu na różnego rodzaju ograniczenia. Mogą to być ograniczenia związane z finansami, brakiem czasu czy fizycznych możliwości rodziców lub opiekunów, jak również ze specyficznymi zaburzeniami dzieci (takimi jak fiksacje pokarmowe u dzieci autystycznych). Ale jeśli nie negujemy prawa dziecka do wyboru pokarmu, jeśli uświadamiamy sobie to prawo, możemy starać się realizować je w możliwym dla nas zakresie. Są mamy i babcie, które robią to intuicyjnie, z miłości i nie dostrzegają w tym jakiejś szczególnej uciążliwości, po prostu cieszą się radością dziecka, któremu smakuje to, co je. Taką babcią była i jest moja Babcia; gdy będąc jeszcze dzieckiem, przebywałam u niej na wakacjach, codziennie gotowała kilka rzeczy naraz i pytała, co mi nałożyć na talerz. Zawsze robiła to, co lubię. Zawsze mi u niej smakowało.

      Oczywiście rodzic nie może zapominać o własnych potrzebach i własnym prawie do czasu dla siebie. Chodzi o to, aby wyważyć kompromis, mając świadomość, jakie rezultaty daje dobre odżywianie dzieci, a jakie są konsekwencje zaniedbań w tym względzie i jakie miejsce na liście naszych priorytetów zajmuje zdrowie naszych dzieci.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „SWOBODNY WYBÓR POKARMÓW W PRAKTYCE”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lutego 2013 14:14
  • niedziela, 10 lutego 2013
    • ZASADY ODŻYWIANIA DZIECI: SWOBODNY WYBÓR POKARMÓW

       

      PRAWO DO SWOBODNEGO WYBORU POKARMU

      Odżywianie dzieci, aby było zdrowe musi opierać się na jednym z podstawowych praw człowieka: prawie do swobodnego wyboru pożywienia. Jest to prawo oczywiste w świecie ludzi dorosłych, jednak nagminnie ignorowane w relacjach dorośli – dziecko. Dlaczego tak się dzieje? Otóż realizacja tego prawa na poziomie Małego Człowieka wymaga wysiłku ze strony Dużego Człowieka.

      Dlaczego należy dać dziecku swobodę w wybieraniu pożywienia? Gdy dziecko wybiera, osiągamy korzyści, które z pewnością są warte naszego wysiłku:
      - dziecko przestaje chorować;
      - nie musimy chodzić do aptek i tracić w nich niemałych pieniędzy;
      - dziecko odczuwa przyjemność z jedzenia i jest radosne, gdy je;
      - my – rodzice wyrażamy szacunek dla dziecka;
      - budujemy w dziecku poczucie własnej wartości i niezależności.

      Uświadomienie sobie korzyści wynikających z przestrzegania prawa dzieci do swobodnego wyboru pokarmu pozwoli kochającym i troskliwym rodzicom czy opiekunom w miarę bezboleśnie zmienić priorytety dnia codziennego tak, aby realizować to prawo. Zdobycie wartościowego pożywienia i przygotowywanie wartościowych posiłków wymaga zarówno czasu, jak i dobrej organizacji naszej pracy w domu i poza domem. Ciężko, jeśli wszystkie zadania związane z dobrym odżywianiem spadają na jedną osobę. Dobrze, jeśli angażują się w to wszyscy członkowie rodziny, w tym dzieci (proporcjonalnie do swoich możliwości). O pomoc w organizowaniu zdrowych posiłków można poprosić też rodziców lub teściów, albo skorzystać z dodatkowej pomocy niani. Mój 8,5 – letni Chłopczyk jest dyżurnym od rozbijania jajek na naleśniki, jak również właśnie uczy się odmierzać na wadze odpowiednią ilość zboża, aby go potem zemleć na mąkę. Myślę, że wkrótce przyrządzanie naleśników powierzę mu w całości. Gotuje wraz ze swoim Tatą kluski śląskie. Jeśli planujemy na obiad kluski śląskie, ja mam święty spokój od kuchni, przynajmniej w porze obiadowej. To oczywiście tylko przykłady z naszego życia rodzinno-kuchennego.

       

      NIEDOBRA TRADYCJA

      Jest jeszcze kwestia niedobrej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, być może wynikającej z czasów wojny i okresu powojennego, w których o jakiekolwiek pożywienie było bardzo ciężko. Tradycja ta plasuje dziecko w roli podwładnego i narzuca mu pewne normy związane z jedzeniem, np. zmusza go do niepozostawiania resztek na talerzu, spożywania pokarmu nawet wtedy, gdy nie jest głodne czy jedzenia tego, co mu ewidentnie nie smakuje (np. szpinaku, wątróbki). W skrajnych warunkach biedy takie podejście byłoby pewnie w jakimś stopniu uzasadnione, jednak musimy pamiętać, że nie tylko głód może być przyczyną chorób i śmierci. Przejadanie się, jak również jedzenie „śmieci” może być równie tragiczne w skutkach. Współcześnie, w naszym kraju głód nam raczej nie grozi, natomiast realnym zagrożeniem jest nadmiar jedzenia i jego zła jakość. Wracając do samej tradycji, muszę się przyznać, że sama czasami jej ulegam, kiedy zaczynam denerwować się, że moje Dzieci nie chcą zjeść tego, co właśnie im przygotowałam, stojąc godzinami „przy garach”. W chwilach zdenerwowania zaczynam rządzić i bezwiednie daję sobie przyzwolenie na myśli typu: „A dzieci w Afryce głodują”, „Kto to widział, aby tak wybrzydzać”, „Nie jestem waszą kucharką, nogi mnie bolą od stania i ani mi się śni podawać wam co innego”. Gdy ochłonę, przyłapuję się na tym, że nie uzgodniłam wcześniej z Dziećmi, co będą jeść i zrobiłam po swojemu, a potem chciałam im to narzucić. A przecież chcę być ich opiekunem-przyjacielem, nie - zwierzchnikiem. Jednak nie popełniam już pospolitego błędu mam i babć, które (w dobrej wierze) każą dziecku jeść kolejne łyżki zupy „za mamusię, za tatusia, za ciocię”. Z reguły ustalam z Dziećmi, co będą jadły i staram się sprostać ich oczekiwaniom. Jeśli czują, że same dokonują wyboru, wówczas jedzą chętnie.

       

      INSTYNKT DZIECKA

      Najszlachetniejszy kotlecik nie będzie wartościowy dla organizmu dziecka, jeśli dziecko samo nie zechce go zjeść. Zjedzony na siłę, zaszkodzi. Dlatego tak ważne jest słuchanie dziecka. Ono ma lepszy instynkt od nas, dorosłych. Ten instynkt odradza się u kobiet w ciąży, co na szczęście jest zrozumiałe przez otoczenie; powszechnie wiadomo, że kobiety ciężarne mają zachcianki kulinarne, które należy spełniać oraz bywa, że nie mogą przełknąć pewnych pokarmów, co też nie budzi zdziwienia. Dlaczego więc krytykujemy dzieci, które mają wyraźną potrzebę wybierania pokarmów? Tę potrzebę trzeba zaspokajać i pielęgnować, bo podpowie nam więcej, niż lekarz. To głos mądrej Natury.

       

      ROLA RODZICÓW

      My – rodzice stajemy przed następującym zadaniem: musimy chronić nasze dzieci przed jedzeniem złej jakości. Jedzenie złej jakości (np. przemysłowe słodycze, dania z dodatkiem glutaminianu sodu obecnym m.in. w wegecie, sztucznie barwione i aromatyzowane jogurty) potrafi uzależnić i zakłócić naturalną zdolność do wybierania pokarmów, które w danym momencie organizm rzeczywiście potrzebuje.  I mamy jeszcze jedno zadanie, o którym już pisałam: zapewnić możliwie szeroki wybór dobrych pokarmów. Bogata oferta pokarmów zapewniona przez rodziców (lub opiekunów) oznacza podaż wszystkich niezbędnych dla zdrowia substancji pokarmowych, a wolny wybór po stronie dziecka – sięgniecie po te substancje pokarmowe, których w danym momencie jego organizm najbardziej potrzebuje. Nie musimy kontrolować ilości i rodzaju zdrowego pokarmu zjadanego przez dzieci. Przed nadmiarem lub niedoborem dzieci ochronią się same, jeśli tylko nie będziemy im w tym przeszkadzać.

      W następnym wpisie opowiem, jak wybory kulinarne moich Dzieci wyglądają w praktyce...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „ZASADY ODŻYWIANIA DZIECI: SWOBODNY WYBÓR POKARMÓW”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 lutego 2013 14:24
  • niedziela, 03 lutego 2013
    • ZASADY ODŻYWIANIA DZIECI: BOGATA OFERTA KULINARNA

       

      JEŚĆ WSZYSTKO?

      „Moje dzieci jedzą wszystko”. Może to brzmieć dobrze lub źle. Takie zdanie można usłyszeć od rodziców, którzy kojarzą słowo „dieta” z potencjalnie szkodliwym ograniczeniem lub wykluczeniem niektórych pokarmów i jeśli tylko świadomie dokonują zakupów spożywczych, myślę, że są na dobrej drodze. Gorzej, jeśli „jedzenie wszystkiego” oznacza podawanie dzieciom tego, co jest pod ręką, czym je przypadkowo częstują lub co można łatwo zdobyć, przygotować, zjeść. Przypadkowe, łatwe jedzenie jest mocno zubożałe (nie zapewnia podaży pełnej gamy pokarmów) i najczęściej, użyję mocnego słowa - zatrute chemią.

      Moje dzieci jedzą wszystko, co jest pokarmem i co lubią. Jeśli pokarm ma odżywiać, leczyć i nie truć, to pokarmem nie jest rafinowany cukier i wszelkie produkty zawierające taki cukier. Jeśli znalazłabym się w jakiejś skrajnej sytuacji, w której nie mogłabym zdobyć jedzenia dla moich Dzieci przez dłuższy czas, a miałabym do dyspozycji jedynie cukier rafinowany, nie podałabym im tego cukru, bo bym je dodatkowo osłabiła.
      Oprócz cukru, nie są pokarmem inne produkty wysoko przetworzone (np. mleko UHT, większość żółtych serów, frytki z McDonald’s, coca-cola, soki z kartonów, margaryna, oleje rafinowane) oraz produkty z dodatkiem sztucznych konserwantów, aromatów, zapachów, spulchniaczy itp. Nie są też pokarmem nadmiernie lub niewłaściwie chronione chemią warzywa i owoce. Najlepiej, aby nie było żadnej chemii.

       

      TEST DLA RODZICÓW

      Aby odpowiedzieć na pytanie „Czy moje dziecko je wszystko?”, należy uświadomić sobie, jak bogatą ofertę podsuwa nam Natura. Proponuję mały test dla rodziców, w którym należy odpowiedzieć na dwa pytania:

      1)      Ile razy w ostatnim miesiącu moje dziecko jadło lub piło:
      - pszenicę (czyli np. chleb pszenny, bułki pszenne, ciasto lub ciastka z mąki pszennej, makaron pszenny, zupę z zasmażką na mące pszennej);
      - mleko krowie (np. mleko słodkie, mleko zsiadłe, kefir, jogurt, ser żółty, twaróg, śmietanę, sernik, kakao na mleku, zupę zabielaną śmietaną);
      - cukier rafinowany (np. cukier w herbacie, słodycze, ciasta, ciastka, jak również przemysłową musztardę, keczup, syrop na przeziębienie, gorączkę itp.);
      - wieprzowinę (np. wędlinę, kotlet schabowy, karkówkę) lub kurczaka;
      - czarną herbatę;
      - sok owocowy ze sklepu;
      - masło lub margarynę.

      2)    Ile razy w ostatnim miesiącu moje dziecko jadło lub piło:
      - kaszę gryczaną (w postaci czystej lub w postaci dań z mąki gryczanej), kaszę jaglaną lub kaszę jęczmienną;
      - niepasteryzowane mleko kozie;
      - miód;
      - orzechy;
      - nasiona słonecznika, dyni, siemienia lnianego, maku, sezamu;
      - mięso z królika, kaczki lub gęsi;
      - herbatę ziołową (np. koperkową, rumiankową);
      - świeży sok wyciskany z pomarańczy;
      - czarną rzepę;
      - oliwę z oliwek, smalec lub olej kokosowy;
      - kardamon, tymianek lub kurkumę;
      - zieleninę lub kiełki.

      Listy pokarmów mogłyby być znacznie dłuższe w powyższych pytaniach, ale myślę, że są wystarczające, aby wyciągnąć swoje indywidualne wnioski.

       

      RÓŻNORODNOŚĆ POKARMÓW

      Bogaty wybór pokarmów to punkt startu w dobrym odżywianiu, przy założeniu że pokarm to naturalna substancja, która odżywia, leczy i nawet w najmniejszym stopniu nie truje. Aby uwzględnić całe bogactwo Natury, dobrze jest usiąść, wziąć ołówek i kartkę papieru i spisać sobie dostępne pokarmy z poszczególnych grup pokarmowych, a więc poszczególne rodzaje mięs, jajek, orzechów, mleka i jego przetworów, ryb (nieskażonych), tłuszczów, warzyw, owoców, zbóż, przypraw i ziół. Latem można wybrać się na targowisko i uzupełnić naszą listę o to, co przeoczyliśmy. Następnie trzeba nauczyć się, jak zaoferować to wszystko dzieciom.

      Jedzenie wszystkiego to nie tylko sięganie po wszystkie możliwe smakujące pokarmy oferowane przez Naturę (przede wszystkim z naszej strefy klimatycznej), ale również zachowanie między nimi odpowiednich proporcji; najlepiej, aby dziecko nie jadło danego pokarmu w nadmiarze lub zbyt rzadko i aby miało wystarczające i całkowite przerwy w spożywaniu tego pokarmu. Skąd mamy wiedzieć, jakie są właściwe dawki i przerwy? Jeśli dziecko nie jest obciążone uzależnieniem pokarmowym (np. od wyrobów z białej mąki, produktów mlecznych, słodyczy), wówczas, jeśli mu na to pozwolimy, samo, kierując się swoimi smakami dobierze sobie odpowiednie dawki poszczególnych pokarmów lub zrobi sobie odpowiednio długie przerwy w ich spożywaniu.

       

      OFERTA KULINARNA DLA DZIECKA

      W codziennej ofercie kulinarnej dla dziecka powinny się znaleźć:

      1)      węglowodany (produkty z różnorodnych zbóż, owoce, warzywa), białka (mięso, jajka, ryby, mleko i jego przetwory, orzechy, warzywa strączkowe) i tłuszcze w wystarczających ilościach;
      W przeciętnej ofercie dominują węglowodany, bo te najłatwiej zapewnić i są najwygodniejsze, podczas gdy warto je nieco ograniczyć na rzecz żółtek, tłustszego mięsa czy orzechów, jeśli dziecko ma ochotę na taką zmianę proporcji. Niepotrzebnie ograniczane są tłuszcze (wskutek nieporozumienia na temat ich szkodliwości); tłuszcze są niezbędne dla prawidłowego rozwoju mózgu dziecka i do przyswajania ważnej witaminy D (która z kolei jest niezbędna do przyswajania wapnia), jak również witamin A, E, K. Dzieci zazwyczaj lubią masło!

      2)    dania ciepłe i pokarmy surowe;
      Dania ciepłe, rozgrzewające powinny dominować, a zwłaszcza zimą. Mogą to być różnego rodzaju zupy, mięsa, potrawy z ziemniaków, naleśniki, kasze, potrawy z jajek, warzywa na ciepło (najlepiej z dodatkiem różnorodnych przypraw i tłuszczu). Zimą moje Dzieci zazwyczaj jedzą obiad na śniadanie, obiad na obiad i obiad na kolację... Ciepłe pokarmy znakomicie chronią je przed mrozem; jeśli przez dzień lub dwa nie jedzą zupy, żółtek na ciepło, ziemniaków z masłem czy kaszy gryczanej, muszę je cieplej ubierać. Pokarmy surowe też są niezbędne w codziennej diecie, w małej ilości zimą, a w większej latem. W surowych pokarmach znajdują się niezbędne dla ludzkiego organizmu enzymy, można powiedzieć, że surowe pokarmy żyją. Należą do nich: surowe owoce, świeżo wyciskane soki, surowe warzywa (np. w postaci surówek), owoce suszone na słońcu (niekonserwowane chemicznie), zielenina, kiełki, produkty fermentowane (np. kapusta kiszona, ogórki kiszone, domowy kefir, domowy jogurt, niepasteryzowany zakwas buraczany), nieprażone świeże orzechy i nasiona, surowe mleko prosto od krowy, twarożek lub śmietana z takiego mleka, surowe mięso, surowe żółtka.

      3)    Kompozycje pokarmów i pokarmy pojedyncze;
      Istnieją różne szkoły na temat łączenia pokarmów lub ich rozdzielania w poszczególnych posiłkach. W naszym przypadku najbardziej sprawdzającą się pewne zasady tradycyjnej medycyny chińskiej. Mówią one o potrzebie właściwego komponowania posiłków, z uwzględnieniem wszystkich pięciu smaków: kwaśnego, gorzkiego, słodkiego, ostrego i słonego oraz z uwzględnieniem natury poszczególnych pokarmów: zimnej, chłodnej, neutralnej, ciepłej i gorącej.
      Odpowiednie łączenie składników w potrawie sprawia, że dziecku zaczyna smakować jedzenie, a co za tym idzie, jego organizm może w ten sposób najlepiej przyswoić poszczególne składniki odżywcze. Na przykład obecność tłuszczu (niekoniecznie w dużych ilościach, ale możliwie w każdym posiłku) jest niezbędna, aby organizm skorzystał z szeregu ważnych substancji zawartych w danym pokarmie; bez tłuszczu te substancje zostałyby wydalone lub nie w pełni wykorzystane. Mój Chłopczyk nie przełknąłby samego ogórka kiszonego, natomiast klasycznie przyrządzony tatar (mielona polędwica wołowa, posiekana cebula i posiekany kiszony ogórek, żółtko, przyprawy i oliwa z oliwek) to danie, na które leci mu ślinka. Bardzo też lubi chleb z masłem i liściem sałaty lub kapusty pekińskiej, ale odmawia jedzenia tych warzyw solo.

      Innym dobrodziejstwem tłuszczu jest to, że spowalnia on wchłanianie cukrów z pokarmu, a przez to zapobiega gwałtownemu wzrostowi glukozy we krwi i gwałtownej odpowiedzi insulinowej, której konsekwencją może być z kolei zbyt duży spadek glukozy we krwi (objawiający się np. sennością, rozdrażnieniem). Pokarmy bardzo słodkie, np. banany czy miód spożyte bez dodatków powodują takie chwilowe rozregulowanie gospodarki cukrowej (pokarmy te mają tzw. wysoki indeks glikemiczny), natomiast spożyte z dodatkiem np. masła – już nie. Dlatego często zamiast samych bananów podaję je Dzieciom w plasterkach, z dodatkiem oliwy z oliwek i przypraw korzennych, lub delikatnie podsmażam na maśle klarowanym, również z dodatkiem przypraw. Dzieci bardzo to lubią. Żałuję, że nie jestem naukowcem z możliwościami przeprowadzenia badań na temat indeksu glikemicznego poszczególnych kompozycji pokarmów. Na razie dysponujemy tabelami indeksów glikemicznych pojedynczych pokarmów.
      Choć jestem zwolenniczką kompozycji pokarmowych, wiem, że czasami dziecko może mieć ochotę na coś „pojedynczego”. Moja Dziewczynka uwielbia okresowo podjadać sobie sam... cynamon. Zdarza się, że podziubie samo mięso z rosołu i taki posiłek jej wystarczy. Nie jest też czymś dziwnym, jeśli chce wyjadać samo masło – łyżeczką. Mój Chłopczyk z kolei prosi czasami, aby do szkoły dać mu suche wafelki ryżowe, bez masła czy jakichkolwiek dodatków. Albo zażyczy sobie porcji smażonego boczku w plasterkach, bez dodatków. Kiedyś zdarzyło się, że porwał mi ze stołu plasterek surowego imbiru i zjadł bez mrugnięcia okiem. Przecież to takie ostre! Myślę, że to są sygnały z organizmów moich Dzieci, mówiące o tym, że trzeba coś zrównoważyć, coś, co zjadły wcześniej – w nierównowadze. Być może pojedynczy pokarm ma pomóc w trawieniu wcześniejszego posiłku, w którym czegoś zabrakło. Albo może doszło do jakiejś nierównowagi w florze bakteryjnej jelit. Albo we wcześniejszej dobie za dużo było pokarmów węglowodanowych, które organizm chce zrównoważyć tłustym boczkiem. Nie musimy robić na ten temat doktoratu, wystarczy, że będziemy reagować na smaki naszych dzieci i pozwalać im wybierać.
      Obserwując smaki moich Dzieci, jak również moje własne smaki dochodzę do wniosku, ze najlepiej smakują i służą nam dania, w których dominuje jakiś węglowodan, z dodatkiem małej ilości pokarmu białkowego (np. zupa warzywna z kaszą gryczaną i z małą ilością mięsa) lub na odwrót: danie typowo białkowe, z małym dodatkiem węglowodanów (np. solidna porcja mięsa, odrobina ziemniaków i warzywa). Proponowane w wielu publikacjach całkowite rozdzielanie białek i węglowodanów w jednym posiłku (ze względu na szybsze, łatwiejsze trawienie) moim zdaniem może prowadzić do nierównowagi w organizmie, tak samo jak jedzenie białek i węglowodanów pół na pół w jednym posiłku, a zwłaszcza, gdy ten posiłek jest duży. Ale w przypadku dzieci, oddajmy głos Naturze: niech one same ostatecznie zadecydują o wszelkich proporcjach i ilościach.

      PS. cytat:
      „Właściwe wyżywienie powinno się składać z co najmniej 60 artykułów spożywczych miesięcznie, w czym połowa – surowych”
      (Źródło: Witold Poprzęcki: „Poradnik Zielarza” Warszawa 1982, str.39)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 lutego 2013 14:48
  • niedziela, 06 stycznia 2013
    • JAK ODŻYWIAĆ DZIECI?

       

      Jak już wspomniałam, zmiany w naszym odżywianiu wprowadziliśmy ponad trzy lata temu, dokładnie w listopadzie 2009 r. Można powiedzieć: przeszliśmy wówczas na dietę, jeśli słowo „dieta” ma oznaczać specyficzny sposób odżywiania, mający na celu wyleczenie człowieka z choroby. Nasza dieta polegała na:

      • redukcji węglowodanów (przede wszystkim cukru - w potocznym rozumieniu i pokarmów pochodzących ze zboża: chleba i innych wypieków, kasz, płatków, makaronów, ryżu, kukurydzy);
      • zwiększeniu udziału tłuszczów;
      • ograniczeniu spożywania pokarmów zawierających gluten (białko roślinne występujące w pszenicy, życie, owsie i jęczmieniu) i kazeinę (białko mleczne obecne w mleku, serach, jogurtach, kefirach i innych produktach zawierających mleko bądź jego przetwory) do jednego - dwóch dni w tygodniu.

      Ponieważ pozytywne efekty zmian żywieniowych pojawiły się zaskakująco szybko i wyraźnie, nie miałam już wątpliwości, że znaleźliśmy wreszcie sposób na chorobę Chłopczyka. Na początku było stosunkowo łatwo i przyjemnie: Dzieciom zasmakowały tłuste mięsa i rosoły, banany w oleju, ziemniaki ze sporą porcją masła, jajka, orzechy, a nawet tran, którego ja osobiście nie byłam w stanie przełknąć. Chłopczyk domagał się tranu wręcz codziennie przez parę ładnych tygodni.

      A potem zaczęły się schody... gdy Dzieciom zmieniły się smaki. Zatęskniły za węglowodanami w większych ilościach. Co miałam robić? Bałam się powrotu do dawnych zwyczajów kulinarnych, bo bałam się regresu w procesie zdrowienia Chłopczyka.

      Wspierana ciągłym kontaktem z naszą Panią Lekarką „od diety” oraz systematycznie zdobywaną wiedzą (czasami odbiegającą od tego, czego uczyłam się od Pani Lekarki), przez trzy lata wypracowałam sobie na własny użytek pewne zasady - aksjomaty, które na razie nam służą z powodzeniem. Poniżej wymienię je w punktach, a w najbliższej przyszłości postaram się rozwinąć każdy z tych punktów.

       

      MOJE ZASADY ODŻYWIANIA DZIECI:

      1. Zapewnij dzieciom możliwie bogatą ofertę kulinarną.
      2. Wsłuchuj się w wybory kulinarne dzieci (tj. podawaj im to, co lubią, nie nakłaniaj do jedzenia tego, co nie smakuje, pozwól im decydować o tym, czy i ile zjeść).
      3. Całkowicie zrezygnuj z podawania dzieciom cukru (zwłaszcza cukru rafinowanego) i wszelkich potraw i produktów zawierających cukier.
      4. Całkowicie zrezygnuj z używania olejów rafinowanych oraz olejów na zimno tłoczonych (za wyjątkiem oliwy z oliwek i oleju kokosowego), które szybko ulegają zepsuciu (nawet niezauważalnie zjełczałe oleje mogą być szkodliwe).
      5. Całkowicie zrezygnuj z produktów z dodatkiem sztucznych konserwantów, aromatów, barwników i innych tego typu dodatków.
      6. Unikaj produktów przemysłowo przetworzonych (np. mleka z półki sklepowej) na rzecz produktów naturalnych (np. niepasteryzowanego mleka prosto od krowy).
      7. Unikaj morskich ryb ze względu na ich skażenie rtęcią i innymi toksycznymi pierwiastkami.

      Trzy lata temu zrobiłam Chłopczykowi analizę pierwiastkową włosów, z której wyniknęło, że Dziecko ma w sobie rtęć. Wynik wynosił 0,5314 mg/kg (przy normie 0,5 mg/kg). Dwa miesiące temu powtórzyłam badanie. Rtęć spadła do 0,08 mg/kg. Cieszę się niezmiernie, choć moja norma dla rtęci w organizmie ludzkim to ZERO. Mam nadzieję, że kiedyś dojdziemy do mojej normy.

      Chcę podkreślić, że nie stosowaliśmy jakiejkolwiek chelatacji. Wprowadziliśmy tylko inne odżywianie, więcej ruchu, zrezygnowaliśmy z leków i suplementów...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamazdrowychdzieci
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 stycznia 2013 20:16

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Wszystkie publikacje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i publikowanie w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszych pisemnych uzgodnień ze mną. Blog ten przedstawia moją wiedzę i doświadczenie, jak również moje osobiste przemyślenia i wnioski na temat profilaktyki zdrowotnej i leczenia dzieci, natomiast nie może zastępować profesjonalnej porady lekarskiej, jak również zwalniać Czytelnika z odpowiedzialności za decyzje, jakie podejmuje względem swoich dzieci lub siebie samego.

Opcje Bloxa